robisc
19.12.03, 00:06
Przeszukuję teraz swoje archiwa w poszukiwaniu ciekawej (moim zdaniem)
korespondencji, która dotąd nie ujrzała światła dziennego.
Mam nadzieję, że adresat się nie obrazi
(...) A tak ogólnie to jak czytam i słucham tych naszych ekonomistów to mam
wrażenie, że za każdym razem dostosowują swoją opinie do nowej sytuacji,
zapinając o tym, co mówili miesiąc temu. Czysty koniunkturalizm.
Wracając do zagadnień dotyczących rynków finansowych. Najpierw to, co
napisałeś o polityce monetarnej Balcerowicza. Pewnie znowu mnie zbesztasz za
brak swojego zdania, ale mogę napisać tylko, że patrzę na to podobnie.
Zresztą nie jestem w tym temacie dobrym partnerem dla Ciebie do polemiki, bo
to Ty jesteś ekspertem. Ja mogę dodać tylko to, co zaobserwowałem w
praktyce.
Wysokie stopy procentowe powodowały przez ostatnie lata, że kredyty były
chorendalnie drogie. Jednocześnie niedokapitalizowane polskie
przedsiębiorstwa musiały z nich korzystać i buliły kosmiczne odsetki.
Zyskiwały na tym głównie zagraniczne banki (takie jak mój pracodawca). Taka
polityka monetarna spowodowała, że inwestycje były droższe, niż mogłyby być.
W rezultacie znacznej liczby polskich przedsiębiorstw nie stać było na
inwestycje modernizacyjne. Stopy stale spadają mniej więcej od około1,5
roku. Zostawiono naszym firmom bardzo niewiele czasu na dostosowanie się no
unijnych norm. Dlatego szok akcesyjny będzie straszny. Ten statystyk
Ciborowoski ma rację, kiedy pisze o stanie polskich firm i ich płynności.
Potwierdzam to. Wg zachodnich norm te firmy wogóle nie miałby szans na
kredytowanie. Wiem coś o tym, bo część wniosków kredytowych wędruje do
naszej zagranicznej Centrali i z reguły jest odwalana. Chociaż pracujemy na
tych samych narzędziach analitycznych , co nasi koledzy z Grupy na całym
świecie, to wskaźniki dla Polski specjalnie zostały obniżone, żeby wogóle
można było udzielać kredytów. W przeciwnym razie mogliby zwijać interes z
Polski.
Czyli podsumowując: wysokie stopy procentowe sprawiły, że kredyt był drogi i
trudnodostępny, a więc uniemożliwiły dokonanie restrukturyzacji wielu firm.
To jedna strona medalu. Druga to postawa tych nielicznych firm, które
dysponowały nadwyżką kapitału. Obsługuję jedną taką polską firmę (co ciekawe
sprywatyzowaną na drodze prywatyzacji pracowniczej – mówię Ci ta forma
prywatyzacji sprawdziła się najlepiej).
Przez lata firma (produkcyjna) generuje wysokie zyski. I co robi? Ano trzyma
kasę na lokatach i w bonach skarbowych, zamiast inwestować, np. w przejęcia
słabszej konkurencji. Dlaczego tak postępuje? Bo ryzyko w porównaniu do
ewentualnych korzyści jest zbyt duże. Wiesz, że jeszcze półtora roku temu
można było ulokować w Polsce oszczędności na ca 18%, przy inflacji o połowę
niższej? Gdzie ktoś w Polsce słyszał o 18% rentowności brutto z inwestycji?
Wyciągając z tego wnioski - wysokie stopy procentowe przyczyniły się
również do zastopowania inwestycji, choćby w przejęcia innych firm. W
rezultacie zamiast stać się częścią większej grupy kapitałowej, poszczególne
firmy plajtowały, bo nie było inwestorów gotowych wyłożyć kasę na ich
ratowanie. Same nieszczęścia.
Wychodząc więc może z innej strony dochodzę do takiego samego wniosku, co
Ty. Balcerowicz narobił dużo złego w polskiej gospodarce. A Balcerowicz w
połączeniu z Kołodką to już mieszanka wybuchowa. Jak myślisz wybuchnie?
Teraz jeszcze o tych obecnych wysokich notowaniach złotówki i dobrych
wynikach deficytu obrotów bieżacych. Chociaż właściwie o tym drugim
zagadnieniu podyskutowaliśmy sobie na forum.
Podałeś następujące przyczyny aprecjacji złotego:
„Ale dotad nie bylo kryzysu, poniewaz:
1)nikt go nie wywolywal
2)nie ma zadnych przeslanek do paniki bo zarzadzajacy
wierza w raporty. Dodatkowo widza to co powyzej.
3)nikt tam nawet jeszcze nie zaczal myslec o tych
odszkodowaniach powaznie i nawet tego nie liczyl.
4)wszyscy sie ciesza, bo jest naplyw kasy do funduszy
i oni licza na to, ze na rynek w tym rynek akcji tez
kiedys ktos bedzie wchodzil, maja tez nadzieje na
naplyw tych inwestycji zagranicznych i ew. wymiane
waluty po wejsciu do unii. Zreszta skad ja moge
wiedziec na co oni licza? To sa pragmatyczni goscie.
5) Moze oni po prostu cynicznie licza na ten wzrost
gospodarczy, wzrost sciagalnosci podatkow spowodowany
przez te fundusze Unijne i poniewaz wiedza, ze budzet
bedzie zadluzony, wiec nie martwia sie o spadek stop?”
Hm...nie przekonałeś mnie do końca , ale z drugiej strony gdyby Ci goście od
zarządzania miliardami byli wszechwiedzący to nie umoczyliby w Rosji i
Argentynie. A pisałeś, że znasz osobiście gościa, który po kryzysie
rosyjskim umiał mówić tylko „why, why...” czy jakoś tak to było. No cóż moje
doświadczenie nie równają się Twojemu, więc nie pozostaje mi nic innego jak
wierzyć, że się nie mylisz w ocenie sytuacji.
No i wyszedł tasiemiec, ale to nic. Mam nadzieję, że nie nudze.
Pozdrawiam na razie
Robert
Z prywatnej