nemrrod
04.12.04, 13:00
Oto jest - moja płyta roku 2004.
Już nie pamiętam, by jakaś rzecz tak mnie zachwyciła samym brzmieniem. A tylko
tyle dało się wychwycić z tych kilkuminutowych fragmentów, które znałem
dotychczas.
Przy pierwszym, pobieżnym przesłuchaniu można pomyśleć, że ta muzyka to po
prostu post-rockowa klisza. Można zarzucić, że zastosowano tu typowy, zużyty
już postrockowy schemat - bas, perkusja plus różne elektroniczne efekty, tła,
szumy. Ale ważne jest kto po te schematy i narzędzia sięga i w jaki sposób je
wykorzystuje. A Radian to bynajmniej nie debiutanci. Trzech wiedeńczyków
zasłużyło się już na polu eksperymentalnej elektroniki. Wydawali w niemalże
kultowej austriackiej wytwórni Mego, działają w wielu pobocznych projektach,
kolegują się z Fenneszem itp... Ważna jest naturalnie również osoba
producenta. A jest nim nie kto inny jak John McEntire, którego przedstawiać
chyba nie muszę ;-)
McEntire jest niewątpliwie zdolnym producentem, co bardzo chciał udowodnić na
ostatnim albumie swojej macierzystej formacji - Tortoise. Cóż, nie do końca mu
się to udało. Bliski byłem posądzenia McEntire'a o megalomanię i zbytnią wiarę
we własne umiejętności ;-) Tym razem jednak McEntire nie przesadził z
produkcją. A nawet udało mu się zrehabilitować. "Juxtaposition" to chyba
najlepiej wyprodukowana i najlepiej brzmiąca rzecz jaką ostatnio słyszałem.
Elektroakustyczne brzmienie jest dopracowane w każdym szczególe, każdy dźwięk,
czy to wydobyty z "maszyny", czy z "żywego" instrumentu, sprawia wrażenie
dokładnie przemyślanego. Wszystkie składniki i proporcje są idealnie wyważone.
Żywe instrumentarium (za które odpowiedzialny był McEntire) idealnie współgra
z precyzyjnymi, detalicznymi elektronicznymi tłami i inkrustacjami. Transowy
rytm, minimalistyczne linie basu i noisowy zgiełk, cyfrowy szum - wszystko
wspaniale zrównoważone.
Oczywiście słychać tu echa wczesnego Tortoise. Tyle tylko, że
charakterystyczna medytacyjno-transowa aura została przeniesiona przez Radian
na współczesny grunt, na grunt nowej elektroniki. Mgliste brzmienie zostało
zastąpione krystalicznie czystą, przejrzystą, wyrazistą cyfrową produkcją.
Analogowe plamy dźwiękowe zastąpiono tysiącem drobnych detali. O tym, że
Radian przynależy do świata nowej elektroniki najlepiej świadczy wspaniały,
wybuchający nagle utwór "Ontario", kojarzący mi się chociażby z produkcjami
Fennesza czy Tima Heckera.
Perkusyjno-basowe pasaże zatopione w cyfrowych szumach, zasypane cyfrowym
piaskiem tworzą zimny, sterylny krajobraz, co stanowi znacznie ciekawszą i
bardziej wartościową przeciwwagę dla ciepłych i rozlazłych pejzaży z "It's All
Around You".
Tortoise zawiedli, na szczęście jest Radian :-)