01percebes
23.11.07, 22:54
Do debaty na temat sily naszej narodowej jedenastki w pilce noznej
dolaczyl ostatnio jako silny konkurent do kawiarnianych rozmow temat
zmiennosci kursow walutowych.W koncu to logiczne ze w tym naszym
zglobalizowanym swiecie wszyscy jestesmy w mniejszym lub wiekszym
stopniu zalezni od ewolucji euro,dolara czy zlotowki.Sam bylem
swiadkiem w czasie mojej ostatniej wizyty w kraju ze dotychczasowe
narzekania na zycie czy rozmowy o wszystkim i niczym to juz
historia.Dzisiaj mowi sie juz tylko o funduszach,gieldzie,hipotekach
i wiborze."Mamy 71 proc. finansistow" jak podaja badania IP
SOS.Zadziwiajace ale prawdziwe.Ale jak mowi moj pewien znajomy
piekarz, ze sie mowi duzo nie znaczy ze sie duzo wie.Coraz wiecej
ekonomistow krzyczy o upadku dolara.Podziwiam ich zdolnosc do
kreatywnego myslenia.A u mnie jak zawsze pustka i
watpliwosci.Wszystko wydaje mi sie zbyt proste i latwe.
Jakie sa rzeczywiste powody,konsekwencje i ostateczny wynik spadku
wartosci dolara?
Generalnie panuje w temacie jednomyslnosc opinii.Jest to problem
bardzo powazny dla USA.To koniec wszechmocnego dolara.I wszystko za
sprawa tego okropnego Busha.Rozwiazanie? Niech Bush sie zamieni w
Johna Lennona,wyciagnie swoje wojska z Iraku i przy okazji ze
wszystkich innych stron swiata.Niech przestanie trwonic pieniadze i
podporzadkuje sie w koncu zaleceniom ONZ jak wszystkie porzadne
kraje.
Sprobujmy jednak przemyslec powyzszy temat jeszcze raz.
*To prawda ze USA potrafilo wykorzystac odbudowe Europy po II wojnie
swiatowej do narzucenia swojej waluty jako filaru nowego systemu
finansowego.Strategia bardzo zreczna ktora przyniosla im ogromne
zyski.Jednak strategie nie wyznaczaja celow koncowych i w dodatku sa
zmienne.I wszystko wskazuje na to ze wlasnie zmienily sie warunki
gry.
*Byc moze niektorzy sie juz zorientowali ze caly ten ruch monetarny
ostatnich dwoch lat nie wynika z tego ze Europa dobrze rozgrywa
swoja partie.Europa a scislej UE, przyglada sie jak euro umacnia sie
troche jakby wbrew jej woli i z danymi makroekonomicznymi nie do
konca przekonywujacymi fachowcow od ekonomii.
*Wydaje sie ze jestesmy mimowolnymi swiadkami ciekawej partii
pomiedzy Chinami i USA.Chcialbym tylko przypomniec ze wladze panstwa
srodka mocno bronia sie przed wypuszczeniem juana do wolnego
obiegu.Chiny, tak zreszta jak i Japonia ktora rozgrywa podobnie,
zdaja sobie dobrze sprawe z tego jak wazna kwestia jest dla
tamtejszych firm i szerzej dla bilansow wymiany handlowej obydwu
krajow , posiadanie umacniajacych sie walut narodowych.Po przeciwnej
stronie- USA wydaje sie byc na reke ta deprecjacja dolara ktora
napewno wyciszy nieco problemy z ogromnym dlugiem a przy okazji
skomplikuje nieco sytuacje chinskim posiadaczom bonow skarbowych USA.
*Nikt juz chyba nie wierzy w zapewnienia "fachowcow z urzedu" ze
dzieki umacnianiu euro (a przy okazji takze zlotowki) nie odczuwamy
wzrostu cen ropy naftowej.Ceny paliw pna sie w gore bowiem dolar
idzie w odwrotnym kierunku, a to skolei spawia ze wielu nafciarzy
rozwaza rozliczenia w euro bardziej na serio.Na razie to tylko
zachcianki ale juz maja swoje konsekwencje.
Oczywiscie jest to gra mistrzow, jak w WIELKIM SZU,pelna rozwagi i
umiaru ale takze niespodziewanych ryzkownych zagrywek.Kazda decyzja
przynosi wymierne efekty:pozytywne ale takze negatywne.W tej, jakze
ciekawej rozgrywce znajduja sie gracze ktorzy wiedza w co graja ale
takze Ci ktorzy sie pogubili.Zwykl mawiac pewien moj przyjaciel ze
studiow, wielki milosnik hazardu: "...Jesli po 10 minutach gry w
pokera nie wiesz kto jest jeleniem, to mozesz byc pewien ze to ty
nim jestes."
Obawiam sie drodzy czytelnicy tego forum, ze Bush nie jest
Jeleniem.Pozdrawiam.