Dodaj do ulubionych

No to rozpocząłem przygodę:)

15.02.05, 21:00
z Painkillerem. Od dłuższego czasu się czaiłem, by w końcu zapoznać się z twórczością tego projektu. Zorn, Laswell i Harris... No i w końcu. Album Buried Secrets. Jazzcore pełną gębą. Wspaniałe głębokie linie basowe, rozdzierający powietrze saksofon Zorna i pełne (tak, to dobre słowo:)) brzmienie perkusji. Niesłychane zmieny tempa. Raz spokojne, niemal spowolnione, z melodyjną grą Zorna, po chwili szaleńcza gonitwa w nieznanym celu. Harris od czasu do czasu daje znać, że nie jest typowym perkusistą i modyfikuje brzmienie perkusji. Dodaje pogłos, fuz, jakby dubowe efekty. Dziwaczne kompozycje. Dwa utwory dłuższe (powolne, rozwijące się), a poza tym krótkie 2-3 minutowe pełne szaleństwa dziełka. No i jedna perełka 5 sekund jazgotu. Dziwiłem się gdy ostatnio czytałem że Zorn pisywał Bailejowi utwory 3-sekundowe. No to już się nie dziwię:) Muzyka dość zawiła i raczej skomplikowana, choć to oczywiście sprawa względna. Wspaniała rzecz:)Gorąco polecam nieznającym i zapytowuję o opinię obeznanych. Czuję że to będzie piękan przyjaźń:)
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • grimsrund Re: No to rozpocząłem przygodę:) 15.02.05, 21:41
      Byle ostrożnie - to kłuje :))
      • humbak Re: No to rozpocząłem przygodę:) 15.02.05, 21:41
        Ale na znieczuleniu;)
    • h8red Painkiller - Guts of a Virgin 12.09.05, 22:54
      Bezczelnie skopiuję z inszego foruma jako, że Humbak zapodał linkę :)

      Katastrofa. Wokalno - instrumentalna KA-TA-STRO-FA. Tak jak udało mi się na
      ślepo wstrzelić z Teebee przy okazji szukania Madballa, tak teraz poległem
      zupełnie. Po tytule płyty spodziewałem się jakiejś grind coreowej jazzdy bez
      trzymanki. Tym czasem okazuje się, że granie oznaczone takim szyldem nie ma nic
      w spólnego z zawartością tej płyty. Miejscami przypominało mi to dokonania tych
      wszystkich "wielkich" zespołów typu Mars Volty czy At the drive-in. Tam też
      zdarzają się momenty, że każdy osiąga taka fascynację swoim instrumentem, na
      którym gra, że nie zważa absolutnie na to co się dzieje wokół. Jednakże trwa to
      w miare krótko i przy Painkillerze tamte zespoły naprawdę grają Muzykę, której
      da się słuchać. Na "Guts of a Virgin" nie ma ani krzty melodii. Czasami sekcja
      rytmiczna gra to samo ale wydaje mi się, że tylko dlatego, że ktoś postawił
      przed nimi metronom i to odciągnęło ich uwagę od instrumentów. Beznadziejne
      walenie w struny, wyrzywanie się na perkusji i dmuchanie w saksofon to nie jest
      dobry pomysł na płytę. To nie jest pomysł nawet na melodyjkę do telefonu nagraną
      w MIDI.

      Odradzam zdecydowanie.
    • tomash8 Re: No to rozpocząłem przygodę:) 12.09.05, 23:49
      To ten Harris z Napalm Death?
      • d84 Tak /nt 13.09.05, 01:02
        • humbak I ten Laswell od Laswella:) /bt 13.09.05, 14:22

        • tomash8 Re: Tak /nt 13.09.05, 14:46
          On miał jeszcze jeden "zryty" projekt... jak to się nazywało... kurde... aaa SCORN.
          • d84 I Lull jeszcze /nt posts rule! :D 13.09.05, 15:38
          • humbak Re: Tak /nt 13.09.05, 16:26
            Scorn będzie koncertował w Peelu:) A takich rzeczy to on sporo robi.
            • braineater Nikt 13.09.05, 19:13
              się nie spodziewał mojej obecności w tym watku, ale i tak się odezwę:)
              Painkiller też mnie tak średnio bujał, szczególnie własnie podłe epki - Flaki
              Dziewicy i Zakopane Sekreciki dały mi dośc sporo do myślenia w temacie: no i po
              ch... sie braineaterze tak katujesz...
              Aż dopadłem lepkimi łapkoma Executions Ground i po prostu odpadłem - panowie
              się zebrali, pozbierali wszystkie dźwięki z obu epek, dołożyli troszke pisków,
              trzasków i radosnych okrzyków i zrobili jeden z najlepszych noisejazzowych
              albumów ever. Płytka hulała na słuchawach długie tygodnie ciesząc mnie
              niezmiernie swoja wesołą radykalnością a przy każdym odsłuchu dawało się
              odnaleźć dźwiek, który przy poprzedniej próbie odsłuchu jeszce cie nie
              wystraszył.
              Ale dopiero Rituals, czyli Live in Japan, pokazał po co jest Pain i co to jest
              prawdziwy pain - a co gorsza pierwszy raz ktoś mi ta płyte zapodał w trakcie
              jakiejś ostro pojechanej imprezy - efekt był taki, że totalnie skuci z kolega
              siedzielismy wtuleni w kolumny a reszta imprezy zmieniła lokal:)Od tego czasu
              datuje się tez moja miłość do spiewu Yamasuki Eye, ktory tnie szkło samym
              wokalem nawet sie przy tym nie pocąc.
              Doskonała kapela do destrukcji mózgu - oto czym jest Painkiller:)

              Pozdrowienia:)
              • good_morning Re: Nikt 13.09.05, 19:47
                a od kontaktu mojego z yamatsuka datuje sie moja zornofobia ;)
                leczenie w trakcie. zamierzalam siegnac po execution ground, ale po Twoim,
                braineaterze, opisie, nie wiem, czy nie zrezygnowac...?
                • cisnowiec Re: Nikt 13.09.05, 21:07
                  Klinem klina! Nie rezygnuj!
                  Może to było by w sam raz na urazy:
                  Pashupatinath Ambient i Parish Oftama Ambient ze składanki z wisielcem na
                  okładce. Zawartość muzyczna (nazwana chyba illbient, wbrew podtytułom) została
                  nagrana w następujący sposób - znaleziono najgłębszą studnię na Ziemi i
                  wrzucono do niej mikrofon na baaaardzo długim kabelku. Mikrofon zarejestrował
                  pogranicza piekła - wrzący olej, wrzaski potępionych, odgłosy raciczek czarcich
                  etcetera, a wszystko to za mgiełką, z oddali, w dusznym i parnym sosie. Taki to
                  mały de profundis:) Polecam! I pozdrawiam -
                  S.
                  • tomash8 Re: Nikt 14.09.05, 00:02
                    Eeee ja tam wole jedank zwykły grind. Debiut Napalmów powinien znać każdy i
                    tyle(w sumie skoro udało się wypromować Merzbow jako coś wielce ambitnego i
                    "artystycznego" to da się wypromować na tej zasadzie wszystko). Polecam cudo pt.
                    Agathocles - w ciągu 19 lat istnienia, wydali bagatela 99 wydawnictw(stan na
                    jakiś tydzień temu).
                  • good_morning Re: Nikt 14.09.05, 08:28
                    cisnowiec napisał:

                    > Klinem klina! Nie rezygnuj!
                    >

                    bardzo rozsadna rada ;)
                    okazalo sie (te 4 CD), ze pozostala mi jedynie szczatkowa yamatakofobia :D
                    ale na live in osaka normalnie nie da sie go sluchac!
                    pozdr :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka