przycinek.usa
07.02.06, 18:15
"Można z Michnikiem polemizować, można się spierać, ale..." - obudowuje Wołek
swą wypowiedź. Na tej akurat antenie takie słowa brzmią szczególnie
fałszywie. Można, oczywiście, jeśli jest się gotowym wylecieć za to z pracy i
być ciąganym po sądach. Proszę nie myśleć, że czynię z siebie jakiegoś
męczennika - dostałem znacznie lepszą ofertę pracy szybciej, niż Tok FM
zdołało znaleźć na moje miejsce kogoś o wymaganym tam stosunku do Michnika.
Ale choćby moja przygoda, jeśli nie co innego, powinna Wołkowi uświadomić, że
wyrywa się ze swą czołobitnością wobec człowieka, któremu przyznano, czy też
sam sobie przyznał, szczególny przywilej nietykalności. Przywilej poparty
mocą szkodzenia ludziom, usiłujących rozliczyć Michnika ze szkód, jakie swą
działalnością po roku 1989 wyrządził Polsce.
Tymczasem sam Michnik swe zasługi, które mają ów immunitet uzasadniać,
potraktował po roku 1989 jak polityczny kapitał. Ten kapitał - niemały -
Michnik przez piętnaście lat inwestował w obronę komunistów, w Jaruzelskiego
i Kiszczaka, w Urbana, w tłumienie w Polsce normalnej politycznej i
publicznej debaty, w zwalczanie lustracji i dekomunizacji, w tworzenie
wspólnego z postkomunistami obozu politycznego, mającego zagrodzić drogę
centroprawicy. Słowem, w sprawy chybione i niegodziwe. Tak inwestując, cały
posiadany kapitał przetrwonił. I stał się, w sensie autorytetu, bankrutem.
fakty.interia.pl/ziemkiewicz/news?inf=715239
Chyba polubie tego Ziemkiewicza.