cze67
02.03.05, 22:10
... czyli takie, które sąsiadują ze sobą na płycie, a nijak (w naszej opinii)
do siebie nie przystają a my, słychając ich czujemy niejaki dyskomfort.
Dla mnie najjaskrawszym przykładem takich utworów są Revolution 9 i Good
Night (The Beatles - White Album), czyli najbardziej odjechana,
eksperymentalna (niekoniecznie w pozytywnym sensie) kompozycja Beatlesów i
ich najbardziej słodka, wręcz przesłodzona, ale w sumie urokliwa piosneczka.
Dla mnie - bez sensu. Wiem, że było to zamierzone itd, ale takie sąsiedztwo
po prostu zwyczajnie mnie drażni.