54dek
29.02.08, 13:38
To temat ciągle aktualny. Wprowadzenia tego podatku domagają
się "postępowi" neoliberałowie i część "światłej" prawicy. Za takim
podatkiem opowiadała się minister finansów w rządzie PiS, była
gwiazda polityki gospodarczej PO, Z. Gilowska, profesor ekonomii
(sic). Opowiada się też za nim były prezes NBP, niejaki Leszek B.
oraz cały jego zaciąg ekonomicznych "ekspertów". W masowych
antypolskich mediach propaguje się ten podatek, jako jeden z
warunków gospodarczego rozwoju. Liberalne media, domagające się
wszędzie tolerancji, jakoś nie mogą zdobyć się na prezentację
odmiennych o nim opinii, przez co nie posiadający ekonomicznej
wiedzy obywatele, nie są w stanie wyrobić sobie obiektywnego zdania.
Mamy prawo podejrzewać, że właśnie o to chodzi.
Podatek liniowy - hasło wyborcze Platformy Obywatelskiej, popiera go
również wielu niezorientowanych obywateli - ma to być 15% podatek od
dochodów osobistych, od przedsiębiorstw i taka też ma być powszechna
stawka podatku VAT (oczywiście na zmianę stawki VAT nie zgodzi się
przede wszystkim UE, ponieważ 75% wpływów z tego podatku w myśl
traktatu akcesyjnego odprowadzamy do unijnego budżetu).
Właściwie mamy już w Polsce podatek liniowy od dochodów osobistych w
wysokości 13.1%. Jest to bowiem, efektywna stawka podatku o stopie
19% w I grupie podatkowej (pomniejszona o ulgi i odliczenia), jaką
płaci 95% z 23.3 mln podatników, więc prawie wszyscy. Wprowadzenie
15% podatku liniowego będzie w istocie zwiększeniem opodatkowania.
Nikt myślący nie powinien się godzić na jego wzrost i likwidację
wszystkich ulg. Efektywny podatek w II-ej grupie podatkowej ze
stawką 30% wynosi 18,1% - płaci go 4% podatników. W III-ej grupie ze
stawką 40% efektywny podatek wynosi 27,9% - płaci go 1% podatników,
czyli ok. 230 tys. najbogatszych osób w Polsce. Przeciętny podatek
od wszystkich podatników ogółem wynosi zatem ok. 15%. Na tej
podstawie ekonomiczni "eksperci" z PO i z pozostałych "postępowych"
środowisk wykombinowali podatek liniowy na poziomie 15%. Byłby on
pobierany przy wypłacie wynagrodzenia. Urzędy skarbowe zmniejszyłyby
znacznie zatrudnienie - to wg PO oszczędności w administracji
państwa, ponieważ ujednolicona stawka podatku uprościłaby jego
pobór. Czy rzeczywiście dla pracownika urzędu skarbowego,
sprawdzającego deklaracje podatkowe stanowi różnicę wysokość stawki
podatkowej podatnika i czy stawka jest jedna, czy jest ich kilka?
Musi sprawdzić i tak każdą deklarację.
(Ponieważ nie mam możliwości przekopiowania na stronę Gazeta.pl
diagramu, opiszę go Państwu)
Diagram kołowy A - pokazuje udział poszczególnych grup podatkowych w
ogólnej liczbie 23,3 mln podatników:
95% - stanowią podatnicy I-ej grupy podatkowej o stawce 19% (kolor
niebieski),
4% - stanowią podatnicy II grupy podatkowej o stawce 30% (kolor
brązowy),
1% - stanowią podatnicy III grupy podatkowej o stawce 40% (kolor
zielony)
Diagram kołowy B - pokazuje udział poszczególnych grup podatkowych w
ogólnej sumie podatków od osób fizycznych:
podatnicy I grupy podatkowej o stawce 19% wnoszą do budżetu tylko
51% przychodów (kolor niebieski),
podatnicy II grupy podatkowej o stawce 30% wnoszą do budżetu 19%
przychodów (kolor brązowy),
podatnicy III grupy podatkowej o stawce 40% wnoszą do budżetu aż 30%
przychodów (kolor zielony)
Wykres (diagram) pokazuje wyraźnie, którzy podatnicy zyskają na
wprowadzeniu podatku liniowego.
Przyjmując wszystkie podatki od osób fizycznych za 100%, udział w
nich poszczególnych grup podatkowych jest następujący: I grupa
wpłaca 51,6% ogólnej sumy podatków, II - 18.6%, III - 29,7%. Wynika
z tego, że 230 tys. najbogatszych osób w państwie wpłaca do budżetu
ok. 30% tego, co 23,3 mln podatników. Powyższe dane pozwalają
wyciągnąć wniosek (może to zrobić już uczeń szkoły średniej), że
wprowadzenie podatku liniowego na poziomie 15% i przy nie
zmniejszonych wpływach do budżetu państwa spowoduje przesunięcie
rzeczywistego obciążenia podatkowego z najbogatszych podatników na
pozostałe 23 mln. Rzeczywiste obciążenie podatkowe (łącznie z
podatkami pośrednimi, których nie dotyczą deklaracje podatkowe, tzw.
