Gość: Staruch
IP: *.if.uj.edu.pl
15.12.01, 16:47
W trakcie podrozy z Danii do Pl calkiem przyzwoicie nawalilo mi auto (honda
accord). Stalo sie to, co sie niestety dzieje we wszystkich tych modelach
(mojego rocznika). Padlo lozysko aparatu zaplonowego. Oczywiscie potezna
perturbacja. Byla to wiocha (choc w RFN). W koncu znalazl sie warsztat hondy,
ale czegos takiego nikt nie trzyma w magazynie, wiec 2 dni czekania. W tej
sytuacji po dniu pracy(!) zalozono mojemu autu aparat podobny z nowszego
modelu. Mechanicznie wszytsklo bylo OK. Zaplon przychodzil zgodnie z rozrzadem,
mozna bylo ustawic kat wyprzedzenia zaplonu. Niestety, inna byla nieco
konstrukcja oski i elementow do niej przyczepionych. W efekcie komputer widzial
zle polozenie tloka 1. cylindra i zle usatwienie rozrzadu. Nie potrafilismy z
tymi magikamni tego wyeliminowac. W zwiazku z tym komputer ustawia auto w mod
awaryjny. Nie wiem dokladnie co to jest i o to chce zapytac.
Moje obserwacje sa takie. Auto zle zapala. Jak juz zapali i wskoczy w ow mod
awaryjny, to jest jako tako. Moc jest mniejsza. Powazne przerwy w zaplonie sa
przy 3500 obrotow/min. Pali o 2 l/100km wiecej, troche inaczej pracuje na
niskich obrotach. Wiem, ze dluga jazda w takim modzie na pewno jest
odradzana... ale coz bylo robic.
Ponadto pytam - co moglem jeszcze zepsuc? Martwie sie o kata, bo musial dostac
ze 20 l benzyny (nie spalonej). Czy to bardzo zle? Co jeszcze?
W poniedzialek jade do serwisu w Pl i naprawiamy dalej. Koszt aparatu wynosi
2200zl (tak - nie pomylilem sie!), wiec (a raz juz troche zaplacilem w RFN!)
bede szukal rozwiazania innego, niz zakup nowego aparatu.
pozdrawiam.