calineczka_777
14.06.10, 23:49
Nie bylo mnie pare dni w kraju - w miedzyczasie dowiedzialam sie, ze moj
samochod znajdujacy sie w garazu zostal doslownie zatopiony przez wode. Wg
sasiadow woda miala wysokosc 130 cm i zostala dopiero po okolo godzinie
odpompowana przez straz pozarna. Oczywiscie zglosilam szkode do PZU, samochod
stoi i NIE probuje go nawet uruchamiac (po pierwsze, ze podobno nie wolno, po
drugie nie chce nic zmieniac przed przyjazdem rzeczoznawcy z PZU).
Rzeczoznawca bedzie dopiero za 7 dni, bo w naszej okolicy wiele domow zostalo
podtopionych i PZU ma pelne rece roboty :-( Samochod w miedzyczasie nawet nie
wyglada zle OPTYCZNIE, choc jak mowilam nawet nie probowalam go wlaczyc. Mam
dwa pytania:
1) Czy istnieja jakiekolwiek szanse naprawy czy raczej jest to strata totalna
i samochod jest do kasacji ?
2) Czy ktos ma doswiadczenie z PZU - jak rozlicza sie PZU ostatnio w kwestii
"utopionych" pojazdow, ktorych ostatnio jest duzo? Bardzo sobie potracaja? Wg
polisy zawartej w pazdzierniku 2009 do pazdziernika 2010 samochod (rocznik
1998) zostal wyceniony WTEDY (!) na 8.000 zlotych. Samochod ma przepieg az
220.000 km. Jaka suma odszkodowania wydaje sie wam jeszcze do zaakceptowania ?
3) I kwestia czysto techniczna: powiedzmy, ze rzeczoznawca orzeknie, ze to
szkoda totalna i ze samochod jest do kasacji. Co wtedy z wrakiem? Zostaje u
mnie czy PZU go zabiera? Jesli PZU go zabierze to kto musi WYREJESTROWAC
samochod?