Dodaj do ulubionych

Wasze muzyczne ekstrema

11.07.04, 16:27
Dosyć trudny wątek, ale spróbujmy. Czy potraficie określić (np. nazwą
wykonawcy lub gatunkiem muzycznym) rodzaj muzyki, "powyżej" której już nie
jest dla Was ona do strawienia?
Ja to na przykład bardziej agresywnego grania niż Slayer właściwie nie jestem
w stanie na dłuższą metę strawić (chociaż pamiętam, że kiedyś dałem radę
zespołowi D.R.I., lecz w tej chwili nie udałoby mi się wysnuć tezy, czy jest
to muzyka bardziej czy mniej ekstremalna niż Slayer).
Jeżeli chodzi o drugi biegun, czyli muzykę łagodniejszą, popową, to dla mnie
do zaakceptowania są niektóre piosenki Kylie Minogue, ale dalej to już ani
rusz.

Po zastanowieniu mogę wyznaczyć jeszcze trzeci biegun - hip-hop. Tu taką
barierą poniżej której mój organizm nie daje sobie rady jest Paktofonika.
Niektóre nagrania jeszcze przyjmuje, ale większości już nie.
Obserwuj wątek
    • dziewczyna_mickiewicza Re: Wasze muzyczne ekstrema 11.07.04, 16:52
      hmm, cze, zapowiada sie ciekawy watek. sama chetnie bym sie udzielila w
      temacie, ale trudno mi wytyczyc jakies ograniczenia. z przyczyn ze tak powiem
      zawodowych, przez jakis czas bylam w stanie bezproblemowo sluchac tzw. popiku
      (timberlake, janet i pochodne), a takze takiego lightowego hip hopu. nie bylo
      to jednak sluchanie w celu przezywania czegos muzycznie, wiec to sie chyba nie
      liczy. z popowych rzeczy bez uszczerbku na zdrowiu, a nawet z czysta
      przyjemnoscia moge sluchac gregga alexandra (new radicals). jestem w stanie
      strawic momentami aguilere, no i niektore kawalki kylie.
      w druga strone tez dosc plastycznie sie to prezentuje. nie mam jakis
      konkretnych ograniczen co do ciezkosci brzmienia, jednak nie jestem jakas fanka
      totalnego zagluszania wszystkiego naokolo - tak juz jestem skonstruowana. wole
      jak jest troche gitarek, ostrzejszy wokal, ale bez przesady.
      sytuacje moge jeszcze okreslic na froncie country, ktory jest mi "bliski"
      poprzez whiskeytown. granice wyznacza lucinda williams, ktorej niektore kawalki
      sa juz za bardzo country a za malo folk, zebym mogla tego sluchac, a niektore
      sa naprawde w porzadku i slucham z wielka przyjemnoscia.
      z jazzem mam tak, ze jak sie za bardzo mecze w szukaniu jakiegos sensu w
      utworze, to sie poddaje. klimaty w stylu "przyszlismy, kazdy gra co chce wtym
      samym czasie i we wlasnym tempie" jakos mnie nie kreca. a moze jeszcze nie
      dojrzalam do tego rodzaju jazzowania, nie wiem:)
      co do hip hopu, to mialam z nim kiedys blizej do czynienia i nawet dosc gleboko
      wsiaklam w hh z poludnia usa (trick daddy, master p) - nadal moge sluchac z
      przyjemnoscia, ale musi to byc cos ciekawego i pomyslowego. bez ograniczen
      przyjmuje jungle bros na przyklad:)
      z pl hh toleruje li i jedynie fisza - ewentualnie lona za dosc interesujace
      teksty. cala reszte nietolerancyjnie olewam:)
      • cze67 Co do Fisza 11.07.04, 17:19
        dziewczyna_mickiewicza napisała:
        > z pl hh toleruje li i jedynie fisza

        Fisz to rzeczywiście ewenement. Cenię go za inteligencję a może jeszcze
        bardziej za to, że nie drapie się do sławy po plecach ojca, że ma swoją osobną,
        i jakąż fascynującą, muzyczną ścieżkę. Nie jestem jakimś wielkim znawcą jego
        muzyki, ale to co słyszałem jest wielce intrygujące.
        • dziewczyna_mickiewicza Re: Co do Fisza 11.07.04, 17:28
          a i owszem. i na szczescie nie ogranicza sie jedynie do wynalezienia jednego
          patentu na oryginalnosc i budowaniu na nim kazdego nastepnego kawalka...
          poza tym, daje calkiem przyjemne koncerty.
    • jazzkam Re: Wasze muzyczne ekstrema 11.07.04, 18:16
      w hiphopie, szczególnie (!!!!) polskim jest wiele dobrego, ale nie będę zbawiał
      świata na siłę, bo nie mam w tym interesu, a wszyscy i tak olewają hiphop ;) w
      kazdym razie Fisz nie jest jedynym dobrym...

      a tolerancja... jeśli coś jest za głośne i za mocne (jesli w ogole mozna
      powiedziec o czyms ze to metal) to już jest dla mnie stresogenne. nawet takie
      potencjalnie softowe, puszczane w mtv system of a down, totalnie nie mogę tego
      znieść. jeśli chodzi o hiphop, to na pewno wszystkie, które silą się na
      przesłania, plus większość amerykańskich. nie godzę się na bezmózgie teksty,
      bez względu na gatunek. co do przesłania - w ogóle takie pompatyczne piosenki
      mnie ostro wkurzają (vide coma grrrrr). piosenki o niczym jeszcze można znieść,
      gorzej jak są o czymś, a tekst jest fatalny lub raniący mój światopogląd (uuuch
      np. Suczki) to nie nie. a granica miękkości? jeśli coś jest za proste, nie
      widać krzty zaangażowania wokalisty i nachalnie mi wpychane przez radia i tv
      (np Kylie) to bierze mnie na wymioty. to samo z przesłodzonym r'n'b, ktory
      jest, obok metalu, dla mnie najpaskudniejszym gatunkiem (czytaj: największy
      procent wykonawców z mojej czarnej listy)
      • ilhan Re: Wasze muzyczne ekstrema 11.07.04, 18:42
        jazzkam napisał:

        > a tolerancja... jeśli coś jest za głośne i za mocne (jesli w ogole mozna
        > powiedziec o czyms ze to metal) to już jest dla mnie stresogenne.

        Jak wyżej :) Nie potrafię określić dokładnie co mnie konkretnie odrzuca od rzeczy metalowych, to jest chyba jakiś bardzo specyficzny klimat, na który się napina strasznie dużo tych zespołów, bo sam hałas w jakimś luźniejszym wydaniu jeszcze niekoniecznie mnie razi.
        Jeśli chodzi o pop to mogą sobie (oczywiście jeśli muszą) lecieć różne przeboje typu Kylie, Sugababes albo All Saints, na zasadzie mniejszego zła :) Co do "czarnej" muzyki, nie cierpię tego całego gangsta rapu, nie odróżniam od siebie tych pajaców, niespecjalnie do strawienia i odróżnienia od siebie jest też dla mnie r'n'b serwowane przez telewizje (podejrzewam że to w tym rzecz). Granicą jest tu chyba Outkast, który cenię i lubię singlowo (a nawet dochodzi czasem do lekkiego zajarania się, patrz: Hey Ya!, Ms Jackson, Roses).
        W stronę muzyki, nazwijmy to, klubowej, trudno mi podać jakieś nazwy. Inteligentna muzyka taneczna jest w każdym razie bardzo mile widziana :)
    • miecio4 Re: Wasze muzyczne ekstrema 11.07.04, 18:25
      Ja bardzo lubię pop a najdalej jak się zapuściłem to taki wykurwiasty kawałek z
      pierwszej płyty Mr President "I'll Follow The sun". Naprawde sama adrenalina-
      polecam ściągnąć.
    • mameluch Re: Wasze muzyczne ekstrema 11.07.04, 18:48
      ja do pewnego czasu (chyba jeszcze z rok temu, moze poltora) sluchalem glownie
      kapelek typu Sepultura, Killswitch Engage, Sick Of It All, Brujeria - czyli
      szeroko pojetego metalu mieszajacego sie z hardcorem. i na razie to poprzeczka
      ponad ktora nie podskoczylem, choc obiecuje sobie ze poznam muzyke moich ziomkow
      z Vadera, ale jakos sie od tego na razie oddalam.
      mniej wiecej do tamtego czasu alergicznie reagowalem na kazdy rodzaj hip-hopu.
      teraz tez troche zlagodzilem swoje stanowisku i niektore co lepsze kawalki
      potrafia mnie zainteresowac (Suczki na przyklad;). ale serio, slyszac Kalibra,
      Paktofonike, Fisza, Outkasta, NERDa czy kilku innych nie uciekam od razu:)
      pop moze sobie grac czasem - jeszcze Nelly F., Natalie I. wejda;) Kajli to
      jednak juz nie dla mnie zdecydowanie (chyba ze z lat 80;)
      na jazz, klasyczna i inne ambitniejsze nurty jestem jak na razie za glupi i
      pewnie sie to nie zmieni, wiec nie wypowiadam sie.
      • mameluch Re: Wasze muzyczne ekstrema 11.07.04, 18:51
        jeszcze moze elektronika (nie mylic z techno;), ale to na razie leciutko
        liznalem, wiec zdania konkretnego nie mam. w kazdym razie niektore rzeczy nawet
        podchodza, co jakis czas temu bylo u mnie raczej nie do pomyslenia.
        • jack9 Re: Wasze muzyczne ekstrema 11.07.04, 19:22
          Ta granica muzycznego ekstremum cały czas się zmienia ...Pamietam jak pierwszy
          raz usłyszałem Birthday Party - usłyszałem i zobaczyłem równocześnie bo był to
          koncert z video - nagranie kiepskiej jakości -ostro grany kawłek ( na 2
          perkusje) i Cave który - chyba nawalony - szalał na scenie , publikę która
          zblizała sie za bardzo do krawędzi sceny kopał po twarzach, pluł na
          nich ...itd... wtedy to był szok - a teraz bardzo lubię Birtday Party

          Natomiast wiele zespołow zbliża sie dla mnie do ekstremum rozbawienia niż
          granicy trawienia np: ostry metal z charakterystycznym wokalem częściej po
          prostu mnie rozśmiesza a nie szokuje - kiedy słucham mam wrażenie że facet
          spiewa np: "Kurwa mać, ale mam chrype, po co żem zimne piwo pił" itd...
    • grimsrund Re: Wasze muzyczne ekstrema 11.07.04, 19:22
      Kiedyś myślałem, że moją granicą jest Metallica, ale potem zapuściłem Panterę -
      jedną, drugą, trzecią - i jakoś nic mi się nie stało :)). Co nie znaczy, że
      metal mnie poniekąd nie śmieszy - po prostu nie jestem w stanie traktować
      poważnie większości tych patetycznych charkotów i porykiwań. Rozumiem, że to
      konwencja - ale: ludzie, litości! Niemniej czasami, jako przeżycie czysto
      transowe, organiczne, raczej bez poważnego udziału intelektu - czemu nie? Poza
      tym są wykonawcy, którzy i w tej stylistyce usiłują pokazać coś nowego, tworzą
      concept-albumy... Dawniej metalu wprost nie znosiłem, ale to się zmieniło. To
      znaczy, że "od góry" granicy chyba nie mam.

      A od dołu? Chyba z wiekiem robię się coraz mniej tolerancyjny, bo nie odczuwam
      żadnego afektu do popeliny, którą nam się natrętnie sprzedaje. Drażni mnie ten
      banał. Czyżby pokuta za wieloletnie, bezkrytyczne (biję się w pierś!!)
      słuchanie muzyki lekkiej, łatwej i bezsensownej? Kara nikogo nie omija? Jeśli
      tak - gorszej nie mogłem sobie wyobrazić, produkcja owa rani mnie w uszy.
      Żadnej "wstydliwej przyjemności", drodzy Państwo. To by było za łatwe. Mierzi
      mnie też "rock pretekstowy", jak go nazywam na własne potrzeby - typu Łzy czy
      Ich Troje. Zachowując niektóre zewnętrzne, drugorzędne "cechy płciowe",
      jednoczeście... Zresztą wiecie dobrze, o co chodzi.

      Hip hop? Tu zawsze było mi ciężko. Chyba nie moja stylistyka. Jednak niektóre
      próby wyjścia poza getto gaci w kroku (też i u nas, oczywiście), mieszanie rapu
      z jazzem i innymi gatunkami uważam za udane. To, czego z jednej strony próbował
      np. Bill Laswell (JAZZONIA), a z drugiej choćby Outkast, zasługuje na uznanie.
      Z drugiej strony trudno pielęgnować poważny wizerunek gatunku, gdy w jedno ucho
      jedzie "Hej suczki", w drugie "Dla mnie masz stajla", a zza pleców jakiś młody
      filut zapewnia mnie, że tworzy "prawdziwy hip hop, co będzie trwał wiecznie".
      Gdy słyszę takie wyznania, ze śmiechu miewam czasami kłopoty z całkowitym
      panowaniem nad zwieraczami... :))

      Aha, i jeszcze jedno. Kiedy słyszę, w jakimkolwiek kontekście, stwierdzenie, że
      jakaś muzyka (niezależnie od gatunku) jest dobra, bo "przebojowa", nóż w mojej
      kieszeni otwiera się automatycznie. Może znaczy to, że oczekuję od muzyki po
      prostu szczerości, a gatunek jest dla mnie sprawą drugorzędną? Będę się jeszcze
      musiał nad tym zastanowić...
    • gregkor Re: Wasze muzyczne ekstrema 11.07.04, 19:36
      1. Przede wszystkim nie cierpię ballad w stylu Whitney Huston, Celine Dion,
      Mariah Carey itp. po przesłuchaniu minuty piosenki jest mi niedobrze.
      2. Nie mógłbym słuchać jakiegoś megaciężkiego black czy trash metalu, nie
      znam
      się na tym więc nawet nie wiem jakie gatunki metalu mi nie odpowiadają,
      chodzi
      mi generalnie o wycie, jednostajne walenie w perkusje i nawalankę gitarową.
      Tak
      • gregkor Re: Wasze muzyczne ekstrema 11.07.04, 19:50
        gregkor napisał:

        > 1. Przede wszystkim nie cierpię ballad w stylu Whitney Huston, Celine Dion,
        > Mariah Carey itp. po przesłuchaniu minuty piosenki jest mi niedobrze.
        > 2. Nie mógłbym słuchać jakiegoś megaciężkiego black czy trash metalu, nie
        > znam
        > się na tym więc nawet nie wiem jakie gatunki metalu mi nie odpowiadają,
        > chodzi
        > mi generalnie o wycie, jednostajne walenie w perkusje i nawalankę gitarową.
        > Tak

        No i mi ucięło..:(((..więc dokończe...

        - podobnie jak cze67 tę granicę tworzy chyba Slayer, to kapela która moge
        jeszcze słuchać...

        3.Techno, chodzi mi chamski umpa umpa od którego po kilku minutach dostaje
        pierdolca.

        W zasadzie to jeszcze męczy mni hip-hop w wydaniu czarnych gngsta w stylu Busta
        Rhymes itp, a także rnb w wykonaniu młodziutkich plastikowych murzynek.
        Choć hip-hop w wykonaniu muzyków jazzowych bądź jazzem zabarwiony np.
        Urbanator, Jazzkantine, Liquid Soul, Guru, Mc Soolar, Alliance
        Ethnickitp..bardzo mi odpowiada i słucham go z prawdziwą przyjemnością...

        pozdr

    • pagaj_75 Re: Wasze muzyczne ekstrema 11.07.04, 20:04
      Masz rację, Cze. To jest bardzo trudne pytanie. Ja od lat właściwie unikam
      metalu, zwłaszcza w tych ekstremalnych odmianach, bo mnie śmieszy, czasami
      irytuje. Obawiam się, że nigdy nie przekonam się do tzw. growlingu (czyli tego
      charczenia panów przy mikrofonach). Wolę już "pogadanki" hip-hopowców od tego.
      Ale śmieszą mnie również drużyny typu Iron Maiden - takie rycerstwo, nie wiem,
      brakuje mi lepszego określenia. Czyli jak na razie ostro grające kapele są dla
      mnie stracone, chociaż ostatnio słucham "Master of Puppets" i zauważam tam sporo
      ciekawych rzeczy, więc może... Acha, i lubię też (tak z innej półki) Toola, ale
      czy to jeszcze metal jest?

      Od strony popu to od lat dziecięcych tą granicę stanowią dla mnie Pet Shop Boys
      :) Kylie, wbrew temu co się mówi o niej, nie jest taka zła. Lubię też posłuchać
      w radiu (ale nie mogę już oglądać) Robbiego Williamsa. Nie przeszkadza mi muzyka
      tych dwojga w radiu, ale płyty nigdy bym nie kupił. Nie czuję nawet potrzeby
      zdobywania pojedynczych, ulubionych piosenek na singlach czy mp3. Za to już
      wszelkie boys- i girls-bandy to porażka totalna, jak tylko słyszę te wielogłosy
      to wyłączam odbiornik lub siebie ;)

      No i jeszcze trzecia strona... Czyli współczesna muzyka elektroniczna i tzw.
      klubowa. Tutaj szczególnie ostatnio mi się ta granica przesuwa. Kiedyś dla
      zasady potępiałem w czambuł całe to tałatajstwo. A potem na studiach usłyszałem
      "In Sides" Orbitala i otworzyły mi się uszy. Przez długi czas nurkowałem głównie
      w ambiencie, ale ostatnio, dzięki min. panom z Autechre zaczynam również sięgać
      po to ambitniejsze, eksperymentalne techno. Ale już do techno trance
      wylewającego się z niemieckich stacji em-telewizyjnych to chyba nigdy się nie
      przekonam. Sorry. Natomiast nadal nie podoba mi się idea muzyki tworzonej przez
      panów didżejów, "składanie" muzyki z gotowców + dorabianie jakichś prymitywnych,
      ponoć chwytliwych melodii do tego. Zdecydowanie jestem na nie.

      Co do hip hopu - naprawdę od lat nie cierpię tego ględzenia (nauczyłem się
      wprawdzie tolerować "pogadanki" panów z Massive Attack, ale to najdalej jak
      udało mi się dotrzeć, a i tu nie wszystko trawię). Pojedyncze przebłyski w
      postaci naszego Fisza czy Kalibra nie chwytają mnie na tyle mocno, żeby się tym
      głębiej zainteresować. Ale Fisza jak najbardziej jestem w stanie słuchać.
      • ihopeyouwilllikeme Re: Wasze muzyczne ekstrema 12.07.04, 12:50
        Słucham tego, co mi się podoba, i pod tym względem nic mnie nie ogranicza :)
        • ktmajcher Re: Wasze muzyczne ekstrema 26.07.04, 19:49
          ihopeyouwilllikeme napisał:

          > Słucham tego, co mi się podoba, i pod tym względem nic mnie nie ogranicza :)
          zgadzam się całkowicie
    • zoppoter Re: Wasze muzyczne ekstrema 12.07.04, 15:18
      cze67 napisał:

      > Dosyć trudny wątek, ale spróbujmy. Czy potraficie określić (np. nazwą
      > wykonawcy lub gatunkiem muzycznym) rodzaj muzyki, "powyżej" której już nie
      > jest dla Was ona do strawienia?


      To sie zmienia z latami... dyskotekowe łupanki z lat 70-ych brzmia dziś jak
      solidny pop-rock, a cięzkie hardmetalowe utwory z tamtych czasów dzisiaj brzmią
      jak melodyjny rock gitarowy...
    • jazzkam techno 12.07.04, 20:50
      eeech, najgorsze jest takie kryptotechno, co swobodnie leci sobie w mtv :////
      Benny Bennasi i różne takie... mam sąsiada nażelowanego... i wspólną kratkę
      wentylacyjną... no ale cóż, on nie rzuca się jak słucham sobie rocka, to
      pozostańmy życzliwi
      • jazzkam Re: techno 12.07.04, 20:51
        groove coverage się też zalicza, w ogóle większość z Klubowej Listy czy jak to
        tam się zwie. Choć samą listę czasem oglądam - tak odkryłem Royksopp, Planet
        Funk...
    • d84 Re: Wasze muzyczne ekstrema 08.04.05, 00:07
      Ciekawy wątek, nie wiem czemu go nie zauważyłem

      W górę - jest pewna granica; ciężko mi znieść wszelkie
      deathowe/blackowe/grindowe nawalania z growlingiem czy innym charczeniem. Ale
      ogólnie metal i rzeczy metalopodobne są mile widziane tak długo jak nie mają
      powyższych i tej mroczno-rycersko-zabawnej otoczki (Metallica, Slayer,
      Sepultura, Pantera, System of a Down)

      W dół - nie zdzierże tego plastikowego pseudo r'n'b i innych 50 centów którymi
      atakuje nas MTV oraz tępej łupanki a la Viva Club Rotation. Ale też nie
      skreślam wszystkiego, lubię Kylie, Robbie Williams też jest ok :)

      Hiphop - tutaj bardzo luźne ograniczenia - nie przepadam za obwieszonymi
      łańcichami gangstaz oraz rodzimymi ziomkami z trzepaka, od Molesty począwszy
      (chodzi mi o tych "prawdziwych", nie jakichśtam studencików jak Fisz czy
      Łona ;)))
      • pytajnick Re: Wasze muzyczne ekstrema 08.04.05, 20:35
        Mimo iż słucham choćby sporo ambientu, nawet ekstremalnych dronów typu buczenie
        startującego samolotu przez 10 minut (Bass Communion/Coleclough/Potter), to
        wciąż nie potrafię słuchać rzeczy typu "Supersilent 5". Tam dosłownie nie ma nic
        prawie, nawet jeśli słuchawki założyć. Więcej wrażeń dostarcza moje sąsiedztwo
        gdy tylko uchylę okno.

        Z innej beczki - nie znosze niby-metalowych gitar niby-metalowych zespołów (nie
        linczujcie mnie) typu Iron Maiden. Po prostu mnie rozśmieszają zamiast przerażać
        (?), a już ten image...

        Co do "ciężaru" - kiedyś wydawało mi się, że Meshuggah jest granicą
        nieprzekraczalną, ale kto wie, kto wie.

        No i jest jeszcze pewna granica przyzwoitości w progrocku. Takie zespoły jak
        Transatlantic, Explorer's Club czy The Flower Kings i połowa młodych
        neoprogowych i progmetalowych grup, dla mnie przekroczyły ją jeszcze zanim
        powstały. Inna sprawa że "rock progresywny", na którym wyrastałem, to dziś może
        5% słuchanej przeze mnie muzyki.

        to tyle na pierwszy rzut,
        ex
        • d84 Re: Wasze muzyczne ekstrema 08.04.05, 20:47
          > Mimo iż słucham choćby sporo ambientu, nawet ekstremalnych dronów typu
          buczenie
          > startującego samolotu przez 10 minut (Bass Communion/Coleclough/Potter), to
          > wciąż nie potrafię słuchać rzeczy typu "Supersilent 5". Tam dosłownie nie ma
          ni
          > c
          > prawie, nawet jeśli słuchawki założyć. Więcej wrażeń dostarcza moje sąsiedztwo
          > gdy tylko uchylę okno

          To mi przypomniało jeszcze o jednej granicy, w sferze elektroniki - nie
          zdzierże noizów, najczęściej japońskich, typu Merzbow. Ja wiem, że de
          gustibus... i nie chcę nikogo obrazić ale naprawdę zastanawiam się czy ktoś
          rzeczywiśćie czerpie przyjemność z słuchania czegoś takiego :)
          Co do Supersilent - z tego co pamiętam miałem podobne odczucia co kolega
          Pytajnick ("a to ten kawałek się już skończył?" :)

          >Z innej beczki - nie znosze niby-metalowych gitar niby-metalowych zespołów (nie
          >linczujcie mnie) typu Iron Maiden. Po prostu mnie rozśmieszają zamiast
          >przerażać
          >(?), a już ten image...

          Również za tym nie przepadam, heavy i power to nie moja dziedzina. Ale to chyba
          rzecz gustu a nie granic wytrzymałości :)
          • pytajnick Re: Wasze muzyczne ekstrema 08.04.05, 21:17
            > To mi przypomniało jeszcze o jednej granicy, w sferze elektroniki - nie
            > zdzierże noizów, najczęściej japońskich, typu Merzbow.

            Wiesz, Merzbow nagrał chyba z kilkaset płyt... wbrew pozorom nie tak do siebie
            podobnych. Ale przyznaje, że gdy ostatnio mu się trochę bliżej przyglądałem, to
            równiez mnie przewaznie rozśmieszał do łez (tak niestety reaguję zwykle na
            niepoważnie poważnych muzyków, czy to jest noise, black metal, czy może hiphop
            albo któreś tam wcielenie rzekomych przyszłych samobójców...).
            • pszemcio1 Re: Wasze muzyczne ekstrema 08.04.05, 23:20
              nienawidzę Celiny Dion!!!!
              nie trawię metalu. ale nie chodzi mi o metal typu Slayer (bo tych chociaż nie
              słucham to toleruje) lecz o rzeczy typu kiczowate opowieści o rycerzach,
              smokach i zamkach. jakieś halloweeny czy ajrony majdeny to dla mnie próg nie do
              przejścia
              nie znoszę kapel w ktorych jakies chłopaki zywcem wyjęte z boysbandu i grające
              pop dla gimnazjalistek, udają groźnych kolesi (vide: linkin park i rózne takie)
              nie lubię tez country. ale chodzi mi o takich klasycznych hamerykańskich bobków
              przebranych za kowbojów, kiczowatych panów z fryzurami: z przdu krótko - z tyłu
              długo (żeby nie było: Younga, lambchop czy Princea Billego kocham - chodzi mi
              o taklie country typu Mrągowo)

              no i nie rozumie wielu płyt jazzowych. kupiłem ostatnio Music for K - Stańki i
              nic nie kumam z tego...choć dwoję się i troję
              • mort_subite Re: Wasze muzyczne ekstrema 09.04.05, 22:22
                pszemcio1 napisał:

                > no i nie rozumie wielu płyt jazzowych. kupiłem ostatnio Music for K - Stańki i
                > nic nie kumam z tego...choć dwoję się i troję

                Do jazzu chyba trzeba po prostu dojrzeć... ;-)
                Swego czasu też nie miałem pojęcia o co chodzi z tym "dżezem" - jacyś dziwni ludzie grają jakieś dziwne, niemelodyjne rzeczy, a inni dziwni ludzie udają, że są tym zachwyceni... ;-) Z wiekiem zmieniła mi się (na lepsze, jak mniemam) wrażliwość muzyczna i pomału zacząłem odkrywać dla siebie i takie właśnie dziwne granie. A teraz czy Stańko czy Miles mają swoje żelazne miejsce w mojej płytotece. Ty też masz szansę pewnego zachwycić się tymi dziwnymi dźwiękami...

                Zaś co do ekstremów, to nie rozumiem i - siłą rzeczy - nie lubię wielu aspektów tzw. muzyki współczesnej - jakichś dodekafonii i innych tego typu pseudomuzyczno-matematycznych wynalazków.
                Z innej strony - jakkolwiek bardzo lubię cięższe gitarowe granie w typie przywoływanych tu już Metalliki, Slayera czy Toola, to "tfurczość" takiego Sklpknot (i jemu podobnych) zupełnie do mnie nie trafia. Próbowałem coś z tego pojąć w ubiegłym roku w Chorzowie, ale niestety dźwiękowa warstwa ich show pozostała dla mnie kompletnie nie do przyjęcia. Nie wyobrażam sobie siebie siedzącego w fotelu i napawającego się ich graniem sączącym się z głośników.
                W tematy hiphopowe w ogóle się niemal nie zapuszczam - kojarzę w miarę jedynie Eminema, którego nagrania podobają mi się, i owszem. Reszta (głównie) czarnej braci coś tam sobie pochrząkuje do mikrofonu, ale o co im chodzi - nie wiem. I - z racji wieku niesprzyjającego już wnikaniu w egzystencjalne problemy "ziomali" spod bloku - zapewne się nie dowiem. No chyba, że w moim życiu pojawi się hiphopowe dziewczę - jak powszechnie wiadomo, kobieta jest w stanie zmusić mężczyznę do najdziwniejszych rzeczy. Także do słuchania hiphopu... ;-))
                Aha - nie toleruję plastikowych klimacików rodem z modnych dyskotek i komercyjnych stacji radiowych. Żadne Celiny D. czy inne boysbandy nie mają w moim muzycznym świecie racji bytu. Nie oznacza to, że potępiam w czambuł muzykę pop - dość chętnie nastawiam ucho tam, gdzie ma on w sobie coś, co mogę uznać za znak jakości - np. takiego Robbiego Williamsa, Chrisa Rea czy innego Depeche Mode zawsze chętnie posłucham.

                PZDR
                • pszemcio1 Re: Wasze muzyczne ekstrema 09.04.05, 23:37
                  mort_subite napisał:
                  > Do jazzu chyba trzeba po prostu dojrzeć... ;-)


                  no tak...ja taki niedojrzały jestem

                  > Swego czasu też nie miałem pojęcia o co chodzi z tym "dżezem" - jacyś dziwni
                  lu
                  > dzie grają jakieś dziwne, niemelodyjne rzeczy, a inni dziwni ludzie udają, że
                  s
                  > ą tym zachwyceni... ;-) Z wiekiem zmieniła mi się (na lepsze, jak mniemam)
                  wraż
                  > liwość muzyczna i pomału zacząłem odkrywać dla siebie i takie właśnie dziwne
                  gr
                  > anie. A teraz czy Stańko czy Miles mają swoje żelazne miejsce w mojej
                  płytotece
                  > . Ty też masz szansę pewnego zachwycić się tymi dziwnymi dźwiękami...
                  >

                  stary ja nie mam 17 lat!!! wiem kto to Davis, wiem kto to Jarret czy Stańko.
                  Słucham tych wykonawców. Chodzi mi o pewien specyficzny rodzaj jazzu...nie wiem
                  czy słuchałes tej płytki Stańki o której wspomniałem. jesli nie to zrób to.
                  może zrozumiesz o co mi chodzi. to tak trudna rzecz iż myslę że ktoś kto nie ma
                  wykształcenia muzycznego bądź nie jest ZNAWCĄ - nie zrozumie tego. tez lubie
                  Davisa (wcale nie jest az tak trudny najczęśćiej), ale to co jest na Music for
                  K to dla mnie coś czego nie zdołam pewnie zgłebić nigdy
                  • mort_subite Re: Wasze muzyczne ekstrema 10.04.05, 12:41
                    Heh, sorki wielkie, nie chciałem zabrzmieć protekcjonalnie. Mam nadzieję, że nie czujesz się (za mocno) urażony...

                    Do wspomnianej płyty Stańki dostępu niestety nie mam - właściwie wszyscy moi znajomi zatrzymali się muzycznie na etapie No Doubt i Avril Lavigne (Panie) bądź KSU i Dr Hackenbuscha (Panowie). Może w wolnej chwili postoję trochę podłączony do słuchawki w Media Markt - warunki do słuchania żadne, ale innej możliwości po prostu nie widzę.

                    Sorki jeszcze raz i pozdrawiam

                    m/s
          • pagaj_75 Re: Wasze muzyczne ekstrema 08.04.05, 23:08
            d84 napisał:

            > Co do Supersilent - z tego co pamiętam miałem podobne odczucia co kolega
            > Pytajnick ("a to ten kawałek się już skończył?" :)

            Nie słyszałem Supersilent, pewnie to jeszcze bardziej przegięte niż ostatnie
            płyty Biosphere? Bo dzisiaj posłuchałem sobie "Shenzou" i miałem podobne
            reakcje... A "Autour de la Lune" wynudził mnie raz, a porządnie w styczniu.
            I jak mi ktoś jeszcze raz napisze/powie o Geirze Jenssenie, że to godny następca
            Briana Eno to śmiechem zabiję.
            • geigo Re: Wasze muzyczne ekstrema 09.04.05, 20:06
              Z rejonów mocniejszych - Metalliki czy System Of A Down słucham z przyjemnością. Ale trashu czy tym bardziej death metalu nie trawię - zwyczajnie mnie nudzi.
              Z popowych klimatów - jedną piosenkę w rodzaju Robbie Wiliams od biedy wytrzymam. Po drugiej podobnej zaczynam się kręcić nerwowo w poszukiwaniu pilota ;) Alergicznie reaguję na r'n'b - wszystkie te Boys 2 Meny, Beyoncy ;) i resztę ich klonów. Podobnie na tzw. divy popu (hehehe :) ) - Houston, Dion itp.
              Hip hop - niespecjalnie do mnie trafia; jeszcze pojedyncze numery (np. rzeczonego Outkastu) tak, ale ogólnie w tym momencie również następuje zmiana kanału czy też stacji :)
              Country lubię, o ile śpiewa Johnny Cash ;) A na poważniej - jeśli nie jest to typowe country, ale np. tak na pograniczu z folkiem, to nie mam nic przeciwko.
              • jam_niczek Re: Wasze muzyczne ekstrema 12.04.05, 21:03
                geigo napisała:

                > Z rejonów mocniejszych - Metalliki czy System Of A Down słucham z
                przyjemnością
                > . Ale trashu czy tym bardziej death metalu nie trawię - zwyczajnie mnie
                nudzi.

                Może ja się nie znam, ale Metallica (przynajmniej kiedyś) to thrash grała :)

                Osobiście "trawię" ekstremalną muzykę metalową, mimo że spora część "dzieł"
                blackowych mnie śmieszy. Nie przeszkadzają mi zbytnio growle, a z takiej muzyki
                to thrash i death głównie w odtwarzaczu. Chociaż kiedy wsłucham się w
                te "poezje", to wybucham naprawdę głupkowatym śmiechem :)
                Przyznam się, że hh nawet nie próbowałam słuchać i raczej mi to nie grozi :]
                A elektronika... gdy będę na emeryturze, to się za to "wezmę" ;)

                Przepraszam, jeśli ten post nie ma sensu: nie mam nic ciekawego do powiedzenia
                i nie potrafię napisać logicznego zdania :)
                • d84 Re: Wasze muzyczne ekstrema 12.04.05, 23:43
                  > Przyznam się, że hh nawet nie próbowałam słuchać i raczej mi to nie grozi :]
                  > A elektronika... gdy będę na emeryturze, to się za to "wezmę" ;)

                  Błąd, błąd :) Spodobać się nie musi, ale spróbować zawsze warto, niekoniecznie
                  na emeryturze :D
                  • jam_niczek Re: Wasze muzyczne ekstrema 13.04.05, 06:35
                    Mam 15 lat, przede mną całe życie :D
                • geigo Re: Wasze muzyczne ekstrema 13.04.05, 13:36
                  jam_niczek napisała:

                  > Może ja się nie znam, ale Metallica (przynajmniej kiedyś) to thrash grała :)

                  Jeżeli tak, no to trash mnie nie nudzi :) Ale co do death metalu, zdania nie zmieniam :))
                  • jam_niczek Re: Wasze muzyczne ekstrema 13.04.05, 14:16
                    tHrash nie trash :)

                    A co do death metalu: warto posłuchać dwóch ostanich płyt Death. Kompozycje (bo
                    to przecież nie czysta łupanina!) jak na gatunek skomplikowane a i growl jakiś
                    taki bardziej "ludzki" ;)
            • pytajnick Re: Wasze muzyczne ekstrema 09.04.05, 22:47
              > Nie słyszałem Supersilent, pewnie to jeszcze bardziej przegięte niż ostatnie
              > płyty Biosphere?

              Noo, przede wszystkim zupełnie inne, i - moim zdaniem - generalnie poznać warto.
              Chociażby żeby wiedzieć, co to jest, bo to znana marka. A nuż się spodoba - tak
              wielu ludzi przecież się zachwyca (ufam, że wielu szczerze, wśród nich jest
              sporo moich znajomych, na szczęście niepozerów).

              Supersilent to taka ekstremalna, choć ultrałagodna, wersja awangardy. Oni tam
              mają chyba tylko żywe instrumenty, żeby nie rzec - klasyczne, plus jakieś
              nieokreślone WydawaczeDźwięków.

              > A "Autour de la Lune" wynudził mnie raz, a porządnie w styczniu.
              > I jak mi ktoś jeszcze raz napisze/powie o Geirze Jenssenie, że to godny
              > następca Briana Eno to śmiechem zabiję.

              Nie słyszałem jeszcze jego najbardziej znanej płyty, więc się nie wypowiem.
              Autour de la Lune ma _cudowny_ początek, słuchając go już niemal miałem
              kandydata do jednej z płyt roku (tamtego). No a potem zaczyna się coś, co brzmi
              dokładnie jak lądujące nad moim blokiem samoloty (autentyk, tak zareagował mój
              brat - spytał "co on tak długo ląduje").

              Jeśli się mieszka na wsi, to może mieć swój urok. :)


              A co do kolejnych rzeczy - mimo iż w miarę lubię ten gatunek, to pewnych czysto
              kraut-rockowych rzeczy nie potrafię słuchać. Lubię mariaże tego gatunku z
              innymi, ale taki czystszy średnio mi podchodzi.

              ex
              • pagaj_75 Re: Wasze muzyczne ekstrema 09.04.05, 23:46
                pytajnick napisał:

                > Supersilent to taka ekstremalna, choć ultrałagodna, wersja awangardy. Oni tam
                > mają chyba tylko żywe instrumenty, żeby nie rzec - klasyczne, plus jakieś
                > nieokreślone WydawaczeDźwięków.

                No to spróbuję przy okazji posłuchać. Dzięki.

                > Nie słyszałem jeszcze jego najbardziej znanej płyty, więc się nie wypowiem.

                Posłuchaj "Substraty". Z tych które słyszałem, a słyszałem już większość, to ta
                jedyna nadaje się do wielokrotnego słuchania. I miewa "momenty", jak choćby
                cudne "Antennaria".

                > Autour de la Lune ma _cudowny_ początek, słuchając go już niemal miałem
                > kandydata do jednej z płyt roku (tamtego). No a potem zaczyna się coś, co brzmi
                > dokładnie jak lądujące nad moim blokiem samoloty (autentyk, tak zareagował mój
                > brat - spytał "co on tak długo ląduje").

                Tak samo miałem. Pierwszy utwór zapowiada coś niesamowitego, a potem następuje
                metodyczne i okrutnie bolesne pozbawianie słuchacza co do nadejścia tego
                niesamowitego. Dla mnie rozczarowanie roku 2004.
    • glebogryzarka1 Re: Wasze muzyczne ekstrema 12.04.05, 18:59
      Fisz to nie jest hip hop - uwaga w stronę tych, którzy wygłaszają opinie w
      rodzaju "z hh cenię jedynie Fisza". Tworzywo Sztuczne to nowoczesne, mocno
      podbite dubem i nu jazzem granie z lekko pretensjonalnym, acz oryginalnym
      wokalistą - który jednak nie powinien być nazywany MC, bo w tej dziedzinie
      musiałby zostać oceniony jako żenujący.
      A o swoich ekstremach wypowiem się, jak ktoś określi czy bardziej lightowa jest
      Kylie czy Britney, a bardziej garażowi - Germs czy Sham 69. Bo ja takiej
      klasyfikacji jeszcze nie widziałem, ani kategorii według których miałaby zostać
      przygotowana.
      • peternurek1 Re: Wasze muzyczne ekstrema 12.04.05, 22:33
        Nie jestem w stanie słuchać radia typu rmf.fm przez więcej niż 15 minut.
        Nie lubię słuchac rzeczy zdecydowanie ostrzejszych od Metallici.
        Nie lubię muzyki prymitywnej w warstwie tekstowej.
        Nie lubię muzyki prymitywnej w warstwie muzycznej.
        Pozatym nie lubie się ograniczać w poznawaniu muzyki :)
        • jam_niczek Re: Wasze muzyczne ekstrema 13.04.05, 06:40
          Chciałam zauważyć, że przez tamten tydzień rmf grało całkiem przyzwoitą (czyt.
          dziwną) muzykę: jeśli mnie pamięć nie myli oczywiście. A fakt, że po
          zakończeniu żałoby powrócili do tego całego ziomalstwa to naprawdę drobny
          szczegół :P
      • d84 Re: Wasze muzyczne ekstrema 12.04.05, 23:46
        > Fisz to nie jest hip hop - uwaga w stronę tych, którzy wygłaszają opinie w
        > rodzaju "z hh cenię jedynie Fisza". Tworzywo Sztuczne to nowoczesne, mocno
        > podbite dubem i nu jazzem granie z lekko pretensjonalnym, acz oryginalnym
        > wokalistą - który jednak nie powinien być nazywany MC, bo w tej dziedzinie
        > musiałby zostać oceniony jako żenujący.

        Hm no obecnie zdecydowanie, ale ktoś mógłby się wypowiadać np. o pierwszych
        dwóch albumach. Zgoda też, że MC z niego zawsze był mierny :)
    • tomash8 Re: Wasze muzyczne ekstrema 31.05.05, 18:52
      Hmmm ciekawy wątek:) dla mnie nie ma granicy "powyżej" :) słucham Napalm Death,
      Carcass,Lock Up, Dead infection, Brutal Truth, czasem nawet Agathocles, przy
      których te wszystkie Vadery to pop-rock, i jakoś żyje, co więcej - śmiem
      twierdzić, że w tej muzyce naprawdę coś jest. A już kompletnie nie rozumiem
      ludzi, którzy nabijają się z takiej muzyki, a zachwycają się jakimś japońskim
      noisem czy innymi "cudeńkami" muzyki współczesnej... Co do "rycerskich" kapel -
      jeśli muzyka się broni, a w tekstach jest choć odrobina dystansu to ok - jak
      powiedział Titus(Acid drinkers, Virgin Snatch, Homo Twist) - "metal to wiocha.
      Ja lubię tę wioche" podpisuje się pod tym czym tylko się da. Natomiast nie
      jestem w stanie przesłuchać w całości płyt wykonawców takich jak np.
      Silverchair, Creed, Puddle of mudd - nie wiem czemu po prostu nie mogę... hip
      hop? w wydaniu hiphopolo oczywiście NIE. Nie przepadam też(najdelikatniej
      mówiąc) za smooth jazzem i tego typu wynalazkami - chyba musze dorosnąć:)

      PS: DRI też długo nie byłem w stanie przetrawić, ale niedawno dorwałem
      późniejszą płytkę - "thrash zone", na której panowie grali już bardziej
      konwencjonalny thrash, da się tego słuchać
      • eowyn Re: Wasze muzyczne ekstrema 01.06.05, 00:16
        staram sobie nie stawiac granic, kiedys z kijem bym nie podeszla do muzyki
        gotyckiej i okologotyckiej, no i dlatego tak pozno odkrylam Deine Lakaien.
        W sieczce typu viva, mtv czy inne rmf fm nie sadze, bym cos ciekawego mogla
        wylowic, ale never say never...
        Tyle dobrej muzyki przede mna, ja nie znam tylu zespolow, o ktorych sie
        rozpisujecie w roznych watkach, ale tak sobie poczytuje, pozniej dokonuje
        odsluchu roznych nowych muzyczek i tak znajduje kolejne swietne albumy czy
        kawalki:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka