samotnyastmatyk
27.05.12, 21:51
Witam wszystkich,
Powiedzcie mi ludziska, czy wielu z Was (astmatyków) ma problem ze znalezieniem partnera/partnerki do zwyczajnego codziennego życia? Mam 35 i ciągle jestem SAM! Po doświadczeniach osobistych dochodzę do wniosku, że astmatyka zrozumie chyba tylko drugi astmatyk...
Choruję już 30 lat i mógłbym napisać książkę o tych wszystkich codziennych trudnościach, niezrozumieniu przez rówieśników w kolejnych szkołach, terapiach, sanatoriach, szpitalach, aerozolach, tabletkach, inhalacjach, zastrzykach, szczepionkach odczulających, trwających miesiącami zapaleniach oskrzeli/płuc, pękających w żyłach venflonach i jeszcze o przynajmniej setce innych, mniej lub bardziej "widowiskowych" rzeczy.
Od kilku lat udaje mi się (z pomocą lekarzy i trafnie dobranych leków) chorobę trzymać "w ryzach". Efekty są na tyle dobre, że na co dzień astma w zasadzie nie jest widoczna. Ale oczywiście choróbsko jest wredne i uwielbia przypominać o swoim istnieniu. Wystarczy zwykły katar czy lekkie przeziębienie gardła. Tzw. zdrowy człowiek (czy tacy jeszcze istnieją?!) wzruszy ramionami ui powie: co tam katar - pokicham przez kilka dni i przejdzie. Nie wiem jak u Was, ale u mnie katar najczęściej kończy się antybiotykiem i ciągnącym się przez miesiąc kaszlem, podduszaniem, czasami (rzadko) dusznością wymagającą stosownego zastrzyku na izbie przyjęć...
Przez tyle lat zdążyłem się do tego wszystkiego przyzwyczaić. Jak jednak ma to wytrzymać partner/partnerka, kto styka się z tym po raz pierwszy i ma świadomość, że musiałby to znosić przez kolejne lata? Zdaję sobie sprawę z tego, że oglądanie ataku duszności może być dla zdrowego człowieka przeżyciem przerażającym. Pamiętajcie jednak nieastmatycy (a zwłaszcza nieastmatyczki), że astmatyk też jest człowiekiem, ma jakieś marzenia, być może chciałby założyć rodzinę, ale nie ma z kim...
Zdecydowałem się napisać na forum pod wpływem impulsu - lektury artykułu w "Polityce" o ludziach z przewlekłymi chorobami. Także dlatego, żeby się wygadać i może znaleźć jakąś bratnią duszę (nie mylić z dusznością...), najchętniej z uroczego miasta o nazwie Biała Podlaska.
Szczerze mówiąc, mam już dość samotności i braku zrozumienia. A może dać sobie spokój i żyć tylko pracą? Z drugiej strony i tak już stoję na granicy pracoholizmu...
Życzę wszystkim głębokiego oddechu.
Kto ma chęć, niech pisze na rav1@onet.eu