Dodaj do ulubionych

GDP Deflator Actually Deflates

01.02.09, 02:54
To jest ciekawe!

Popatrzcie sami:
www.contrahour.com/contrahour/2009/01/gdp-deflator-actually-deflates.html
Obserwuj wątek
    • stoje_i_patrze Re: GDP Deflator Actually Deflates 01.02.09, 09:40
      było to tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=90617441
      "The deflator was down .1% (first decline since '54)instead of the expect .4% rise."

      Jak najbardzie ten PKB wyglada zle....
      • przycinek.usa Re: GDP Deflator Actually Deflates 01.02.09, 11:46
        ale linku nie dales i nie dalo sie zobaczyc wykresu itp.
        • kw.pol Re: GDP Deflator Actually Deflates 01.02.09, 18:27
          Panowie, trochę mnie rozbawiacie. Przy takiej deflacji, jak to jest
          lansowane na tym forum, tylko taki ząbek na deflatorze ? Jestem
          rozczarowany smile. Toż powinniśmy się spodziewać PKB na poziomie
          gdzieś minus 13,8%, a nie marnych niecałych 4%.

          To jak to jest, gospodarka taka silna, czy też printing zielonej
          malulatury jest tak świetnym amortyzatorem ?
          • przycinek.usa NO WLASNIE!!! 01.02.09, 19:16
            kw.pol napisał:

            > Panowie, trochę mnie rozbawiacie. Przy takiej deflacji, jak to
            jest
            > lansowane na tym forum, tylko taki ząbek na deflatorze ? Jestem
            > rozczarowany smile. Toż powinniśmy się spodziewać PKB na poziomie
            > gdzieś minus 13,8%, a nie marnych niecałych 4%.
            >
            > To jak to jest, gospodarka taka silna, czy też printing zielonej
            > malulatury jest tak świetnym amortyzatorem ?


            He he he he he he.
            Ale poczekajcie towarzyszu.
            patience is a virtue

            Zreszta jak to sie stalo, ze jest taki przyrost pieniedzy i deflacja?
            Co sie dzieje? Co jest grane? Kto to wytlumaczy? -))

            Kto by przypuszczal, ze ta zielona makulatura bedzie sie tak
            dzielnie trzymac.
            he he he.
            • polarbeer patience is a virtue 01.02.09, 19:24
              > He he he he he he.
              > Ale poczekajcie towarzyszu.
              > patience is a virtue

              Ja tez tak twierdze wink

              Cierpliwosci, bedzie przyrastalo wiecej... drzew nie zabraknie. Oni sie dopiero
              zaczynaja rozgrzewac!
            • kw.pol Re: NO WLASNIE!!! 01.02.09, 19:42
              > Co sie dzieje? Co jest grane? Kto to wytlumaczy? -))

              polecam lekturę - esej Erica deCarbonnela pt.
              "How deflation creates hyperinflation"

              tiny.pl/vpbr
              lepiej bym tego nie napisał, więc wklejam, zresztą cały blog jest
              bardzo interesujący i warty przeglądania od czasu do czasu.

              tak więc, cierpliwości, Towarzyszu, cierpliwości hahahaha smile
              • bagracz Re: NO WLASNIE!!! 01.02.09, 21:49
                Pięknie wyjaśnione. Włos się jeży.
                Teraz już rozumiem te tankowce z ropą i początek rajdu złota i srebra. Będzie masakra.
                • herr7 jaka masakra? 01.02.09, 23:02
                  Może Pan objaśnić jaki jest związek z tankowcami pełnymi ropy, złotem i srebrem a masakrą? Kto zdaniem Pana zostanie zmasakrowany?
                  • bagracz Re: jaka masakra? 01.02.09, 23:12
                    Spokojnie. To był tylko zwrot retoryczny.
                    Mam nauczkę, żeby w tych niespokojnych czasach nie używać słów wieloznacznych. Szczególnie gdy tyczą czegoś bardzo groźnego.
                    • herr7 rozumiem że jest to taki styl 01.02.09, 23:36
                      tym niemniej ciekawi mnie na czym mają owe radykalne wydarzenia polegać?
                      • bagracz Re: rozumiem że jest to taki styl 02.02.09, 00:09
                        Na kolapsie dolara.
                        To nie będzie aksamitny kolaps. Nie wydaje mi się by parę następnych lat było z tych nudnych.
                        W linku Kw.pol są podpowiedzi do możliwych skutków.
                        • boorack Geithner, Bernake, velocity 02.02.09, 01:39
                          Czy np. idiotyczna wypowiedź Geithnera i jeszcze głupsza Bernake'a mogłaby
                          poruszyć tę lawinę ? Tzn. Geithner zarzuca Chińczykom manipulacje -> wszyscy
                          wierzą że Chińczycy się obrażą i nie kupią więcej bondów -> Bernake ogłasza że w
                          takim razie FED kupi te bondy -> bondy i dolary zaczynają parzyć wszystkich w
                          łapki -> rośnie velocity ?