PIT-y) wzrośnie w I grupie podatkowej o ok. 9%, tzn. z 19% do 28%.
Czy zatem, ciężar (czyli budżet = cena) funkcjonowania państwa ma
być przerzucony na biednych i najbiedniejszych?
Budżet państwa (dla jasności obrazu pomijam wszystkie formy kredytu
zaciagane przez budżet państwa, co nie znikształca poniższego
wywodu) jest matematyczną sumą podatków od osób fizycznych, od
przedsiębiorstw i podatków pośrednich (VAT, akcyza - ukrytych w
cenach towarów i usług, od transakcji, od nieruchomości itp.). Rok
1990 był ostatnim, w którym odnotowano w budżecie nadwyżkę
przychodów nad wydatkami. Od 1991 przychody budżetu systematycznie
maleją, rośnie deficyt, maleją również realne wydatki budżetu. Nie
możemy już bardziej ograniczać tych wydatków, można nimi tylko
racjonalniej dysponować. Muszą istnieć jakieś minimalne środki na
oświatę, na ochronę zdrowia, na wojsko itp. Nie możemy, zatem
zmniejszać budżetu. Jeśli zmniejszymy jakiś składnik sumy budżetu,
to inny jego składnik musi wzrosnąć, żeby suma podatków nie uległa
zmianie. A zatem, wprowadzenie podatku liniowego spowoduje wzrost
podatków pośrednich. Zmniejszy to dochody 95% podatników, którzy z
tego powodu kupią mniej towarów i usług. Oczekiwany przez
przedsiębiorców wzrost dochodów wynikający z wprowadzenia podatku
liniowego zostanie pochłonięty przez straty spowodowane zmniejszoną
sprzedażą produkcji i usług i przedsiębiorca musi to wiedzieć i
rozumieć. Korzyści natomiast, odniesie grupa ok. 200 tys.
najbogatszych osób: właściciele, kierownictwa i członkowie rad
nadzorczych, banków, spółek skarbu państwa, wyżsi urzędnicy
administracji państwa itp.
Pewna pani minister, wielce "zasłużona" dla polskiej gospodarki, A.
Kamela - Sowińska (zamieszana w "prywatyzacje" banków)
argumentowała, że kraje takie jak, Rosja, Litwa, Łotwa, Estonia po
wprowadzeniu podatku liniowego mają wzrost gospodarczy. Kraje te nie
miały wcześniej systemu podatkowego, więc mogły wprowadzić dowolny
ubruttowiając wcześniej wynagrodzenia tak, żeby osiągane dochody po
opodatkowaniu zostały na poziomie z przed opodatkowania - i nie
stanowi to potwierdzenia wzrostu PKB. Nie istnieją też w
ekonomicznej literaturze opracowania pozytywnych rezultatów
funkcjonowania podatku liniowego.
PO w swoim programie, oprócz zmniejszenia podatków dla bogaczy,
zakładała m.in. prywatyzację służby zdrowia, odpłatną naukę na
wyższych uczelniach, wprowadzenie wysokiego podatku katastralnego,
zwiększenie podatku rolnego, ograniczenie dopłat z budżetu dla
rolników - ubytek dochodów budżetu z powodu podatku liniowego trzeba
przecież jakoś zrównoważyć i dlatego program PO w 2005 r. liczył 19
stron, na których nie było, co czytać, a w 2007 r. był chyba jeszcze
krótszy.
Ceny utrzymania państwa, jaką jest jego budżet, nie można przerzucać
na celowo i systematycznie zubażane społeczeństwo, a zwalniać z tych
kosztów najbogatszych, bo ono tego ciężaru nie udźwignie. Ten skok
na naszą kasę trzeba zablokować.
Wszystkie dane liczbowe pochodzą ze stron internetowych Min.
Finansów - www.mf.gov.pl., w dziale raporty - ,,Rozliczenie podatku
dochodowego od osób fizycznych za 2003 r oraz z Polskich Roczników
Statystycznych.
Wg danych za rok 2005 (www.mf.gov.pl/dokument.php?
const=3&dzial=149&id=88373), po zlikwidowaniu większości ulg
podatkowych efektywna stawka podatku wzrosła z 13.1% (w pierwszej
grupie podatkowej) i zbliżyła się do ok. 15%, reszta danych nie
wykazuje istotnych zmian.
Dariusz Kosiur