seqs
22.08.07, 21:00
Witam, na post, który zacytuję niżej trafiłem na swoim klubowym forum. Nie
wiem czy już się tu pojawiał, więc wrzucam. Pokazuje on, że głupota ludzka nie
zna granic i zwykle bywa bardzo niebezpieczna. Sam jestem z Warszawy i wstyd
mi za takich kierowców.
"Hunter, 15-08-2007, 20:23
Witam!
Bardzo mi przykro.
Tym bardziej, że kilka dni temu sam mogłem zginąc, a wraz ze mną moja
narzeczona oraz nasze pięcioletnie dziecko.
Wszystko przez wariatów w BMW 525.
A było to tak:
12.08.2007 mieliśmy poważny wypadek drogowy na autostradzie A2 w kierunku
Warszawy na wysokości Słupcy.
Jechaliśmy pięcioletnią Mitsubishi Carismą - ja (prowadziłem), moja narzeczona
i nasze pięcioletnie dziecko z tyłu, zapięte w foteliku.
Wyprzedziliśmy samochód BMW 525, w którym jechało czterech młodych mężczyzn,
wyglądających na jakichś kibiców (mieli takie same czerwone koszulki).
Panów najwyraźniej zdenerwowało, że ich wyprzedziliśmy i zaczęli zajeżdżac nam
drogę, dając po hamulcach. Wyprzedzaliśmy ich, ale oni nie dawali za wygraną.
Jechali lewym pasem, my prawym. Pasażer od strony kierowcy otworzył okno i
krzyczał do nas, abyśmy natychmiast się zatrzymali, używając przy tym
wulgaryzmów. I znów zaczęli zajeżdżac nam drogę. Otworzyłem okno i
odkrzyknąłem, że mogę się zatrzyma, ale dopiero na najbliższej stacji. Nie
chciałem się zatrzymywac na autostradzie z uwagi na zagrożenie ze strony
jadących za nami samochodów oraz dlatego, że napastnicy byli niezwykle
agresywni i podejrzewałem, że mogą nas skrzywdzic i może nawet zabrac auto.
Pasażer od strony kierowcy wyjął jogurt 0,5l i rzucił w nas, trafiając w bok
naszego samochodu. Zacząłem zamykac szybę, ale on wychylił się po raz drugi i
rzucił tym razem pełną butelką wody mineralnej 0,5l, którą trafił mnie w
głowę. Jechaliśmy z prędkością 120-140 km/h (wcześniej szybciej, ale
zwalniałem powoli, widząc, co się dzieje). Uderzenie zamroczyło mnie i
straciłem panowanie nad kierownicą. Zderzyliśmy się minimalnie bokami i mój
samochód odbiło w prawo. Przekoziołkowaliśmy i wylądowaliśmy w rowie na kołach.
Wszyscy trafiliśmy do szpitala na dwa dni. Ja mam wgniecenie kręgu i ogólne
stłuczenia kręgosłupa, moja narzeczona jedynie siniaki, szczęśliwie dziecku
nic się nie stało. Policja, która przybyła na miejsce (nas już nie było, bo
zabrała nas karetka), dała sprawcy, który w nas rzucał, jedynie mandat 500 zł,
traktując to jako wykroczenie. Sprawca przyznał się i potwierdził moją wersję,
tym bardziej, że policja ma zeznania świadków. Lekarz, który mnie leczył w
szpitalu, stwierdził, że nie może wydac mi zaświadczenia (minimum 7 dni
upośledzenia w funkcjonowaniu organów wewnętrznych), które kwalifikowało by
całe zdarzenie do sprawy karnej, ściganej z urzędu. Dostałem zwolnienie z
pracy do 28.08 (17 dni) i ledwo chodzę.
Cała dokumentacja jest na KP w Słupcy. Policja nie zbadała krwi sprawców i po
wypisaniu mandatu puściła wolno. Mnie dała jedynie numer polisy sprawcy, żebym
mógł ściągnąc odszkodowanie. Nasz samochód nadaje się prawdopodobnie do
kasacji - jutro sholowany będzie do Warszawy i jutro zgłoszę sprawę w Warcie
(ubezpieczyciel sprawcy). Sprawca - rzucający był jednocześnie właścicielem
samochodu BMW.
Ci ludzie zabawili się naszym kosztem za 500 zł. My mogliśmy zginąc. A policja
potraktowała to jako wykroczenie nie przestępstwo. Ukarała zresztą tylko osobę
rzucającą, a przecież kierujący pojazdem, który zajeżdżał nam drogę, był
współodpowiedzialny. Nie chcemy tej sprawy tak zostawic. To zwykli bandyci,
którzy świadomie narazili nas na utratę zdrowia i życia. Mogą kiedyś postąpic
podobnie.
Nasza piękna carisma nadaje się teraz na złom.
Uważajcie na wariatów w BMW 525 na numerach WD 64409.
Pozdrawiam wszystkich"