                          I pytanie pomocnicze: za czasów PRL nadrukowano kupę kasy której nie było jak
                          wydawać. Czy triggerem do (uzasadnionego) wzrostu cen nie była ustawa
                          Rakowskiego ? I czy szybki wzrost gospodarczy pierwszych 3-4 lat nie był
                          spowodowany właśnie wysokim velocity (niby nie było wtedy VAT ale był podatek
                          obrotowy, popiwek itd.) ?

                          Jak to się teraz potoczy w US ? Czy wzrost velocity związany z hiperinflacją
                          pociągnie jednocześnie za sobą wzrost aktywności gospodarczej ?

                          Pytania może naiwne i trocję dużo, usiłuję to wszystko poukładać sobie w głowie.
                          • bagracz Re: Geithner, Bernake, velocity 02.02.09, 03:00
                            Za komuny tzw. nawis inflacyjny był permamentny. Z tendencją do wzrostu. A ceny ruszyły ostro gdy skończyła się ich kontrola. To musiało wywołać potężną infalcję. I wywołało. Stłumioną dopiero wtedy gdy ruszyła produkcja.
                            Myslę, że nie jest jeszcze tak źle by elity w USA myślały już tylko o ratowaniu własnych tyłków. Mają za dużo do stracenia. I jeszcze wiele możliwości. USA też ma cholerny nawis infalcyjny wyprodukowany w poprzednich latach i produkcję do odtworzenia.
                            Jednak skala tego w stosunku do PRL jest nieporównywalna i są duże różnice. Moim zdaniem możliwe są dwa scenariusze.
                            1) Duża, kontrolowana infalcja co w końcu uzdrowi gospodarkę ale niesie ryzyko utraty kontroli i hiperinflacji ze wszystkimi konsekwencjami. Poza tym wymaga czasu i chyba pogodzenia się z tym, że dolar w konsekwencji utraci swój status.
                            2) Metoda nagłej kradzieży. Czyli skokowe i szokowe zredukowanie potencjalnej siły zgromadzonego nawisu inflacyjnego przy pierwszych objawach ruszającej lawiny. Wszystko pod kontrolą, zostaje do opanowania tylko, już niegroźny, bo niewielki nawisik. No i oczywiście fala oburzenia nabitych w butelkę. Ale na to akurat są środki więc nie ma problemu. Poza tym możliwe, że i status dolara da się jeszcze jakoś podtrzymać. Same zalety.

                            Dlatego obstawiam 2)

                            • dorota_3 Re: Geithner, Bernake, velocity 02.02.09, 12:47
                              "USA też ma cholerny nawis infalcyjny wyprodukowany w poprzednich
                              latach i produkcję do odtworzenia."

                              Chciałam nieśmiało zauważyć, że USA ma, owszem, cholerny nawis, ale
                              DEFLACYJNY. Silnie deflacyjnie działają te wszystkie "toksyczne"
                              papiery w bilansach banków i nadprodukcja w budownictwie (11-12
                              miesięczny zapas niesprzedanych domów) łącznie z nadmiernie
                              zadłużonymi gospodarstwami domowymi i firmami.

                              ftalphaville.ft.com/blog/2008/06/26/14089/magnus-deleveraging-and-its-two-big-deflationary-forces/


                              • bagracz Re: Geithner, Bernake, velocity 02.02.09, 20:51
                                Tudziesz, ponoć rosnące zapasy i spadająca konsumpcja.
                                Uwierzył bym, że siły inflacji równoważą się z siłami deflacji tylko wtedy gdyby ktoś mi to przekonująco przedstawił. Na razie z tego co wiem, nie równoważą się. Te domy i rosnące zapasy to jest pikuś. Spadająca konsumpcja, nie równoważona przez podobny spadek dochodów raczej kumuluje siły inflacji przed grożącym ciągle impactem.
                                Podobnie bailouty. Rosnące rezerwy to moim zdaniem broń przed pierwszym uderzeniem inflacji. Ale to broń obosieczna. Wracający do USA dolar też dobrze nie wróży.
                                Pozostają te "toksyczne" papiery jako czarna dziura, która zdolna będzie wchłonąć siły inflacji i spopielić nie tylko to co same reprezentują ale i zagrażającą resztę pieniądza. Ale zupełnie nie rozumiem jaki by tu działał mechanizm?



                                • dorota_3 Re: Geithner, Bernake, velocity 03.02.09, 11:34
                                  To w gruncie rzeczy dość prosty mechanizm "dostosowujący" cenami
                                  niedostosowanie popytu i podaży.
                                  W socjaliźmie mieliśmy zbyt małą produkcje wszystkiego (w stosunku
                                  do siły nabywczej ludności) i jednoczesnie urzędowe wyznaczanie cen.
                                  Gdyby nie to, ceny dostosowałyby się w górę (inflacja), w sytuacji
                                  wyznaczania cen maksymalnych skutkiem były po prostu braki na rynku
                                  (kartki).
                                  Teraz w Stanach i reszcie świata sytuacja jest odwrotna - nadmiar
                                  mocy produkcyjnych i silne przelewarowanie. Nadmiar towarów działa
                                  deflacyjnie w sposób, którego nie trzeba wyjaśniać. Przelewarowanie
                                  w ten sposób, że te długi trzeba oddać - "pokryć" gotówką, której
                                  wobec tego zaczyna brakować. Dokładnie tak samo działają "toksyczne
                                  papiery" - niewyobrażalnie duża masa długu, który musi zaostać
                                  jakoś "pokryty" (FED usiłuje to zrobić kreując dodatkową podaż
                                  pieniądza).

                                  Znalazłam zabawny wykład ilustrujący mechanizm lewarowania /
                                  delewarowania :
                                  marketplace.publicradio.org/videos/whiteboard/deleveraging.shtml

                                  • bagracz Re: Geithner, Bernake, velocity 03.02.09, 21:50
                                    Niestety, zabawnego filmiku nie obejrzałem, bo używam linuksa i mimo solennych zapewnień na stronie, że potrzebny Flash 9 zassa mi się automagicznie, nic takiego nie nastąpiło. Może później poradzę sobie ręcznie.
                                    A wracając do tematu to jakby nie patrzeć "toksyczne papiery" powodują tylko chwilowe warunki deflacyjne. Powodując zresztą nagłą konieczność wpompowania dużej gotówki w system. To widać na całym świecie. Nie jest to stan permamentny. To proces. Właśnie to delewarowanie trwa. Toksyczne papiery spowodowały odessanie gotówki z rynku. I tu jak najbardziej zgoda. W wyniku tego nastąpiła nagła potrzeba dopompowania ogromnej ilości pieniądza na rynek bo groziła niekontrolowana fala bankructw z braku kasy. I znowu zgoda. Było to widać i ciągle widać. Ale co dalej?
                                    Czy "toksyczne papiery" wejdą już na stałe w krajobraz systemów finansowych i będą stabilnie odsysać "zbędną" gotówkę z rynku a nawet pełnić rolę stabilizatora? Jak niby taki mechanizm miałby działać? Jakoś nie mogę sobie takiego mechanizmu wyobrazić w działaniu.
                                    Dlatego dużo bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że gdy proces delewarowania zbliży się do końca, okaże się, że tylko część, daleko niewystarczająca, pieniędzy zniknie. I mam na myśli tylko pieniądze z tych bailotów. Duża część z nich wypłynie na rynek. W formie agresywnego kapitału spekulacyjnego. Na to nałożą się skumulowane w deflacyjnych warunkach siły inflacji. To spowoduje przyspieszającą inflację. Przemysł po deflacyjnym maraźmie i bankructwach nie zdąży się wystarczająco szybko odrodzić tym bardziej, że stopy pójdą ostro w górę. Do tego dojdzie bardzo możliwa w całej tej sytuacji ucieczka od dolara na świecie i mamy coraz szybszy galop cen. Dolar zacznie parzyć, rząd usiłując zaspokoić swoje ogromne zobowiązania, w obliczu gwałtownie spadających dochodów z podatków będzie drukował bo na obligacje przy rozsądnych cenach nie będzie już chętnych. To doleje oliwy do ognia. No i bingo, potrawa gotowa. Mamy smaczną hiperinflację.
                                    Jakie są możliwe wyjścia?
                                    • dorota_3 Re: Geithner, Bernake, velocity 04.02.09, 09:32
                                      Nie uwierzysz, ale scenariusz, jaki zarysowałeś, to jest ten
                                      optymistyczny smile No, może trochę przesadziłam, ale wygląda na to, że
                                      nie docenia się deflacyjnej siły tego delewarowania. Oprócz tego, to
                                      nie tylko "toksyczne" papiery, to także gigantyczne zadłużenie firm
                                      i osób prywatnych. To wszystko także musi się "zdelewarować" - w
                                      Japonii trwa to od 20 lat.

                                      Wczoraj wieczorem przeczytałam taki wywiad, akurat na temat :
                                      www.businessspectator.com.au/bs.nsf/Article/Lacy-Hunt-$pd20090129-NR997?OpenDocument
                                      • bagracz Re: Geithner, Bernake, velocity 04.02.09, 19:48
                                        Bardzo rzadka sytuacja a do tego w znacząco innych warunkach. Jeśli oni mają rację to potrzebowałbym czegoś więcej niż takie dywagacje by dać się przekonać. Japonia w 1990 i USA w 1930 roku były jednak w innej sytuacji. Solidne nadwyżki handlowe, silny sektor produkcyjny, duży eksport, konkurencyjność, niezadłużony niebotycznie budżet na starcie i solidne podstawy. Poza tym kwestia roli dolara, która Japonii nie dotyczy i nie była tak paląca w 1930 dla USA. To są bardzo duże różnice. Nie chcę pisać decydujące ale właśnie na takie wyglądają.
                                        Obecnie, Amerykanie po prostu nie mogą sobie pozwolić na nic nierobienie. Jeśli chcą zachować dominację finansowo-militarno-polityczną. Cały świat stanął z powodu dolara. To nie może trwać długo. Obecnie kilka miesięcy to już za długo. A co dopiero pisać o 10-20 latach. Moim zdaniem, teraz oczekiwania na jakiś duży przełom, trzeba zawęzić już do tygodni. I raczej wątpię, że ograniczy się to tylko do jakiejś medialnej kosmetyki i pozorowanych działań. Na to już nie ma miejsca. Albo będzie wojna, albo dewaluacja, albo nowe Bretton Woods. Coś dużego musi się stać. Wiatr historii już się zrywa. I nie wiadomo tylko, w którą stronę i z jaką siłą będzie wiał.

                                        • dorota_3 Re: Geithner, Bernake, velocity 04.02.09, 21:18
                                          Rzeczywiście są różnice między tamtymi "delewarowaniami" a tym,
                                          które się musi teraz rozegrać. Jednak niektóre z tych różnic (silny
                                          eksport, brak zadłużenia itd.)działają na minus dzisiejszej
                                          sytuacji, będzie jeszcze trudniej teraz po prostu.
                                          Napewno masz racje w tym, że rola dolara jest inna. I napewno
                                          Amerykanie mają świadomość tego, że muszą aktywnie przeciwdziałać.
                                          Czy to wystarczy i czy wogóle przeciwdziałanie cokolwiek da - mam
                                          nadzieję. Bo przyznasz, że scenariusz zarysowany w tym wywiadzie
                                          jest niewesoły. To zmnieniłoby obraz naszego świata na bardzo długo -
                                          coś jak w Japonii, stracone conajmniej 20 lat... Brrr, chciałabym
                                          wierzyć, ze masz rację. Każdy przełom lepszy niż długa agonia.
                                          • bagracz Re: Geithner, Bernake, velocity 04.02.09, 21:41
                                            Nie każdy przełom jest lepszy. Bo to nie będzie agonia. To będą narodziny czegoś nowego. Ja wolę myśleć w ten sposób. Ludzie tutaj są bardzo przywiązani do tego co jest. Nie mogą sobie wyobrazić, że to mogłoby się zupełnie zmienić. Myślę, że w takich czasach jakie mamy, nie jest to najszczęśliwsza postawa. Można łatwo dać się uwieść i zostać z fabryką lamp naftowych w wieku elektryczności.
                          • przycinek.usa Re: Geithner, Bernake, velocity 02.02.09, 03:37
                            I czy szybki wzrost gospodarczy pierwszych 3-4 lat nie był
                            spowodowany właśnie wysokim velocity (niby nie było wtedy VAT ale był podatek
                            obrotowy, popiwek itd.) ?

                            tak jest. ja tak uwazam.



                            bondy i dolary zaczynają parzyć wszystkich
                            > w
                            > łapki -> rośnie velocity ?


                            nie. to nie jest skladnik pkb a wiec nie jest skladnikim definicji
                        • vice_versa Do Bagracza i reszty Towarzyszy 02.02.09, 06:33
                          Bagracz, bądź tak dobry i podawaj:

                          1. HORYZONT CZASOWY swoich prognoz. Żeby nie było potem, że bagracz
                          jak Peter Schiff miał rację, ale po drodze doprowadził do bankructwa
                          swoich czytelników.

                          2. Podawaj WOBEC JAKIEJ WALUTY odniesienia ma spaść USD. To wbrew
                          pozorom JEST WAŻNE. Bo jak mi za 2 lata napiszesz że myślałeś o
                          osłabieniu względem złota to zakrztuszę się kawą, zaleję monitor, z
                          wrażenia spadnę z krzesła.

                          3. Ponieważ pisałeś, że NIE INWESTUJESZ, to bądź tak uprzejmy pisać
                          to W KAŻDEJ stopce swojego pisania. To jest niezwykle istotna
                          informacja, dla każdego kto czyta, zapewniam Cię.
                          Moim zdaniem brak inwestowania TEŻ JEST INWESTYCJĄ. Przekonanie, że
                          nie samemu się nie zarządza walutą, jest złudzeniem: masz
                          dochody=masz walutę, masz oszczędności=masz walutę, masz dług=masz
                          walutę(i to nie swoją, co wymaga zwiększonej prudencji), masz
                          czas=masz rentowność(albo nierentowność). Chyba że Twój czas nie
                          należy do Ciebie. Co najwyżej więc nie możesz/nie umiesz określić
                          swoich przychodów w walucie umacniającej się. Bo np. nie wiesz,
                          która będzie się umacniać wobec której, system nie pozwala, albo
                          Twój kułak dba o własne interesy a Tobie każe się cieszyć, że Cię
                          jeszcze nie zwolnił... Tyle, że to oznacza, że ktoś INNY za Ciebie
                          określa Twoją rentowność(co również znaczy, że za darmo to On tego
                          nie robi). Rozumiem nawet, że jesteśmy narodem najemników, i bycie
                          najemnikiem stało się normą, a więc zwalnia od bycia rentownym,
                          wszelako o rentowności decyduje klasa wyższa zatrudniającej
                          organizacji... Parafrazując: nieważne, że Ty się ekonomiczną stroną
                          się nie interesujesz, ważne że ona interesuje się Twoim losem. A w
                          moim kułaczym przekonaniu ona interesuje się mniej i podlej Twoim
                          najemniczym losem niż gdybyś był skłonny się nią zainteresować.

                          4. To jest absolutnie nie do zaakceptowania, że wygłaszasz tezy
                          które od pół roku Ci się NIE SPRAWDZAJĄ, i nadal piszesz te same
                          rzeczy. To jest po prostu brak reality check, wnioskowanie ze
                          słupków monetarnych i brak obserwacji czy rzeczywistość-indeksy,
                          statystyka, giełdy-podążają za Twoimi obserwacjami i dają Ci
                          spodziewany feedback.


                          Pisanie o inflacji i słabym dolarze, wtedy kiedy dolar się umacnia
                          będzie się umacniał najbliższy rok-1,5-2 jest BEZ SENSU i jest
                          NIEPOROZUMIENIEM. Z Twoich postów nie wynika W JAKI SPOSÓB pieniądz
                          miałby wejść na rynek albo kredytami, albo bezpośrednimi
                          inwestycjami przez giełdę, i co musi stać się z rynkiem, żeby bankom
                          zaczęło się opłacać. Takich rozważań nie ma. Same słupki M1 po
                          prostu NICZEGO nie tłumaczą, ten pieniądz musi się REALNIE pojawić
                          na rynku. I dokąd się na rynku nie pojawi, dotąd żadnego osłabienia
                          USD nie będzie.

                          Porównanie np. skokowego cięcia obecnego i zupełnie innego
                          spuszczania stóp 2001-2004 wskazuje na zupełnie inny charakter i
                          przeznaczenie tych nowo wydrukowanych pieniędzy. Gdyby, Mój Drogi
                          Przyjacielu, obniżanie stóp i quantity easing miało powstrzymać
                          deflację i recesję gospodarczą to po 1,5 roku obniżania stóp ten
                          pieniądz w ogromnych ilościach JUŻ BYŁBY NA RYNKACH. Czemu surowce
                          nie rosną skoro mamy inflację? Mamy inflację czy kiedyś-nie-wiadomo-
                          kiedy-będzie-inflacja? Naprawdę rozumiem, że to wszystko jest trudne
                          i zagmatwane, szczególnie w wymiarze globalnym i konkurencji kilku
                          walut.

                          Pieniądz i ekonomia to nie jest też demokratyczny wiec w którym
                          wygrywa ten kto więcej postów popełni.
                          To jest SZTUKA, przez duże "S".
                          Sztuka rozumienia motywów i celów działania LUDZI (co nie znaczy
                          WSZYSTKICH LUDZI, Towarzysze). To nie jest magia
                          słupkowo/wykresowo/ matematyczna, owszem, te ostatnie są przydatne
                          do feedbacku tych pierwszych, w drugą stronę to nie działa.

                          Nie można pisać rzeczy tak sobie ot, bo to powoduje BARDZO
                          KONKRETNE STRATY albo ZYSKI, w zależności od pozycji. To jest BARDZO
                          WAŻNE: inwestowanie ZMUSZA do odpowiedzialności za to co się pisze,
                          i po której stronie rentowności się stoi. Tu nie ma miejsca na
                          dowolność interpretacji, być moża, wydawania się, i inne takie tam.
                          Szczególnie w kwestiach walutowych, szczególnie w narodzie w którym
                          ludzie wkręcani są na ogromną skalę przez banki i polityków.

                          Tak jak napisał Przycinek cierpliwość jest cnotą, co oznacza m.in.
                          że wczorajsza deflacja robiona wysokimi stopami nie znika z dnia na
                          dzień, dziś utrzymuje się na poziomie bankowo-bailotowym,
                          niezależnie od extremalnie niskich stóp i jeszcze trochę MUSI
                          potrwać żeby USA odzyskało atrakcyjność inwestycyjną. Najpierw więc
                          będzie gorzej, potem na rynkach będzie bryndza + plany 700mld-800mld-
                          1T-1,5T czyli czysty socjalizm etatystyczny a dopiero potem zaczną
                          się wzrosty czyli odrodzenie się kapitalizmu z popiołów.

                          Rozumiem Towarzysze, że Wy tego NIE AKCEPTUJECIE, bo lepiej żeby
                          kapitalizm prochem pozostał, hiperinflacja dokończyła dzieła, a
                          Towarzysze z Chin wykupili upadającą Amerykę, ale Wy się Towarzyszu
                          po prostu MYLICIE i dokąd to forum będzie pretendowało do forum
                          ZWOLENNIKÓW KAPITALIZMU dotąd będę zmuszony pisać takie posty.
                          Chyba, że wezmę wakacje od walki z mądrością zbiorową narodu, co już
                          miało miejsce, a coraz częściej przychodzi mi do głowy kolejna
                          kapitulacja.
                          • kolo1974 Re: Do Bagracza i reszty Towarzyszy 02.02.09, 09:08
                            vice uwazam ze nie powinienes sie tak przejmowac masz swoje zdanie i za to Cie
                            cenie i jak najbardziej popieram, lubie czytac twoje posty oby wiecej takich
                            sensownych wypowiedzi.
                          • bagracz Re: Do Bagracza i reszty Towarzyszy 02.02.09, 21:39
                            Dzięki Vice-versa za tak wyczerpującą krytykę. Postaram się poprawić jak najlepiej umiem smile
                            Co do stopki to myślałem, że tu są sami dorośli ludzie. Ale faktycznie ostrożności nigdy za wiele więc znajdę sobie coś w miarę zgrabnego i mam nadzieję niezbyt pretensjonalnego. Może coś zreżnę od jakiegoś analityka. Oni są sprytni w tych sprawach jak zdążyłem się zorientować.
                            Horyzont czasowy, wydaje mi się, prawie zawsze podawałem wtedy gdy było to istotne. Zresztą, często jest to, z wiadomych względów, przedział bardzo ulotny i silnie zależny od zmieniających się dynamicznie warunków. Ale przecież wiesz, że ja nie mam ambicji by trafiać na punkt bo to mnie zupełnie nie interesuje a poza tym, za bardzo przypomina totolotka, w którego nie gram z racji szacunku do rachunku prawdopodobieństwa. Ale tutaj stopka powinna sprawę radykalnie załatwić.
                            Wobec jakiej waluty spadnie USD? Równie dobrze mogę z prawie 100% pewnością przewidzieć wobec jakiej nie spadnie. Np. dolara Zimbabwe.
                            Tylko na co to komu? Ważna jest inflacja czyli rosnące ceny wyrażane w dolarach. A właściwie tempo tych wzrostów.
                            Czy tutaj stopka nie wystarczy?

                            To, że mi się nie sprawdzają przez pół roku to delikatna przesada bo nie wiem czy jestem na tym forum od miesiąca. Ale mniejsza.
                            Myslę, że nie jestem w niesprawdzalności wcale jakimś osobliwym wyjątkiem. Z tego co zdążyłem się zorientować wyjątkami są ci, którym się akurat coś sprawdziło. A to przecież sami profesjonaliści. Gdzie mnie do nich się równać.
                            Sprawę sprawdzalności powinna załatwić stopka. Wtedy nie widzę powodów, dla których miałoby to być nie do zaakceptowania.

                            Co do reszty, to jestem tu po to by się czegoś dowiedzieć. A że lubię czasami trochę podyskutować to chyba nie taka wielka zbrodnia.
                            W końcu mamy ponoć wolność słowa.
                            Rozumiem, że moje przewidywania Ci nie odpowiadają z jakichś względów. Mam nadzieje, że jest to bijąca z moich postów naiwność, brak wiedzy itp. , a nie coś innego. Chętnie zatem pogłębię znajomość tematu i jeśli argumentacja będzie akceptowalna, mogę w momencie zmienić poglądy na różne sprawy. Wystarczy mnie przekonać.
                            Przy okazji, osobiste ataki nie są w stanie mnie przekonać do zmiany oceny sytuacji. To zupełnie nie działa.

                          • polarbeer Odpowiedz nie-towarzysza 02.02.09, 22:01
                            >>>> 1. HORYZONT CZASOWY swoich prognoz.

                            Horyzont czasowy jest konieczny tylko wowczas gdy sie kupuje opcje, albo jest
                            sie short. Gdy ktos jest Long na jakims trendzie bez uzywania pozyczanch
                            pieniedzy
                          • bagracz Re: Do Bagracza i reszty Towarzyszy 02.02.09, 22:15
                            vice_versa napisał:


                            > 3. Ponieważ pisałeś, że NIE INWESTUJESZ, to bądź tak uprzejmy pisać
                            > to W KAŻDEJ stopce swojego pisania. To jest niezwykle istotna

                            Może być?
                            • damkon Re: Do Bagracza i reszty Towarzyszy 03.02.09, 00:04

                              Nie bierz az tak do siebie tego co Ci napisal Vice_Versa. A po za
                              tym nie dla wszystkich stopki czy naglowki innych sa do czegokolwiek
                              potrzebne. Dla mnie osobiscie piszesz dosc ciekawie.
                          • kw.pol Re: Do Bagracza i reszty Towarzyszy 03.02.09, 23:04
                            Towarzyszu vice_versa

                            Nie wiem, czym sobie Bagracz zasłużył na Twoją ripostę w takim
                            stylu, ale chciałbym abyś może uściślił parę rzeczy.

                            ad1) w zasadzie polarbeer wyczerpał temat horyzontu czasowego, więc
                            nie ma sensu tego tu powtarzać

                            ad2) jeżeli piszemy, że USD na spaść (w stosunku do czegoś), to mamy
                            na myśli generalnie 90% innych cywilizowanych walut (np.
                            niecywilizowaną walutą jest waluta Zimbabwe, gdyż w stosunku do
                            niej, to nawet dolar będzie się jeszcze jakiś czas umacniał) i
                            wydaje mi się, że w ten sposób większość to tak odbiera. Nie
                            rozumiem więc, dlaczego to stanowi zarzut i generalnie większość
                            komentatorów tak piszących, też konkretnie nie określa innej
                            docelowej waluty, ewentualnie podaje, że chodzi o tzw. US Dollar
                            Indeks, którego odczyty możesz znaleźć chociażby tutaj:
                            tiny.pl/v4ln
                            ad3) załóżmy, że jestem użytkownikiem o nicku bagracz1 i piszę to
                            samo co kolega bagracz, z tym, że za każdym razem podkreślam, że
                            inwestuję wszystko co mam. Co zmienia ta informacja w podejściu do
                            czytania komentarzy kolegi bagracza? Podaj najlepiej na przykładach,
                            gdyż Twój dalszy wywód w tej części Twojego postu jest totalnym
                            bełkotem, albo ja jestam na tyle głupi, że tego nie rozumiem
                            (odpowiednią alternatywę proszę skreślić, w zależności od upodobania)
                            A tak na marginesie, nie widzę w Twojej stopce odpowiedniego zapisu
                            o inwestycajch, więc konsekwencji za grosz.

                            ad4) tu Towarzyszu pojechałeś po bandzie, nie zdając sobie sprawy,
                            jakie ładne świadectwo dałeś samemu sobie.

                            Piszesz z jednej strony:
                            > 4. To jest absolutnie nie do zaakceptowania, że wygłaszasz tezy
                            > które od pół roku Ci się NIE SPRAWDZAJĄ, i nadal piszesz te same
                            > rzeczy.
                            a z drugiej strony:
                            > Pisanie o inflacji i słabym dolarze, wtedy kiedy dolar się umacnia
                            > będzie się umacniał najbliższy rok-1,5-2 jest BEZ SENSU i jest
                            > NIEPOROZUMIENIEM.

                            Dlaczego rugasz kolegę za rzeczy, które nie są tożsame z Twoimi
                            poglądami pisząc, że wygłasza tezy, które się nie sprawdzają, a
                            jednocześnie dalej futurologizujesz sobie co się będzie działo z
                            dolarem za 1,5 -2 lat ?
                            Trzymając się Twojej argumentacji nikt w takim razie, na tym forum,
                            nie może ostrzegać o ewentualnych możliwych zmianach jakichkolwiek
                            trendów, ponieważ jest to głoszeniem poglądów, które idą w
                            przeciwfazie z aktualnie panującymi trendami (tu również powinno
                            podawać się horyzont czasowy).
                            A teraz Towarzyszu vice-versa zerknij raz jeszcze na powyższy
                            wklejony przeze mnie link do USD Indeks, popatrz sobie na ostatni
                            wykres P&F i powiedz wszystkim jaki tam mamy długoterminowy trend i
                            które gadanie może być BEZ SENSU i (moim zdaniem będzie) totalnym
                            nieporozumieniem ?
                            Idąc dalej nie można było według Twojego podejścia pisać o głupocie
                            inwestowania w fundusze typu MIŚ w I połowie 2007r,
                            bo po pierwsze: było to niezgodne z trendem (i narażało innych
                            wówczas na straty), więc prognozy totalnie NIESPRAWDZALNE w tamtym
                            czasie
                            bo po drugie: kompletnym NIEPOROZUMIENIEM okazywało się
                            nieinwestowanie np. w czerwcu w 2007r w te fundusze (kto nie kupił
                            funduszy typu MIŚ stracił życie)
                            bo po trzecie: zapowiedzi kontynuacji trendu również były
                            imponujące, gdyż pamiętam, że do 2010 roku żadna krzywda nie powinna
                            nas była spotkać.

                            Kolejnym przykładem BEZSENSOWNYCH opinii w swoim czasie, stosując
                            Twoje podejście było np. zabieranie głosu na temat ryzyka
                            kredytowego wtedy, kiedy wszyscy garściami brali kredyty, a banki
                            dawały je w 120% zapotrzebowania. Poniżej masz mój post z innego
                            forum, (inny nick, gdyż tu musi być przynajmniej 6-cio znakowy)
                            gdzie dziwiłem się argumentacji doradcy bankowego BOŚ (sic!), który
                            dziwił się próbom wpłynięcia na ograniczanie tej patologii, a która
                            w dużej części jest teraz u nas problemem.
                            tiny.pl/v4l3
                            Zapytam jeszcze, czy horyzont czasowy miał tu znaczenie? Czy jeśliby
                            to pieprznęło rok później, niezasadna była krytyka takiego
                            postępowania?

                            Zastanów się czasami co tu płodzisz, gdyż nie wiadomo kto więcej
                            krzywdy innym robi, bagracz pisząc o swoich wątpliwościach, czy też
                            Ty pisząc o swoich oczywistościach!!!

                            Nie chce mi się pisać o inflacji i dlaczego zasadne jest teraz
                            pisanie o inflacji a nie o deflacji. Ale pisanie o kapitaliźmie, tu
                            będę powtarzał po części wnioski polarbeera, w dobie systemu pustego
                            pieniądza jest kompletnym poplątaniem pojęć. Wiedz, że żeby mówić o
                            kapitaliźmie musisz mieć zagwarantowane podstawowe prawa własności.
                            System fiat jest zaprzeczeniem tych praw, więc co najwyżej możemy
                            pisać o neo-kapitaliźmie, który jest tym samym co neoliberalizm,
                            socjaldemokratyzm, socjalizm etc. różnica w tych pojęciach jest w
                            zasadzie żadna, prowadzi do tego samego, czyli gospodarczego
                            socjalizmu. Najlepszym przykładem jest tutaj właśnie USA i jego
                            ewolucja na przestrzeni XX wieku.

                            No i ostatnia odpowiedź na nurtujące Cię pytanie, w jaki sposób ten
                            pieniądz ma wpłynąć na rynek? Mam swoje typy, ale nie to jest
                            najistotniejsze. Najważniejszą rzeczą jest to, że te pieniądze są
                            drukowane. Przypomina to stary, drewniany magazyn dynamitu, pękający
                            w szwach od towaru, gdzie w niektórych miejscach wypadać już zaczyna
                            z nieszczelnych ścian. A dookoła niego biega coraz więcej
                            przerażonych magazynierów, którzy od czasu do czasu zapominając się
                            rzucają w jego stronę niedopałki papierosów. Czy ważne jest, który z
                            nich spowoduje eksplozję? Niestety nie, ważne jest to, że to
                            wszystko szlag trafi... i mieć będziemy niekontrolowaną inflację.

                            Ale z przycikiem się zgadzam, cierpliwości Towarzyszu, czas to
                            wszystko zweryfikuje, a do tego czasu graj sobie na zwyżkę dolara,
                            kupuj obligacje USA i ciesz się życiem smile. Życzę Ci wszystkiego
                            najlepszego!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka