dziewczyna_mickiewicza
13.01.05, 08:42
czyli o tym, jak jeden muzyk wspomogl drugiego - nie tyle muzycznie, co
raczej doswiadczeniem, wypromowaniem itd.
bo ostatnio bardzo sie zdziwilam, gdy okazalo sie, ze davida graya tak
naprawde dla swiata odkryl... dave matthews, ktory uslyszal go na jakims
koncercie czy tez wpadla mu w rece ktoras z jego wczesniejszych plyt i
zaprosil go do nagrania kolejnego albumu w swojej wytworni (swojej jak w
swojej, ale to mniej istotne:P) wczesniej gray oczywiscie nagrywal plyty,
zapewne mial swoich oddanych brytyjskich fanow, ale, jak sie okazuje (nie
mnie to oceniac, bo sama graya odkrylam ledwie pol roku temu tak naprawde),
wszystko mialo zasieg baaardzo kameralny i niemalze undergroundowy. po
spotkaniu z dave matthewsem gray nagral chyba swoja najlepsza plyte
dotychczas, "white ladder", no i stal sie jednym z popularniejszych
brytyjskich mlodych singer/songwriterow. w podziekowaniach kazdej kolejnej
plyty graya znajduje sie nazwisko matthewsa. przeurocze:)
podobna historia dotyczy jesse'a malina, ale o tym juz chyba gdzies tam
skrobnelam przy okazji pisania o samym malinie.
znacie jeszcze jakies przypadki, gdy muzyk pomogl muzykowi?