Gość: NYorker
IP: *.dyn.optonline.net
13.11.05, 22:29
6:15am
sniadanie. sprawdzam, co tam na forum, laduje punkty do gpsa, pakuje torbe z
aparatem do bagazu. do tego batony, gatorade, dwie pary rekawic i ruszam.
7:55am
skrecam z jedenestej alei w piecdziesiata osma ulice. na parkingu przed
salonem bmw juz czeka perry i facet w czerwonym aerostichu (wiekszosci imion
nie pamietam). pery mial byc na bialoniebieskim r1200s, a jest na jakims
innym sporcie. czerwony aero nie wiem, na czym mial byc, ale jest na r1150gs
z powiekszonym zbiornikiem, kuframi i klockami na kolach. sport okazuje sie
byc r1200s tyle, ze bez plastikow na lewej burcie, bo perry doswiadczyl low
side wczoraj. dlatego perry sie nie wita - wyladowal na prawym nadgarstku.
pery i czerwony siedza na barierce; pery w jednoczesciowym, szarym aerostichu
ze skreconym kablem widdera luzno zwisajacym kolo kolan. gadka szmatka tez
jest luzna i po chwili przyjezdza chlopak na drz400sm. slyszelismy go, nim
sie pojawil. suzi znika za gs czerwonego aerosticha i przez chwile jeszcze
slychac tylko yoshimury; po chwili zza kufrow wyglada czerwony nolan, a potem
cala postac w bialoszarozoltym jednoczesciowym kushitani z puchowa kamizelka
na wierzchu. kushitani nie bedzie jechal w ogonie. jeszcze chwila i pojawia
sie drugi gs - adventure tym razem. jason ma na sobie zoltego aerosticha i
ciesze sie, bo wiem, ze jego imie akurat bede w stanie zapamietac. pozniej
okaze sie, ze on zapamieta moje. dobra, czas minal, zbieramy sie. kushitani
zza gsa wyjechal z przednim kolem ponad siodlem. posadzil suzi przed
kraweznikiem, a za kraweznikiem znow wystartowal. on nie bedzie w ogonie.
piec minut na west side highway az do mostu washingtona. jedyne urozmaicenie
to trzaskanie szyba w kasku: mgla/jazgot, mgla/jazgot, mgla/jazgot...
pierwszy zjazd za mostem i jestesmy na palisade parkway. stad tylko
pietnascie minut pierwszorzednego asfaltu i wjezdzamy na taras widokowy state
line lookout. cieknie mi z nosa.
8:35am
gadka szmatka. po pieciu minutach przyjezdza walter. facet cos po
piecdziesiatce, z ktorym mialem wielka przyjemnosc jezdzic juz pare razy.
ciesze sie, bo dzis - posrod floty kilku motocykli - wybral swoja granatowa
caponord. wiem juz, ze bede mogl czerpac z jego osadow. walter wita sie ze
wszystkimi, ale jest wciaz obolaly i prosi o powsciagliwosc. dwa tygodnie
temu, na transalpie, przezyl spotkanie z asfaltem. sarny. perry siedzi na
kamieniach; nie podaje dloni nikomu.
(www.advrider.com/forums/showthread.php?t=102158&page=3&pp=15)
(www.advrider.com/forums/showthread.php?t=102158&page=4)
gadka szmatka. przyjezdza pirat na czerwonym r1150r. i niedlugo po nim facet
w szarym aerostichu na czarnym r1150gs. szary aerostich ma azjatycka
fizjonomie, ale sladu obcych nalecialosci w akcencie. chinczyk ma anakees na
kolach, w kokpicie gps i radar detector. znaczy szybko jezdzi. to oczywiste,
wszyscy faceci w aerostichach szybko jezdza. walter nie ma aerosticha, ale ma
wykrywacz. ze jezdzi jak szatan, wiem od dawna.
zbieramy sie. na motocyklach jeden spoglada na drugiego. wiadomo: pierwszy
jedzie walter. za walterem, na tylnym kole startuje kushitani. chinczyk
omiata wzrokiem horde i rusza trzeci. po nim perry na niesymetrycznym
sporcie. jason i czerwony aero patrza na mnie i na siebie nawzajem. czekam,
bo przeciez mimo klockow na kolach maja na sobie aerostichy. pirat nie patrzy
na nikogo. rusza czerwony aero, za nim jason dzwiga siebie i przednie kolo
swojego gsa, ja i pirat. przed wyjazdem na highway mijamy kogos na kawie
concours. zawraca - on bedzie w ogonie.
na highwayu: przepisowe 20 mph ponad ograniczenie, wszyscy w wypatrzonym,
naturalnym porzadku. kushitani tuz za walterem, jakies sto jardow przede mna,
a doskonale slysze jego yoshimury. zabiajaja wszystkie inne dzwieki. perry
jedzie wezykiem - grzeje gumy. po dziesieciu minutach na hwy 303 zjezdzamy w
greenbush road. zaczyna sie, ku.....
cdn