bagracz
17.08.09, 22:39
Jak wiadomo z licznych przykładów, mnóstwo ludzi daje sie robić w konia licznym oszustom. Oczywiście istnieje tutaj, podobnie jak w przyrodzie, całe spektrum nisz finansowych, czyli żerowisk.
W zależności od swoich możliwości, oszust jest ukierunkowany na odpowiednią do swojej, kategorię "klienta". Poczynając od naciągających emerytki na parę złotych, poprzez całe spektrum firm nastawionych na oszukanie i wydojenie klienta a skończywszy na państwach opanowanych przez mafie finansowo-polityczne. Na tym jednak ten "łańcuch pokarmowy" się nie kończy. Pewne państwa i mafie finansowo-polityczne są silniejsze od innych i w ten sposób sięgamy osławionej globalizacji.
To oczywiście nic odkrywczego. Jak i to, że żerowiska są zazdrośnie strzeżone przez aktualnych właścicieli i biada oszustowi z niższej kategorii jeśli mierzy za wysoko i próbuje golić cudzych klientów. Stąd znane zjawiska bezwzględności organów kontrolnych wobec większości oszustów i zadziwiającej ślepoty i bezradności wobec tych, którzy są we własciwej ferajnie. Te zjawiska można obserwować niemal na codzień. Ale bardzo rzadko, jeśli w ogóle, są opisywane a tym bardziej wyjaśniane w masmediach. I to nie może dziwić, bo masmedia należą do zestawu narzędzi oszustów z najwyższej półki. Dziwne by było gdyby nie należały. Byłoby to zjawisko, które nie ma prawa się pojawić nie tylko w przyrodzie ale i w żadnym bardziej złożonym, opartym na konkurencji układzie. Z tego prosty już wniosek, że sławiona wolność słowa i mediów to nic innego tylko kolejne oszustwo. Dowód tej tezy jest banalnie prosty i leży jak na tacy. Nie istnieją żadne siły zdolne do zachowania rzeczywistej niezależności masmediów więc tej niezależności nie ma. Istnieje ona tylko w medialnej fikcji serwowanej masom. To co faktycznie w tej dziedzinie odróżnia reżym totalitarny od demokracji z tzw. wolnego świata to sposoby zwalczania niezależnej myśli i opinii. W pierwszym przypadku są to przede wszystkim metody policyjno-administracyjne. W drugim, marginalizowanie, ośmieszanie i niszczenie ekonomiczne i medialne. Zarówno opinii jak i organizacji i osób je głoszących. W końcu, w obu przypadkach, cel jest ten sam więc osiągany w podobny, oparty na strachu, sposób.
Naprawdę interesujące jest jednak, co się dzieje, gdy poziom kłamstw, półprawd i pobożnych życzeń, głoszonych przez masmedia w dziedzinie gospodarczej, czyli dotykającej każdego, zaczyna tak dalece rozmijać się z obserwowaną rzeczywistością, że zaczyna to być powszechnie dostrzegane.
Masmedia tracą stopniowo wiarygodność. Jednak szczególnie obecnie, w dobie internetu, może to następować dużo szybciej. Są środki techniczne i ludzie, którzy potrafią celnie wyławiać oszustwa i nie muszą się bać utraty stanowisk. Główną rolę gra tu blogosfera. Co ciekawe, tacy ludzie zyskują szybko społeczne uznanie i trudno ich uciszyć. Co więcej, zaczynają być zauważani i nawet zapraszani przez oficjalne masmedia by podratować choć trochę wiarygodność. Działa tu prosta zasada. Im mniej wiarygodności mają czynniki oficjalne tym wiecej nieoficjalne. To zawsze działało ale teraz jest szczególnie widoczne i silne.
Wniosek jest oczywisty. Oficjalne władze i sterujące nimi elity tracą bardzo szybko wiarygodność. I to nie tylko w USA. Jedno z najważniejszych narzędzi władzy szybko staje się mało użyteczne. Jeśli ten proces będzie postępował z taką jak teraz szybkością nastąpią duże zmiany bo bez pewnego poziomu wiarygodności da się rządzić tylko strachem.
Jeśli więc szybko nie nastąpi znacząca poprawa, można się więc spodziewać dużych przemeblowań. Albo mających na celu odzyskanie wiarygodności albo wprowadzenia ostrzejszych form zamordyzmu. Pretekst się znajdzie.