22.06.04, 11:46
Pisałem już sporo o płytach The Go-Betweens, teraz włączyłem sobie bardzo lubiany przeze mnie album "Heyday" The Church z 1985 r. Pewnie jest jeszcze kilka takich zapomnianych perełek rodem z Australii. Chodzi mi głównie o lata osiemdziesiąte i gitarowe granie w tym stylu. Jakieś podpowiedzi?
Obserwuj wątek
    • grimsrund Re: Australia 22.06.04, 11:57
      Not Drowning, Waving. Poza Australią zaistnieli dopiero w 1988 roku, a powstali
      w 1983. Największą popularność przyniosła im muzyka do filmu PROOF (1991), w
      którym zabłysnęli Hugo Weaving (aka Agent Smith & Elrond) i Russell Crowe (aka
      Gladiator). Znam dwie ich płyty: CLAIM (1988) i CIRCUS (1994), są znakomite
      (choć pierwsza bardziej). W połowie lat 90. się rozpadli, a lider, David
      Bridie, nagrał solową ACT OF FREE CHOICE (2000) - równie dobrą. Polecam
      serdecznie.
      • jack9 Re: Australia 22.06.04, 19:49
        Oczywiście Birthday Party - gitarowe jak najbardziej...;)
        Hugo Race - nowoczesny rock-blues, wart poznania - szczególnie dla sympatyków
        Nicka Cave
        • ilhan Re: Australia 22.06.04, 19:53
          jack9 napisał:

          > Oczywiście Birthday Party - gitarowe jak najbardziej...;)

          Próbowałem ostatnio "Prayers On Fire", ale... Hm, chyba muszę trochę więcej popracować nad tą muzyką...

          Do Grimsrunda: tamtych panów znaleźć na razie nie mogę, ale poszukiwania trwają :)
          • grimsrund Re: Australia 23.06.04, 00:43
            Wątpię, czy cudowne programy namierzą coś z muzyki ND,W. Wszystkie trzy
            wspomniane płyty (CLAIM, CIRCUS oraz ACT OF FREE CHOICE) można natomiast bez
            problemu znaleźć na eBay'u (innych jednak praktycznie nie sposób - wiem, bo
            polowałem na nie miesiącami).

            Zaznaczam jednocześnie, że Not Drowning, Waving nie grali dokładnie tak jak The
            Church, a zwłaszcza Midnight Oil. Jeśli chodzi o ich klimaty, to zbliżały się
            chwilami do jakiegoś, rzekłbym, prog-jazzu, na CLAIM były także elementy
            etniczne, które bardzo przypadły mi do gustu. CIRCUS jest nieco mniej
            zróżnicowana, bardziej piosenkowa (albo cuś takiego, bym rzekł). Płyta
            Bridie'go jest również właśnie w tym stylu, z dodatkiem elektroniki. Jeśli
            jednak miałbym ich z The Church porównać - to chyba najbardziej z płytą
            MAGICIAN AMONG THE SPIRITS, te fragmenty nastrojowe i tajemnicze. Jak się ich
            muzyka miała do The Go-Betweens, nie wiem, bo znam jeno solowe płyty G.
            McLennana (które bardzo dobre są, nawiasem mówiąc :)) ).

            Pozdrawiam.
            • ilhan Re: Australia 23.06.04, 00:46
              grimsrund napisał:

              > Jak się ich
              > muzyka miała do The Go-Betweens, nie wiem, bo znam jeno solowe płyty G.
              > McLennana (które bardzo dobre są, nawiasem mówiąc :)) ).

              Zaintrygowałeś mnie z tym NDW...
              Dasz się namówić na parę słów o solowych dokonaniach Granta? Bo ja akurat znam TGB, a McLennana ani Forstera (też chyba nagrywał solo) nic a nic.
              • grimsrund Re: Australia 23.06.04, 01:17
                Nu, ładnie gra... :)) HORSEBREAKER STAR (1994) i IN YOUR BRIGHT RAY (1997)
                spokojne są, nawet kantrowate powiedziałbym (zwłaszcza pierwsza). Smyki tam są
                też! Na Allmusic dodatkowo czytam, że pierwsza z nich została nagrana w Athens,
                w Georgii, a produkował John Keane, czyli współpracownik R.E.M., Widespread
                Panic i Vica Chesnutta... No i wszystko jasne. Coś z tego melancholijnego
                nastroju w.w. twórców na nią trafiło. Druga jest mniej "południowa", bardziej
                gitarowo-popowa. Ale świetna.

                Muszę też przyznać, że czas jakiś temu słuchałem płyty SNOW JOB (1996) projektu
                o nazwie Jack Frost (McLennan & Steve Kilbey!), ale, najpewniej dlatego, żem
                wtedy był niewyrobiony żłób, to mnie nie zwaliło z nóg. Ponieważ było to zanim
                poznałem tamte dwie, a także twórczość The Church - podejrzewam, że powinienem
                żałować, bo owa płyta wymknęła mi się z rąk... :((.

                A tak w ogóle, to pan McLennan mógłby ruszyć d*** i nagrać wreszcie coś nowego.
                Bo na to, że Simon Bonney znów da z siebie głos, straciłem już nadzieję.

                No właśnie, skoro Bonney, to wszak propozycja w związku z wątkiem - Crime & The
                City Solution! Jak mogłem o nich zapomnieć...

                Pozdrawiam.
                • ilhan Re: Australia 09.08.04, 11:37
                  Udało mi się dorwać właśnie większość albumu "Fire Boy", drugiego solowego dokonania Granta McLennana (1993) i faktycznie jest to muzyka pozbawiona większego napięcia, faktycznie spokojna, faktycznie głównie oparta o akustyczne granie. Co nie znaczy że nieciekawa, bo piosenki są wciąż ładne i solidne. (Na marginesie dodam, że solowe nagrania Roberta Forstera, do których dotarłem, również zrobiły na mnie dobre wrażenie.)
                  Przypomina to co nieco popowrotowe albumy The Go-Betweens, również w klimatach już mniej "płaczliwych", a bardziej "hamakowych" (ciekawe czy ktoś w ogóle wyobraża sobie co mam na myśli). W każdym razie, Grimsrundzie, jeśli podoba Ci się to co Pan Grant sobie tutaj pogrywa, to obowiązkowy jest album "16 Lovers Lane" (1988), a potem wcześniejsze płyty McLennana, Forstera i reszty koleżeństwa.

                  I jeszcze drobna ciekawostka, czyli fragment (triumfalnego ponoć) występu Go-Betweens w Londynie w czerwcu tego roku, w naprawdę dobrej jakości. "Right Here" z albumu "Tallulah" (1987), nie żebym zaliczał ten akurat utwór do grona najbardziej ulubionych czy reprezentatywnych, ale i tak jest ładnie.

                  www.go-betweens.org.uk/The%20Go-Betweens%20-%20Right%20Here%20(live).mp3
                  Pozdr.
                  • grimsrund Re: Australia 09.08.04, 18:54
                    Dzięki!

                    A w ramach wypełniania luk w wykształceniu posłucham sobie HEYDAY The Church,
                    która to płyta właśnie przyfrunęła do mnie z krajów zamorskich :))
                    • ilhan Re: Australia 09.08.04, 19:04
                      grimsrund napisał:

                      > Dzięki!
                      >
                      > A w ramach wypełniania luk w wykształceniu posłucham sobie HEYDAY The Church,
                      > która to płyta właśnie przyfrunęła do mnie z krajów zamorskich :))

                      A ja się w końcu zabieram, jak dobrze pójdzie to jeszcze dziś, za Crime And The City Solution. Co sądzisz o albumie "Room Of Lights" na początek? W zasadzie nie mam wyboru ale i tak spytam... ;-)
                      • grimsrund Re: Australia 09.08.04, 19:28
                        Nic nie sądzę, bo nie słyszałem. W całości znam jeno ostatni - PARADISE
                        DISCOTHEQUE, zaś BRIDE SHIP znajduje się dopiero na wstępnym etapie długiego
                        transportu z dalekich krain. Ale ROOM OF LIGHTS, czyli ich "pełnometrażowy"
                        debiut, uchodzi za najlepszy w karierze zespołu :))
                        • grimsrund Re: Australia 09.08.04, 19:30
                          Poprawka - wcześniej była płyta JUST SOUTH OF HEAVEN :)))
                        • jack9 Re: Australia 09.08.04, 20:34
                          Crime And The City Solution z pewnością warte posłuchania, klimatyczne (wiadomo
                          w końcu korzenie Birthday Party, Cave) wczesne granie troche jakby pozbawione
                          melodii więc na początek polecam właśnie "Paradise Discotheque"
    • mameluch Re: Australia 22.06.04, 20:24
      moze Men At Work?;P tak na powaznie nie kojarze nic niestety:( a Midnight Oil
      nie jest australijskie (bo grali chyba na zakonczenie Sydney'00?), ale ich i tak
      znacie. wiec nie wiem, moge polecic Architecture In Helsinki, ale nie jest ani
      gitarowe (stricte gitarowe) ani stare:)
    • ayya Re: Australia 09.08.04, 18:37
      The Lucksmiths. Ale oni to raczej do posłuchania w kategoriach ciekawostki, jak
      Australijczycy z przymrużeniem oka kopiują The Smiths :) Słyszałam 3 ostatnie
      albumy Lucksmiths i słucha się ich dosyć przyjemnie. Zwłaszcza ostatnia
      płyta "Naturaliste" jest bardzo sympatyczna, szczególnie utwór "There Is A Boy
      That Never Goes Out" wywołuje uśmiech na twarzy :)
    • pixie Jakby trochę OT :) 10.08.04, 00:05
      Pod wpływem tego wątku przypomniał mi się zespół (właściwie z Nowej Zelandii)
      Split Enz. W wydaniu art-rockowym wspierał ich jako producent Phil Manzanera
      (Roxy Music), ale w okolicach lat 80 zaczęli grać new wave i z tego okresu znam
      na razie tylko ich największy hit „I Got You” (bardzo fajny kawałek, można
      posłuchać niezobowiązująco ;) i nabrałam właśnie chęci na poznanie całej płyty
      zawierającej tę piosenkę, czyli na „True Colours” z 1979. Autor wspomnianego
      przeboju, Neil Finn, po rozwiązaniu Split Enz założył chyba bardziej znaną
      współcześnie grupę Crowded House. Muzyka Split Enz pewnie nie brzmi zbyt
      podobnie do the Church i the Go-Between, ale nowozelandzki pop (zwany też „kiwi
      rock” :) może się okazać całkiem interesujący.
    • ilhan Re: Australia 12.08.04, 18:06
      Grzebiąc dziś w sieci trafiłem na ciekawe (chyba) zestawienie. Otóż w 2001 roku wśród 100 najwybitniejszych australijskich kompozytorów, krytyków, muzyków itp. przeprowadzono ankietę na najlepszą australijską piosenkę wszechczasów.

      Dziesiątka wygląda tak oto:
      1. Friday on My Mind - The Easybeats
      2. Eagle Rock - Daddy Cool
      3. Beds are Burning - Midnight Oil
      4. Down Under - Men at Work
      5. Pub With No Beer - Slim Dusty
      6. The Loved One - The Loved Ones
      7. Don't Dream It's Over - Crowded House
      8. Khe Sanh - Cold Chisel
      9. It's A Long Way To The Top - AC/DC
      10. Quasimodo's Dream - The Reels

      Podano też 20-tkę zaplecza, są tam m.in. The Saints, The Go-Betweens ("Cattle And Cane"), Triffids, ponownie Midnight Oil ("Power And The Passion"), Nick Cave and the Bad Seeds ("Ship Song"), Powderfinger i inni.

      Mam ambitny plan zapoznania się z tymi utworami, na razie zacząłem od przypomnienia sobie nr 1 ;-))

      Tu link: www.apra.com.au/Comm/Mr010528b.htm
    • ilhan The Triffids 21.08.04, 21:28
      Trafiłem ostatnimi dniami na taki oto zespół i dziś zgłębiam kilka jego nagrań, na razie tylko z Peel Session z 1985 roku, niemniej jednak jestem poważnie zaintrygowany i zamierzam sięgnąć po album tej grupy. Istnieli sobie, z tego co czytam, od 1980 do 1989 roku (rozwiązanie oczywiście na skutek frustracji spowodowanej brakiem komercyjnego sukcesu). Muzycznie sekstet ten zdaje się lokować gdzieś pomiędzy Echo And The Bunnymen (utwór "Lonely Stretch"), Dexy's Midnight Runners, a może nawet Midnight Oil - te nazwy rzucam na razie trochę w ciemno, pewnie lepiej byłoby napisać, że to po prostu takie solidne, nowofalowe, melodyjne granie. Jeśli ktoś zna cokolwiek The Triffids - proszę dać mi tu zaraz znać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka