Jako "nowy" jestem w lekkim szoku w związku z tym co się dzieje.
Od sierpnia w Ontario nie można zdać egzaminu na prawo jazdy. Strajkują
egzaminatorzy! Cokolwiek tutaj powiedziano lub nie dziwi mnie postawa
"prowincji". Zlecili wykonywanie usług prywatnej firmie, ta ich nie wykonuje.
Nikt z nikim nie rozmawia, pat trwa, tysiące ludzi czeka na możliwość
uzyskania prawa jazdy. Gdzies czytalem ze 5000 ludzi srednio dziennie bylo
egzaminowanych w calej prowincji. Jako ze strajk trwa juz ponad 15 tygodni
wychodziloby ze kolejka liczy obecnie ~pol miliona ludzi.
20 dni temu rozpoczal sie strajk kierowcow komunikacji miejskiej w Londynie
(gdzie mieszkam). Strony przez 20 dni spotkaly sie 2 (dwa) razy

Wymienili
sie postulatami i poszli do domu.... W sumie nie wiadomo co bedzie dalej.
Rok temu strajk komunikacji miejskiej w Ottawie trwal 3 miesiace. Mieszkancy
Toronto niedawo zaliczyli strajk sluzb oczyszczania miasta (nie pamietam ile
strajk trwal).
To normalne czy akurat teraz mamy do czynienia z takim trendem?
Tak sobie mysle troche pol serio ze kanadyjscy zwiazkowcy powinni udac sie na
szkolenie do PL celem przyswojenia sobie umiejetnosci walki z policja, palenia
opon, rzucania petard a tym samym zalatwiania swoich spraw w kilka dni
(najczesciej przed wyborami).
pzdr
Demagu