Zawsze wierzymy, że wszystko co złe spotyka kogoś..Innych..Obcych.
Nas nie ma prawa spotkać. Bo i dlaczego? Dziecko to przecież taka
naturalna sprawa, prawda? Rodzi się i już, żaden cud. I otóż okazuje
się w którymś momencie naszego życia, że jednak Cud. Że nie tak
prosto. Nieszczęście wcale nie spada na człowieka nagle, nie ścina z
nóg w jednej sekundzie, nie. Nieszczęście skrada się powoli,
podstępnie, przez lata mamiąc abstrakcyjnymi miesiączkami, bólami
oszukanych jajników, stwarzając złudne wrażenie, że wszystko jest w
porządku.
Mam 31 lat. O dziecko staramy się od trzech lat, jesteśmy pod opieką
lekarza, oczywiście "wyluzowanie się" i "niemyślenie" też
uskuteczniamy, tylko co z tego? Wielkie NIC.
Znoszę to w miarę dzielnie, po pierwszym roku nawet nie martwiłam
się za bardzo, wiadomo jak to jest, jak się chce, to nie ma, a jak
nie chce, to w bród. Ale teraz zaczyna się robić koszmarnie. Pomijam
już całe otoczenie, dziadków czekających na wnuki, na pytania,
komentarze, na współczujące spojrzenia i dziką satysfakcję tych,
którym się udało. Ale cała ta sytuacja zaczyna bezpośrednio bić w
moją psychikę, w moje poczucie wartości, w pewność siebie. Powoli,
bez udziału mojej świadomości, dziecko staje się obsesją, nie jestem
w stanie myśleć o niczym innym, to małe nieistniejące zaczyna
przesłaniać mi wszystko inne.. Mam kochanego Męża, który
powtarza "będzie dobrze", ale co, jeśli NIE BĘDZIE??
Staram się nie wpadać w paranoję, ale momentami jest to silniejsze
ode mnie. Jak o jest wszystko głupio urządzone? Mają dzieci ludzie,
którzy zaraz po urodzeniu pakują je do reklamówek i porzucają na
śmietnikach. Mają je Ci, którzy ich mieć nie chcą. Mają je ci,
którzy nie zasługują, którzy w żaden sposób nie są lepsi od nas!
Dlaczego MY NIE MOŻEMY???
Nie proszę o radę, bo i cóż tu można poradzić, kiedy są nas tysiące
w podobnej sytuacji? Ale musiałam się wyżalić, bo czuję, że zaraz
pęknie mi serce, z żalu, z zazdrości.. Właśnie, zazdrość. Nie umiem
sobie z nią radzić, przelewa mi się uszami na widok pociech
znajomych, kolejnych okrągłych brzuszków.. Łzy złości i frustracji
płyną same i nie umiem ich powstrzymać, co powoduje wściekłość na
siebie i cały świat.
Jestem wstrętna, gruba i bezpłodna. Nie ośmieliłabym się prosić o to
w najskrytszych marzeniach. Los jest przewrotny.
Do dupy z tym wszystkim

................