jaki kit wciskacie przy sprzedaży samochodu?

28.07.04, 10:26
sprzedajecie swój złom jeleniowi i co mówicie?
- że nie bity (świeży lakier jeszcze nie wysechł)?
- że bezawaryjny, koszty są związane jedynie z ekspoloatacją?
- że potrzebujecie coś większego, bo rodzina będzie większa?
- że garażowany?
- że tylko żona po zakupy jeździła?
- że dziadkowie jeździli jedynie na działkę i do kościoła?
- że nic w nim nie trzeba robić (Panie, blachy są solidne, silnik jak żyleta)

A zazwyczaj powodem sprzedaży jest zmęczenie właściciela częstymi naprawami.
Czy nie?
    • Gość: Krzysiek Re: jaki kit wciskacie przy sprzedaży samochodu? IP: *.osd.telecanetworks.se / 213.241.26.* 28.07.04, 12:20
      Ja oddaje auto w rozliczeniu. "Fachowcy" z ASO wyceniaja i mam swiety spokoj.
    • Gość: wujek Władek jak jeleń z jeleniem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 14:22
      no to chyba jak jeleń z jeleniem się spotka, bo już średnio rozgarnięci na
      głupie gadki nie dadzą się złapać. ciebie na co wzięli?: "sprowadzany, ale nie
      bity! absolutnie! kosmetyczne wgniecenia na błotniku i drzwiach. to 60-letni
      dziaek jeździł, dlatego taki mały przebieg!". no to teraz posiedź se w fotelu
      wypierdzianym przez 4 turków, w aucie, które przejechało co najmniej 60-70 tkm
      więcej, niż pokazuje licznik
      • ant777 Re: jak jeleń z jeleniem 28.07.04, 14:55
        Gość portalu: wujek Władek napisał(a):

        > no to chyba jak jeleń z jeleniem się spotka, bo już średnio rozgarnięci na
        > głupie gadki nie dadzą się złapać. ciebie na co wzięli?:

        nigdy nie kupiłem używki, zawsze z salonu
      • Gość: V5 Re: jak jeleń z jeleniem IP: 62.233.184.* 28.07.04, 16:14
        to z tymi Turasami było świetne:)))))
        Moze sie czegoś nauczą. Nie beda sprowadzac tych złomoow
    • wichura Re: jaki kit wciskacie przy sprzedaży samochodu? 28.07.04, 15:23
      Dotychczas sprzedawałem dwa auta. W obu sytuacjach mówiłem to samo: widzisz jak
      wygląda. Serwisowany, na najlepszych płynach, przebieg mały, silnik OK.
      Bierzesz, czy nie? Sprzedam za xxx i ani grosza mniej.
      I oba poszły za xxx (i ani grosza mniej). Fakt - były powypadkowe. W zasadzie
      to po mocnych rozpi****. A kupowali handlarze.
      Nie było tam grama kitu - choć zdaję sobie sprawę, że rynek wtórny kojarzy się
      wyłącznie z oszustami, złodziejami i naciągaczami.
      Pozdrawiam
      • Gość: verte Re: jaki kit wciskacie przy sprzedaży samochodu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 16:03
        Nie wciskam kitu,biorę ich na szczerość.Jest jakie jest a raczej dbam możemy
        pojechać do mechanika niech obejrzy ale z ceny i tak nie spuszczę.
        • Gość: hłehłehłee Re: jaki kit wciskacie przy sprzedaży samochodu? IP: *.class146.petrotel.pl 28.07.04, 20:25
          Ja jak sprzedawałem moją Skodę 120 L kilka lat temu, która była klepana i
          odsmradzana po dachowaniu z przygodami (szczegóły w temacie o złych autach)
          powiedziałem gościowi, że należała do Mariana — szmuglera diamentów. Całkiem
          Dobrze wchodzi w zakręty, ale dużo pali — zupełnie jakby miała ukryty jakiś
          balast w drzwiach.
        • Gość: hłehłehłee Re: jaki kit wciskacie przy sprzedaży samochodu? IP: *.class146.petrotel.pl 28.07.04, 20:26
          Ja jak sprzedawałem moją Skodę 120 L kilka lat temu, która była klepana i
          odsmradzana po dachowaniu z przygodami (szczegóły w temacie o złych autach)
          powiedziałem gościowi, że należała do Mariana — szmuglera diamentów. Całkiem
          Dobrze wchodzi w zakręty, ale dużo pali — zupełnie jakby miała ukryty jakiś
          balast w drzwiach.
          Do dziś mam nakręcony ukryty kamerą film — „Szaleniec gorączkowo rozkręca
          Skodę” :-)
    • Gość: Ble Żadnego IP: 195.136.112.* 28.07.04, 20:34
      Dwa razy sprzedawałem. Raz przez znajomego właściciela ASO - jego znajomemu.
      Mechanik znał auto i je serwisował, więc jak chciałem sprzedać, to poradził
      swojemu znajomemu, który akurat "za czymś się rozglądał". Drugi raz
      sprzedawałem z ogłoszenia miesiąc temu, byłem na tyle szczery, że potencjalni
      kupujący... nie wierzyli mi. No, ale jak facet przyjeżdża z małego miasteczka
      na Pragę w Warszawie, to może nie wiedzieć, że trzyletni samochód parkowany w
      tej dzielnicy miusiał być gwoździem porysowany tu i tam, dlatego przed
      sprzedażą auto ma lakierowanych kilka elementów. A dla faceta lakier równa się
      wypadek.
      • stankiee Re: Żadnego 29.07.04, 00:05
        A ja właśnie niedługo stanę się takim jeleniem (lub łanią, jak kto woli). I co
        mi radzicie? Z ceny nie spuszczą, choćbym zawlokła złom do warsztatu, licznik
        przekręcony, blachy malowane...
        Czy ma znaczenie, jakie auto kupię? Z salonu czy z Niemiec?
        Verte, tylko mi tu dołów nie kop:)) Mów, jak na spowiedzi, co tu zrobić, by jak
        najmniejsze te rogi mieć.
        • Gość: Ble Re: Żadnego IP: 195.136.112.* 29.07.04, 12:30
          Stankiee!
          Wypytaj szczegółowo sprzedającego o stan auta. Potem zabierz auto do mechanika,
          niech sprawdzi. Jak gość kłamał w jakiejś sprawie, to znaczy, że w ogóle jest
          kłamcą i trzeba uważać, bo auto może mieć jakieś ukryte wady. Tak robią
          doświadczeni handlarze: najpierw o wszystko Cię wypytują, potem sprawdzają. Jak
          ściemniasz choć w jednym szczególe - natychmiast tracą do Ciebie zaufanie i
          zaczynają prześwietlać auto. Jak jest lewe to nie kupują, tylko potem
          opowiadają na imprezach w formie anegdoty.
          • stankiee Dzięki Ble:) 29.07.04, 13:55
            Gość portalu: Ble napisał(a):

            > Stankiee!
            > Wypytaj szczegółowo sprzedającego o stan auta. Potem zabierz auto do
            mechanika,
            Tylko, że ja nie za bardzo wiem o co pytać.Czy nie był bity? Przecież prawdy
            nie powie.
            Co do mechanika, wiem że trzeba pójść.
            Co zrobić, jeśli auto jest np. na Śląsku czy Pomorzu a ja nie znam tam żadnego
            zaufanego zakładu?

            Jak
            >
            > ściemniasz choć w jednym szczególe - natychmiast tracą do Ciebie zaufanie i
            > zaczynają prześwietlać auto.
            To fakt, tylko ja (mąż też) laikiem jestem, kit wcisnąć mi łatwo. Nie mam
            znajomego, który by z nami pojechał i sprawdził choćby, czy facet mi czegoś nie
            wciska.

            Ale dziękuję za rady:))
            • Gość: Ble Re: Dzięki Ble:) IP: 195.136.112.* 30.07.04, 12:39
              > Co zrobić, jeśli auto jest np. na Śląsku czy Pomorzu a ja nie znam tam
              żadnego
              > zaufanego zakładu?

              Ja bym zrobił tak: umówił się ze sprzedającym na termin, godzinę i miejsce w
              mieście, w którym będę kupował auto. Potem w tej samej okolicy znalazłbym
              mechanika, a może nawet ASO i ze sprzedającym podjechałbym tam. To co prawda
              koszt (bo ten mechanik sobie policzy) ale masz pewność, że nie kupisz wraku. No
              i jest jeszcze druga możliwośc, stosują ją moi znajomi. Jadąc na giełdę, zawsze
              zabierają ze sobą mechanika. To nie musi być ktoś z rodziny czy kolega. Po
              prostu idź w swoim mieście do mechanika mającego dobrą opinię i powiedz, że
              chcesz go zabrać do miasta X po samochód. Jeżeli nie jedziesz np. z Krosna do
              Szczecina, tylko - powiedzmy - z Krakowa do Tarnowa, to powinien się zgodzić. A
              jeżeli jesteś może z małego miasteczka, a auto kupujesz w dużym mieście, to
              opłaca Ci się zabrać mechanika z Twojego miasteczka, bo on po prostu jest
              tańszy od tego z dużego miasta.
              • stankiee kupno c.d. 02.08.04, 10:00
                Minął tydzień, staliśmy się przez to bogatsi o kilka doświadczeń:))):
                1. wszystkie sprzedawane autka są jedynie "lekko stuknięte w tylny zderzak"
                2. były jeżdżone przez kobietę (poza jednym)
                3. wprawdzie sprowadzane z Niemiec ale w żadnym przypadku nie były bite czy po
                poważniejszym wypadku
                4. licznik przekręcany kilka razy:))) sądząc po zużyciu części i wnętrza

                Najlepszy był właściciel, który dałby się pokroić za to, że auto jest w
                nienagannym stanie. Samochód klepane i szpachlowane wszystko poza przednią
                klapą (ta została wymieniona na nową), nieudolnie malowane, drzwi nie mogliśmy
                domknąć, bagażnik się nie domykał (aż takiej siły nie mam, żeby go bez proglemu
                zamknąć).

                To tyle na temat kupna samochodu:))))))))))))
                • stankiee Re: kupno c.d. 02.08.04, 10:04
                  Zapomniałam dodać:
                  -w dwóch przypadkach właściciele nie byli w stanie dowieść i nie byli do końca
                  przekonani co do pochodzenia auta
                  -auto kupione w Polsce (brak na to wiarygodnych dokumentów)
                  -brak drugiego komplety kluczyków (zapodział się ale właścicielowi nigdy nie
                  był potrzebny, a ja się czepiam)
                • ant777 włos się jeży na głowie 02.08.04, 12:19
                  stankiee napisała:

                  > Minął tydzień, staliśmy się przez to bogatsi o kilka doświadczeń:))):
                  > 1. wszystkie sprzedawane autka są jedynie "lekko stuknięte w tylny zderzak"
                  > 2. były jeżdżone przez kobietę (poza jednym)
                  > 3. wprawdzie sprowadzane z Niemiec ale w żadnym przypadku nie były bite czy
                  po
                  > poważniejszym wypadku
                  > 4. licznik przekręcany kilka razy:))) sądząc po zużyciu części i wnętrza

                  Włos się jeży na głowie. Najbardziej mi sie podoba sprzedaż "na kobietę". To
                  wzbudza zaufanie :)
                  Mój kolega kupił ś.p. Omegę sprowadzoną z Germanii, sprzedali mu "na emeryta".
                  W sumie dobrze że ją skasował, bo się okazało że Omega jest z jakieś
                  nadmorskiej miejscowości i podwozie za długo by nie wytrzymało.
                  Z pozytywnych rzeczy, to może taka o pewnym komisie w Słubicach przy granicy.
                  Mój znajomy polecał mi ten komis. A dlaczego? Bo właścicielem jest Świadek
                  Jehowy. I ten gość podobno faktycznie prowadził biznes uczciwie. Co się
                  porobiło w tym kraju...
        • Gość: KARLLL Re: Żadnego IP: 83.136.224.* 30.07.04, 11:53
          Dowolna stacja diagnostyczna. Najlepiej poprosic o sprawdzenie numerow. (
          zaswiadczenie )
          Kosztuje to 50 pln ale unikniesz kupna auta skladanego z kilku.
    • Gość: WK Re: jaki kit wciskacie przy sprzedaży samochodu? IP: *.ig.pwr.wroc.pl 29.07.04, 13:20
      Żadnego.
      Raz sprzedałem samochód sąsiadowi, innym razem - koledze z pracy. Sam dwa razy
      kupowałem od znajomych. Wszystkich tych ludzi spotykam do dziś, pozdrawiamy się
      i szanujemy. To trochę więcej warte niż zarobionych parę złotych na "kicie".
      Pozdrowienia
    • ant777 sami uczciwi? 30.07.04, 12:06
      Niesamowite, jestem zaskoczony po przeczytaniu postów. Na forum są sami uczciwi
      ludzie.
      Kiedy ja sprzedawałem na giełdzie, to goście (handlarze) mi próbowali wmówić że:
      - samochód był bity bo ma zderzaki w czarnym kolorze (UNO 97)
      - licznik jest cofnięty bo ma 50KKM
      Nieźle się ubawiłem tymi goścmi podsyłanymi przez handlarzy.
    • Gość: Doki tez zadnego IP: *.98-201-80.adsl.skynet.be 30.07.04, 17:30
      Dzis handlarz mnie zapytal "a dlaczego wlasciwie chcesz sprzedac 3.5- letni
      samochod?"
      Odpowiedz: "bo ten mi sie znudzil". I to jest swieta prawda. Zadnego kitu.
      • Gość: LESZEK Re: tez zadnego IP: 212.33.86.* 02.08.04, 20:54
        JA CHCĘ SPRZEDAĆ 5 LETNI I CO MA MPOWIEDZIEC?
        • ant777 Re: tez zadnego 03.08.04, 08:14
          Gość portalu: LESZEK napisał(a):

          > JA CHCĘ SPRZEDAĆ 5 LETNI I CO MA MPOWIEDZIEC?

          A co powiesz, jak kupujący zapyta się co w nim trzeba wymienić?
    • Gość: gonzo bez kitu nawet sie czegoś dowiedziałem IP: *.crowley.pl 04.08.04, 18:31
      Jestem informatykiem i do auta podchodze binarnie (jeździ albo nie) dwa
      tygodnie temu sprzedawałem na giełdzie swojego Fiata Tipo z 95 roku przebieg
      95tys. Naprawiałem na bierząco to co sie psuło. Dowiedziałem się, że
      - jak autko ma lekkiego kangurka przy ruszaniu to sprzęgło jest zużyte
      (myślałem że to normalka);
      - jak przy uruchomionym silniku chlapie z dziury od bagnetu w silniku olejem to
      są zużyte pierścienie na tłokach (tu bym polemizował bo faktem jest smarowanie
      rozbryzgowe i powinien brać olej a nie brał nic)
      Ogólnie zawsze kupujący chcziałby kupić nowe auto za śmieszne pieniądze.
    • Gość: darek Re: jaki kit wciskacie przy sprzedaży samochodu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.04, 19:02
      mam dobry numer.jak jest u ciebie klient(jeleń),namów kumpli,żeby do ciebie w
      tym czasie dzwonili,że niby takie zainteresowanie,a ty mówisz ,że narazie
      niestety nieaktualne ,bo ktoś go ogląda.zainteresowanie innych to najlepszy
      afrodyzjak,by pokochał twoje auto i przyspieszył decyzję o kupnie
Inne wątki na temat:
Pełna wersja