toreon
01.10.18, 09:51
Takie drogowe zjawisko, które obserwuję od lat i nie sposób go wyjaśnić ale może ktoś mądrzejszy będzie w stanie.
Jadą sobie przede mną dwa samochody, pierwszy z nich skręca w prawo w takim miejscu, które wymaga wyhamowania niemal do zera, np. w bramę posesji. Co robi jadący za nim? Również solidarnie za nim wyhamowuje niemal do zatrzymania, czeka aż tamten usunie się całkowicie z pasa i dopiero wtedy rusza dalej. Pytanie dlaczego nie omija go z lewej?
Czy jest w tym jakaś ukryta głębia?
Uczciwie dodam, że zjawisko dotyczy obydwu płci choć nietrudno się domyślić, która w tym względzie bryluje.