Dodaj do ulubionych

Wzorcowe popapraństwo w wydaniu polskim x 3

24.01.13, 23:19
Podtytuł: 2 razy z Gdańskiem w tle

Wzorzec polskiego partactwa nr 1:
(czyli: jak nie złapać okazji?)
Jak wiadomo, 1.lutego 1717 tzw. „sejm niemy” spacyfikował rebelię szlachty przeciwko Augustowi II; "niemy" pochodzi od tego, że zezwolono na zabranie głosu wyłącznie marszałkowi sejmu, Ledóchowskiemu, który przez 6 godzin odczytał to, co ustalono wcześniej (czytaj, co ustalił ambasador carski Grzegorz Dołgoruki oficjalnie występujący tylko jako pośrednik między królem i szlachtą. Ale dla podważenia tego podpisu potrzeba było wygranej wojny z Rosją).
I oto stał się cud, bo 5. stycznia 1719 w Wiedniu został zawarty pakt między cesarzem, Anglią i Rzeczpospolitą, wkrótce poparty przez państwa Rzeszy, Szwecję i Turcję. Wobec stanowczych żądań i wyciągających się zewsząd zaciśniętych pięści car Rosji, Piotr I, musiał stulić ogon i wycofać wojska z Polski. Ale pakt musiał być ratyfikowany przez Sejm; cóż z tego, że wojska rosyjskie wyszły, kiedy zostały rosyjskie kreatury? Sprawa upadła.

Wzorzec polskiego partactwa nr 2:
(czyli: jak nie złapać okazji?)
6. października 1788 zebrał się sejm, który potem nazwano czteroletnim, ale o tym za chwilę. Najpierw sytuacja międzynarodowa: 16. sierpnia 1787 r. sułtan turecki kazał zamknąć ambasadora carskiego, Jakuba Bułhakowa – wojna! Wkrótce Turcja pokazała, co jeszcze potrafi: w pierwszej fazie wojny 60 tysięcy żołnierzy carskich i 70 tysięcy wojaków sojuszniczej Austrii dokładnie obejrzało sobie kwiatki od spodu. Latem 1788 r. Szwecja, korzystając z okazji, chciała wyrównać rachunki z Rosją – rozpoczęła wojnę. Rosja miała więc już drugi front. Ale na tym nie koniec, były jeszcze Prusy, właśnie rozgrzane po świeżym pokonaniu Holandii, co nie przeszkodziło tej ostatniej w zawarciu paktu trójstronnego z Prusakami i Anglią na dokładkę. Rosji zaczął grozić trzeci front. Wobec takiego koncertu Austria i Rosja musiały wycofać swoje wojska z Polski umożliwiając obrady Sejmu Wielkiego.
13. października 1788, w tydzień po rozpoczęciu obrad, wybuchła polityczna „bomba”, Prusy zaproponowały sojusz z Polską, na razie tylko polityczny. Jednakże w pierwszej fazie obrad Sejmu rej w nim wodzili tzw. "patrioci" albo inaczej republikanie/republikanci, do którego do obozu należał całych chwast polskiej sceny politycznej z Karolem Radziwiłłem „Panie Kochanku” na czele. To oni właśnie przeforsowali konstytucję czyli ustawę sejmową o niepodzielności terytorium Rzeczpospolitej. Miało to mieć tragiczne skutki z uwagi na uwarunkowania międzynarodowe. W Anglii, będącej motorem koalicji antyrosyjskiej, istniało silne lobby przeciwników całej imprezy a to z powodu zamknięcia importu drewna rosyjskiego, zwłaszcza dębów niezbędnych do budowy statków. Znalazło się rozwiązanie: przecież można importować z Polski. Był jeden problem: po I rozbiorze Polska miała dostęp do morza długości 15 km w okolicach Połągi. Gdańsk należał do Polski, ale jako enklawa. Wszystko zależało od tego, czy Polska zawrze traktat handlowy z Prusami. Cena za ten układ, podobnie jak za rozszerzenie sojuszu politycznego w wojskowy, brzmiała: chcemy Gdańska i Torunia. Polskie NIE, w związku z wyżej wspomnianą konstytucją sejmową, wywróciło wszystko do góry nogami. „Patrioci” triumfowali; nie przeszkodziło im to wszakże w 3 lata później głosować za ratyfikacją II rozbioru…
Tymczasem Anglicy byli skłonni działać mimo tego; kurier z aktem wypowiedzenia wojny już jechał przez Europę (gdyby istniało radio czy telegraf, Anglia już byłaby w stanie wojny z Rosją). Ale po drodze musiał wstąpić do Berlina po analogiczny akt pruski. Wołkoński, ambasador carski w Londynie, był szybszy, sypnąwszy groszem i zmontowawszy intrygi doprowadził do obalenia gabinetu brytyjskiego. W 1792 r. pakt z Prusami, bez klauzul wojskowych, był tylko papierem. W 3 lata później Polska przestała istnieć.
Wzorzec polskiego partactwa nr 3:
(czyli sprawa Gdańska w 1939 r.)
Pisałem na ten temat w innych wątkach, dlatego nie będę się powtarzać. Wybór dokonany przez polskie kierownictwo państwowe na początku 1939 r. był najgorszym z możliwych. Jeśli wojna była nieunikniona, Polska nie powinna była przystępować do niej jako pierwsza, warto było zapłacić za to cenę Gdańska i autostrady, ewentualnie zszargać sobie trochę honor, korona by nikomu z głowy nie spadła.

Na koniec refleksja: ile to razy w naszej historii było tak, że wojska rosyjskie wychodziły, ale pozostawały rosyjskie kreatury? W roku 1993 też wyszły…

Niech każdy, kto żyw, zapamięta sobie: wrogiem nr 1 Polski była, jest i będzie Rosja (nie Niemcy). Ale nie ma nic gorszego niż Rosja-sojusznik.
Obserwuj wątek
    • wislok1 Re: Wzorcowe popapraństwo w wydaniu polskim x 3 25.01.13, 00:04
      Ad 1

      Zgadzam się, tyle że w Polsce było liberum veto i car nie musiał opierać się na popaprańcach, przekupił kilku posłów i finito

      Ad 2

      "Zapominasz" o takiej "drobnostce" jak rewolucja we Francji. Już w 1791 konflikt między Rosją a innymi krajami się skończył i jedynym poważnym problemem stała się Francja.
      Gdyby Polacy oddali Prusom Gdansk i Toruń, to by wyszli dopiero na popaprańców.
      Caryca by ich przekupiła dodatkowo Wielkopolską, a Polska Gdańsk iToruń by straciła zyskając w "nagrodę" II rozbiór.
      Nikt w obliczu rewolucji francuskiej nie organizowałby wojny między Rosją i Austrią a Prusami i Anglią
      • gandalph Re: Wzorcowe popapraństwo w wydaniu polskim x 3 25.01.13, 00:28
        wislok1 napisał:

        > Ad 1
        >
        > Zgadzam się, tyle że w Polsce było liberum veto i car nie musiał opierać się na
        > popaprańcach, przekupił kilku posłów i finito

        Nie chodziło o "paru posłów", lecz o całe zastępy dygnitarzy, ze wszystkimi czterema hetmanami włącznie. Liberum veto nie było wynalazkiem cara. Poza tym w krótko wcześniej w 1718 r. udało się nie dopuścić do zerwania sejmu.
        >
        > Ad 2
        >
        > "Zapominasz" o takiej "drobnostce" jak rewolucja we Francji.
        Rewolucja we Francji nie ma nic do rzeczy, bo mowa o wydarzeniach z okresu wcześniejszego.

        >Już w 1791 konflik
        > t między Rosją a innymi krajami się skończył i jedynym poważnym problemem stała
        > się Francja.
        Rosja zawarła pokój z Turcją w styczniu 1792 r. (A Francja, póki co, nie była jeszcze problemem). Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że spapraliśmy okazję.

        > Gdyby Polacy oddali Prusom Gdansk i Toruń, to by wyszli dopiero na popaprańców.

        Nonsens, jakiego nie słyszałem! Poza tym zapominasz, że to była bardzo drobna zapłata, w 1793 r. wzięli sobie znacznie więcej. W dodatku Prusacy oferowali jako rekompensatę Galicję zdobytą na Austrii. Chyba niezły interes: Gdańsk, z którego i tak nie było pożytku, w zamian za ładny kawał utracony 20 lat wcześniej.

        > Caryca by ich przekupiła dodatkowo Wielkopolską, a Polska Gdańsk iToruń by stra
        > ciła zyskając w "nagrodę" II rozbiór.

        By, by, by... W tamtej sytuacji caryca nie miała nic do powiedzenia mając wojnę na 3 fronty.
        > Nikt w obliczu rewolucji francuskiej nie organizowałby wojny między Rosją i Aus
        > trią a Prusami i Anglią
        Nie dyskutuje się z faktami. Taki sojusz właśnie jest faktem.
        • wislok1 Re: Wzorcowe popapraństwo w wydaniu polskim x 3 25.01.13, 00:31
          Ad 1

          Tu się zgodzę


          Ad 3

          Nie da się ignorwać rewolucji francuskiej, w jej obliczu dotychczasowe spory między monarchami się nie liczyły,
          bo rewolucja chciała monarchów skrócić o głowy ( dosłownie )
          • gandalph Myśl-że trochę! 25.01.13, 00:45
            wislok1 napisał:

            > Ad 1
            >
            > Tu się zgodzę
            >
            >
            > Ad 3
            >
            > Nie da się ignorwać rewolucji francuskiej, w jej obliczu dotychczasowe spory mi
            > ędzy monarchami się nie liczyły,
            > bo rewolucja chciała monarchów skrócić o głowy ( dosłownie )
            Wojna rosyjsko-turecka - 1787, rosyjsko-szwedzka - 1788, rewolucja francuska - 14. lipca 1789.
            Wojska rosyjskie i austriackie opuściły Polskę w 1788 pod naciskiem mocarstw, w październiku 1788 zebrał się Sejm Wielki, to do q... nędzy, co ma do rzeczy rewolucja francuska?
            • gandalph A propos rewolucji francuskiej... 25.01.13, 00:51
              W 1789 r. daleko jeszcze było do skracania królów o głowę, początkowo mocarstwa europejskie nawet miały schadenfreude z tego, że król Francji ma kłopoty. Nie zapomnij przypadkiem o tym. Ludwik XVI został w końcu ścięty w styczniu 1793, czyli dla nas już po zawodach.
              • wislok1 Re: A propos rewolucji francuskiej... 25.01.13, 17:01
                Sytuacja zmieniała się we Francji dynamicznie,

                w 1791 było jasne, że dotychczasowe spory między zaborcami nie mają znaczenia,

                Francja stała się śmiertelnym zagrożeniem dla absolutyzmu, a Polska krajem, który uległ francuskiej "zarazie"

                Prusy nie miały żadnego interesu w wojnie z Austrią, Gdańsk i Toruń mogły zabrać bez wysiłku w sojuszu z Rosją i tak zrobiły, nigdy by się nie biły o Galicję dla Polaków.
                Sam sojusz Polski z Prusami był skrajną naiwnością polskich polityków.
                A jeszcze wyszliby na większych naiwniaków, gdyby oddali Gdańsk i Toruń za obietnicę Galicji, za OBIETNICĘ
                • wislok1 Re: A propos rewolucji francuskiej... 25.01.13, 17:13
                  Tu zadecydował się los Polski:
                  pl.wikipedia.org/wiki/Deklaracja_z_Pillnitz
                • gandalph Otrzeźwiej! 25.01.13, 17:49
                  wislok1 napisał:

                  > Sytuacja zmieniała się we Francji dynamicznie,

                  To wszystko, o czym pisałem, miało miejsce PRZED rewolucją francuską.
                  >
                  > w 1791 było jasne, że dotychczasowe spory między zaborcami nie mają znaczenia,

                  Co ty opowiadasz? A skąd się wzięła wojna polsko-rosyjska 1792 r. przy biernej postawie Austrii i Prus? W tym ostatnim przypadku z powodu tego, że nie doszedł do skutku sojusz polsko-pruski.
                  >
                  > Francja stała się śmiertelnym zagrożeniem dla absolutyzmu, a Polska krajem, któ
                  > ry uległ francuskiej "zarazie"
                  Kolejność dat ci się pomyliła.
                  >
                  > Prusy nie miały żadnego interesu w wojnie z Austrią, Gdańsk i Toruń mogły zabra
                  > ć bez wysiłku w sojuszu z Rosją i tak zrobiły, nigdy by się nie biły o Galicję
                  > dla Polaków.

                  Sięgnij sobie do podręcznika historii i prześledź kolejne wojny między zaborcami.

                  > Sam sojusz Polski z Prusami był skrajną naiwnością polskich polityków.

                  Sam sojusz, w formie, w jakiej został zawarty, był martwą literą. O tym pisałem!

                  > A jeszcze wyszliby na większych naiwniaków, gdyby oddali Gdańsk i Toruń za obie
                  > tnicę Galicji, za OBIETNICĘ
                  Głupiś!
                  • wislok1 Bez takich tekstów 25.01.13, 21:00
                    Napoleon odwiedzając zamek Pillnitz koło Wiednia powiedział:
                    tu się narodziłem !

                    Ciekawe, dlaczego tak powiedział ?

                    Austria i Prusy już 1790 w Libercu zakończyły spór, zaraz po podpisaniu sojuszu Polski i Prus przeciwko Austrii.

                    Zwrot w polityce pomimo tego, że Polacy w zasadzie obiecali Prusakom Gdańsk i Toruń.
                    Strona polska w osobach przedstawicieli Stronnictwa Patriotycznego w zasadzie zgadzała się na odstąpienie Prusom Gdańska i Torunia, postulując bardzo korzystne zapisy w projekcie polsko-pruskiego traktatu handlowego.
                    pl.wikipedia.org/wiki/Przymierze_polsko-pruskie_1790
                    • gandalph Opanuj się 25.01.13, 21:48
                      Człowieku, ty niczego nie rozumiesz, nie potrafisz kojarzyć najprostszych faktów! Wikipedią zaś możesz sobie...

                      Trzeci front antyrosyjski (o dwóch poprzednich już pisałem) rozlazł się, bo nijak nie dało się przekonać (p)osłów na sejm, że trzeba oddać Prusom Gdańsk (czyli enklawę oddzieloną od reszty kraju) i Toruń w zamian za konkretny sojusz i traktat handlowy, co automatycznie uruchamiało sojusz z Anglią. Sprawa się ślimaczyła i wykorzystała to dyplomacja rosyjska.
                      A propos Galicji, jako zamiennika... Austria wzięła ją w 1772 r. z rozpędu, "bo inni brali", ale oddzielona Karpatami od reszty kraju pasowała jej jak pięść do nosa, trudno było nawet ją bronić w razie czego; Austria chciała przehandlować Galicję za Bawarię. To są fakty! Podobnie jak to, że w okresie między rozbiorami parokrotnie dochodziło do scysji między zaborcami, np. słynna "wojna kartoflana".
                      Tymczasem korzystna koniunktura wystygła, w 1790 stanął pokój ze Szwecją, w styczniu 1792 r. - z Turcją. Mało tego, polska dyplomacja nie popisała się i nie zorientowała się, że Leopold II, cesarz Austrii był przychylny Konstytucji 3 Maja. Niestety, rządził on tylko dwa lata, a następca, Józef II, miał już inne zdanie. Zostaliśmy sam na sam z Rosją w konfrontacji. W rok później ci sami "patrioci", którzy nie chcieli słyszeć o cesji Gdańska i Torunia, oddali Rosji połowę terytorium, a Prusom nie tylko i Gdańsk, i Toruń, to jeszcze Wielkopolskę na dokładkę. I gdzie tu interes? Ale widać polscy popaprańcy wolą porywać się z motyką na słońce niż korzystać z okazji.
                      Skoro zabrałeś głos w dyskusji, zakładałem, że o tym wiesz. Zatem twój komentarz trudno było ocenić inaczej. Okazuje się, że nie wiesz, a więc moja ocena jest jeszcze surowsza (jakieś -1 w skali od 0 do 5).
                      I na koniec a propos rewolucji francuskiej... W II rozbiorze Polski w 1793 r. Austria nie wzięła udziału z tego powodu, że dopiero wtedy poważnie zaangażowała się przeciwko rewolucyjnej Francji, czyli dopiero wtedy, gdy Ludwik XVI został skrócony o głowę (tzw. I-sza koalicja antyfrancuska). Ale to już zupełnie inna historia, która nie dotyczy tematu wątku.
                      W związku z powyższym dobra rada: do książek zanim zaczniesz udzielać się na forum!
                      Inaczej raz po raz będziesz się narażać na reprymendy. A przede wszystkim - zacznij myśleć!

                      PS. Deklaracja z Pillnitz nie miała żadnych praktycznych następstw tym bardziej, że Leopold II zmarł w parę miesięcy później. Nie ma to jednak żadnego związku z wątkiem.
                      • wislok1 Jestem bardzo opanowany 25.01.13, 23:37
                        Inaczej te wycieczki osobiste pod moim adresem musiałbym inaczej skomentować.

                        Cóż, skoro jesteś mądrzejszy od Napoleona, to nie mam dalszych uwag

                        Pa, żegnam ozięble
                        • gandalph Re: Jestem bardzo opanowany 26.01.13, 14:42
                          wislok1 napisał:

                          > Inaczej te wycieczki osobiste pod moim adresem musiałbym inaczej skomentować.
                          >
                          > Cóż, skoro jesteś mądrzejszy od Napoleona, to nie mam dalszych uwag

                          Widzę, że dalej nie rozumiesz, dlaczego obrywasz.
                          Napoleon nie ma nic do rzeczy! To, o czym pisałem na samym początku, dotyczyło okresu 1788-90, a więc zasadniczo poprzedzającego rewolucję (dla przypomnienia, zdobycie Bastylii 14. lipca 1789), konkretnie chodziło o wojnę turecko-rosyjską (1787-92) i szwedzko-rosyjską (1788-90). Wtedy Napoleon był sobie nędznym porucznikiem bez perspektyw awansu, w każdym razie nikt o nim nie słyszał.
                          W latach 1788-90 Rosja walczy na dwa fronty, Turcy nieźle ją łupią, podobnie jak sojuszniczą Austrię. (Jakim cudem ma Austria angażować się wtedy w zwalczanie rewolucji francuskiej, kiedy jej samej z kupra się dymi?). Już samo to, plus nacisk Anglii i Prus, wystarcza, by caryca i cesarz jak niepyszni musieli ewakuować swoje wojska z terenu Rz-plitej. Kroi się trzeci front, a że nie doszło do niego, to z powodu polskich idiotów w sejmie, którzy nie potrafią, za umiarkowaną cenę, podjąć właściwych decyzji. A żeby było "śmieszniej", ci sami "patrioci" w 1793 r. oddali na sejmie grodzieńskim pół kraju; wtedy jakoś im pryncypia nie przeszkadzały!
                          Inaczej mówiąc, za cenę Gdańska i Torunia mogliśmy odzyskać Galicję i nieźle dop...ć Rosji, spokojnie przeprowadzić Konstytucję 3 Maja (której nie był przeciwny ani Leopold II, ani król Prus), dokończyć reformy, a przede wszystkim uniknąć nieszczęsnej wojny, już samemu, przeciwko Rosji w 1792 r. Nie skorzystaliśmy z tego, za to mieliśmy II rozbiór Polski. (A Prusy wzięły i tak swoje, a nawet więcej, ale z łaski carycy).
                          >
                          > Pa, żegnam ozięble
                          Nareszcie! Może skończy się konieczność wyjaśniania elementarza.
                          • jeepwdyzlu moja prywatna opinia, ale jestem Bonapartystą :-) 28.01.13, 14:44
                            Wtedy Napoleon był sobie nędznym porucznikiem bez perspektyw awansu, w każdym razie nikt o nim nie słyszał.
                            ----------------------
                            Masz rację, ale przyznasz, że Buonaparte był bardzo zdolny.
                            Generałem został w wieku 24 lat...
                            --------
                            Inaczej mówiąc, za cenę Gdańska i Torunia mogliśmy odzyskać Galicję i nieźle dop...ć Rosji, spokojnie przeprowadzić Konstytucję 3 Maja (której nie był przeciwny ani Leopold II, ani król Prus), dokończyć reformy, a przede wszystkim uniknąć nieszczęsnej wojny, już samemu, przeciwko Rosji w 1792 r. Nie skorzystaliśmy z tego, za to mieliśmy II rozbiór Polski.
                            ------------
                            Absolutnie masz rację, choć to scenariusz który był niemożliwy do realizacji. Czemu? Było za późno. Polskie elity widziały swoją przyszłość wyłącznie w kontekście mariażu z którymś z przyszłych zaborców. Nie było woli utrzymania państwa - co mnie wcale nie dziwi - bo Królestwo było przez cały XVIII wiek karykaturą państwa. Próby reform były dławione w zarodku więc nikt nie widział dla nich szans powodzenia. KILKANAŚCIE pokoleń wychowało się w kraju rządzonym nieudolnie, rozkradanym, sprzedawanym za marne grosze. To zagraniczne wzory pobudzały wyobraźnię...
                            Stawiam tezę, że gdyby nie Napoleon, gdyby nie krótki epizod z Księstwem Warszawskim, nie nowe wzorce prawne, wojskowe i administracyjne - które pozwoliły obudzić wyobrażenie Polaków JAK mogłoby wyglądać nasze państwo - to NIGDY nie odzyskalibyśmy niepodległości. Rozpuścilibyśmy się w żywiołach i atrakcyjnych modelach cywilizacyjnych Austrii, Prus i Rosji. To nie Powstania, ale Napoleon stały się głównym katalizatorem naszych dążeń niepodległościowych...
                            jeep
                            • gandalph Re: moja prywatna opinia, ale jestem Bonapartystą 28.01.13, 15:04
                              jeepwdyzlu napisał:

                              > Wtedy Napoleon był sobie nędznym porucznikiem bez perspektyw awansu, w każdym r
                              > azie nikt o nim nie słyszał.
                              > ----------------------
                              > Masz rację, ale przyznasz, że Buonaparte był bardzo zdolny.
                              > Generałem został w wieku 24 lat...

                              Tak, ale w armii królewskiej, z jej systemem kastowym, generałem by nie został.
                              > --------
                              > Inaczej mówiąc, za cenę Gdańska i Torunia mogliśmy odzyskać Galicję i nieźle do
                              > p...ć Rosji, spokojnie przeprowadzić Konstytucję 3 Maja (której nie był przeciw
                              > ny ani Leopold II, ani król Prus), dokończyć reformy, a przede wszystkim unikną
                              > ć nieszczęsnej wojny, już samemu, przeciwko Rosji w 1792 r. Nie skorzystaliśmy
                              > z tego, za to mieliśmy II rozbiór Polski.
                              > ------------
                              > Absolutnie masz rację, choć to scenariusz który był niemożliwy do realizacji.

                              Był mocno spóźniony, ale czy niemożliwy? Nie do sprawdzenia!
                              >Czemu? Było za późno. Polskie elity widziały swoją przyszłość wyłącznie w kontek
                              > ście mariażu z którymś z przyszłych zaborców.
                              No niezupełnie! Była opcja pro-rosyjska, ale... Jeszcze w 1787 r. Stanisław August spotkał się z Katarzyną II w Kaniowie, przedłożył bardzo sensowny i śmiały projekt (obydwoje byli partiami "do wzięcia"), który wystraszył nie na żarty sąsiednie dwory. Ale wobec kategorycznego NIE, nie było innego wyjścia niż reformować...
                              Już w roku następnym Rosja była mocno zatrudniona gdzie indziej i nie miała głowy zajmować się sprawami polskimi.
                              Zmarnowaliśmy niezwykle korzystną, acz krótkotrwałą okazję, aby przysporzyć Rosji jeszcze więcej kłopotów, w efekcie Rosja się wybroniła, a od stycznia 1792 miała wolne ręce.
                              Była jeszcze jedna, pechowa okoliczność. Akurat wtedy zmarł ks. Potiomkin, były kochanek carycy, zaciekły wróg Polski, co - ironio losu - sprawiało, że Polska była w miarę bezpieczna.
                              Pod koniec życia Semiramidy Północy do żłobu, oops, do alkowy carycy zakradła się nowa, świeża i wygłodzona klika braci Zubow. To ona właśnie sprokurowała nam wojnę 1792 r. i II rozbiór (bo już nie musieli konkurować z ks. Potiomkinem). Wystarczy spojrzeć na listę rosyjskich beneficjentów II rozbioru, a sprawa się wyjaśnia.

                              Nie było woli utrzymania państwa
                              > - co mnie wcale nie dziwi - bo Królestwo było przez cały XVIII wiek karykaturą
                              > państwa. Próby reform były dławione w zarodku więc nikt nie widział dla nich sz
                              > ans powodzenia.
                              No właśnie reformy zaczęły być realizowane, ale skończył się czas korzystnej koniunktury, a dużą jego część zmarnowano na jałowe debaty.

                              >KILKANAŚCIE pokoleń wychowało się w kraju rządzonym nieudolnie,
                              > rozkradanym, sprzedawanym za marne grosze. To zagraniczne wzory pobudzały wyob
                              > raźnię...
                              > Stawiam tezę, że gdyby nie Napoleon, gdyby nie krótki epizod z Księstwem Warsza
                              > wskim, nie nowe wzorce prawne, wojskowe i administracyjne - które pozwoliły obu
                              > dzić wyobrażenie Polaków JAK mogłoby wyglądać nasze państwo - to NIGDY nie odzy
                              > skalibyśmy niepodległości. Rozpuścilibyśmy się w żywiołach i atrakcyjnych model
                              > ach cywilizacyjnych Austrii, Prus i Rosji. To nie Powstania, ale Napoleon stały
                              > się głównym katalizatorem naszych dążeń niepodległościowych...
                              > jeep

                              Teza dyskusyjna, ale warta roztrząsania.
    • grba Polska to bogaty kraj... 25.01.13, 09:14
      Znalazłem w starych papierach zeszyt z zajęć z historii ekonomii w dawnej
      Polszcze. Tyle lat nie miałem go w ręce, a szkoda, bo to niesłychanie ciekawe
      notatki.

      Pierwsze nazwisko warte zapamiętania to PETER AUGUST TRIEBENFELD, Niemiec,
      sekretarz samego księcia Adama Ponińskiego marszałka sejmu rozbiorowego,
      znakomitego łotra i złodzieja. Poniński z pomocą Triebenfelda wśród licznych
      zajęć “państwowych” działał w komisji dokonującej upaństwowienia dóbr
      pojezuickich, przy czym głównie naupaństwawiał się do własnej kieszeni. Potem
      okazało się, że Triebenfeld nieźle się obłowił kantując swojego pryncypałą po
      czym uciekł do Krotoszyna, co wywołało złośliwe komentarze współczesnych
      “złodziej okradł złodzieja”.

      Wtedy Krotoszyn był jeszcze polskim miastem, ale gospodarzył w okolicy w swoim
      majątku pruski minister i malwersant VON GÖRNE, bo w Polsce mógł spokojnie
      pochwalić się forsą, której nijak nie mógł oficjalnie posiadać w Prusach. Nasz
      znajomy Triebenfeld został w majątku Görne skromnym leśniczym, za skromnym, na
      nieszczęście dla ministra Görne…

      Pewnego pięknego dnia na biurko samego króla w Prusiech Fryderyka II pac ląduje
      donosik na tegoż von Görne ujawiniający grube kręty oraz drobne wałki
      rzeczonego. Fryderyk II nie miał litości i zrozumienia, sam łaził w cerowanych,
      łatanych, rudych od starości ciuchach i takiej też skromności wymagał od swojego
      personelu, a więc biedny Görne w 1782 r zapakowany został do twierdzy w Spandau
      znikając z naszej opowieści, a przede wszystkim z Krotoszyna, w którym
      Triebenfeld zajął się na skalę przemysłową przemytem węgierskich win i porcelany.

      Oczywiście, jasnym jak słoneczko w lipcowe południe jest, że ktoś taki jak
      Triebenfeld nie może działać solo, bez protektorów, którzy osłonią zbożne
      przemytnicze dzieło. Tribenfeld znalazł cały legion wpływowych przyjaciół z
      samym ministrem KARLEM GEORGIEM VON HOYM.

      Potem zaszły ogromne zmiany: Fryderyk II umarł, królem został Fryderyk Wilhelm
      II, Polska zniknęła z mapy, ale spora część tego niegdyś wielkiego kraju weszła
      w granice Prus... łącznie z Krotoszynem.

      Pomysł na biznes wyszedł od żony królewskiego adiutanta VON BISCHOFFSWERDERA
      hrabiny PINTO. Spostrzegawcza hrabina zauważyła, że król eksploatuje się ponad
      siły z młódkami i 19-letnia tancerka jak nic zaprowadzi najjaśniejszego pana do
      grobu, a wtedy jej mąż zostanie patentowanym pierdołą i idiotą, który zmarnował
      niebywałą okazję i mnóstwo możliwości do zrobienia majątku. Przekonała nie tylko
      swojego chłopa, ale kilku równie chętnych się znalazło.

      W roku 1797 ruszyła prywatyzacja polskiego majątku państwowego w zaborze pruskim
      czyli tzw. królewszczyzn, przy czym Prusacy chcieli pokazać miejscowym tubylcom
      jak wyglądać ma „Wirtschaft und Kultur”, wzorowe i wzorcowe gospodarowanie i
      takie tam propagandowe zaklęcia. No i pokazali...

      Nasz stary znajomy Triebenfeld został inwestorem, sporządzał umowy kupna
      majątków ziemskich, te Fryderykowi Wilhelmowi w dogodnej chwili podsuwali do
      podpisu adiutanci: znany nam von Bischoffswerder i VON ZASTROW i po zapłaceniu
      śmiesznych dajmy na to 50 tysięcy talarów odsprzedawano je potem za pół, trzy
      czwarte albo i cały milion, często Polakom. Całe połacie poszły na podarki
      świąteczne dla faworytów i zasłużonych, Inwestorzy solidarnie potem dzielili się
      milionami. Jeden tylko stracił, niejaki pułkownik VON HAGEN, który nabył
      posiadłość za 15 tysięcy a sprzedał za 12 tysięcy talarów... ministrowi von Hoym...

      Majątki sprzedane za 3,5 miliona miały rzeczywistą wartość obliczaną na 20
      milionów talarów czyli tyle ile wynosił roczny dochód całego państwa pruskiego,
      przy czym zwykły urzędnik pruski musiał zadowolić się ośmioma stówami rocznie.

      Całą aferę ujawnili dwaj pruscy urzędnicy: Joseph Zerboni di Sposeti oraz Hans
      von Held wydając „Czarną Księgę” i „Czarny rejestr” za co spotkały ich liczne
      kary dyscyplinarne z odsiadką w twierdzy, oskarżeniami o zdradę, zamach,
      podważanie i naruszanie, bo nowy kolejny władca Fryderyk Wilhelm III nie chciał
      kompromitacji nie tylko ojca ale nade wszystko mitycznej „cnotliwej monarchii
      pruskiej”.
      • jeepwdyzlu bzykał nas w dupę bez mydła 25.01.13, 13:06
        każdy kto chciał
        Cały XVIII wiek to jedna wielka katastrofa...
        Powtórzę: wszystko przez Wazę.
        Dramat zaczął się pod koniec wieku XVI.
        Polska z Szwecją SOJUSZNIKIEM, działająca wespół z Turcją...
        historia Europy (i Świata) mogła potoczyć się inaczej...
        Kilka razy tylko w dziejach mieliśmy wpływ na losy świata. Kolejny - w 39 roku.
        ZA KAŻDYM RAZEM DAWALIŚMY CIAŁA.
        Dlatego dziś jesteśmy peryferiami świata.
        Pamiętajcie o tym!
        jeep
        • wislok1 Re: bzykał nas w dupę bez mydła 25.01.13, 17:07
          Nie wątpliwie Zygmunt III Waza był wyjątkowym partaczem,
          ale główny problem to brak zgody na reformy ze strony szlachty
          • gandalph Re: bzykał nas w dupę bez mydła 25.01.13, 17:45
            wislok1 napisał:

            > Nie wątpliwie Zygmunt III Waza był wyjątkowym partaczem,
            Tu 100-procentowa zgoda.
            > ale główny problem to brak zgody na reformy ze strony szlachty
            O czym mówisz, o jakiej zgodzie, na jakie reformy? A któż to, jak nie szlachta, przez cały wiek XVI bezskutecznie domagała się reform?
            • wislok1 Re: bzykał nas w dupę bez mydła 25.01.13, 20:54
              Jakich reform się domagała w XVII wieku ?
              Jakich ?

              • gandalph Re: bzykał nas w dupę bez mydła 25.01.13, 21:55
                wislok1 napisał:

                > Jakich reform się domagała w XVII wieku ?
                > Jakich ?
                >
                Czytaj ze zrozumieniem! Mówię o tym, że domagała się przez cały wiek XVI (szesnasty). W XVII w. przyszło płacić rachunki za zaniechania.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka