Dodaj do ulubionych

Japan - wspomnień czar (część 1)

14.06.04, 22:45
Nie wiem czy kogoś to interesuje, ale w połowie kwietnia ukazały się
wznowienia pierwszych płyt grupy Japan. Dla niezorientowanych: to była grupa
założona w połowie lat siedemdziesiątych i dowodzona przez niejakiego Davida
Sylviana, którego wielkim fanem od lat jestem, czego nie ukrywam specjalnie :)
Grupa ta zapisała się w historii szeroko pojętego rocka jako jeden z
prekursorów dziś już trochę pogardliwie traktowanego zjawiska zwanego "new
romantic". Sam dzisiaj uśmiecham się ironicznie na wspomnienie tych wymyślnych
strojów i koszmarnie przesadnych fryzur, ale przyznaję, że pozostało po
tamtych czasach parę niezłych płyt, do których zaliczają się dwa albumy
zespołu Sylviana: "Quiet Life" (1979) i "Gentlemen Take Polaroids" (1980). W
ubiegłym roku ukazał się remaster drugiego z wymienionych tytułów oraz
ostatniego studyjnego dzieła grupy, "Tin Drum", i dwupłytowej koncertówki "Oil
on Canvas" (wszystkie trzy nagrane dla firmy Virgin). Niecały rok po tamtych
reedycjach, dostajemy uzupełnienie dyskografii grupy w postaci pierwszych
trzech płyt ("Adolescent Sex", "Obscure Alternatives" oraz wspomniany "Quiet
Life") oraz składanki "Assembly", nagranych jeszcze dla wytwórni Hansa. Tutaj
chciałbym wspomnieć, że polski dystrybutor na razie nie zdecydował się na
rozpowszechnianie w kraju nad Wisłą płyt "Obscure Alternatives" i "Assembly",
z sobie tylko znanych powodów. Dziękujemy ci, BMG Poland! Dlatego też
chciałbym dzisiaj popełnić skromne recenzje dwóch z wymienionych dzieł,
debiutanckiego "Adolescent Sex" i chyba najbardziej popularnej płyty Japan -
"Quiet Life".

Na początek kilka szczegółów technicznych. Na okładkach tych wznowień nie ma
słowa na temat remasteringu, brak nazwiska inżyniera odpowiedzialnego za
transfer dźwięku analogowego w cyfrowy, ale jakość dźwięku jest tak dobra, że
pozwala spokojnie stwierdzić, że osoba za to odpowiedzialna (mimo
anonimowości) wykonała kawał solidnej roboty. Obie płyty wzbogacono o bonusy
multimedialne - teledyski do utwórów z danego okresu w postaci filmów do
odtworzenia na komputerze. Płyty zapakowano eleganckie digipaki, a w
książeczkach do nich niejaki Paul Rymer opowiada historię powstania muzyki
zawartej na każdej z nich. Umieszczono tam również reprodukcje okładek do
singli pochodzących z tych albumów. No ale najważniejsza jest muzyka...

"Adolescent Sex" może okazać się sporym zaskoczeniem dla kogoś kto zna
twórczość Japan jedynie z późniejszego okresu jej działalności. Tutaj niemal
wszystko brzmi inaczej. Muzyka zawarta na tym krążku to przedziwna mieszanka
glam rocka (spod znaku Davida Bowiego), funku i nowej fali. Mick Karn jeszcze
nie gra na basie bezprogowym, i nie w tak charakterystyczny dla siebie sposób.
Dużo większa rola, w porównaniu z następnymi albumami, przypadła gitarze Roba
Deana. Nawet brzmienia syntezatorów Richarda Barbieriego są jeszcze inne od
tych zgrzytów i świstów do których później przyzwyczajał publiczność; są
bardziej sztampowe i "przylizane", jeśli wolno mi się tak wyrazić. Ale to co
zaskakuje tutaj najbardziej to... głos. Tak, proszę państwa. Prosimy nie
regulować odbiorników, ani nerwowo nie sprawdzać opisów na okładce. W tych
nagraniach naprawdę śpiewa David Sylvian. Ten sam, który później głębokim,
aksamitnym i rozwibrowanych głosem będzie przyprawiał nastoletnie dziewczęta o
piski i omdlenia. Według Paula Rymera, Sylvian inspirował się podówczas soulem
i r'n'b. Ciekawa to informacja, bo na moje uszy David próbuje tutaj raczej
wpasować się w czasy w których powstawała ta muzyka (przypominam - 1978) i
wciela się w rolę rockowego niemalże krzykacza. Szczególnie słychać to w
wykonanym przez cały zespół z prawie punkową radochą z profanacji cover "Don't
Rain on My Parade" z repertuaru... Barbry Streisand. Na całej płycie nie
znajdzie się praktycznie grama tego słynnego Sylvianowskiego wokalu. Najbliżej
mu chyba do niego w refrenie "Communist China". Mimo tego wszystkiego, sama
płyta zasługuje na uwagę ze względu na całkiem niezłe kompozycje
("Transmission", "The Unconventional", "Suburban Love", "Adolescent Sex",
"Television") i sporą ilość energii zawartej w tych kawałkach. W dodatku,
muzyka ta wcale się nie zestarzała. Ba! Dzisiaj wydaje się nawet brzmieć
całkiem na czasie. Można by ją, jak sądzę, polecić fanom zespołów pokroju
Franza Ferdinanda, by przekonali się, że ich ulubieńcy niczego specjalnie
nowego nie odkryli. Niemniej należy pamiętać, że to jeszcze nie to brzmienie,
dzięki któremu Sylvian i spółka zapisali się w encyklopediach muzyki popularnej.
Obserwuj wątek
    • pagaj_75 Japan - wspomnień czar (część 2) 14.06.04, 22:45
      "Quiet Life" to trzeci studyjny album grupy, wydany zaledwie rok później.
      Zaledwie, jeśli zważy się na to jak wielka przepaść muzyczna dzieli ten krążek
      od debiutu. To tutaj ustaliło się to charakterystyczne, "noworomantyczne"
      brzmienie Japan. Tutaj Sylvian już śpiewa po swojemu. Tutaj po raz pierwszy
      wszystko zagrało jak należy. No i z tej płyty pochodzi pierwszy wielki przebój
      zespołu w rodzinnej Wielkiej Brytanii - "Quiet Life". I to tutaj położono
      fundamenty pod sukcesy Visage i Ultravox z 1980 roku. Oprócz utworu tytułowego
      mamy tu takie wspaniałe kawałki jak "Fall in Love with Me" (w tamtych czasach
      jeszcze przechodziły takie tytuły i teksty :)), "Despair", ździebko łzawy finał
      "The Other Side of Life" oraz chyba najpiękniejszy (moim skromnym zdaniem) utwór
      Japan - "In Vogue". Znów mamy cover, tym razem jest to całkiem niezłe
      opracowanie "All Tomorrow's Parties" Velvet Underground. Jako bonusy dostajemy
      jeszcze dwie wersje tego utwóru (singlową i maksisinglową), niezbyt odbiegające
      od tej albumowej. (Inne bonusy to singlowa wersja "Quiet Life" i stronę B tego
      singla - instrumentalny "A Foreign Place") Jeśli chodzi o brzmienie zespołu to
      moją uwagę zwróciły partie gitary Deana, jego niemalże Frippowskie solówki w
      niektórych utworach (zwłaszcza w "In Vogue"), które skłaniają do refleksji, że
      chyba źle się stało, że rola tego instrumentu w muzyce Japończyków została
      później drastycznie ograniczona, co doprowadziło do odejścia Deana. Biorąc pod
      uwagę to co dzisiaj grają wspólnie w różnych konfiguracjach panowie Jansen,
      Barbieri i Karn, to Dean wpasowałby się w to idealnie. Zresztą, są pojedyncze
      nagrania J-B-K z jego udziałem, ale niestety jest ich tylko kilka.

      "Quiet Life" w ocenie samych muzyków, w tym także Sylviana (który za bardzo nie
      lubi wracać do przeszłości), jest najlepszym albumem Japan. Moim skromnym
      zdaniem, następny krążek, "Gentlemen Take Polaroids" jest co najmniej równie
      dobry i wart uwagi. Po tych już klasycznych dla new romantic dziełach, zespół
      (już bez Deana) popełnił bardzo dobry "Tin Drum", który jednak stał już trochę w
      rozkroku między starym a nowym, czyli solową karierą Sylviana i różnymi
      muzycznymi projektami pozostałej trójki. Po wydaniu w 1982 roku koncertowego
      "Oil on Canvas", zmęczeni popularnością panowie postanowili zakończyć wspólną
      przygodę pod szyldem Japan. Co nie znaczy, że przestali ze sobą współpracować.
      Barbieri i Jansen udzielali się gościnnie na płytach Sylviana, ten z kolei
      zaśpiewał to i owo u Karna, a w 1989 cała czwórka zeszła się ponownie, by nagrać
      nową płytę, ale pod nową nazwą - Rain Tree Crow i z muzyką dramatycznie odmienną
      od tej jaka przyniosła im popularność. Powstała bardzo piękne, choć niełatwe w
      odbiorze dzieło. Niestety, zgoda panowała krótko, Sylvian poszedł swoją drogą, a
      pozostali muzycy swoją.
      • kkrzysiekk Re: Japan - wspomnień czar (część 2) 16.11.04, 08:29
        pagaj_75 napisał:

        > "Quiet Life"...

        Kolejna bardzo dobra płyta, którą poznaję dzięki naszemu Forum. Dzięki, Pagaj ;)
    • pagaj_75 Khem khem 14.06.04, 22:48
      Na każdym forum jest tak, że ktoś musi zacząć pierwszy :)
      No to zacząłem i serdecznie przepraszam, że to takie długie...
    • pagaj_75 Errata 14.06.04, 22:59
      Składanka, o której piszę nosi tytuł "Assemblege", a nie "Assembly". Przepraszam
      za zamieszanie i chyba już pójdę spać :)
      • cze67 Japan 15.06.04, 00:19
        Ściągnąłem sobie z pewnej bootlegowej strony (bleri, where are you?) jakiś
        koncert Japan a że głos pana Sylviana jest mi znany już od wielu lat, zespół ów
        pokochałem natychmiast.
        • pagaj_75 Re: Japan 15.06.04, 06:50
          cze67 napisał:

          > Ściągnąłem sobie z pewnej bootlegowej strony (bleri, where are you?) jakiś
          > koncert Japan a że głos pana Sylviana jest mi znany już od wielu lat, zespół ów
          > pokochałem natychmiast.

          No to posłuchaj sobie paru kawałków z pierwszej płyty to doznasz szoku :)
          • cze67 Re: Japan 15.06.04, 11:25
            Ale pozytywnego czy jakiego innego?
            • pagaj_75 Re: Japan 15.06.04, 11:32
              cze67 napisał:

              > Ale pozytywnego czy jakiego innego?

              Trudno przewidzieć :)
              Dla mnie pierwsze wysłuchanie tej płyty było szokiem ze względu na wokal
              Sylviana. Szokiem średnio pozytywnym. Gdyby mi to ktoś puścił nie mówiąc
              co to jest, to w życiu bym nie zgadł.
              Ale przyzwyczaiłem się i uważam, że jest to całkiem przyzwoita płyta,
              pod warunkiem, że potraktuje się ten Japan jako zupełnie inny zespół
              niż ten z "Quiet Life" czy "Gentlemen..."
              • s.kasumovic Re: Japan 15.06.04, 13:16
                Choć lubie Japan i to bardzo, a specjalnie za TIN DRUM i utwór GHOSTS, jednak
                zdecydowanie bardziej lubie Sylviana solo i to Brilliant trees (Nostalgia),
                Secrets of the beeheve a dla mnie jego najlepszy album to Gone to Earth.
                Myślałem, że to tylko mnie się podoba taka muzyka, bo moi znajomi mówili mi, że
                to nie muzyka, ale co tam ...
                A może kiedyś doczekamy się koncertu Sylviana w Polsce...
                Pozdrawiam,
                • pagaj_75 Re: Japan 15.06.04, 13:21
                  s.kasumovic napisał:

                  > Choć lubie Japan i to bardzo, a specjalnie za TIN DRUM i utwór GHOSTS, jednak
                  > zdecydowanie bardziej lubie Sylviana solo

                  Nie no, to wiadomo, że Sylvian dopiero na solowych płytach pokazał na co go
                  stać. Tutaj nie ma najmniejszych wątpliwości :)

                  A o Japan napisałem z okazji owych reedycji, dlatego też skupiłem się głównie na
                  tym okresie. Tak przy okazji, moją ulubioną jego płytą jest "Dead Bees on a
                  Cake", choć przyznaję, że bardziej z powodów osobistych niż jakichkolwiek innych.
                • cze67 Re: Japan 15.06.04, 13:23
                  s.kasumovic napisa3:

                  > Secrets of the beeheve

                  Ach, coz za cudowna, smutna, kojaca muzyka. Jak tylko o niej pomysle, chce mi
                  sie plakac (z powodu, ze taka piekna).
        • bleri Re: Japan 15.11.04, 01:26
          Uderz w stół...:-)
          Ja jestem cały czas, czytam was codziennie do porannej kawy, niestety nie mam
          czasu spektakularnie się udzielać. Ale czuwam, proszę Prezesa :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka