rena_gd Re: Kraków - moja miłość.... 29.06.04, 12:22 tak było dobrze, że pominęłaś milczeniem:)) Odpowiedz Link Zgłoś
senne_marzenie Re: Kraków - moja miłość.... 29.06.04, 12:26 nie ma sily mowic?;)) Odpowiedz Link Zgłoś
grajur Re: Kraków - moja miłość.... 29.06.04, 13:33 cokolwiek powiem, i tak będzie mało, więc.... Odpowiedz Link Zgłoś
halina_77 Re: Kraków - moja miłość.... 29.06.04, 13:49 Zostało tam coś dla mnie do kochania Grajurko? ;))))) Odpowiedz Link Zgłoś
grajur Re: Kraków - moja miłość.... 29.06.04, 13:51 halina_77 napisała: > Zostało tam coś dla mnie do kochania Grajurko? ;))))) Halinko, cały Kraków :))) Odpowiedz Link Zgłoś
elsevier Re: Kraków - moja miłość.... 30.06.04, 11:59 Moja tez miłość, ten Kraków. Lubie w nim być, ogladac go, siedzieć na rynku i gapic sie na ludzi. Pozdrawiam tych którzy podzielają moje emocje. Odpowiedz Link Zgłoś
iga53 Re: Kraków - moja miłość.... 03.07.04, 21:14 Dziękuje za pozdrowienia (jako ta, która ma ten przywilej, że może siadywać na Rynku i gapić się na ludzi). Emocje podzielam z równą przyjemnością. Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
wiaterek Re: Kraków - moja miłość.... 30.06.04, 12:26 Grajurko ... moja również, z jedną różnicą chyba:)) ONA trwa od przeszło ćwierć wieku hihihi Ba ...przy okazji ostatniego czerwcowego pobytu pokazałam JĄ Isamkowi:-)) Był zauroczony:-)P Pozdrawiam i żywo łaczę się z fankami i fanami Krakowa "wiaterek" Odpowiedz Link Zgłoś
kreon1 Re: Kraków - moja miłość.... 30.06.04, 17:54 E tam, Kraków, Kraków łatwo kochać pokochajcie Pcimie Wielkie, to dopiero sztuka:)) Odpowiedz Link Zgłoś
toulaa Re: Kraków - moja miłość.... 03.07.04, 23:47 kreon1 napisał: > E tam, Kraków, Kraków łatwo kochać pokochajcie Pcimie Wielkie, to dopiero > sztuka:)) Nie znam Pcimia Wielkiego, ale znam Pcim, zresztą blisko Krakowa, na zakopiance. Kojarzy mi się z zajazdem "Czarny lew" przy drodze, korkami strasznymi w śniegu i lodzie oraz drżeniem serca, że najniebezpieczniejszy, "czarny" odcinek zakopianki, za Rabką w Gorcach, jeszcze przed nami (to w przypadku podróży do), albo że fajne "Chłopskie jadło" w Głogaczowie już blisko (to w przypadku podróży z powrotem). Odpowiedz Link Zgłoś
slfdk Re: Kraków - moja miłość.... 30.06.04, 19:56 I moja..i moja:))Poznalam Krakow majac 29 lat..I bede kochac to miasto do samego konca....:)Pytanie tylko:czy mieszkajac w nim czy teskniac tylko, powracajac nieustannie...Jakas magia nieokreslona ogarnia mnie zawsze ilekroc stawiam stope na tej ziemi..Krakow w deszczu..Krakow o swicie..Krakow noca..Nieopisane uczucie, ktorego -jak mi sie zdaje- nie mozna zatracic nawet gdy jest sie przywalonym szara codziennoscia..praca..obowiazkami..smutkiem chocby..Byc smutna w Krakowie..jest inaczej niz gdziekolwiek indziej...:) Odpowiedz Link Zgłoś
slfdk Re: Kraków - moja miłość.... 30.06.04, 21:25 Przekonaj sie sama:) No chyba ze mnie zaczarowala Biala Dama dnia pewnego marcowego:)Hihi Odpowiedz Link Zgłoś
toulaa Dobrze, że nie Hiroszima 02.07.04, 11:23 Faktycznie, kochać Kraków łatwo, kochać jego część - Nową Hutę, to dopiero wyzwanie jest! My, warszawiacy, w większości kochamy Kraków (ja również), bo zachwycamy się jego CK atmosferą, zwartym charakterem zabudowy, przynajmniej centrum (urbanistycznie to pewnie jakoś inaczej się nazywa), no i mamy kompleks, że do nas turyści zagraniczni przyjeżdżają, bo muszą, a tam, bo chcą. No i trendy jest narzekać na brzydką, śmierdzącą i bez wyrazu stolicę (obecną). Znane mi krakusy narzekają zaś na "zatęchłość" i zaściankowość Swego grodu; zresztą jako niekrakowianka kompletnie nie rozumiem, co mają na myśli. Ok, idę zaglądnąć na pole, jak się ubrać na podróż. toulaa już przedkrakowsko całkiem Odpowiedz Link Zgłoś
3o na poludnie 02.07.04, 14:24 no ja tez za 4 godziny do krakowa a dalej celem jest dwutysiecznik, jeszcze nie wiadomo ktory, wybiore sobie juz na miejscu jakis najprzyjazniej nastawiony (nie znaczy najlatwiejszy ;-) alez jestem szczesliwa Odpowiedz Link Zgłoś
runek Re: na poludnie 02.07.04, 14:38 Rysy - 2499 (ale już nie rosną) i uważaj na misie Odpowiedz Link Zgłoś
elsevier Re: na poludnie 02.07.04, 15:42 Nie, Rysy nie. Proponuję Ciemniak. Ma swoja historię. Pamietam, kiedy w 1968 roku tow. Wiesław był łaskaw natrząsać sie z intelektualistów i wytykac im żarcie chleba darowanego przez socjalistyczna ojczyznę. A o Pawle Jasienicy mówił, że to takie coś: ni pies ni wydra, coś na kształt świdra, to tego lata, w Dolinie Koscieliskiej do drogowskazu na Ciemniak , ktoś dodał druga tablice - Gomułka. Ciemniak Gomułka, bowiem tenże Wiesław uważał, że to całe towarzystwo po uniwersytetach, to ciemniactwo nierozumiejace przemian w socjalistycznej ojczyźnie. Pogody zyczę. Odpowiedz Link Zgłoś
koziorozec46 Re: Kraków - moja miłość.... 09.07.04, 10:51 Oj, zaczarowała Ciebie Biała Dama dnia pewnego marcowego. A która to była?, ta z Piwnicy pod baranami, czy może ta z rauszowych piwnic. A może jeszcze dokądś chodziłaś. Wyznaj swój szlak po Krakowie. Odpowiedz Link Zgłoś
symetria1 Re: Kraków - moja miłość.... 03.07.04, 20:51 Przypadkiem ktoś zadzwonił... badz wieczorem na dworcu... pojechalam i oniemialam... własnie stroiła sie w hallu Dworca Głównego w Krakowie Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia z Katowic i Chór Polskiego Radia z Krakowa, a w powietrzu nerwowo juz wibrowaly dzwięki...przeszedl koło mnie pan Wojciech Kilar, spokojnie, statecznie tak niepozornie. To przyjechal "Pociąg do muzyki Kilara". Mała grupka widzów. Przypadkowi ludzie z walizkami ze zdziwieniem na twarzy, chyba tez nie wiedzieli co sie za chwile zdarzy. I orkiestra ruszyla pod dyktando pani mowiacej:(...) pociąg Kraków - Płaszów rusza z peronu 2-giego..(...) Piekna melodia utworu "Koscielec 1909" wypełniła mury miejsca gdzie zawsze jestesmy w biegu. Nagle stanelismy i Ci co gdzies pedzili i ci co trafili tu przez przypadek. Wsłuchali sie sie w muzyke... Nawet gołebie oszalały, zrywając sie w trakcie mocniejszych akordów, robiły szalone kółka nad orkiestrą i chórem. Ciesze sie ze przechodzilam, ze to poczułam, ze zdażyłam na ten pociąg. Dlatego kocham Kraków, możesz sie zatrzymac i zaniemówić z zachwytu czasem tak przez przypadek a czasem przez telefon :))) Symetria czasem Asymetryczna:) Odpowiedz Link Zgłoś
niesmialek1 Re: Kraków - moja miłość.... 03.07.04, 20:57 symetrio,jesteś mi bliska. Odpowiedz Link Zgłoś
toulaa Re: Kraków - warszawiaków miłość.... 03.07.04, 23:43 Podobno, jak Ktoś mi dziś powiedział, niegdyś na murze obok peronu piątego na stacji Kraków Główny, peronu, na który przyjeżdżają pociągi z Warszawy, wypisano wielkimi i trwałymi literami: "Witamy chamy ze stolycy":))) Może lepiej przyjechać od strony Płaszowa?:) Odpowiedz Link Zgłoś
urna_z_prochami Re: Kraków - warszawiaków miłość.... 09.07.04, 13:39 od płaszowa sie nie da. a w stolycy na dworcu jest napis "legia wita kmiotów" i on mi sie ten napis bardzo podoba w swojej wymowie. a ze stolycy to przyjezdzają na czeci (chyba). Odpowiedz Link Zgłoś
toulaa Re: Kraków - warszawiaków miłość.... 10.07.04, 11:56 Na czeci, na czeci, potwierdzam. A od Płaszowa się nie da, no chyba że z Zakopca. A najpiękniejsza jest ul. Szeroka nocą. Odpowiedz Link Zgłoś
elsevier Re: Kraków - warszawiaków miłość.... 10.07.04, 12:25 A na szerokiej knajpki maleńkie. Odpowiedz Link Zgłoś
fuihui Re: Kraków - warszawiaków miłość.... 10.07.04, 18:25 elsevier napisał: > A na szerokiej knajpki maleńkie. Mniejsze i ciekawsze od strony "placu zydowskiego" - ul. Estery, Meiselsa po Miodowa:)) Szczegolnie noca cudownie wygladaja. fuihui Odpowiedz Link Zgłoś
toulaa Re: Kraków - warszawiaków miłość.... 10.07.04, 21:28 fuihui napisał: > Mniejsze i ciekawsze od strony "placu zydowskiego" - ul. Estery, Meiselsa po > Miodowa:)) Szczegolnie noca cudownie wygladaja. Szczególnie nocą cudownie wygląda ta synagoga, jedyna jeszcze czynna jako dom modlitwy, chyba na Warszauera? P. S. A w Warszawie z takich cudeniek tylko Umschlagplatz został, a właściwie i to nie. Odpowiedz Link Zgłoś
fuihui rozognienie 10.07.04, 22:35 1. Kazda Synagoga jest domem modlitwy, zadna nie jest Swiatynia. 2. Na Kupa jest synagoga Izaaka (oraz siedziba Laudera wraz z z muzeum i wystawa o Getcie) - Warszauera zas dochodzi sie wlasnie do pieknego placu zydowskiego, tego samego, na ktorym w nocy leza ksiazki na stolach (klimat bukinistycznego Paryza) i wokol ktorego jest sporo malych i przytulnych knajpek, zapraszajacych do swego wnetrza... Takie przytulne wnetrza, rozgrzewajace swoim wewnetrznym blaskiem to miejsce, "czarowne i piekne"... 3. Kazimierz noca...tylko z Osoba, z Ktora warto:) A warto! Ums...nie, rzezba koszmarna - do mnie to nie przemawia. I jeszcze koncepcja tego muzeum:( fuihui Odpowiedz Link Zgłoś
fuihui Re: rozognienie 10.07.04, 22:40 Choc juz nie ma "chalatnikow" opowiadajacych noca pouczajace traktaty w taki sposob, ze migoca swiece, to jednak nadal mozna poczuc czar Kazimierza...wszystko zalezy tylko od tego, z Kim sie idzie:) fuihui Odpowiedz Link Zgłoś
zakochana.w.krakowie Re: rozognienie 10.07.04, 23:50 fuihui napisał: >Kazimierz noca...tylko z Osoba, z Ktora warto:) Krakow "ma tak" rano, wieczor, we dnie, w nocy; przekonajcie sie Ci, ktorzy macie szanse... pozdrawiam serdecznie;) Odpowiedz Link Zgłoś
symetria1 Re: rozognienie 11.07.04, 09:09 I nawet gdy idziesz sam ciagnąc za sobą zaspanego psa, Kazimierz czaruje. Gdy jeszcze nie opadła poranna mgła i kamieniczki mają tylko cienie. Jakiś staruszek wraca z piekarni z ciepłym jeszcze chlebem. Gdy nie ma turystów, gdy jest sie prawie samym np w listopadowy ddżysty dzień. Jak miasto w mieście, po prostu inny świat. Symetria czasem asymetryczna. Odpowiedz Link Zgłoś
toulaa Rozmiłowanie 12.07.04, 11:56 W: siedzeniu na Rynku, i zjadaniu obwarzanków (nie bajgli, Boże broń!), fachowo podobno jest łamać kęsy i podawać do ust, a nie odgryzać bezpośrednio; trzymaniu kurczowym torebki przy sobie w Sukiennicach, między koszulkami ze Smokiem, długopisami ze Smokiem, Smokami nakręcanymi i ryczącymi, a nawet ogniem gazowym ziejącymi, ciupagami ze smokiem, oscypkami, lalkami w stroju krakowskim i bursztynami, no i złodziejami; stwierdzaniu, że Ołtarz w Mariackim i witraże u Franciszkanów są takie, jak były przy ostatniej bytności; oburzaniu się, że woda w fontannie na Rynku taka brudna, a ceny w Europejskiej takie wysokie; śledzeniu filmu w salce kilkunastoosobowej w kinie na górce w pasażu, na ekranie wielkości dwuosobowego prześcieradła; narzekaniu, ile tego chamstwa z Warszawy się nazjeżdżalo; naleśników pałaszowaniu (zauważyliście, ze naleśniki się pałaszuje, a nie je?), słuchając hejnału nad głową,; gadkach- szmatkach z taryfiarzami, wsłuchiwaniu się w okrzyki meneli na Plantach, karmieniu gołębi tak przejedzonych, że nie mają siły fruwać; wypatrywaniu łysej czaszki Mleczki w sklepiku wśród karteczek, plakatów, kubeczków, pościeli, poduszek, popielniczek i podkładek pod mysz z jego rysunkami; szturchaniu się łokciem: "Widziałaś? To szedł Długosz", "A Ty widziałeś? Ta co tam siedzi to nie Dymna?"; wreszcie nocnym podziwianiu oświetlonego Wawelu odbijającego się w śmiesznie wąskiej tutaj Wiśle, i kroczeniu po kocich łbach Kazimierza, niegdyś osobnego miasta, tego bliższego części katolickiej, żeby było mniej ludzi, i wsłuchiwaniu się w kroki po bruku, gdzie kiedyś chodziły różne Rachele i Izaakowie, i.... Odpowiedz Link Zgłoś
toulaa Re: rozognienie 12.07.04, 12:06 1. To już wiem, że nie Świątynią, wszak wyedukowanam:) 2. Tak, fajniejsze nawet od Szerokiej. 3. Z Osobą, Z Którą Warto, chyba wszędzie warto. Ale warto wybierać miejsca piękne i szczególne, powiedziałabym - godne właśnie. Jak mówił Saint-exupery, "kochać to nie znaczy patrzeć na siebie, ale patrzeć razem w tym samym kierunku", ergo warto starannie wybierać ten kierunek, najlepiej na rzeczy warte spoglądania, takie, jak nocny Kazimierz właśnie. P. S. Rzeźba na Umschlagplatz koszmarna, jako i ta na placu Krasińskich, Powstaniu warszawskiemu poświęcona, ale turystom podobają się postacie wchodzące do kanału. Koncepcja Muzeum Getta w Warszawie, multimedialnego, mnie bardzo się podoba. Jeśli faktycznie będzie można przejść się odtworzonymi uliczkami, słuchając jego odgłosów, czując zapachy z knajpek itd., to ja się piszę. Odpowiedz Link Zgłoś
rohasek Re: rozognienie 12.07.04, 13:18 toulaa napisała: 3. Z Osobą, Z Którą Warto, chyba wszędzie warto. Ale warto wybierać miejsca > piękne i szczególne, powiedziałabym - godne właśnie. > Jak mówił Saint-exupery, "kochać to nie znaczy patrzeć na siebie, ale patrzeć > razem w tym samym kierunku", ergo warto starannie wybierać ten kierunek, > najlepiej na rzeczy warte spoglądania, takie, jak nocny Kazimierz właśnie. > w pełnej małopolskiej rozciągłości popieram !:) Odpowiedz Link Zgłoś
jesienna45 Re: Kraków - moja miłość.... 09.07.04, 13:47 Grajurko wiesz, że czekam..pokaże Ci mój Kraków. Troszkę inny od tego z przewodników:) Pokochasz jeszcze bardziej...Spinka Odpowiedz Link Zgłoś
blondynka.mala Re: Kraków - moja miłość.... 09.07.04, 16:40 Grajurko, wracasz do Krakowa? Spinka będzie pokazywać? A ja? Kraków to jest to miejsce, do którego wraca się zawsze. Odpowiedz Link Zgłoś
drak1 Re: Kraków - moja miłość.... 09.07.04, 19:41 Moge blondynko też kraków pokazać, chcesz? Jestem gotów, mam urlop, daję Tobie znac. Calusy, drak zawsze gotów. Ps mam w Krakowie fajna chate. Odpowiedz Link Zgłoś
grajur Re: Kraków - moja miłość.... 11.07.04, 15:34 blondynka.mala napisała: > Grajurko, wracasz do Krakowa? tak blondynko, wracam i to już niegługo! Nie wystarczył mi weekend... >A ja? przyjedź równieź:)) Odpowiedz Link Zgłoś
grajur Re: Kraków - moja miłość.... 11.07.04, 15:33 Nie mogę sie doczekać spinko!!, to już niedługo:))))) Odpowiedz Link Zgłoś
blondynka.mala Re: Kraków - moja miłość.... 13.07.04, 09:24 A ja nie mogę grajurko przyjechać do Krakowa, kiedy Ty tam będziesz. Buuuuuuuuu :(((((((((. Odpowiedz Link Zgłoś
drak1 Re: Kraków - moja miłość.... 14.07.04, 23:52 będę 28 lipca we czwartek o godzinie 18, jeszcze nie wiem gdzie. mam nadzieję,że organizatiorzy ustala miejsce spotkania. :-) Szykuję sie do zakochania w tobie. Odpowiedz Link Zgłoś
fuihui Re: Kraków - moja miłość.... 16.07.04, 23:32 Ten kto jest z Krakowa - jest z Krakowa. A ten, kto z NH to z NH. Nie myl tego. fuihui Odpowiedz Link Zgłoś
i.am Re: Kraków - moja miłość.... 16.07.04, 23:39 A Ty syneczku? ... juz wiem, poznaję po nicku, fujhuj jest z NH Czekam na bonus. Odpowiedz Link Zgłoś
jan_serdeczny Re: Kraków - moja miłość.... 11.07.04, 22:27 ..lubie ten mrozny poranek, gdy mgla snuje sie nad Wisla, pod stopami chrzęści śnieg, a sylweta klasztoru Norbertanek majestatycznie wyrasta u stóp salwatorskiego wzgórza. Wstające słońce odbija się w wiślanych falach - wokól pustka. Niespiesznie zdążam w kierunu Wawelu, wdychając orzeźwiające powietrze, obok płyną łabędzie oczekujące na okruchy chleba, ciszę mąci jedynie krzyk ptaków. Wyjmuję zza pazuchy kamerę, by uwiecznić ten moment.. Będę do niego często wracał w domowym zaciszu.. listopadowy poranek w moim mieście... Odpowiedz Link Zgłoś
de_molka Re: Kraków - moja miłość.... 12.07.04, 19:04 Trudno to miasto nazwac moja miloscia,ale skoro mieszkam tu od jesieni to cos w tym musi byc.Krakow kocham chyba za jedno,mam blisko do Wisly, kino za rogiem,policje tez ,a z Rynku mozna wracac po pijanemu prosta droga i zawsze sie trafi.Jedno mnie denerwuje.Czemu emeryci tak czesto sie kloca w sklepie o pol deko a w tramwajach wzrokiem by zabili,jak im ni ustapisz miejsca? de_molka.obywatel.swiata Odpowiedz Link Zgłoś
sarna_z_lasu Re: Kraków - moja miłość.... 12.07.04, 19:43 EEEEEEEE Wielkie mi mecyje -Kraków sławić- kiedy to inni znamienitsi robili od dawna A Wólke zapadniętą - gdzieś tam ......... jak moja na ten przykład nawet kina tu nie mam. Ale widoki -nieba z ziemią zetknięte horyzontem w miastach zwane /przez pilotów -no bo kto inny je widzi / Muzeum to zorganizujemy z Panem Sołtysem Aleji nie trzeba wysadzać bo można w lesie wyrąb zrobić i alejki jak się patrzy mchem i korą obdartą wysypane A na rynek to niedaleko -trzy czwarte godziny rowerem może ciut więcej Soku można nastawić w oknach zaklejonych taśmą/ co by się ptaki nie obijały/. Sklep to i w niedziele też mamy czynny i jak sklepowa w obrządku to i tak zaraz przybiegnie /wystarczy zagwizdać/. Telewizor pod każdą anteną ,a satelita ,z przodu od drogi /ponoć na wschód/ I należy po kościele na cmentarz zajrzeć bo sąsiadka juz "swoje "plastikowe margarytki umyła. Mozna wyjść albo na las , albo na kościół albo na remize albo na szkołe Jak nie wieje - to każdy wyjdzie i opiewa : -śpiew słowików/ a multum ich / -nowe okna /plastiki/u Janków -oset zółknący/ po opryskach/ -bocianową parę jak chodzi z bociankami za wywłóczynami -oponę zepchniętą do strumienia Albo usiąść i czytać za krzakami róż , z których wieczorem wylatują chrząszcze. Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Kraków - moja miłość.... 17.07.04, 22:56 pisząc o Krakowie.. nie można o jego sercu zapomnieć po schodach wysoko trzeba wejść.. palcami stóp..się podeprzeć... dłoń prawą do serca wznieść.. dotknąć... i choć zimny na pozór to metal.. jednak bije w nim serce prawdziwe.. wszystkim ludziom bardzo życzliwe..:) kiedy trzymając serce dzwonu dłonią.. życzenie szeptem się wypowie... ..zaraz każdy się dowie: iż spełnienie wypowiedzianego życzenia.. ..jest tylko kwestią czasu istnienia...:) pozdrawiam Kraków.. i jego mieszkańców... i serce zygmuntowskiego dzwonu...:))) Odpowiedz Link Zgłoś
godz.00.02 Re: Kraków - moja miłość.... 17.07.04, 23:23 ...A słyszał-żeś kiedy, z wieży jak dźwięczy i śpiewa On. .... ... Dzwon królewski: - Siedziałem u królewskich stóp, królewski za mną dwór: synaczek i kilka cór, Włoszka, - a wielki chór kleru zawodził hymny; - a dzwon wschodził. Patrzali wszyscy w górę a dzwon wschodził, - zawisnął u szczytów i z wyżyn się rozdzwonił: głos leciał, polatał, kołysał się górnie, wysoko, podchmurnie,- a tłum się wielki pokłonił; pojrzałem na króla a król się zapłonił, ... dzwon dzwonił _ _ _ _ _ _ St. Wyspiański Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Kraków - moja miłość.... 19.07.04, 18:40 z przykrością muszę przyznać..że osobiście nie słyszałam..jak dzwoni.. ale dotykałam jego serca..i spełnia się moje życzenie.. często wracam do Krakowa..:) więc może kto wie?.. jeszcze kiedyś go usłyszę..:))) Odpowiedz Link Zgłoś
facet.taki Re: Kraków - moja miłość.... 19.07.04, 20:08 Ja tez nie słyszałem dzwonu, tylko hejnał. Czy jest jakies porównanie? Odpowiedz Link Zgłoś
bruchacha Re: Kraków - moja miłość.... 20.07.04, 11:37 Kraków... Gdy wracam z wygnania w K. to cieszę się, że nie muszę nikomu tłumaczyć, iż na spacer z psem na pole idę, a nie na dwór jakiś. Potem do Huty, do znajomych. Dziwię się niechęci niektórych z Was do Huty. Tyle lat już mija... :-) PS miejsce wygnania też na K się zaczyna - prosze nie mylić... Odpowiedz Link Zgłoś