okrutny_mariuszek
18.08.05, 14:32
18 sierpnia rano wyjechałem z domu. Czułem ze mam misję i że muszę ją spełnić!
W mieście jeździłem przepisowo 50 tam gdzie bezpiecznie można jechać w
większą prędkością. Przepisy są jednak przepisami i należy ich przestrzegać!
POdziwiałem za to długą pustą ulicę przede mną i olbrzymi korek samochodów za
mną.
Przed światłami hamowałem hamulcem ręcznym bo wiem jak bardzo oślepiają
światła stopu! Oczywiście inni kierowcy nie doceniali tego gestu, ale
szczelnie zamknąłem drzwi i tylko podgłośniłem muzykę w radio. Gdy wjeżdżałem
na szosę z pierwszeństwem to za każdym razem czekałem na sytuację gdy zmuszę
szaleńca do gwałtownego hamowania (najbardziej podobało mi się wciskać gdy za
takim szaleńcem nic nie jechało). I dalej 50 na godzinę.
POza miastem nie wyprzedzałem rowerzystów na trzeciego choć miejsca było
wystarczajaco.
A gdy widziałem że nie będzie mnie można wyprzedzić (bo np samochody jechały
z przeciwka) zwlaniałem do 60 km/h (bo jechałem 80 km/h).
Muszę dodać, że nadużywałem sygnału dźwiękowego, bo lepiej trąbieć niż
hamować..
Do domu wróciłem ze spełnioną misją. Czuję ze uratowałem wiele żyć. Nawet tym
którzy wyprzedzali mnie w bardzo niebezpieczny sposób.
O tym, że w piękny i słoneczny dzień jechałem z włączonymi swiatłami nie
wspomnę. Napisze tylko zę poszedłem krok dalej - włączyłem światła długie
przez co inni użytkownicy drogi mogli mnie widzieć znakomicie.
Oczekuję teraz, że o3mam jakąś nagrodę od policji, bo podczas jazdy
kilkukkrotnie skutecznie zajechałęm drogę motocyklistom (nawet tym jadącym z
przeciwka). Wszyscy wiedzą że motocykliści to najgorsze zło i ze trzeba ich
temperować/tępić.
Napiszcie Wy jak walczycie o pożądek na drogach.
Z własnego doświadczenia wiem że jest nas bardzo wielu. Musimy 3mać się razem
i być bardziej zdecydowani w działaniach.
Hough!