gandalph
24.01.13, 23:19
Podtytuł: 2 razy z Gdańskiem w tle
Wzorzec polskiego partactwa nr 1:
(czyli: jak nie złapać okazji?)
Jak wiadomo, 1.lutego 1717 tzw. „sejm niemy” spacyfikował rebelię szlachty przeciwko Augustowi II; "niemy" pochodzi od tego, że zezwolono na zabranie głosu wyłącznie marszałkowi sejmu, Ledóchowskiemu, który przez 6 godzin odczytał to, co ustalono wcześniej (czytaj, co ustalił ambasador carski Grzegorz Dołgoruki oficjalnie występujący tylko jako pośrednik między królem i szlachtą. Ale dla podważenia tego podpisu potrzeba było wygranej wojny z Rosją).
I oto stał się cud, bo 5. stycznia 1719 w Wiedniu został zawarty pakt między cesarzem, Anglią i Rzeczpospolitą, wkrótce poparty przez państwa Rzeszy, Szwecję i Turcję. Wobec stanowczych żądań i wyciągających się zewsząd zaciśniętych pięści car Rosji, Piotr I, musiał stulić ogon i wycofać wojska z Polski. Ale pakt musiał być ratyfikowany przez Sejm; cóż z tego, że wojska rosyjskie wyszły, kiedy zostały rosyjskie kreatury? Sprawa upadła.
Wzorzec polskiego partactwa nr 2:
(czyli: jak nie złapać okazji?)
6. października 1788 zebrał się sejm, który potem nazwano czteroletnim, ale o tym za chwilę. Najpierw sytuacja międzynarodowa: 16. sierpnia 1787 r. sułtan turecki kazał zamknąć ambasadora carskiego, Jakuba Bułhakowa – wojna! Wkrótce Turcja pokazała, co jeszcze potrafi: w pierwszej fazie wojny 60 tysięcy żołnierzy carskich i 70 tysięcy wojaków sojuszniczej Austrii dokładnie obejrzało sobie kwiatki od spodu. Latem 1788 r. Szwecja, korzystając z okazji, chciała wyrównać rachunki z Rosją – rozpoczęła wojnę. Rosja miała więc już drugi front. Ale na tym nie koniec, były jeszcze Prusy, właśnie rozgrzane po świeżym pokonaniu Holandii, co nie przeszkodziło tej ostatniej w zawarciu paktu trójstronnego z Prusakami i Anglią na dokładkę. Rosji zaczął grozić trzeci front. Wobec takiego koncertu Austria i Rosja musiały wycofać swoje wojska z Polski umożliwiając obrady Sejmu Wielkiego.
13. października 1788, w tydzień po rozpoczęciu obrad, wybuchła polityczna „bomba”, Prusy zaproponowały sojusz z Polską, na razie tylko polityczny. Jednakże w pierwszej fazie obrad Sejmu rej w nim wodzili tzw. "patrioci" albo inaczej republikanie/republikanci, do którego do obozu należał całych chwast polskiej sceny politycznej z Karolem Radziwiłłem „Panie Kochanku” na czele. To oni właśnie przeforsowali konstytucję czyli ustawę sejmową o niepodzielności terytorium Rzeczpospolitej. Miało to mieć tragiczne skutki z uwagi na uwarunkowania międzynarodowe. W Anglii, będącej motorem koalicji antyrosyjskiej, istniało silne lobby przeciwników całej imprezy a to z powodu zamknięcia importu drewna rosyjskiego, zwłaszcza dębów niezbędnych do budowy statków. Znalazło się rozwiązanie: przecież można importować z Polski. Był jeden problem: po I rozbiorze Polska miała dostęp do morza długości 15 km w okolicach Połągi. Gdańsk należał do Polski, ale jako enklawa. Wszystko zależało od tego, czy Polska zawrze traktat handlowy z Prusami. Cena za ten układ, podobnie jak za rozszerzenie sojuszu politycznego w wojskowy, brzmiała: chcemy Gdańska i Torunia. Polskie NIE, w związku z wyżej wspomnianą konstytucją sejmową, wywróciło wszystko do góry nogami. „Patrioci” triumfowali; nie przeszkodziło im to wszakże w 3 lata później głosować za ratyfikacją II rozbioru…
Tymczasem Anglicy byli skłonni działać mimo tego; kurier z aktem wypowiedzenia wojny już jechał przez Europę (gdyby istniało radio czy telegraf, Anglia już byłaby w stanie wojny z Rosją). Ale po drodze musiał wstąpić do Berlina po analogiczny akt pruski. Wołkoński, ambasador carski w Londynie, był szybszy, sypnąwszy groszem i zmontowawszy intrygi doprowadził do obalenia gabinetu brytyjskiego. W 1792 r. pakt z Prusami, bez klauzul wojskowych, był tylko papierem. W 3 lata później Polska przestała istnieć.
Wzorzec polskiego partactwa nr 3:
(czyli sprawa Gdańska w 1939 r.)
Pisałem na ten temat w innych wątkach, dlatego nie będę się powtarzać. Wybór dokonany przez polskie kierownictwo państwowe na początku 1939 r. był najgorszym z możliwych. Jeśli wojna była nieunikniona, Polska nie powinna była przystępować do niej jako pierwsza, warto było zapłacić za to cenę Gdańska i autostrady, ewentualnie zszargać sobie trochę honor, korona by nikomu z głowy nie spadła.
Na koniec refleksja: ile to razy w naszej historii było tak, że wojska rosyjskie wychodziły, ale pozostawały rosyjskie kreatury? W roku 1993 też wyszły…
Niech każdy, kto żyw, zapamięta sobie: wrogiem nr 1 Polski była, jest i będzie Rosja (nie Niemcy). Ale nie ma nic gorszego niż Rosja-sojusznik.