agatalazor
17.02.05, 19:17
Chodzi za mna Dusty springfield ostatnio. to ta pani w bujnej blond fryzurze,
ktora spiewala w Pulp fiction "Son of a preacher man". I niby taka tam sobie
spiewajaca panienka, ale za to glos miaal jaki.... A kiedy Dusty spiewa "If
you go away" Brela to mi az ciarki przechodza po plecach. I ma jeszcze kilka
innych takich kawalkow, w ktorych naprawde slychac, ze ona sie nie
tylko "wczuwa", ale naprawde CZUJE to co spiewa. I nawet jakos disco nie
przeszkadza w jej wykonaniu - jest taki kawalek "Haunted", chyba poczatek
lat '80., przy ktorym nogi same mi podryguja... Albo jeszcze "I only wanna
be with you". Vonda Shepherd zrobia z tej piosenki smęta stulecia, a w
wykonaniu Springfield bylo w tym tyle radości.. Ach...