nemrrod
16.06.05, 16:50
To będzie moja płyta lata 2005 :] (Ech, jak ja lubię rzucać takie hasła :))
Przedstawiam Państwu Jamiego Lidella - freaka, który dał się najpierw poznać
jako twórca zakręconego, skorodowanego, eksperymentalnego techno, a następnie
w duecie Super_Collider (wraz z Cristianem Voglem) zajmował się wykręconym,
kwasowym p-funkiem. Współpracował również z Matthew Herbertem przy "Goodbye
Swingtime". A teraz wydaje zwariowaną i zabawną so(u)lową płytę pod tytułem
"Multiply", na której wskrzesza ducha klasycznego soulu i funka, filtrując
wszystko przez swoje wcześniejsze doświadczenia, a przede wszystkim przez
swoją chorą, nieskrępowaną wyobraźnię. Momentami brzmi jak przywrócony do
życia, odmłodzony i nafaszerowany substancjami psychoaktywnymi James Brown
(sprawdźcie "When I Come Back Around"), by zaraz zapodać jakąś klasyczną
balladę a'la Al Green ("What Is This Time?"), a za chwilę zaskoczyć
spontanicznym jamem ("Newme") albo soulową mantrą ("A Little Bit More").
Nie to, żebym ostro hajpował, bo niekoniecznie spodoba to się każdemu. Poza
tym możliwe, że to wszystko już było, możliwe, że to tylko postmodernistyczna
kupa (w recenzjach padają takie nazwy jak: Quincy Jones, Isaac Hayes, Prince,
Jamiroquai, Beck, Stevie Wonder, George Clinton, Marvin Gaye... LOL), możliwe
że się nie znam, ale słuchanie tej płyty sprawia mi tyle radości, że musiałem
o niej napisać :)
Luźna i lekka, ale niebanalna, błyskotliwa, ale bez przesadnych ambicji,
imprezowa, ale niegłupia płyta.
I jeszcze jedno słowo musi tu paść: groove :)
Aha, i żeby było ciekawiej, to płytę wydał Warp :)
Yo!