14.05.09, 12:10
Zawsze wierzymy, że wszystko co złe spotyka kogoś..Innych..Obcych.
Nas nie ma prawa spotkać. Bo i dlaczego? Dziecko to przecież taka
naturalna sprawa, prawda? Rodzi się i już, żaden cud. I otóż okazuje
się w którymś momencie naszego życia, że jednak Cud. Że nie tak
prosto. Nieszczęście wcale nie spada na człowieka nagle, nie ścina z
nóg w jednej sekundzie, nie. Nieszczęście skrada się powoli,
podstępnie, przez lata mamiąc abstrakcyjnymi miesiączkami, bólami
oszukanych jajników, stwarzając złudne wrażenie, że wszystko jest w
porządku.
Mam 31 lat. O dziecko staramy się od trzech lat, jesteśmy pod opieką
lekarza, oczywiście "wyluzowanie się" i "niemyślenie" też
uskuteczniamy, tylko co z tego? Wielkie NIC.
Znoszę to w miarę dzielnie, po pierwszym roku nawet nie martwiłam
się za bardzo, wiadomo jak to jest, jak się chce, to nie ma, a jak
nie chce, to w bród. Ale teraz zaczyna się robić koszmarnie. Pomijam
już całe otoczenie, dziadków czekających na wnuki, na pytania,
komentarze, na współczujące spojrzenia i dziką satysfakcję tych,
którym się udało. Ale cała ta sytuacja zaczyna bezpośrednio bić w
moją psychikę, w moje poczucie wartości, w pewność siebie. Powoli,
bez udziału mojej świadomości, dziecko staje się obsesją, nie jestem
w stanie myśleć o niczym innym, to małe nieistniejące zaczyna
przesłaniać mi wszystko inne.. Mam kochanego Męża, który
powtarza "będzie dobrze", ale co, jeśli NIE BĘDZIE??
Staram się nie wpadać w paranoję, ale momentami jest to silniejsze
ode mnie. Jak o jest wszystko głupio urządzone? Mają dzieci ludzie,
którzy zaraz po urodzeniu pakują je do reklamówek i porzucają na
śmietnikach. Mają je Ci, którzy ich mieć nie chcą. Mają je ci,
którzy nie zasługują, którzy w żaden sposób nie są lepsi od nas!
Dlaczego MY NIE MOŻEMY???
Nie proszę o radę, bo i cóż tu można poradzić, kiedy są nas tysiące
w podobnej sytuacji? Ale musiałam się wyżalić, bo czuję, że zaraz
pęknie mi serce, z żalu, z zazdrości.. Właśnie, zazdrość. Nie umiem
sobie z nią radzić, przelewa mi się uszami na widok pociech
znajomych, kolejnych okrągłych brzuszków.. Łzy złości i frustracji
płyną same i nie umiem ich powstrzymać, co powoduje wściekłość na
siebie i cały świat.
Jestem wstrętna, gruba i bezpłodna. Nie ośmieliłabym się prosić o to
w najskrytszych marzeniach. Los jest przewrotny.
Do dupy z tym wszystkim sad................
Obserwuj wątek
    • emi123.beauty Re: załamana 14.05.09, 12:28
      Rozumiem Cię doskonale.To tak jak bym czytała swoją historię. Leczę się siedem
      lat ,mam 33lata ,stosy badań,zabiegów,i te przeklęte hormony.Niby nic a
      jednak,dwa hormony podwyższone(prolaktyna i testosteron),co miesiąc czekanie że
      może tym razem się uda,stanie się cud,mój organizm da się oszukać i w końcu
      zajdę w ciąże.Ostatnio znowu monitoring cyklu,piękny pęcherzyk rósł jak na
      drożdżach,przytulanko,na ostatnim USG( stwierdzającym owulację)widziałam przez
      ułamek sekundy jakieś rączki,nóżki maleństwa ,ale niby skąd i znowu czekam na
      cud.Powodzenia ,trzymaj się .
    • ania13-r Re: załamana 14.05.09, 12:37
      Czytam...i mam wrażenie że to moje uczucia...
      Współczuję Ci bo wiem co to znaczy...
      Pozdrawiam i życzę siły i wytrwałości w dążeniu do celu...
      • dziubek-4 Re: załamana 14.05.09, 12:46
        faktycznie wszystkie czujemy to samo, ale nie możemy się poddac
        chociaż wiem że to ciężkie i czesto nachodzą takie myśli, pozdrawiam
        • ewelinka834 Re: załamana 14.05.09, 13:12
          a ja siedzę i znowu ryczę, 2 miesiące było spokojnie, był luz, myślenie będzie
          co będzie..a teraz wszystko znowu do mnie wróciło, cholera dlaczego tak jest!!
    • mysiunia77 Re: załamana 14.05.09, 13:14
      mimmblaa czytając twoją historię to tak jakbym czytała o sobie .
      od 2 lat walka walka z samą sobą .Walka z medycyną ,zabiegi teraz jestem troszkę
      w nowej sytuacji ponieważ poprzez hsg udało się udrożnić mi jajowody,ale też
      zabardzo się nie cieszę bo to jest dalsza walka żeby była owulacja i tak dalej
      ponieważ też mam z tym problem ,a po laparoskopii miało być tak pięknie.Ale
      dziewczyny walczmy dalej bo czym by było życie bez tej iskierki Nadziei.O
      zazdrości nie będę pisała bo w czasie naszego starania porodziło się tyle
      maluchów że się uodporniłam i mogę cieszyć się szczęściem moich szczęśliwych
      znajomych którym się udało (i to też w niektórych przypadkach bo dłuższych
      staraniach)Pozdrawiam;*
    • ochra Re: załamana 14.05.09, 13:28
      Skoro co piąta para ma kłopoty z poczęciem, to dlaczego NIE MY? Od
      początku brałam pod uwagę że nas również może to spokać, chociaż nic
      na to wczesniej nie wskazywało, może dlatego jest mi łatwiej.
      • moniaa2009 Re: załamana 14.05.09, 14:14
        Wiesz, na tym forum 99% osób Cię rozumie. Bo niemalże każda z nas przechodzi lub
        przechodziła przez drogę kilkuletniej walki o dziecko. I Twoje odczucia
        zazdrości o dzieci, które urodziły się znajomym bądź innym członkom rodziny nie
        są obce dla większości z nas. Ja przeżywałam to samo. Kiedy moja szwagierka,
        która TYLKO po dziesięciu miesiącach starania się o dziecko orzekła że jest w
        ciąży, to ja zamiast się cieszyć przeryczałam pół nocy. A gdy okazało się, że
        będzie mieć bliźniaki to popadłam w totalny dół. Krzyczałam o
        niesprawiedliwości, że dlaczego ona będzie mieć dwójkę, a ja ani jednego. Przez
        jakiś czas czułam do swojej szwagierki żal, pretensje (ale o co?) nie chciałam
        się z nimi spotykać. Później mi przeszło. Bliźniaki są słodkie, jestem chrzestną
        jednego z nich i żal minął. Inna moja znajoma, która "wpadła" ze swoim trzecim
        dzieckiem, opowiadała, jak strasznie przeżywała że jest w ciąży, jak ciąża
        pogmatwała jej zycie. Miała pretensję do męża i całego świata o tą wpadkę. I
        znowu mój żal do losu. Dlaczego ona ma trzecie dziecko, którego nawet nie
        chciała, a ja żadnego. Ale przecież to nie wina innych, że my mamy problemy.
        Dlaczego wszyscy nas otaczający mają także być nieszczęsliwi. Myślę, że tak jak
        ktoś określił to wcześniej, im dłużej się starasz, tym bardziej wyzbywasz się
        egoistycznych i złych myśli, tym bardziej godzisz się z losem, ale nie na brak
        dzieci, tylko na to, że musimy o to dziecko mocno walczyć.
        • magda010 Re: załamana 14.05.09, 15:45
          Jest taki piekny i prawdziwy cytat: "Jest taka granica cierpienia,
          za ktora sie usmiech pogodny zaczyna" Milosza. I cos w tym jest, sa
          takie cierpienia, ze zostaje nam pokora i nic wiecej. I rozne losy
          ludzie maja - niektorym dzieci umieraja, innym rodza sie
          uposledzone, inni choruja na raka ... ze wszystkim ludzie musza
          sobie radzic. Zlosc, zazdrosc, rozzalenie to normalne uczucie, walka
          tez jest oczywista i sluszna, ale zawsze trzeba miec w sercu pokore,
          bo sa rzeczy, ktorych nie przeskoczymy, cieszmy sie tym, co mamy -
          kochanego meza, rodzine, cokolwiek i robmy po prostu z nadzieja
          swoje.
    • gorzkacava Re: załamana 14.05.09, 21:51
      mimblaa, kilka dni temu pisałam na tym forum o podobnych uczuciach.
      Plaga ciąż znajomych mnie dobiła. Pojawiło się uczucie zazdrości.
      Pojawił się żal, pretensje sama nie wiem już do kogo. Zaczełam nawet
      unikać koleżanek, które są w ciąży, wykrecajac sie jaka to ja nie
      jestem teraz zajeta. Bzdura!
      Rozumiem Cie doskonale.
      Nie wiem jednak jak pomóc. Wierzę jednak, że za kilka dni
      towarzyszyć Ci będą inne uczucia. życzę Ci tego z całego serca.
      Pozdrawiam,



    • glabdzia Re: załamana 15.05.09, 13:41
      Ja też czasem tak czuję. Najgorsza jest to cholerna bezradność...
      Trzymaj się cieplutko smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka