Dodaj do ulubionych

Ford Focus 1.8 TD

IP: 195.117.60.* 19.05.01, 19:44
Polecam!! Wprawdzie samochod jest nowy, gdyz przejechalem 17 tys. KM, ale
naprawde jeździ się nip dobrze. Nie wiem tylko co ze spalaniem. W instrukcji
napisali, że w mieście powinnien palić ok. 6 l. ropy a on bierze 7,4 l. Może go
dać do regulacji, czy lepiej zostawić jeszcze fabryczne ustawienia?
Obserwuj wątek
    • Gość: Pitz Re: Ford Focus 1.8 TD IP: 157.25.125.* 21.05.01, 08:56
      Gość portalu: Jpot napisał(a):

      &#62 Polecam!! Wprawdzie samochod jest nowy, gdyz przejechalem 17 tys. KM, ale
      &#62 naprawde jeździ się nip dobrze. Nie wiem tylko co ze spalaniem. W instrukcji
      &#62 napisali, że w mieście powinnien palić ok. 6 l. ropy a on bierze 7,4 l. Może go
      &#62
      &#62 dać do regulacji, czy lepiej zostawić jeszcze fabryczne ustawienia?

      Nigdy nie spali tak jak napisali. Testy sa przeprowadzane w laboratorium wg.
      okreslonej normy. Ruszycz, zwolnic, stanac itd. Dokladnie nie pamietam, ale to
      okreslaja normy. Ale im bardziej zdejmiesz noge z gazu i bedziesz sie bardziej
      wozil (toczyl), tym mniej spali. Tylko czy warto rezygnowac z przyjemnosci z
      jazdy i ryzykowac epitety innych kierowcow...?
    • Gość: Cumella Trzymam kciuki IP: *.uni.lodz.pl 09.08.01, 00:58
      Ta wiadomość jest po to, aby nalać miodu w wasze serca i powiedzieć, że czasem
      trzeba tak jak to zrobiła MAG. Sama nie miałam problemu z zajściem w ciążę, ale
      dość blisko otarłam się o ten problem. Siostra mojego męża usilnie próbowała
      dokonać tego cudu przez ponad cztery lata. Pierwszą ciążę poroniła w 12
      tygodniu. Zresztą od samego początku przeczuwała, że coś jest nie w pożądku.
      Wiedziała, że jest w 9 tygodniu ciąży, kiedy lekarz określił wiek ciąży na
      jedynie 5 tygodni - ciąża nie rosła! Potem przeszli oboje z mężem tysiące badań
      łącznie z badaniem genetycznym płodu. NIC - żadnej nieprawidłowości. Jedynie co
      się okazało to nieprawidłowość w funkcjonowaniu jej (Ani) przysadki, a po
      wnikliwym badaniu hormonalnym okazało się, że jej gospodarka hormonalna jest
      tak rozhwiana, że dziwne, że wogóle miesiączkuje. Zatem rozpoczęło się leczenie
      hormonalne...bez efektów... i ciągle to samo: nadzieja, oczekiwanie, histeria,
      zwątpienie. Co miesiąc oglądała na monitorze USG wielką, dorodną komórkę
      jajową... i nic. Potem okazało się, że jajowody są niedrożne. Zatem
      laparoskopia. Pielęgniarka, zaproponowała jej, aby ustakiła sobie termin
      laparoskopii na środek cyklu (mieszka za granicą, więc może pozwolić na luksus
      wybory daty zabiegu), aby przy okazji wprowadzić plemniczek do jajowodu.Tak
      zrobiła, ale właśnie akurat w tym miesiącu coś się poprzestawiało i kiedy
      poszła na zabieg było już po owulacji!!! W ostatnim etapie wykombinowali, że ma
      guza na przysadce. Ucieszyła się z tego ogromnie (paranoja no nie?), bo
      wreszcie miała nadzieję na znalezienie przyczyny. Takiego guza można "wydłubać"
      przez nos i znów nadzieja i znów szansa... Miała zrobiony tomograf... guza nie
      było. Ostatnia nadzieja trysnęła... nie wiadomo, czy nie dochodzi do
      zapłodnienia, czy jedynie jajo nie może się zagnieździć w macicy. Rezygnacja
      całkowita... I cud, stało się. Dziś maleńki Danielek ma 21 tygodni... rośnie i
      ma się dobrze, a my z całą rodziną, czekamy na jego narodziny 12 listopada tego
      roku.
      To jedna historia. A druga: jedna z moich koleżanek, z którymi pracowałam w
      będąc na stażu w Stanach przez 12 lat leczyła się na bezpłodność. Gdy stracili
      nadzieję postanowili zaadoptować dziecko z Filipin (bo jak to z Amerykanami
      bywa, chcą być zawsze wspaniałomyślni). Wyjechali oboje z mężem na Filipiny aby
      dokonać formalności. Nie jest to łatwe w takich krajach, a zatem przebywali tam
      przez pewien czas. Kiedy zadzwoniła do swojej mamy powiedziała: " wiesz, tu
      jest okropnie, wszystko śmierdzi, czymś się zatrułam, a wogóle to żyć mi się
      nie chce i cały czas śpię"... kiedu Mama zasugerowała, że może jest w ciąży,
      niemalże się obraziła (bo przecież to nie temat do żartów). dziś mają dwie
      córeczki starszą Filipineczkę i młodszą Amerykaneczkę...

      Wiem, że nie łatwo jest zrezygnować... ale może wystarczy "wrzucić na niższy
      bieg". Acha i jeszcze jedno: seksuolodzy twierdzą, że orgazm u kobiet ma swój
      cel i napewno nie jest nim przyjemność sama w sobie. W jego trakcie następuje
      falowanie nabłonka narządów rodnych, co znacznie "ułatwia" drogę plemnikom.
      Może to trochę głupawe co piszę, ale przecież natura nie jest głupia.

      Pozdrawiam serdecznie i życzę z całego serca, abyście zaznały radości tego CUDU.
      • Gość: Ola Re: Trzymam kciuki IP: 212.244.46.* 09.08.01, 15:16
        Dzięki za te słowa. Fajnie, że są ludzie tacy jak Ty, którym my z naszym
        problemem niepłodności nie jesteśmy obojętni.
        Niestety jednego czego mi najmniej trzeba to nadziei - bo tak bardzo boli co
        miesiąc jej utrata, zawód jaki doświadczam (nie ja jedna zresztą).
        Pewnie my wszystkie co miesiąc po cichu liczymy na ten CUD. Ale on się zdarza
        nielicznym... Miałyśmy taki przypadek na Forum: Amal zaszła w ciążę pomimo
        słabego nasienia jej partnera (podobno nie nadawało się nawet na inseminację).
        Wiem, że cuda się zdarzają, ale dlaczego nie mnie?!
        • malgosiak do Oli 09.08.01, 19:47
          Olka po prostu nie tym razem. Ale przyjdzie taki moment, ze nam napiszesz
          " jestem w ciąży". Ja mam przeczucia i w Twoim przypadku jestem pewna- UDA WAM
          SIĘ!!!!!!!!! Napisz słońce co tam z twoimi badaniami. M
      • malgosiak Re: Trzymam kciuki 09.08.01, 19:41
        Wcale nie piszesz głupio, nawet mój leakrz " kazał " mi po inseminacji
        powtórzyć naturalnie i właśnie z orgazmem. Poważnie, moze tędy prowadzi droga
        do szczęścia. Dzięki Cu, ze napisałaś, ja jestem na dobrej drodze, tzn jak
        powiedziałs " wrzucam na luźniejszy bieg". Samo się stało, nic nie robiłam, po
        prostu przestaję walczyć z całym światem. M
        • Gość: Anika Re: Trzymam kciuki IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 10.08.01, 00:04
          Małgosia ma rację. Też kiedyś czytałam, że seks po inseminacji zwiększa szanse
          powodzenia zabiegu.
          Podobnie jest po zapłodnieniu in vitro, tylko pojawia się problem bólu brzucha
          i lęku przed współżyciem (piszę to co słyszałam, nie mogę tego potwierdzić
          własnymi doświadczeniami). Nie pamiętam, gdzie to napisali i nie wiem na ile
          jest to wiarygodne. Ostateczny głos powinien należeć do lekarza.

          Ola, głowa do góry. Jeśli dobrze pamiętam jesteś w naszym gronie małolatą. Ja
          też jestem pewna, że zdążysz urodzić małe stadko. Po prostu, tak jak mi,
          doskwiera Ci ostatnio brak dobrych wieści na forum. Ale niech tylko skończą się
          te przerwy wakacyjne w klinikach to na jesieni się będzie działo...
          • Gość: Ola Re: Trzymam kciuki IP: 212.244.46.* 10.08.01, 09:05
            Dzięki dziewczyny za miłe słowa, ale dziś do mnie wcale nie trafiają - właśnie
            dostałam okres, SORRY! eeeee MAŁOLATA (?!) ale weteran - walczę już ponad 4
            lata! Za 2 tygodnie mam 5 rocznicę ślubu kościelnego (cywilny brałam wcześniej -
            w styczniu) i mam cholerny dół z tego powodu...
            • malgosiak Ola 10.08.01, 18:56
              Olka, ale przynajmniej zaczynasz nowy cykl. Kiedyś się uda. A małolatą i tak
              jesteś!!! Pozdrów Poznań.M
              • Gość: Ola Re: do Małgosi IP: 212.244.46.* 13.08.01, 09:09
                Faktycznie jestem... Właśnie przeglądam listę "stowarzyszonych".
                (Dlaczego Cię tam nie ma?!) Ale czy wiek ma największe znaczenie?
                Biorąc pod uwagę fakt, że jest to loteria (jedni trafiają za pierwszym razem
                inni wcale) to nie jest ważne. Jedyny plus mojego wieku jest taki, że mogę
                decyzję o adopcji odłożyć na później.
                A ten cykl się nie liczy, bo będę miała imprezę (2-dniową) w TYM czasie :-(
    • Gość: Cumella I jeszcze jeden przykłaqd na to, że CUDA się zdarzają IP: *.uni.lodz.pl 13.08.01, 21:36
      To tylko dodatek do mojego ostatniego listu. Dziś przeczytałam list pewnej Pani
      z gazety dla Rodzidów. Przez 14 lat czekali na CUD... zdarzył się gdy wspólnie
      z mężem podjeli decyzję o adopcji. To kolejne potwierdzenie tego, że
      najważniejsze w życiu to pragnąć umiarkowanie.

      Jeszcze raz pozdrawiam i jeszcze mocniej trzymam kciuki, a Wy starajcie się
      umiarkowanie (i te Małolaty i te Stare:-))
      Buziaki
      B

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka