czyzunia
31.12.04, 21:50
przed kompjutrem w wieczór sylwestrowy .troche muzyczki, trochę telewizorni,
troche wódeczki, trochę muzyczki. w związkuy z pewnym ograniczeniem
powodowanym wódeczką, slucham prostej muzyczki
a jest to bill halley-podobno trza czytać hejli, see you later aligator, a
to niebiekie zamszaki. ale trafoło mi sie cos ciekawego.
THE TEMPTATIONS- FATHER WAS A ROLLING STONE- tamla motown to była faktycznie
MUZYKA DUSZY. chiba śpiwał tam z nimi małoletni, jeszcze nie znarowiony
michael jackson.
chyba poza bluesem jest to to co kocham najbardziej.