mejson.e
07.12.04, 23:12
Obserwując powszechną krytykę silników małej mocy (ze szczególnym upodobaniem
1.2 Skody) i zachwyty nad kolejnymi rekordami mierzonymi w Nm, mam wrażenie,
że większość krytyków po prostu boi się jeździć bez nadwyżki mocy.
Wyprzedzanie długiego zespołu pojazdów poza drogą jednokierunkową to często
używany straszak na niepewnych, wahajacych się przed kupnem taniego samochodu.
Jeździłem już wieloma samochodami i nie da sie ukryć, że nadmiar mocy mieć
jest dobrze, ale z powodzeniem można jeździć bezpiecznie z silnikami słabszymi
i to z obciążonym samochodem z włączona klimatyzacją.
Lepiej być pięknym, młodym i zdrowym niż biednym, starym i chorym, ale jeśli
nie można być/mieć "lepiej"?
Wtedy trzeba umieć lepiej jeździć - lepiej oceniać sytuację na drodze,
dobierać przełożenia, podejmować decyzje.
Wciskać gaz można nauczyć nawet małpę.
Pogadajcie z kierujacymi maluchami czy cieniasami, którzy dobrze zaplanowawszy
manewr wyprzedzania, muszą poradzić sobie z niespodziankami zajechania drogi z
przeciwka, przyspieszenia wyprzedzanego i innymi atrakcjami.
A udowadnianie innym swojego mistrzostwa w poruszaniu się po drogach w
sytuacji, gdy ma się mocny silnik, przypomina zaklinanie, że jest się
wyśmienitym snajperem, podczas celowania ze śrutówki z odległości 30 m we
wrota od stodoły.
Pozdrawiam,
Mejson
--
"Ruch jest przyczyną wszelkiego życia."
(Leonardo Da Vinci)