21.12.05, 02:59
Czas na podsumowanie tego roku w muzyce (bo w polityce to
temat dla ornitologa).

Dla mnie byl wspanialy. Tyle wzruszajacych plyt, ze az ciezko w to uwierzyc.
Oby kiedys zycie na jawie dorownalo temu muzycznemu... To na jawie w tym
roku bylo ciezkie, naprawde ciezkie. Ale warto bylo je przezyc, chocby dla
tych plyt. I dla pewnej kobiety dla ktorej na pewno warto żyć - i która
pewnie czyta te slowa.

To jedziemy pierwszą trzydziestke. Będę sie powtarzal (cytował), jesli juz
cos o czyms pisalem.


30. My Morning Jacket - Z



Tak nisko moze tylko dlatego, ze dopiero teraz poznalem. Plyta zaskakujaca,
zwlaszcza jesli ktos slyszal wczesniejsze nagrania. Po pierwsze: falset. Po
drugie: czarne rytmy. Po trzecie: melodie. Moze troche brakuje charyzmy,
sily przebicia. Ale jest naprawde dobrze, bedą z nich ludzie. Jak
powiedzialem kumplowi, ze dla mnie to taka radosna muzyka, to powiedzial, ze
jakos dziwnie rozumiem "radość", bo to przeciez muzyka dla samobojcow...



29. Matt Elliott- Drinking Songs



Jedno zdanie, parafrazujace to, ktore kiedys pojawilo sie na temat "Tumbling
Dice" Rolling Stonesow w jedynym pismie rockowym w Polsce: "ta plyta uroczo
sie rozłazi..."



28. Vitalic - OK Cowboy



Francuskie techno nie jest złe. Duzo klimatu new romantic, wycyzelowane, z
charakterem. I bardzo, bardzo stylowe. Ekstra.



27. Bruce Springsteen - Devils & Dust



Plyta, ktorej malo zabraklo do miana wybitnej. Wlaciwie zrozumiem kazdego,
kto umiesci ją na pierwszym miejscu w rankingu. Springsteen nagral album
troche 'poza czasem', bardzo osobisty, akustyczny. Diabeł, pył, krótka
piłka.



26. Blood Meridian - We Almost Made It Home



To chyba najciekawsza tegoroczna propozycja stylu alt.country. Rozmarzone,
gitarowe kompozycje, ladne melodie. Niby nic takiego, a trafia gdzie trzeba.



25. Stuart A. Staples - Lucky Dog Recordings



Wokalista Tindersticks poszedł solo, i dobrze. Wiecej emocji, bardziej
osobiscie, minimalistycznie, 'z buta'!



24. M83 - Before The Dawn Heals Us


To jedna z tych tegorocznych plyt, ktore kreują wlasny muzyczny swiat.
Najblizej jej w klimacie do Junior Boys, choc tego zęba nie ma.
Futurystyczne krajobrazy wielkomiejskie, neony oslepiają mnie i showgaze.
Showgaze is not dead! Undead! Undead!

23. .Bender - .Bender



www.rockmetal.pl/recenzje/bender-bender.html


22. Vic Chesnutt - Ghetto Bells



Bardzo piekna, dojrzala plyta. Niestety troche nierowna, trzy genialne
numery i reszta "tylko" bardzo dobra. Muzycznie wyrafinowana, balladowa, z
glebokim zachrypnietym glosem Chesnutta. Mozna w tej muzyce zatonąć.
Jeden utwór - "Virginia" - powinien nosic tytul "Powstan Lordzie Vader"!


21. e.s.t. - Viaticum



Jazz/nowa/zimna fala w rozpadajacym sie domu Ushera.

Moja jazzowa płyta roku.



20. The Coral - The Invisible Invasion


"Niewidzialna Inwazja" to koncept-album. Plyta ma
wlasciwie malo wspolnego z wczesniejszymi dokonaniami zespolu, poza tym, ze
sklada sie z melodyjnych piosenek. Nie ma tu jednak juz zadnej psychodelii,
zadnych mocniejszych riffow, emocji w glosie charyzmatycznego przeciez
wokalisty. Za to jest... atmosfera grozy! Osiagnieta najprostszymi
srodkami - a to
klimatycznym, mrocznym a jednoczesnie zdradliwie lekkim refrenem (w niemal
kazdym utworze!), a to odrobine za dlugo wybrzmiewajacymi organami, a to
poglosem nie tam, gdzie moznaby sie spodziewac, a to wkrecajacymi w ziemie
gitarowymi zapetlonymi motywami (ale w nieco glebszym tle, zeby morowych
potworow z pobliskich bagien nie bylo widac tak od razu...).

Najwieksze wrazenie robi na mnie wlasnie ta lekkosc, z ktora wyspiewywane są
teksty rodem z takich dziel grozy Lovecrafta, jak "Zew Cthulhu"
(nieprzypadkowo - Skelly przyznaje w wywiadach, ze to byla glowna inspiracja
dla calej plyty, poswieconej wlasnie horrorom). Kazdy utwor to mroczna
historia: o wydarzeniach z grudnia 1903 r. na wzgorzu Kill Devil, 13-tym
pietrze zapomnianego hotelu, dziwaku uduszonym na bagnach przez narratora
utworu (fantastyczne, o wiele mowiacym tytule "Something Inside Of Me"),
opuszczonym domu, w ktorym straszy...

Plyta jest bardzo oszczedna, zupelnie nie slychac, ze muzykow jest az osmiu.
Zadnego niepotrzebnego dzwieku, calosc bardzo rowna, po prostu lekka
melodyjna piosenka goni lekką melodyjną piosenke, a we wszystkich drzemią
potwory Cthulhu.

19. Spoon - Gimme Fiction



Zanim pare slow o nowej plycie Spoon, kilka mysli o Johnie Lennonie i Dianie
Ross.

Kto slyszal pierwsza "normalną" plyte Lennona? Pod tytulem Plastic Ono Band?
Album kultowy, z wielu powodow. Po pierwsze, po wielu ekscesach tym razem
Lennon wzial sie do roboty i zamiast nagrywac piski wydawane przez Yoko Ono
i siebie (to byly pierwsze wydawnictwa Lennona po rozpadzie Bitli), stworzyl
muzyczne arcydzielo. Wlasciwie nawet jak sie tej plyty nie lubi (a latwo sie
do niej zrazic), szacun pozostaje.

Dlaczego to album az tak wyjatkowy? Wypelniaja go niesmiertelne melodie, sam
Lennon w swietnej formie, kompozycje perfekcyjne, bezbledna dramaturgia
plyty, teksty-protest songi, atak na wszystkich poza Yoko - od Bitli po Boga
i tak dalej (to najbardziej depresyjna plyta w dorobku Bitli i calej muzyki
XX wieku...). Ale przede wszystkim porazajace wrazenie wywoluje produkcja.
To jedna z kilku najlepiej wyprodukowanych plyt, jakie kiedykolwiek
slyszalem. Brzmienie absolutnie nie do podrobienia. I nie chodzi wcale o
jakies bogactwo, kolorystyke itd. - wrecz odwrotnie! Na pierwszy rzut ucha
plyta jest ascetyczna jak sw. Franciszek z Asyzu. Monotonna, sucha,
jednobarwna, jak z klasztoru o surowej regule - calosc otwiera zreszta bicie
dzwonow. Lennon ma zdarty glos i raz krzyczy, raz deklamuje. Perkusja brzmi
poteznie i prymitywnie. Pianino - dosc czesty tutaj gosc - wykorzystano
rowniez w typowo "perkusyjny" sposob.

Kazdy, kto interesowal sie muzyką lat 60. najwiekszy szok przezyl natomiast
w momencie sprawdzenia, kto tej produkcji sie podjal. Otoz sam Phil Spector,
uwazany za tworce "sciany dzwieku", jeden z najslynniejszych i najbardziej
kontrowersyjnych producentow swiata, ktorego znakiem firmowym byl straszliwy
wrecz przerost formy nad trescią. Zniszczyl wielu wykonawcow i czesto nie da
sie sluchac tych jego wszystkich wybujalych patetycznych orkiestracji,
nabicia efektami, niekonczacych sie dalszych planow i nienormalnie
zageszczonej aranzacji. Okreslenie "sciana dzwieku" bylo wyjatkowo trafne.
Tymczasem pierwszą plyte Lennona wyprodukowal calkowicie odwrotnie niz
wszystko do tamtej pory, stawiajac na brzmienie perfekcyjnie ascetyczne i
oszczedne. Efekt jest porazajacy. Wieeeeelu staralo sie potem to powtorzyc
(glownie punkowcy i nowofalowcy), nikomu sie nie udalo. Az do tego roku.

Diana Ross i The Supremes to jedna z najpopularniejszych wizytowek Motown,
zenska soulowa grupa wokalna. Z czasem pomysl na kompozycje i aranzacje spod
znaku Supremes stal sie bardzo charakterystyczny: szybki rytm wysuniety
przed inne motywy i tylko melodia wokalna uzupelnia rozpedzony
soulowo-funkujacy feeling. Przy czym partie wokalne zwykle byly dosc
"zimne", az chcialoby sie krzyknac: wiecej duszy! Przeboje Supremes wciagaly
jednak bez reszty (poza balladami, ktore uczcijmy chwilą ciszy)...

Nowa plyta Spoon, "Gimme Fiction", to wlasnie - wydawaloby sie, ze
niemozliwe - polaczenie The Supremes i Lennona/Plastic Ono Band. Na pewno
najbardziej oryginalna plyta roku. Brzmienie ascetyczne (klasztornych
dzwonow tylko brakuje), z wysunietą zarazliwie funkową perkusją (numer
przedostatni, They Never Got You, to Supremes zywcem), ostrym
charyzmatycznym glosem lidera grupy. Porywajaca monotonia...

Co jeszcze? Mnostwo fantastycznie ubarwiajacych plyte efektow (jak burza na
poczatku They Never Got You, wykorzystanie niecodziennych instrumentow),
znakomita klujaca w oczy
Obserwuj wątek
    • hongkonggarden 2 0 0 5 cd. 21.12.05, 03:04
      okladka, murowany kandydat na przeboj roku (I Turn
      My Camera On)... Czego trzeba wiecej???


      18. Yann Tiersen - Les Retrouvailles



      Przede wszystkim w muzyce Tiersena nie ma juz tyle
      ciepla. Od momentu, kiedy zaczal nagrywac z Shannon Wright, cos sie w jego
      stylu zmienilo, cos pękło. Szkoda.


      Przechodzac od ogolu do szczegolu, to oczywiscie swietna plyta. Dwie
      piosenki, ktore wyroznia Igor: A Secret Place i Mary, są przepiekne.
      Zwlaszcza ten pierwszy zachwyca melodią, refrenem, wykonaniem Staplesa (tak
      przebojowy nigdy w Tindersticks nie byl). Z kolei Mary to Liz Frazer w
      zyciowej formie - czego trzeba wiecej?


      Nie moge do konca przekonac sie do pierwszej polowy plyty, tak do nr 7
      (Secret Place). Wlasnie czegos tam brakuje (moze melodii? na pewno ciepla).
      Za to w drugiej czesci Tiersen mocno juz wciaga do swojego nowego swiata:
      wspomniane dwa rewelacyjne hiciory, nareszcie fortepianowe melodyjne
      miniatury, i trzy miazdzace instrumentale, jakich juz dawno u niego nie
      slyszalem. Najpierw Boulange, prosty riff gitary elektrycznej i cięte
      skrzypce. Cios! Dalej sliczny katarynkowy numer tytulowy.
      I w koncu, na final, to, na co czekalem od debiutu Tiersena.Transowy, mocny
      motyw z Bauhausowo-Siostrzanego katalogu, na ziejący grozą instrument.
      Nastawcie final plyty, La Jetee, na full volume. Minuta i pozamiatane (z
      walających się wszędzie szczątków death-metali).


      17. Black Rebel Motorcycle Club - Howl



      Rewelacyjna plyta. Juz trzecia, a nagle zmiana stylu. Wiecej czadu, choc
      instrumentarium ubozsze. Wiecej melodii, wiecej luzu, wiecej muzyki po
      prostu. Z kazdym dniem ta plyta jest wyzej w moim rankingu, pewnie za dwa
      tygodnie dojdzie do pierwszej dziesiatki...

      I nie wierzcie tym wszystkim recenzjom, ze niby zaczeli grac alt.country
      itp. To dalej rock'n'roll, tylko z większym feelingiem, z ciosem. Prawdziwe
      sex, drugs and rock'n'roll. Plyty rewelacyjnie slucha się krojąc mięso.



      16. Kaada & Patton - Romances



      Utwor nr 4 kandyduje do miana Utworu Roku...

      Czego trzeba do zdobycia miana kandydata?

      Na powyzszym przykladzie:
      1. Wciagajaca, przepiekna melodia
      2. Melancholijny, posępny wstęp
      3. Posępne bebny po pol-minucie
      4. Jazzujący, fantastyczny rytm w drugiej minucie
      5. Romantyczny fortepian
      6. Tytul jak trzeba ("L'absent")
      7. Dzieje sie w nim wiecej, niz podczas niektorych slawetnych 20-minutowych
      suit
      8. Niesamowity, romantyczny klimat
      9. Czas - 3:04


      I pozamiatane.



      15. Nine Horses - Snow Born Sorrow



      Znow: wlasny, wyczarowany muzyczny swiat, tym razem Davida Sylviana.

      Aranzacja oryginalna i pomyslowa, nawet z funkującą gitarą, jazzującym
      saksofonem, oh yeah! Jest co odkrywac za kazdym przesluchaniem. I ten numer
      tytulowy - miazga...



      14. Ry Cooder - Chavez Ravine



      Nie od razu chwyta za serce, ale jak juz chwyci... Plyta robi wielkie
      wrazenie zarowno jako calosc (aaatmosfera!!!), jak i sluchana na wyrywki
      (Muy Fifi, Los Chuocos, Chinito Chinito, 3 Cool Cats, El U.F.O. Cayo... -
      klasyk za klasykiem!). W tym przypadku bardzo polecam oryginal - jest
      niezwykla ponad 50-stronicowa ksiazeczka, wiekszego formatu niz CD, w
      kartonowym pudelku, ze swietnymi zdjeciami, opisem kazdego utworu, cala
      historia (nie chce zdradzac, w najwiekszym skrocie wschodnie Los Angeles z
      lat 40-tych i 50-tych + UFO) dwiema wersjami jezykowymi tekstu (w tym
      przypadku to bardzo wazne, wiekszosc wcale nie jest po angielsku..., a
      wokalisci niekiedy zblizaja sie do 80-tki). Plyta zjawiskowa, wypada dodac.
      Chinito, chinito, chinito, monito, monito, chinito, chinito, monito, monito,
      chinito, chinito!!!


      13. Antony & The Johnsons - I Am A Bird Now



      Feralne 13. miejsce. To oczywiscie plyta, ktora bez dwoch zdan zasluguje na
      1 miejsce. Moge nawet zaryzykowac twierdzenie, ze obiektywnie to faktycznie
      najlepsza plyta 2005 roku. Ale subiektywnie...



      O pochodzeniu Antony'ego juz bylo na liscie. New York City Underground
      Brooklyn Suicide Andy Warhol Nina Simone etcetera. Z Nina Simone to sciema -
      nie ma nic wspolnego z Antonym. Te porownania zachodniej prasy sa kompletnie
      nietrafione (tak sie sklada, ze cos tam Niny Simone slyszalem...). Natomiast
      faktycznie, glos jest troche "zenski" i na pewno dosc "czarny". I drży caly
      czas. Do tego jest strasznie manieryczny. I pretensjonalny. Za to
      charyzmatyczny.

      Co broni te plyte?
      Glos, jesli nie odrzuci Was pretensjonalizm (jestem pewien, ze wielu
      odrzuci).
      Melodie, calkiem ladne, ale tez bez przesady.
      Stylowosc (soul pełną gębą, z dekadencką domieszką Brooklynu).
      Kompozycje mocne, zwlaszcza pierwszy numer z zaskakujacym fortepianowym
      czadem; a takze wspaniale zaaranzowany Fistful Of Love (wyrazny udzial Lou
      Reeda, ktory nie tylko wyglasza wstepny zamroczony monolog, ale tez gra tu
      na gitarze i ma duzy wplyw na aranzacje sekcji detej, tutaj naprawde
      wspanialej!).
      Swietny, iskrzący duet z... Boyem George'm (You Are My Sister).
      Czas (35 minut).
      I jedno arcydzielo.

      Co obniza wartosc plyty?
      Jedno arcydzielo.

      Jest tu numer, ktory wyrasta zdecydowanie ponad przecietnosc (jednak) calego
      albumu. I - dla mnie - stal sie juz (!) klasykiem. Nosi tytul "What Can I
      Do?" i trwa 1,5 minuty. PORAŻAJĄCY. Nagle (SZOK!!!) rzeczywiscie slysze
      "żywą Nine Simone". Glos wzywający tarantule do biegu po plecach sluchacza.
      Zniewalajaca melodia. W 42-ej sekundzie zimna dotad fortepianowo-skrzypcowa
      aranzacja pęka, glos najpierw emocjonalnie szaleje, a po chwili juz jest tak
      bardzo zmeczony i pozbawiony nadziei. Niesamowite.

      Dlaczego ten utwor obniza ocene Antony'ego (oprocz oczywiscie efektu sporej
      nierownosci materialu)? Okazuje sie bowiem, ze to nie on zaspiewal "What Can
      I Do?". A roznica miedzy tym numerem a pozostalymi jest kilku klas. I
      slychac, jak duzo jeszcze Antony'emu brakuje.

      Jutro biegne do sklepu szukac najnowszej plyty niejakiego Rufusa
      Wainwrighta.



      12. Rufus Wainwright - Want Two



      Ta plyta moze czlowieka wciagnąć jak Ocean Spokojny, ale tylko pod jednym
      warunkiem. Przyjecia pewnej konwencji, w dodatku na zasadzie bezwarunkowej
      kapitulacji.

      Dla mnie jest to rzecz jakby z innego swiata. Plyta nie ma nic wspolnego z
      rockiem, jazzem, alternatywą ani innymi podobnymi rejonami. Soul to tez nie
      jest. Mowy nie ma o popie, jest tylko jeden potencjalnie "przebojowy"
      kawalek ("The One You Love" z refrenem tak rozciagnietym, ze az "nie dla
      ludzi"). Inny moglby byc hitem, tylko ze trwa prawie 9 minut. Calosc
      pozornie popowa, a tak naprawde popu wredne przeciwienstwo. Moze kiedys
      Rufus gral pop, ale chyba za siedmioma morzami i siedmioma gorami. Melodii
      mamy bez liku, ale tak przemyslnie uzytych, ze z zadnej nie da sie zrobic
      hitu - m.in. ze wzgledu na konwencje (przypominam: wymagana bezwarunkowa
      kapitulacja sluchacza).

      Rufus. Rufus The Baptist.
      Powiekszcie okladke...
      www.amazon.com/exec/obidos/ASIN/B000654ZDC/qid=1114122556/sr=2-1/ref=pd_bbs_b_2_1/002-1151750-6043225

      Dlaczego kapitulacja? Co to za konwencja? Patos, to malo powiedziane. To co
      sie tutaj dzieje, to juz MECHA-PATOS!!! Na skrzypcach gra czasem i po 12
      osob, a to tylko mala czesc zespolu, ktory stanowi wlasciwie mala orkiestra.
      Gitara pojawia sie okazyjnie (podobnie jak perkusja). Podstawe stanowi
      zwykle posępny fortepian. A-ha, naturalnie są jeszcze chóry.

      A to wszystko to tylko mecha-patetyczne tlo dla pato-glosu Rufusa. Bardzo
      mocnego, niskiego, przesiaknietego melancholią. I tak jest przez niemal calą
      plyte.

      Trzeba zaakceptowac jeszcze jedno: dzielo jest wyprane z emocji. Pralka
      Rufusa nastawiona zostala na program "0". Rufus wyje i wyje i wyje do
      ksiezyca 50 minut, caly czas sekunduje mu w tym orkiestra i fortepian, ale
      ani razu nie spada kurtyna, jakby Rufus wyl do ksiezyca, ale z innej
      planety,
      pozbawionej jakichkolwiek uczuc. Nie wiem, nie sl
      • hongkonggarden Re: 2 0 0 5 cd. 2 21.12.05, 03:06
        Nie wiem, nie slyszalem jego wczesniejszych
        plyt (z tego co czytam, sa raczej zwykle popowe), ale tutaj porownanie
        nasuwa mi sie oczywiste: Joy Division, Closer. Ta beznamietna konwencja,
        doprowadzona do perfekcji (glos Rufusa jest na poziomie klasycznych czarnych
        spiewakow soulowych, wlaczajac Nine Simone).

        Natomiast jak podpiszemy kapitulacje i zaczniemy sluchac tej plyty, nie
        doszukujac sie jakichkolwiek emocji, przebojow, wymyslnych aranzacji,
        podpiszemy cyrograf na mecha-patos i wrecz zaządamy go jeszcze jeszcze
        jeszcze wiecej i wiecej i wiecej, to klamka zapadla. Od Rufusa nie mozna sie
        wtedy bedzie uwolnic, opanowuje czlowieka jak jakas morowa zaraza. Ludzie
        przestaja na ulicach poznawac. A plyta zaczyna zachwycac jak zadna inna w
        tym roku. Przestaje dziwic, dlaczego Elton John i Scissor Sisters są takimi
        wielkimi fanami Rufusa. Raz przyjmiemy te morderczą konwecje, to juz po nas.
        Manowar zyskal powazną konkurencje, Monty Python zreszta tez (fenomenalne
        chorki w utworze o znamiennym tytule "Gay Messiah", gdzie Rufus od
        niechcenia i oczywiscie beznamietnie spiewa "...No it will not be me", a
        zenski chor w ekstazie odpowiada: "Rufus the Baptist I be!!!"; albo
        miazdzaca opowiesc o "obiedzie z Yoko Ono" w komentarzu do Old Whore's Diet,
        koniecznie posluchajcie:
        www.rufuswainwright.com/discography/commentary.asp?album=wanttwo).
        Wielki mecha-final pod kolejnym znamiennym tytulem "Old Whore's Diet" (Rufus
        w slowach nie przebiera, to jeden z lagodniejszych) to 9-minutowy duet z
        Antonym (drugim dla mnie muzycznym i wokalnym objawieniem tego roku), ktory
        rozpoczyna sie od pojedynczych dzwiekow gitary klasycznej, Rufusa wyjącego
        melancholijnie niemal a capella, nastepnie wchodzi straszliwie kiczowaty
        poskręcany zenski chor, a dalej... Ale moze wszystkiego nie zdradze, to
        plyta (kuchnia) pelna niespodzianek.

        Ciekawe, ze Kosiakowi Rufus sie nie spodobal. Ten patos musial go
        przerosnac, zatopic (a przeciez Kosiak patosem zyje) - takiego oceanu mozna
        faktycznie nie przetrwac, zwlaszcza jak sie na morzach zegluje. Kto mieczem
        wojuje...

        Wspaniala plyta, wyzwalajaca w czlowieku nieodkryte poklady wspanialego
        patosu. Obiektywnie zaden 'trzezwy' recenzent nie powinien przyznac jej
        wiecej niz jedną gwiazdke.


        11. Gorillaz - Demon Days



        Na poczatek, zerknijcie na tak wiele mowiace tytuly utworow :

        - Last Living Souls - Kids With Guns - Every Planet We Reach Is Dead - All
        Alone- November Has Come - Demon Days...

        Kto firmuje takie tytuly...?

        ...nie, to nie jest nowa placzliwa plyta Placebo, ani kolejny dolujacy
        Mogwai, ani tradycyjnie przygnebiajacy Nick Cave, badz inny upozowany,
        sztuczny przyklad "szczerych", zatopionych w jesiennej depresji
        "alternatywnych" przedstawicieli rockowej sceny "niezaleznej"...

        Co tu duzo pisac. W skrocie, nowa plyta Gorillaz to:

        Damon Albarn odkrywający w sobie demona / kwintet skrzypcowy / hip-hop /
        przepiekne soulowe solo na pianinie samego legendarnego Ike'a Turnera /
        old-schoolowe electro / disco z liderem Happy Mondays na szalonym wokalu /
        poezja / melancholia / romantyzm / smutek / el manana / Dusiciele / Blur /
        Dzieciecy Chor z San Fernandez / londynski chor gospel nagrany w kosciele w
        Canonbury, wykonujacy dwa niesamowite, klasycznie gospelowe utwory finalowe
        / MELODIE / HIT ZA HITEM / wiecej hip-hopu / wiecej piwa / punk / sam
        rezyser i scenarzysta genialnego filmu Easy Rider, Dennis Hopper, recytuje
        historie rodem z Twin Peaks skrzyzowanego z Zywotem Briana / i pozamiatane.


        Nie zrazajcie sie okladką, nazwą zespolu, tytulami, komiksem we wkladce,
        hip-hopem - to jedna z najpiekniejszych, poetyckich i
        melancholijno-romantycznych plyt, jakie ostatnio slyszalem! Damon Albarn w
        zyciowej formie, przebija nawet znakomity przeciez Think Tank. Hough!


        10. LCD Soundsystem - LCD Soundsystem



        ___________________________________________________________

        I'm losing my edge.

        I heard you have a compilation of every good song ever done by anybody.
        Every great song by the Beach Boys. All the underground hits. All the Modern
        Lovers tracks. I heard you have a vinyl of every Niagra record on German
        import. I heard that you have a white label of every seminal Detroit techno
        hit - 1985, '86, '87. I heard that you have a CD compilation of every good
        '60s cut and another box set from the '70s.
        ___________________________________________________________



        Oj, nielatwe do opisania zjawisko.

        Najciekawsze, jakie zdarzylo sie na scenie nowojorskiej wieeeeeelu ostatnich
        lat. Zaczelo sie w 2002 roku, kiedy to Murphy (bo LCD to oczywiscie zjawisko
        jednoosobowe) zaczal wydawac swoje epokowe single, z Losing My Edge na
        czele. Od tego momentu LCD wydawalo sie skazane na sukces, single robily
        furore. Laczyly fantastyczne melodie z motoryka rodem z Can i Kraftwerk.
        Elektronika naladowana emocjami (czyli blisko do electro-popu), a jednak to
        cos calkiem oryginalnego i nowego.

        Dla mnie najciekawsze i najbardziej porywajace polaczenie przeszlosci i
        terazniejszosci w muzyce, jakie slyszalem od wielu lat.

        Patentem Murphy'ego jest miedzy innymi rewelacyjny pomysl na rytm, takie
        tworcze uzupelnienie mysli Can i Kraftwerk. Wciagajace elektroniczne beaty
        zostaja zdublowane przez normalna perkusje, poteznie brzmiącą. Oczywiscie
        bebny czesto graja co innego, niz podklad elektroniczny. Dramaturgia kazdego
        numeru (!) budowana zgodnie z koncepcją Hicz-koka. Wszystko to bardzo
        porywajace. Ale to tylko (az) jeden element!

        Dodaj do tego romantyzm, nostalgie, te calą cholerną wrazliwosc poezji
        spiewanej (serio, to bardzo naturalne polaczenie). Plus wielką charyzme
        wokalisty, ktorego niektore partie wokalne to majstersztyk (Daft Punk Is
        Playing At My House, Losing My Edge, Tribulations). Teksty sa powalajace,
        oto przyklad:

        www.songmeanings.net/lyric.php?lid=3530822107858495241____________________________________________________________

        I was there in 1968.
        I was there at the first Can show in Cologne.
        I'm losing my edge.

        To all the kids in Tokyo and Berlin.
        I'm losing my edge to the art-school Brooklynites in little jackets and
        borrowed nostalgia for the unremembered eighties.
        ____________________________________________________________

        Plyta jest przebogata, tyle sie na niej dzieje, ze mozna by pisac godzinami.
        Killer za killerem. To nie tylko ekspresyjne numery z miazdzacymi motywami.
        Jest jeszcze przepiekna ballada o wiele mowiacym tytule Never As Tired As
        When I'm Waking Up. Jest tez piekna impresja na zakonczenie, gdzie cudownie
        rozbrzmiewa fortepian.
        ____________________________________________________________

        Everybody thought I was crazy.
        We all know.
        I was there.
        I was there.
        I've never been wrong.
        ____________________________________________________________

        Az trzy lata trzeba bylo czekac na debiut LCD Soundsystem. Warto bylo. Do
        longplay'a dodana jest bonusowa plyta ze wszystkimi dotychczasowymi
        singlami, w tym Losing My Edge, Beat Connection i innymi cudami. Rewelacyjny
        prezent.

        Co bedzie dalej? Czy zacznie sie lawina w muzycznym swiatku?
        Z wywiadu z Murphym z Uncut:

        "My plan is to make a musical meteor the size of the fucking moon that
        radiates atomic heat as it sheds protons, that ploughs into the Pacific
        Ocean killing everything in its path except a single butterfly that plays
        bass like Jean Jacques Burnel from The Stranglers".

        !


        9. Whip - Atheist Lovesongs To God



        Przepiekna, klimatyczna plyta. Taka "poza czasem". Do odkrywania za kazdym
        kolejnym przesluchaniem, pelna smaczkow, melodii, nieoczekiwanych zwrotow
        akcji. Najblizej jej do zdegenerowanego folku, 'nowej fali' potraktowanej
        okrutnie, bo akustycznie. Chyba zad
        • hongkonggarden Re: 2 0 0 5 cd. 3 21.12.05, 03:08
          Chyba zadna plyta w tym roku tak pieknie nie
          dojrzewała, jak własnie ta.

          8. The National - Alligator

          O jednym utworze z tej plyty, "Karen":

          "Taka piekna ballada, jeszcze piekniejsza melodia, a zarazem w tekscie to
          prawie pornografia. I przesycony jadem glos. Urocze wyznanie."

          I taka jest cała plyta. Są tu kawałki, ktore mogłyby stac sie wielkimi
          hitami, na kazdej liscie przebojow, gdyby nie te teksty i wredne dysonanse,
          wprowadzane od czasu do czasu. Melodie tak wciagajace, ze ciezko odroznic
          refren od zwrotki.

          Nowofalowy rock z krwi i kości.

          7. Kate Bush - Aerial

          Plyta jest wrecz genialna.

          Jestem zdemolowany.

          I podkreslam, ze wcale nie jestem fanem Kasi. Ot, kiedys bardzo podobal mi
          sie jej debiut, kiedy to poznawalem "nową falę". Porazaly Wichrowe Wzgorza,
          to jasne. Jednoczesnie oczywiscie zachwycil mnie Don't Give Up z Gabrielem.
          Ale to wszystko byly jeszcze czasy podstawowki. Pozostale plyty byly juz
          srednie, chociaz Hounds Of Love momentami bylo piekne of korrrrs.

          Tymczasem na nowym albumie Kasia demoluje. Podzial na dwie plyty jest - na
          papierze - wrecz szokujacy. Na pierwszej plycie jest muzyka, na drugiej
          wlasciwie nic sie nie dzieje (ani melodii, ani kompozycji, takie pitu-pitu,
          ozywiane czasem przez szybszy rytm - choc pewnie tam tez jest sporo do
          odkrycia).

          Na pierwszej plycie zachwyca kazdy numer, to wlasciwie zbior perelek. Kasia
          nagrywala to wszystko 10 lat. I powstalo arcydzielo, nie boje sie uzyc tego
          górnolotnego slowa. Stworzyla wlasny muzyczny swiat, a za cos takiego nalezy
          sie * * * * * i nie ma ze boli. Ta plyta zachwyca jak Amelia. Z
          najprostszych spraw, slow, dzwiekow, melodii, pomyslow pozwala sluchaczowi
          przezyc to "cos". "Sztorm w basenie", ze zacytuje kluczową kwestie z jednego
          z utworow.

          Niby Kasia spiewa o sprawach codziennych, zwyklych, a brzmi tak niezwykle -
          to chyba jest najbardziej niesamowite. Chocby seks symbolizowany przez
          pralkę - genialne!!! I jeszcze w utworze rzucajacym na sluchacza urok (Mrs.
          Bartolozzi).

          6. Morrissey - Live At Earls Court

          Najlepsza plyta Mozza solo. Obecnie nie ma wokalisty tej klasy w swiecie
          muzyki rockowej. Zmiotl konkurencje. Mam wrazenie, ze Mozz jeszcze nigdy nie
          spiewal tak porywajaco i 'z uczuciem', jak wlasnie teraz.

          Niezwykly dobor utworow (bardzo szczegolne wyjatki z Kowalskich, prawie cala
          ostatnia plyta studyjna, zaskakujace dwa covery i strony B singli,
          praktycznie zadnych przebojow). I prawie kazdy numer lepszy niz w wersji
          studyjnej... You Know I Couldn't Last bije na glowe wersje z Quarry, Mozz
          wydaje sie bliski mordu... Te wszystkie RRRRRRRRRRRRRRRRR,
          ARRRRRRGHHHHHH..., wypelniające koncert robia niesamowite wrazenie. I
          cudowne wrecz zakonczenie, Last Night I Dreamt.

          Moj komentarz do tego genialnego koncertu w dwoch zdaniach:

          JA JESTEM BULDOŻER
          W TWOIM SERCU ORZĘ!!!

          5. Lao Che - Powstanie Warszawskie

          Hmm, chyba juz mam swoj ulubiony polski zespol rockowy...

          Wyjatkowy na polskiej scenie, pod kazdym wzgledem.

          1. Wokalista, ktoremu glos nie przeszkadza.

          2. Niebanalne kompozycje, ktorym nie przeszkadzaja melodie. Cudowne
          melodie!!! Ta, ktora pojawia sie w "Przebiciu do Srodmiescia", to Czerwone
          Gitary i Seweryn Krajewski w zyciowej formie. I o to chodzi!

          3. Hip hopowe podejscie do tekstow, na najwyzszym hip hopowym poziomie
          (czytaj: poetyckim!). Teksty na tej plycie robia wielkie wrazenie: autorzy
          skacza od utworow XVI-wiecznych, przez Baczynskiego i sample z Sikorskiego,
          do Siekiery / oh yeah! / i Chlopcow z Placu Broni!!! Do tego rzucaja miesem,
          wtedy, kiedy inaczej sie nie da. I o to chodzi.

          4. Myslenie o muzyce - rodowód wprost od The Clash z czasow London
          Calling/Sandinisty. Nareszcie ktos tak gra, jednoczesnie oryginalnie. Bawimy
          sie we wszystkie mozliwe style - od fortepianowego jazzu, przez poezje
          spiewana i stary dobry Black Sabbath z garazowych czasow Paranoid w "Koncu"
          z XVI-wiecznym tekstem... - do ska, rege, punku i metalu. I wszystko gra.

          5. Hicior pelna geba. Nie jakas tam ladna melodia ukryta pod ciezkimi lub
          "ambitnymi" dzwiekami, tylko najprawdziwszy 3-minutowy porywajacy, lekki
          hicior! Nareszcie. Dla mnie "Zrzuty" to polska piosenka nie tylko roku, ale
          co najmniej kilku ostatnich lat...

          6. Charakter. Wreszcie slucham polskiego zespolu, ktory ma swoj wyrazisty
          styl, nie oglada sie na zadne mody, ma gdzies pseudo-popisy. I nie gra
          pastiszow, tylko 'swoje'.

          7. Koncept-album, a bezpretensjonalny! Art-rockowcom pewnie trudno
          uwierzyc... A jednak mozna.

          8. I najwazniejsze: emocje, jakie bija od tej plyty. Klimat bardzo
          naturalny, bez silenia sie na 'pseudo-atmosfere powstania' (wala chlopcy po
          oczach, bez upiekszen), 'martyrologie' i t p . . . Pasja i pozamiatane.

          Jestem zachwycony. Oczywiscie, plyta jest nierowna. Sa fragmenty
          niedopracowane, nazbyt szorstkie. Czasem niepotrzebnie wydluzone. Death
          metalowe porykiwania na poczatku (fatalnym przez pierwsza minute) robia
          wrazenie wrecz komiczne. Ale w tym przypadku to naprawde nie ma ZADNEGO
          znaczenia. Za chwile wszystko nabiera rozpedu, poezji, niesamowitej
          atmosfery, szalenstwa.

          Wspaniala plyta, * * * * * i nie ma, ze boli.

          4. Richmond Fontaine - The Fitzgerald

          www.rockmetal.pl/recenzje/richmond.fontaine-the.fitzgerald.html
          3. Frank Black - Honeycomb

          Po co sluchac calej masy moze i swietnych plyt z
          gatunku alt.country, "klasyków", jak mozna siegnac po tegorocznego Blacka,
          ktory zostawia calą stawke alt.country-ową daleko w tyle. Facet nigdy z
          tym 'stylem' za duzo wspolnego nie mial (moze czasem cos z tego uslyszal),
          przyjechal do Nashville, jego kumpel skrzyknal tamtejszych legendarnych
          muzykow
          sesyjnych, zebrali sie w kilka dni, improwizujac na utworach-brudnopisach
          Blacka, napisanych najczesciej kilka dni wczesniej w pokoju hotelowym...
          Zupelnie obcy w tym towarzystwie i tej stylistyce, usiadl z nimi na moment,
          zagral na gitarze, zaspiewal, oni "uchwycili" ten moment, w powietrzu w
          studiu
          doszlo do malego tworczego HURAGANU i......... pozamiatane, plyta na
          * * * * *.

          Oczywiscie, zlozylo sie na to wiele przyczyn. Black akurat bral najwiekszy
          zakręt w swoim dotychczasowym zyciu (rozwód). Wracal tez jednoczesnie
          do "swojego" zespolu (Pixies). Wydawalo mu sie tez, ze wlasnie stracil calą
          wene tworczą. A emocje w nim wrecz kipialy. I z żoną (w trakcie rozwodu...)
          zaspiewal jeden z tych utworow na plycie (technicznie zrobili to tak, ze jak
          go
          nie bylo w studiu, to ona nagrala swoją partie wokalną, a jak on nagrywal
          swoją, to jej nie bylo - nie mogli juz na siebie patrzec, ale utwor
          nagrali "razem", niesamowite!). I tak dalej, opowiesci z tej sesji są
          niezwykłe...

          Na pierwszy rzut ucha na tej plycie niemal nie ma emocji, a za drugim
          przesluchaniem juz sie je odkrywa, nie tylko te podskorne, a potem zostaje
          tylko zachwyt i wielki szacun za takie skondensowanie przezyc w formie
          pozornie
          lekkich, genialnych piosenek.

          Porywająca płyta.

          2. Devendra Banhart - Cripple Crow

          Z czym mi sie Devendra dotad kojarzyl? Z jakims tam ciekawszym rockowym
          folkiem, czy alt.country, ktorym juz prawde mowiac bylem mocno znudzony. Na
          szczescie od ostatniej plyty Wilco nurt ten wlasciwie umarl, zespoly
          alt.country'owe zaczely grac albo nową fale (Bonnie Prince Billy na
          koncercie w Warszawie), albo soul (jak Lambchop), albo badziewie (wysoko
          oceniane przez krytykow). Coraz czesciej nie dalo sie tego sluchac
          (gwozdziem do trumny alt.country byla beznadziejna studyjna plyta tegoz
          samego Willa Oldhama-Bonnie Prince Billy'ego, "Master And Everyone") ,
          smutek doglebny mnie ogarnial.

          A tu takie zaskoczenie!

          Zacznijmy od recenzji "obrazkowej". Bowiem najlepsza recenzja nowej plyty
          Devendry wyglada tak:
          <a href="www.al
          • hongkonggarden Re: 2 0 0 5 cd. 3 21.12.05, 03:09
            najlepsza recenzja nowej plyty
            Devendry wyglada tak:
            www.allmanbrothersband.com/index.php?module=My_eGallery&do=showpic&pid=2780&orderby=dateD

            Devendra Banhart to - oczywiscie - mezczyzna, w dodatku hetero-seksualny
            (chyyyba, w kazdym razie ma dziewczyne...).

            Najlepsze plyty rockowe zaczyna sie od... sesji zdjeciowej! Kazdy, kto zna
            zdjecia z wewnetrznych stron okladki "For Your Pleasure" Roxy Music, winien
            przyznac racje (dla przykladu:
            archive.digitalroutes.co.uk/roxy/largeimages/roxymusic1972tent.jpg ,
            choc to nieco pozniejsza fotka). Devendra tez zaszalal na paru najnowszych
            sesjach dla prasy, z ktorych nie da sie zapomniec dlugich rozpuszczonych
            wlosow, koralikow, rozmarzonego romantycznego spojrzenia, pomaranczowych
            skarpetek, gubionych bialych klapkow...

            Ta plyta to przede wszystkim samba. Devendra wychowal sie w Wenezueli i to
            slychac natychmiast - nie wszystkie utwory są po angielsku, oj nie... Co
            jeszcze? Samba, samba i jeszcze raz samba. Taka z lekka sycylijska,
            korsykanska, grecka samba... Zorba by sie pewnie zachwycil, bo przeciez
            "Cripple Crow" to taka piekna katastrofa...

            Juz pisalem: w jakims sensie to reinkarnacja Marca Bolana. Najlepiej slychac
            to po... chorkach! Rewelacyjnych chorkach!!! Takich chorkow jak na
            najnowszej plycie Devendry nie nagrywano na plytach rockowych od lat 70., a
            scisle od "Slidera" T. Rexa! Chorki są rozbestwione i wredne, czyli takie,
            jakie chorki zawsze powinny byc.

            Niestety, w odtwarzaczu znowu: Devendra Banhart - Cripple Crow, Franz dlugo
            nie wytrzymal dlugowlosej konkurencji. I te melodie, psychodelia (czytaj:
            lekka dekonstrukcja pozytywizmu muzycznego, przejawiająca sie w normatywnej
            koncepcji rachunku nieprawdopodobienstwa), monty-pythonowska aranzacja,
            kompozycja wenezuelska, ech...

            Jest noc, dochodzi pierwsza. Za chwile zacznie sie numer 13, "Inaniel". Nie
            slyszalem w tym roku piekniejszej ballady. Zaczyna lekko uroczy gitarowy,
            akustyczny motyw. Za chwile dolacza przepieknie, poruszajaco, wiolonczela.
            Po czym spiewa juz Devendra po portugalsku (albo hiszpansku, kto go motyla
            noga wie) tak zarazliwą, cudowną melodię, ze tylko ksiezyca za oknem
            brakuje. I powtarza, cedzi to slowo, imię jak sądzę: "Inaniel", "Inaniel",
            "Inaniel", "Inaniel", "Inaniel", "Inaniel", "Inaniel", "Inaniel", ......
            A to nie koniec, jeszcze zupelnie niesamowita zenska wokaliza,
            wybrzmiewajaca wiolonczela... Ech...!

            Dobra, wracamy do sedna. Jak juz pisalem wczesniej, to przeciez zrzyna z
            Bolana. T. Rexem smierdzi na odleglosc. Ale jakie to ma znaczenie??? Plyty
            slucha sie rewelacyjnie, mam nadzieje, ze Marc w zaswiatach tez to slyszy i
            sie cieszy...

            Po "Inaniel" nadchodzi "Hey Mama Wolf". I jak tytul zobowiazuje, wyją wilki,
            a w lasach pelno zwierza. Devendra wedruje po puszczy niczym Czerwony
            Kapturek, podspiewuje sobie tę melodię (nie, nie uwolnie sie od niej w tym
            roku), przeskakuje polana, rzuca szyszkami w sęki... Jak wypadne niedlugo na
            wypad do lasu kabackiego, mam juz naczelną piosenke trapersko-kapturkową!

            Zwykle tak na koniec roku okazuje sie, ze za najlepszą plyte roku uznaję
            jakies smęty, klimatyczne, zamglone smuty itp. Tymczasem - nareszcie! - w
            tym roku wyszla plyta fantastycznie wpadajaca w ucho, nabita hiciorami, a
            jednoczesnie tak radosna i pelna zycia, ze nie mozna sie jej oprzec! Wielu
            znajomych narzeka ostatnimi czasy na wspolczesna muzyke - nieslusznie!
            Dopoki powstaja takie plyty, po prostu chce sie zyc.
            ____________________________________________________________________


            1. Bettye LaVette - I've Got My Own Hell To Raise

            Babsko jest czarne jak diabeł. Śpiewa soul, blues i inne style w smole
            kąpane. Jest juz dobrze po szescdziesiątce, slawe ma juz dawno za sobą. I
            doszlo najwyrazniej do wniosku, ze przed smiercią ma cos swiatu do
            powiedzenia. Zebralo elektryczny, energetyczny sklad. Wzielo ten mikrofon do
            reki i wypluło, wyrzucilo z siebie wszystkie emocje nagromadzone przez
            ostatnie 30 lat.

            I wygrało.

            --

            michal
            • pszemcio1 Re: 2 0 0 5 cd. 3 21.12.05, 09:10
              człowiek mysli ze zna wszystko co najwazniejsze w tym roku a potem jeden z
              drugim se podsumowanie piszą i ...mozna wpaśc w depresję;) oczywiście tez
              umieszczę tu swoja liste ale skoro tak sie rozpisałeś to nie moge sobie ot tak
              wypisać. Sie musze przygotować:)
          • cze67 Re: 2 0 0 5 cd. 3 21.12.05, 11:16
            Z Twojej listy znam tylko jedną płytę: Lao Che. I podzielam Twe zachwyty nad
            nią. Słucham jej od kilku tygodni często. Co ciekawe, i mnie najbardziej
            podobają się z niej właśnie "Zrzuty". Znakomity, energetyczny kawałek. I ten
            tekst: Nie nasza rzecz, nasza rzecz naszą robić rzecz... Na takie zabawy słowne
            pozwalał sobie jedynie mistrz Przybora (no i Janerka).
              • grimsrund Re: 2 0 0 5 cd. 3 21.12.05, 12:26
                Kolega H. poszalał objętościowo, i merytorycznie też. I odsunął również w
                czasie moją listę - do czasu zapoznania się jeszcze z tym oraz owym, za co
                dzięki wielkie.
                • maff1 Re: 2 0 0 5 cd. 3 21.12.05, 14:40
                  ogłaszanie takiej listy - tj. z baaaaaaaaaardzo obszernym komentarzem to jest
                  normalne swiństwo. I jest nieprzyzwoite.
                  Teraz juz prawie nikt nie zamiesci swojego zestawienia.
                • hongkonggarden Re: 2 0 0 5 cd. 3 22.12.05, 01:53
                  > Kolega H. poszalał objętościowo, i merytorycznie też. I odsunął również w
                  > czasie moją listę - do czasu zapoznania się jeszcze z tym oraz owym, za co
                  > dzięki wielkie.

                  Do usług!

                  Smutno mi troche, ze moja 'plyta roku' nie pojawia sie w zadnych
                  podsumowaniach. Ciagle tylko jakies Sufjany (mila plyta, ale nie te emocje...),
                  Franze i inne Paski. A dobry soul trzyma sie mocno. Chocby numer finalowy -
                  "Sleep To Dream". Powalajacy. Albo takie piekne "ksiezycowe" ballady,
                  jak "Just Say So". Bettye LaVette sciela dla mnie konkurencje, polecam mocno
                  kazdemu, kto szuka w muzyce emocji i 'duszy'.

                  Jeden tylko facet zgadza sie ze mną co do "plyty roku 2005". Elvis Costello.

                  michal
                  • winoman Re: 2 0 0 5 cd. 3 25.12.05, 20:39
                    > Smutno mi troche, ze moja 'plyta roku' nie pojawia sie w zadnych
                    > podsumowaniach.
                    (...)
                    > Bettye LaVette sciela dla mnie konkurencje, polecam mocno
                    > kazdemu, kto szuka w muzyce emocji i 'duszy'.
                    >
                    > Jeden tylko facet zgadza sie ze mną co do "plyty roku 2005". Elvis Costello.

                    Gdybym znał, może i u mnie by się pojawiła, zachęcony Twoją opinią poszukam.

                    Pozdrawiam!
                  • dziewczyna_mickiewicza Re: 2 0 0 5 cd. 3 22.04.06, 10:20
                    znalazlam. posluchalam. spodobala mi sie niesamowicie. gdyby nie twoje
                    podsumowanie nie mialabym pojecia - dziekuje bardzo:)
                    ps. niestety, u mnie plyta roku 2005 byla juz zajeta (wszyscy zapewne wiedza,
                    przez kogo;)), ale ta bettye lavette to kawal dobrej muzyki, naprawde:)
            • obly Re: 2 0 0 5 cd. 3 21.12.05, 14:57
              ja tylko chciałbym przypomnieć że ci sami kolesie wplątani byli tylko w bardzo
              dobre płyty:

              - Koli Szemrany (wyszedlem do sklepu po mleczko nie było... ;)))
              oraz (warszawa lata 20-30)
              - Gusła już jako Lao Che (nawiązania do ogniem i mieczem)

              Mają bardzo przemyslane płyty od środka a muza jakby się potem sprawnie sama
              nanizuje na ideę.. wkąpanie siew tej muzie jest baaardzo przyjemne. i każda
              płyta jest inna.
              Jest to rzadkie ostatnio żeby ktos tak bardzo zastanawiał sie nad tym co robi
              why and co chce osiągnąć ;))) i bez kompromisów osiągał to co założone.
            • hongkonggarden Re: 2 0 0 5 cd. 3 22.12.05, 01:47
              >Lao Che. I podzielam Twe zachwyty nad
              > nią. Słucham jej od kilku tygodni często. Co ciekawe, i mnie najbardziej
              > podobają się z niej właśnie "Zrzuty". Znakomity, energetyczny kawałek. I ten
              > tekst: Nie nasza rzecz, nasza rzecz naszą robić rzecz... Na takie zabawy
              słowne
              >
              > pozwalał sobie jedynie mistrz Przybora (no i Janerka).

              I wyobraz sobie, ze na koncertach grali to w ok. poltorej minuty...

              michal
          • winoman Re: 2 0 0 5 cd. 3 25.12.05, 20:36

            > 7. Kate Bush - Aerial
            >
            >
            > Tymczasem na nowym albumie Kasia demoluje. Podzial na dwie plyty jest - na
            > papierze - wrecz szokujacy. Na pierwszej plycie jest muzyka, na drugiej
            > wlasciwie nic sie nie dzieje (ani melodii, ani kompozycji, takie pitu-pitu,
            > ozywiane czasem przez szybszy rytm - choc pewnie tam tez jest sporo do
            > odkrycia)

            Właśnie. Moim zdaniem pierwsza płyta jest tylko łagodnym wstępem do drugiej,
            napięcie wciąż rośnie, a ostatnie trzy utwory drugiej płyty, "Somewhere in
            between", "Nocturn" i "Aerial" to prawdziwe arcydzieła. Dla mnie płyta roku,
            przynajmniej w szeroko rozumianej kategorii rockowo-popowej, o drugie miejsce
            walczą Plant i Cave).

            Pozdrawiam!
            • pytajnick Re: 2 0 0 5 cd. 3 22.04.06, 00:49
              grimsrund napisał:

              > > 4. Richmond Fontaine - The Fitzgerald
              >
              > Się zapoznano wreszcie. I jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze raz. I
              > doceniono. Oj, doceniono :)

              Gdyby cała płyta - rzeczywiście śliczna - była taka jak pierwszy utwór, to byłby
              album roku prawdopodobnie.

              Zbieg okoliczności - poszukiwałem dziś tego wątku bo do "poppiosenek roku"
              chciałem dodać "Nine million bicycles" Katie Melua.
              • grimsrund Re: 2 0 0 5 cd. 3 22.04.06, 01:29
                Ja może też bym dodał, bo płytę Meluuówny ostatnio przesłuchałem i się
                spodobała, ale w porę mi powiedziano, że to w radiach jakichś tłuką ponoć bez
                litości :)

                A wracając do Fontaine'a - jak teksty piosenek zazwyczaj zlewam ciepłym moczem,
                tak tutaj po prostu nie dały się one zignorować. Z niewieloma innymi artystami
                tak miałem - przede wszystkim Dylan, a z młodszych Jim White, może kilku innych
                jeszcze... Znaczy się - Willy Vlaut pisać umi.
    • janek0 Prośba... 21.12.05, 15:10
      do następnych piszących swoje listy. Czy możecie nie wklejać ich z wordów czy
      temu podobnych, a jeśli już wkleicie to poprawić w przeglądarce ? Bo się będzie
      łamanie rozlatywać, tak jak koledze Ogródkowi się rozleciało, i trudno się to
      czyta. Może też (chociaż sam jestem winny takich praktyk <bije się w piersi>)
      dałoby się zrobić oddzielnie listę+recenzje i osobno samą listę ? (Może doróbmy
      osobny wątek 2005 - listy, tak, żeby było czytelnie ?)

      A w ogóle, to dzięki za wyczerpujący głos, chociaż z częścią tego co piszesz (i
      czego nie piszesz) się nie zgadzam (np. z wysoką pozycją Alligator, Lao Che,
      entuzjazmem dla Spoon i Gorillaz, prze-prze-prze-hajpowanym Anthonym, brakiem
      Sufjana, obwieszczeniem końca alt country, i wyciąganiem za uszy Dekoral). Ja
      może coś napiszę w styczniu...
      • jack9 Re: Prośba... 21.12.05, 15:58
        janek0 napisał:

        > do następnych piszących swoje listy. Czy możecie nie wklejać ich z wordów czy
        > temu podobnych, a jeśli już wkleicie to poprawić w przeglądarce ? Bo się
        będzie
        > łamanie rozlatywać, tak jak koledze Ogródkowi się rozleciało, i trudno się to
        > czyta. Może też (chociaż sam jestem winny takich praktyk <bije się w piersi
        > >)
        > dałoby się zrobić oddzielnie listę+recenzje i osobno samą listę ? (Może
        doróbmy
        > osobny wątek 2005 - listy, tak, żeby było czytelnie ?)

        Popieram
        mam wrażenie że ten wątek mógłby juz służyć wyłacznie do dyskusji o liście
        michał (bo jest o czym dyskutować) a i tak sie zrobił obszerny i troche trudny
        w obsudze.
        Popieram równiez to że powinien siepojawić osobny wątek z samymi listami ( bez
        kometarzy) taki wątek bedzie potem łatwo zamienić w podsumowanie całego Forum

        Swoją listę mam gotową
      • hongkonggarden Re: Prośba... 22.12.05, 02:07
        > dałoby się zrobić oddzielnie listę+recenzje i osobno samą listę ? (Może
        doróbmy
        > osobny wątek 2005 - listy, tak, żeby było czytelnie ?)

        Achtung! Tylko zeby nie bylo tak, ze rzuci sie samą liste, bez komentarza. Bo
        tak wtedy moze byc... I wtedy bedą to listy dla ksiegowych...

        > A w ogóle, to dzięki za wyczerpujący głos, chociaż z częścią tego co piszesz >
        (i
        > czego nie piszesz) się nie zgadzam

        Tom oczywiscie lista subiektywna. Obiektywna (w miare mozliwosci) na pewno
        bylaby inna. Ale po co mam sie trudzic jakimis obiektywnymi osądami, jak moge
        po prostu walnąć, co mnie ruszylo najbardziej w tym roku.

        >(np. z wysoką pozycją Alligator,

        Ostatnio posluchalem znow po pewnym czasie i zabrzmiala jeszcze lepiej niz
        kiedys... * * * * *

        >prze-prze-prze-hajpowanym Anthonym,

        13. miejsce to za wysoko??? Dla TAKIEJ plyty??? Jasne, mnostwo podobnych plyt
        soulowych kiedys powstalo - pisalem to wielokrotnie, Antony nie jest w zadnym
        razie oryginalny, po prostu nagral dobrą plytę soulową w starym stylu w
        czasach, kiedy sie takich plyt nie nagrywa - ale plyta jest naprawde dobra.
        Dlatego u mnie na miejscu 13. Serio myslisz, ze powinna byc nizej?

        >brakiem
        > Sufjana,

        Dla mnie przereklamowany, sorry. I wyprany z emocji. Jakos nie moge ich
        uslyszec, za dziesiatym przesluchaniem. Argumenty, ze te emocje są "podskorne",
        jakos do mnie nie przemawiają. Ale moze ja za duzo soulu slucham, muzyki, gdzie
        emocje są najwazniejsze. Isley Brothers ostatnio ze srodkowego,
        psychodelicznego, jeszcze nie funkowego okresu chwycilem - rewelacja! I gdzie
        tu takiemu Sufjanowi do nich???

        >obwieszczeniem końca alt country,

        Dwa koncerty w Warszawie: Bonnie Prince Billy i Lambchop. Dwie niekwestionowane
        gwiazdy alt.country. Dwa fenomenalne koncerty. I nic wspolnego z alt.country
        nie miały. Wniosek nasuwa sie sam: poszli juz duzo dalej, rozwineli sie. I
        kropka.

        >i wyciąganiem za uszy Dekoral

        Obiektywnie zgoda - plyta normalna, jakich moze i calkiem sporo. Subiektywnie -
        ZEEEEEEEEEW CTUHLUUUUUUUUUUUUUUU!!!!

        michal
        PS. Twoja tegoroczna skladanka jest swietna!!!
        • janek0 Re: Prośba... 24.12.05, 00:53
          hongkonggarden napisał:

          > > A w ogóle, to dzięki za wyczerpujący głos, chociaż z częścią tego co pisz
          > esz (i czego nie piszesz) się nie zgadzam
          > Tom oczywiscie lista subiektywna. Obiektywna (w miare mozliwosci) na pewno
          > bylaby inna. Ale po co mam sie trudzic jakimis obiektywnymi osądami, jak moge
          > po prostu walnąć, co mnie ruszylo najbardziej w tym roku.
          Nie ma list innych niż subiektywne. Ale nie zaczynajmy może TEJ dyskusji ;)

          > >(np. z wysoką pozycją Alligator,
          > Ostatnio posluchalem znow po pewnym czasie i zabrzmiala jeszcze lepiej niz
          > kiedys... * * * * *
          Tutaj muszę odszczekać. Oczywiście (w typowy sposób dla siebie) pomyliłem
          artystę: miałem na myśli nie The National, tylko Wolf Parade, którego to
          nieszczęścia ty szczęśliwie nie wymieniasz. No, trochę mnie usprawiedliwia to,
          że i jedno i drugie ma coś wspólnego ze zwierzętami :)

          > >prze-prze-prze-hajpowanym Anthonym,
          > 13. miejsce to za wysoko??? Dla TAKIEJ plyty??? Jasne, mnostwo podobnych plyt
          > soulowych kiedys powstalo - pisalem to wielokrotnie, Antony nie jest w zadnym
          > razie oryginalny, po prostu nagral dobrą plytę soulową w starym stylu w
          > czasach, kiedy sie takich plyt nie nagrywa - ale plyta jest naprawde dobra.
          > Dlatego u mnie na miejscu 13. Serio myslisz, ze powinna byc nizej?
          Absolutnie uważam, że nie zasługuje na miejsce wśród najlepszych płyt roku.
          Wokal tego pana mi się kojarzy z Michałem Bajorem :D (te straszne wibrata),
          kompozycyjnie jest przeciętnie, a tekstowo raczej słabo (aspekt hmm
          transseksualny tego dzieła jakoś do mnie nie przemawia, zbyt oczywisty jest). I
          z tym soulem też bym polemizował, chociaż np. my lady story kołysze soulowo, i
          owszem.


          > >brakiem
          > > Sufjana,
          > Dla mnie przereklamowany, sorry. I wyprany z emocji. Jakos nie moge ich
          > uslyszec, za dziesiatym przesluchaniem. Argumenty, ze te emocje są "podskorne"
          > jakos do mnie nie przemawiają. Ale moze ja za duzo soulu slucham,
          Bo Sufjan jest wyrafinowany, znacznie bardziej niż A&TJ, i śmiem twierdzić, że
          bardziej niż większość soulu <zakłada kask>. Weźmy taki Casmir Pulaski Day,
          kawałek który jest zbudowany na kontraście między tekstem i aranżacją/melodią, i
          właśnie dlatego jest tak porażający. Gdyby z tego zrobić minimalistyczny utworek
          w minorowej tonacji i dać Anthonemu, to by była katastrofa. A neutralna
          interpretacja Sufjana jeszcze tutaj dokłada...

          > >obwieszczeniem końca alt country,
          > Dwa koncerty w Warszawie: Bonnie Prince Billy i Lambchop. Dwie niekwestionowan
          > gwiazdy alt.country. Dwa fenomenalne koncerty. I nic wspolnego z alt.country
          > nie miały. Wniosek nasuwa sie sam: poszli juz duzo dalej, rozwineli sie. I
          > kropka.
          To trochę tak, jakby ogłaszać koniec rocka po tym, jak McCartney nagrał oratorium :>

          > PS. Twoja tegoroczna skladanka jest swietna!!!

          Wszystkie moje składanki są świetne ;^)
          • hongkonggarden Alt.country is dead. Undead! Undead! 24.12.05, 15:33
            > > >(np. z wysoką pozycją Alligator,
            > > Ostatnio posluchalem znow po pewnym czasie i zabrzmiala jeszcze lepiej ni
            > z
            > > kiedys... * * * * *
            > Tutaj muszę odszczekać. Oczywiście (w typowy sposób dla siebie) pomyliłem
            > artystę: miałem na myśli nie The National, tylko Wolf Parade, którego to
            > nieszczęścia ty szczęśliwie nie wymieniasz. No, trochę mnie usprawiedliwia to,
            > że i jedno i drugie ma coś wspólnego ze zwierzętami :)

            Oj, Wolf Parade i The National to kompletnie inne bajki. A "Alligator" to
            naprawde znakomita plyta, mocno polecam.

            >A neutralna
            > interpretacja Sufjana jeszcze tutaj dokłada...

            Mimo wszystko nie lubie neutralnych interpretacji. Bezjajeczne takie. A teraz
            wlasnie Święta, to i jaja bezwzglednie konieczne! U Sufjana ich nie ma.
            Moglby zaspiewac swietną piosenke Kur z plyty P.O.L.O.V.I.R.U.S. o zwyczajach w
            Babilonie...

            > > >obwieszczeniem końca alt country,
            > > Dwa koncerty w Warszawie: Bonnie Prince Billy i Lambchop. Dwie niekwestio
            > nowan
            > > gwiazdy alt.country. Dwa fenomenalne koncerty. I nic wspolnego z alt.coun
            > try
            > > nie miały. Wniosek nasuwa sie sam: poszli juz duzo dalej, rozwineli sie.
            > I
            > > kropka.
            > To trochę tak, jakby ogłaszać koniec rocka po tym, jak McCartney nagrał
            oratori
            > um :>

            A jednak bede sie upieral. No bo to jest tak: Lambchop nagral dwie plyty
            soulowe spod znaku Motownu - bez dwoch zdan (z czego zresztą Wagner jest bardzo
            dumny). Bonnie Prince Billy przyjechal do Warszawy i dal taki czadowy koncert
            elektryczny, ze hej. Banhart gra sambę. Wilco na ostatniej plycie przywalilo
            juz w pierwszym numerze taaaaaaką solówą gitarową, niemal niekonczącą się, co
            nie ma juz kompletnie nic wspolnego z alt.country. I to są przeciez glowni
            dotychczasowi przedstawiciele tego stylu. A inni, jak np. Richmond Fontaine,
            usunęli z instrumentarium (celowo, jak mowią w wywiadach) steel guitar i
            wszystko, co sie z country kojarzy.
            Natomiast klasyczną plyte alt.country nagral... Frank Black.
            Dlatego postawilem taką tezę, jasne, ze ryzykowną, ale pewne podstawy widzę. I
            temat do dyskusji, oczywiscie. Najlepiej przy piwie.

            michal
            • kubasa Re: Alt.country is dead. Undead! Undead! 24.12.05, 16:08
              hongkonggarden napisał:

              > A teraz
              > wlasnie Święta, to i jaja bezwzglednie konieczne! U Sufjana ich nie ma.
              > Moglby zaspiewac swietną piosenke Kur z plyty P.O.L.O.V.I.R.U.S. o zwyczajach
              > w Babilonie...

              UHUHUHUHAHAHAHAH ale śmieszne, polaliśmy wszyscy :|
                • hongkonggarden Re: Alt.country is dead. Undead! Undead! 26.12.05, 02:08
                  > Też bym się pośmiał, ale tylko gdyby to śmieszne było... :)

                  Serio nie rozumiem, co takiego jest w tym Sufjanie, pomijając zrzynki.
                  Ładne melodie, niezle teksty. Zero emocji. Za dwa lata juz o tej plycie nie
                  bede pamietal. Jakze inaczej brzmi przy niej tegoroczna plyta koncertowa
                  Morrisseya, ktora ma wszystko: melodie, teksty, emocje i porywa w dodatku... Ja
                  wiem, ze odbior muzyki to kwestia gustu itd., ale nie widze na razie argumentow
                  przemawiajacych przeciwko brakowi emocji na tej plycie. A muzyka "neutralna"
                  (zwlaszcza w przypadku głosu) juz zupelnie do mnie nie przemawia, nawet jesli
                  teksty są mocne. I tyle.

                  michal
        • dziewczyna_mickiewicza Re: Prośba... 22.04.06, 12:14
          > Dwa koncerty w Warszawie: Bonnie Prince Billy i Lambchop. Dwie
          > gwiazdy alt.country. Dwa fenomenalne koncerty. I nic wspolnego z alt.country
          > nie miały. Wniosek nasuwa sie sam: poszli juz duzo dalej, rozwineli sie. I
          > kropka.

          gdyby od czasu 'grievous angel' parsonsa nic sie w alt.country nie zmienilo to
          byloby co najmniej dziwne... na koncercie lambchop bylam - zaiste wspanialy -
          ale nie powiedzialabym, ze jest on jednoczesnie potwierdzeniem smierci nurtu, z
          ktorego wyszli kurt w. i jego ekipa. rozwoj danego gatunku, a takze
          poszukiwania jego przedstawicieli nie powinny byc chyba odczytywane jako
          koniec, a jako punkt wyjscia do czegos nowego. jak dla mnie samo szufladkowanie
          muzykow ciasno w gatunkach jest idiotyzmem - i im mniej sie mieszcza w tych
          szufladkach, tym lepiej dla mnie, jako sluchacza:) a z alt.country zawsze
          (przynajmniej dla mnie) bylo tak, ze to kytykom ten termin ulatwil wlasnie
          szufladkowanie artystow, ktorych nie mogli ot tak wrzucic pod 'country', 'folk'
          czy 'rnr'. co do 'poszukiwan', posluze sie moim ulubionym odnosnikiem, ktory
          akurat tutaj pasuje jak ulal: pomiedzy 'heartbreakerem' a 'cold roses' i 'jcn'
          (bo obie, a juz szczegolnie druga mozna spokojnie pod alt.country podpiac)
          adams nagral sporo 'innych' rzeczy (m.in. folkrockowe 'gold' i
          gitarowy 'rock'n'roll'), co nie przeszkodzilo mu z powrotem wrocic w muzyczne
          rejony debiutu.
          eksperymenty i pozorne 'odchodzenie' od zrodla dziala raczej na korzysc gatunku
          niz na jego szybkie wymarcie, ale moze sie myle;)
          • grimsrund Re: Prośba... 23.04.06, 11:11
            I dobrze. Precz z etykietkami! Na przykład ostatnio słuchałem sobie pana Masona
            Jenningsa. Niby nie oryginalny, a płyta krótka, bo jakieś 31 minut, do tego coś
            o polityce bredzi, trochę jak młody Dylan. Ale jak dobrze się słuchało - ani
            przez chwilę nie zastanawiałem się czy to altkantry, czy folk czy inne ****wico.

            A tak przy okazji - zapomniałem powitać zmartwychwstałą nam Dziołchę! :)
    • pszemcio1 Re: 2 0 0 5 22.12.05, 13:37
      Moje podsumowanie 2005. Starałem się streszczać. Nie wiem jak wam, ale mi się
      rok całkiem podobał

      25. White Stripes – „Get behind me satan” – wyobrażam sobie że niezbyt wielu
      forumowiczów ich wymieni. Ja jednak konsekwentnie będę twierdził, że to kapela
      godna uwagi. Na szacunek zasługuje fakt że tym albumem nie odcięli kuponu od
      Elephanta. Krok do przodu + świetny koncert w Gdyni (co tez rzutuje na moja
      ocenę)

      24. Bright eyes – „I’m Awake its morning” – daleki jestem od zachwytów, jakie
      towarzyszyły premierze tego albumu. Mało tego, według mnie zarówno „Fevers and
      mirrors” jak i „Lifted” były albumami kompozycyjnie lepszymi. Ale nie sposób
      pominąć tego wydawnictwa w podsumowaniu, bo mimo wszystko to jednak
      nadal „trzymanie klasy.” No i jest jeden absolutny killer - „First day of my
      life”

      23. Art. Brut – „Bang Bang rock and roll” - trudno ukryć uśmiech gdy słucha się
      tych prościutkich nagrań. Wokalista, który nie bardzo potrafi śpiewać, świetne
      teksty o tym jak „mój młodzy brat odkrył rocka” itd. Najbardziej imprezowa
      płyta roku. Produkt raczej jednego sezonu, ale uroczy trzeba przyznać.

      22. Elbow – „Leadders of the free world” – byłem chyba jedyną osobą na świecie,
      która grymasiła po wysłuchaniu tej płyty. Ale spokojnie, nie jest źle. Po
      prostu wymagam więcej bo jako fan Elbow chciałbym, by nagrywali rzeczy wielkie.
      A oni po prostu stworzyli kolejną pełną uroku i ciepła płytę. Na zimę jak
      znalazł

      21. Smog – „A river aint to much to love” - trochę obsesyjnie w tym roku
      podchodzę do Callahana. Ciągle mam wrażenie że niezbyt to doceniany u nas
      artysta. Kolejny jego album to bardzo oszczędne w dźwięki „smędzenie z klasą”.
      Nie wszyscy to lubią, ja uwielbiam.

      20. Mercury Rev – „Secret Migration” – kolejna kapela, która według wielu
      wydała album będący rozczarowaniem. Bzdura! Posłuchajcie raz
      jeszcze „Vermillion” albo „First time mother’s Joy”. W przypadku takich kapel
      zawsze jest problem, bo jak się wydaje „All is dream” i „Deserts Songs” to
      trudno potem sprostać wymaganiom. Ale wystarczy spróbować odciąć się od
      przeszłości, a ten krążek zasmakuje zupełnie inaczej

      19. Wilderness – „Wilderness” – Rzecz mroczna i posępna, wciągająca choć
      monotonna. Duży wpływ wokalu Johna Lydona z Sex Pistols. Mało takich klimatów
      ostatnio

      18. Oasis – „Dont believe the truth” – nie tylko w nich nie wierzyłem; ja nawet
      nie byłem ich fanem. I stała się rzecz dziwna – od tego albumu jestem. Jak dla
      mnie ich najlepsza rzecz, najsurowsza, najbardziej rockowa i zadziorna. I tylko
      jedna refleksja – cos takiego mieli wydać po „(Whats the story) morning glory?”

      17. Bloc Party – „Silent Alarm” – Gang of Four przeżywa dziś wielki powrót nie
      za sprawą nagrywania na nowo starych albumów, a za sprawą inspiracji, jakie z
      nich czerpią młodzi. Bloc Party stoją na czele stawki. Gdyby cały album był
      taki jak pierwsza połowa, byłaby pierwsza dziesiątka

      16. Maximo Park – „Certain Tigger” – musiał wreszcie powstać taki album; tak
      bardzo angielski. Jak dla mnie najlepsze melodie od czasów „Parklife”.

      15. Doves – „Some cities" – Nie byłem zachwycony „Last broadcast” i pewnie
      dlatego przyjąłem „Some cities” z taka ulgą. Nie obchodzi mnie, że się
      powtarzają; jak dla mnie tak przejmujące rzeczy jak „Walk on fire” mogą
      nagrywać do końca kariery.

      14. Clap your hans say yeah – s/t – uwielbiam wokalistów tak wiele
      zawdzięczających Talking heads i Modest mouse. Surowy album nowojorczyków po
      każdym przesłuchaniu wciąga bardziej i doskonale rokuje na przyszłość. Inna
      sprawa, że gdyby nie Pitchfork, pewnie nikt by o nich nie słyszał.

      13. Devendra Banhart – „Cripple crow” - płyta za długa, ale to nie zmienia
      faktu, że tego neo-hippisa się nie da nie lubić.

      12. Antony And The Johnsons – „I am the bird now” – Antony ma swoje 5 minut
      (mam nadzieję że nawet więcej). Zrozumiem jeśli ktoś stwierdzi, że ten wokal
      jest irytujący; zrozumiem jeśli ktoś powie, że teksty typu „pewnego dnia będę
      piękna kobietą” nie wszystkich wprawia w euforię. Dla mnie fakt że Antony jest
      transseksualistą dodaje dziełu niezbędnej dozy perwersji (nie wątpię, że dzięki
      niej Lou Reed tak bardzo chciał wypromować Antonego). Nie wątpię też, że każdy
      z tych utworów to taka soulowa perełka. A wykonany z Boyem Georgem „You are my
      sister” to prawdziwy przejaw geniuszu.

      11. My morning Jacket – „Z” – Ten album ma kilka oblicz. Tradycyjne, czerpiące
      z klasyki rocka (Young się klania) jak i to nowsze (Flaming lips, Mercury rev,
      wokalnie – Satchel). Nie ukrywam że My Morning Jacket bardziej pasują mi w tej
      drugiej opcji. Dwa pierwsze songi z tej płyty to killery absolutne. Ale też bez
      przesady – całość jest niesamowicie równa. Bravo!

      10. The boy least likely to – „The best party ever” - gdyby spojrzeć na nich
      pod kątem inspiracji, pewnie by się okazało, że to nic wielkiego. Ale ten
      zespół ma to coś. Aura, infantylizm, opowieści o nocnych zwidach, potworach i
      pająkach, ujęte w ramy beatlesowskich melodii bardzo mi odpowiadają. Tylko
      szkoda że nie zaistnieli bardziej. Może po następnej płycie...

      9. Sigur Ros – „Takk...” – gdyby odjechali dalej w klimaty „()”, pewnie nawet
      bym po to nie sięgnął. Ale „Takk...” to powrót do piosenek (no dobra – pieśni).
      Poszerzyli środki wyrazu (momentami to rockowy album – oczywiście w takim
      zakresie, w jakim rockowy album może nagrać Sigur) no i potwierdzili że nie są
      kapelą jednej płyty.

      8. The New Pornographers – „Twin cinema” – nie jest łatwo nagrać zbiór tak
      nośnych, gitarowych piosenek bez popadania w banał. Tak naprawdę pod tymi
      gitarami kryje się bezwstydny pop najwyższej klasy.

      7. Animal Collective – „Feel” – nie mogę już czytać tekstów, w których
      nieustannie formułowane są porównania do „Pet Souns”. Ok., trudno o inne
      skojarzenia niż Beach Boysi, ale trzeba przyznać że Animal Collective
      wykorzystują ich tradycje jedynie jako środek do tworzenia czegoś absolutnie
      swojego. I choć to album nierówny, to siła (wręcz geniusz) takich utworów
      jak „Grass” czy „Banshee Beat” winduje ich w tym podsumowaniu bardzo wysoko

      6. Sufjan stevens – „Illinois” – był czas gdy myślałem: „album roku”. Dziś nie
      jestem już tak pełen euforii choć to nadal ścisła czołówka. Fakt – płyty za
      długa, zyskałaby gdyby ja skrócono o 3 utwory. Ale z drugiej strony – co
      wyrzucić (???!!!), skoro całość tak równa, bogata w brzmienia i tak umiejętnie
      poukładana. Wypada się pokłonić i czekać na kolejne odsłony historii Ameryki.

      5. Wolf Parade – „Apologies to the Queen Mary” – Wolf parade są cool, Wolf
      Parade są kumplami Arcade Fire, Wolf Parade są z Kanady. Dawno nie było
      wydawnictwa, które byłoby tak bardzo trendy (nie u nas oczywiście), a
      jednocześnie tak dobre. Wyrasta z tego jakaś nowa fala (Arcade Fire, Clap Your
      Hands..., Wolf Parade). Nie sadzicie?

      4. Andrew Bird – „Mysterius production of eggs” – Andrew, skrzypek z Chicago
      zaskoczył wszystkich. Od lat nagrywał świetne albumy, ale żeby aż tak? Gość ma
      teraz taki status, że na kolejne krążki będziemy czekać jak na albumy Sufjana.
      I bardzo dobrze.

      3. Eels 
      • pszemcio1 Re: 2 0 0 5 22.12.05, 13:39
        3. Eels – „Blinking lights and other revelations” – Nikt już niczego nie
        oczekiwał. Mało kto pamiętał o Marku Everettcie. A tu co? Ano najlepszy krążek
        w karierze i do tego podwójny (nie odzwierciedlają tego roczne podsumowania,
        ale odzwierciedlają recenzje) Opowieść o życiu ujęta z perspektywy gościa,
        który wszystko już stracił („Hey man! Now you really living!”)

        2. Broken social scene – „Broken Socvial Scene” – Szczęka opadła gdy to
        usłyszałem. Czekanie na ten album to była katorga (Podołają? Uniosą ciężar „You
        Forgot...”?) No i jest! Płyta, która jak dla mnie przebija wszystko co
        stworzyli do tej pory i sprawia, że Broken Social Scene jawi się jako
        najważniejszy zespół ostatnich lat. Wyobrażam sobie ten nastrój w studiu gdzie
        jest ponad dwudziestu członków zespołu. Ten klimat gdy jedni jammują, inni piją
        piwo, kawę, herbatę, rozmawiają o literaturze, potem ktoś się dołącza do
        grających, ktoś odchodzi, przyjacielska luźna atmosfera. Tak brzmi ten krążek,
        serio

        1. Bonnie Prince Billy & Matt Sweeney – Superwolf – nie miałem wątpliwości
        (Bonnie to obecnie najbliższy maj duszy artysta). Dzięki współpracy ze
        Sweeneyem powstał jak dla mnie najlepszy album w karierze tego gościa. Coś
        zaiskrzyło. Brak słów. Czapki z głów.
      • roar Re: 2 0 0 5 22.12.05, 14:07
        > 7. Animal Collective – „Feel” – nie mogę już czytać tek> stów, w których
        > nieustannie formułowane są porównania do „Pet Souns”. Ok., trudno o inne
        > skojarzenia niż Beach Boysi

        Say, nakieruj mnie na jakiś taki tekst, bo się nie spotkałem...

        Swoją drogą, jeśli tak, to rzeczywiście jakieś poronione skojarzenie. Mocno nie na miejscu.

        Chociaż, patrząc na to z trzeciej strony, "Pet Sounds" byłby znakomitym tytułem na płytę zespołu nazwanego Zwierzęcym Kolektywem...
        • pszemcio1 Re: 2 0 0 5 22.12.05, 14:39
          może wymieniłem Pat souns dlatego że kojarze beach boysów z ta plyta (jak
          zreszta większość), ale przecież beach boysi sa przywoływani w ich recenzjach
          stale

          www.themilkfactory.co.uk/reviews/ac_feels.htm
          pitchforkmedia.com/record-reviews/a/animal-collective/feels.shtml
          www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=908&Itemid=52
          nie chce mi się wiecej szukać
          • roar Re: 2 0 0 5 22.12.05, 16:51
            Ach, widzę, o co chodzi. Trochę niefortunnie to sformułowałeś, to jest raczej próba opisu za pomocą podobieństw do powszechnie znanego kanonu (no i faktycznie można się takowych dopatrzyć, choćby w złożonych harmoniach wokalnych...), niż frontalne przyrównywanie obu tych zespołów do siebie (Na to to się jeden tylko Przekrój się "odważył", he he.), które to by było co najmniej dziwne...

            A tak swoją drogą, Beach Boysi albo Beatlesi to są przywoływani w co drugiej recenzji, obawiam się... Przynajmniej w muzyce z kręgu moich zainteresowań. Człowiek po pewnych czasie już po prostu nie zwraca uwagi; tak jak ja nie zwróciłem tutaj. (a Przekrój przecież wcześniej czytałem, Pitchfork zresztą też...)
      • ihopeyouwilllikeme Re: 2 0 0 5 22.12.05, 14:24
        25. White Stripes – „Get behind me satan” – wyobrażam s
        > obie że niezbyt wielu
        > forumowiczów ich wymieni.

        U mnie na pewno będą, i to wysoko. Rewelacyjna, najlepsza płyta w karierze
        rewelacyjnego zespołu.
        • pszemcio1 Re: 2 0 0 5 22.12.05, 14:46
          ihopeyouwilllikeme napisał:
          > U mnie na pewno będą, i to wysoko. Rewelacyjna, najlepsza płyta w karierze
          > rewelacyjnego zespołu

          a bo ostatnio obserwuje że po tym jak byli cool, teraz fajnie jest mówic jacy
          sa nie cool. co mnie powiem szczerze nieco drażni
          • ihopeyouwilllikeme Re: 2 0 0 5 22.12.05, 16:59
            > a bo ostatnio obserwuje że po tym jak byli cool, teraz fajnie jest mówic jacy
            > sa nie cool. co mnie powiem szczerze nieco drażni

            Mnie tak samo. Miałem o tym nawet wspomnieć w wątku o Przekroju. Zresztą w
            ogóle są artyści, z których cool jest się na tym forum naigrywać..

            • ilhan Re: 2 0 0 5 22.12.05, 18:05
              ihopeyouwilllikeme napisał:

              > Mnie tak samo. Miałem o tym nawet wspomnieć w wątku o Przekroju. Zresztą w
              > ogóle są artyści, z których cool jest się na tym forum naigrywać..

              Na każdym są tacy. Luz.
      • ilhan Re: 2 0 0 5 22.12.05, 14:28
        Też nie zauważam aż tak dużego związku "Pet Sounds" z "Feels".

        Nie przesadzałbym również z aż takim rockerstwem "Don't Believe The Truth". Znacznie bardziej surowy, wręcz punkowy jest debiut. Zresztą, to chyba nie na tej płaszczyźnie powinny się te płyty ścigać. Nowy Oasis ma po prostu najlepsze piosenki od 1997.
        • pszemcio1 Re: 2 0 0 5 22.12.05, 14:47
          > Nie przesadzałbym również z aż takim rockerstwem "Don't Believe The Truth".
          Zna
          > cznie bardziej surowy, wręcz punkowy jest debiut. Zresztą, to chyba nie na
          tej
          > płaszczyźnie powinny się te płyty ścigać. Nowy Oasis ma po prostu najlepsze
          pio
          > senki od 1997

          rzekłeś:) acz przyznasz że przy be here now i what the story i standing...
          brzmi surowo
          • ilhan Re: 2 0 0 5 22.12.05, 14:55
            pszemcio1 napisał:

            > rzekłeś:) acz przyznasz że przy be here now i what the story i standing...
            > brzmi surowo

            Rzekłem :)
            Przyznaję - "What's The Story" to płyta bliższa latom 60., "Be Here Now" naładowana efektami, "Standing" z inklinacjami w stronę lekkiej psychodelii, klawiszy etc.
            • jack9 Re: 2 0 0 5 23.12.05, 23:07
              Rok 2005 był wg mnie rokiem bardzo udanym, wyszło sporo dobrych płyt, kilka
              bardzo dobrych i wiele przyzwoitych, dziwne bo mająć w tym roku wyjątkowo
              mało "wolnego" czasu, zdołałem wysłuchać całą masę płyt.
              A było tak:

              1. Piano magic -"Disaffected"
              Płyta która najlepiej w tym roku przetrwała próbę czasu -słucham jej od
              początku roku i ciągle porusza. Słyszę jak niektórzy marudzą że to tylko pop
              ale dla mnie to wystarczy na nr 1

              2. Silver mt zion- "Horses In The Sky"
              Silver mt Zion grają ciągle w swoim stylu ale chyba przystępniej niż na
              wcześniejszych płytach. Na Horses pojawia się więcej żydowskiego folkloru i
              jeszcze więcej rozbudowanych wokali .God bless our dead marines to utwór przez
              duże U...;) -jeden z najlepszych jakie słyszałem od lat. Niewiele tej płycie
              zabrakło do nr 1

              3. Sigur ros -"Takk"
              Tylko troche słabiej niż na ( ) - dlatego "tylko" nr 3

              4. Hood -"Outside Closer"
              Hood jak to Hood - doskonałe połączenie elektroniki i gitarowego, emocjonalnego
              grania

              5. Fields of the nephilim- "Mourning Sun"
              Świetny powrót po 15 latach. Płyta bliska legendarnemu Elisium. Na tyle bliska
              że wystarczyło na 5 pozycje

              6. Editors- "Back Room"
              Można narzekać że Editors grają podobnie do tych czy owych ale to po prostu
              dobre melodyjne kawałki

              7. Depeche Mode - "Playing The Angel"
              Może przez sentyment "aż" 7 miejsce - no ale to najlepsza płyta DM od 10 lat

              8. New model army- "Carnival"
              NMA jak zawsze pełni szczerości, energiczni, wojowniczy ale również romantyczni

              9. God is an astronaut- "All Is Violent, All Is Bright"
              Moje odkrycie roku 2005. W muzyce God Is An Astronaut jest i Mogwai i Sigur Ros
              i jeszcze trochę dzwieków które bardzo lubię

              10. Peter Ulrich- "Enter The Mysterium"
              Perkusista Dead Can Dance próbuje nam przypomieć jak to było gdy grał w zespole

              11. Northern chorus- "Bitter Hands Resign"
              12. Lisa Gerrard- "A Thousand Roads"
              13. Nicola Hitchock- "Passive Aggressive"
              14. Yann Tiersen- "Les Retrouvailles"
              15. Stuart Staples- "Lucky Dog Recordings"
              16. Kate Bush- "Aerial"
              17. Anthony and the johnsons- "I Am A Bird Now"
              18. White birch - "Come Up For Air'
              19. Savoy Grand - "People And What They Want"
              20. Malory- "The Third Face"

              Płyty w trzeciej dziesiątce to troche taka poczekalnia - mają szanse na awans
              gdy się zdołam lepiej z nimi zapoznać, bo jakoś się tak złożyło że nie chwyciły
              wystarczająco mocno przy pierwszych słuchaniach

              21. Arab Strap - "The Last Romance"
              22. Patrick Wolf - "Wind In The Wires"
              23. National - "Alligator"
              24. Mercury Rev -"The Secret Migration"
              25. Logh - "A Sunset Panorama"
              26. Aarctica - "Bleeding Light"
              27. Sufjan Stevens- "Illinoise"
              28. My Morning Jacket - "Z"
              29. Echo And The Bunnymen - "Siberia"
              30. Lacrimosa- "Lichtgestalt"
              • nemrrod Re: 2 0 0 5 25.12.05, 16:04
                jack9 napisał:

                > 4. Hood -"Outside Closer"
                > Hood jak to Hood - doskonałe połączenie elektroniki i gitarowego,
                > emocjonalnego grania

                Doskonałe połączenie elektroniki i gitarowego grania to było na "Cold House", a
                "Outside Closer" nijak zrozumieć nie mogę. Nudzi mnie ta płyta okropnie, tym
                bardziej dziwi mnie fakt, że już kilka osób umieściło ten album na wysokich
                pozycjach... Jest tam tylko jeden ciekawy kawałek - przebojowy, ale w ogóle
                niehoodowy "The Lost You". Spodobało mi się coś tam jeszcze, jak ostatnio
                słuchałem, ale za późno, do rankingu się na pewno nie załapie :P

      • aimarek Re: 2 0 0 5 25.12.05, 12:09
        pszemcio1 napisał:

        > 5. Wolf Parade – „Apologies to the Queen Mary” – Wolf parade są cool, Wolf
        > Parade są kumplami Arcade Fire, Wolf Parade są z Kanady.

        Klasyczna konstrukcja. Pszemcio, aplikuj do "Teraz Rocka".
        • pszemcio1 Re: 2 0 0 5 25.12.05, 14:12
          aimarek napisał:
          > > 5. Wolf Parade – „Apologies to the Queen Mary” –
          > Wolf parade są cool, Wolf
          > > Parade są kumplami Arcade Fire, Wolf Parade są z Kanady.
          >
          > Klasyczna konstrukcja. Pszemcio, aplikuj do "Teraz Rocka"

          jeśli nie wyczuwasz ironii w tym opisie to raczej twój problem

          że też niektórzy nawet w świeta nie potrafia odpuścić
          • aimarek Re: 2 0 0 5 25.12.05, 22:42
            pszemcio1 napisał:

            > jeśli nie wyczuwasz ironii w tym opisie to raczej twój problem
            >
            > że też niektórzy nawet w świeta nie potrafia odpuścić

            Oj nie spinaj się tak. Zapomniałem dać ";)" na końcu.
            • pszemcio1 Re: 2 0 0 5 25.12.05, 23:40
              aimarek napisał:

              > Oj nie spinaj się tak. Zapomniałem dać ";)" na końcu.
              >

              aaaa...bo ja taki wybuchowy jestem:) ale wiesz jak się ma wolne i nagle mozna
              poznac 4 płyty w ciągu jednego dnia to się człowiek nerwowy robi
      • ilhan Re: [OT] Pytania techniczne 25.12.05, 14:17
        nemrrod napisał:

        > 1. Czy uwzględniamy soundtracki i płyty z remiksami?
        > 2. Jak traktować "EP" Fiery Furnaces - jako epkę czy album?

        1. Czemu nie?
        2. A to nie jest składanka bisajdów czy coś w tym stylu?
          • pszemcio1 Re: [OT] Pytania techniczne 25.12.05, 16:31
            nemrrod napisał:

            > 2. Dokładnie, to jest zbiór bisajdów. Zaliczam do epek :)

            z tego co widziałem to w róznych podsumowaniach ją umieszczają więc wydaje mi
            się że spoko. Poza tem te bisajdy tez nie były tak sobie tu wrzucone tylko
            według jakiejś koncepcji żeby stanowiło całośc.
    • tomash8 Re: 2 0 0 5 25.12.05, 17:08
      Rok wyjątkowo udany, przynajmniej wg. mnie:

      25. Riverside - kawał solidnego prog rocka, świetne brzmienie, świetny
      wokalista. tylko 25 miejsce, bo ostatnimi czasy prog nie jest moim ulubionym
      gatunkiem:)

      24. Iommi - Nadspodziewanie udana płyta. Bez udziwniania, ciężaru na siłe. Po
      prostu fajne, przyjemne rockowe granie + Glenn Hughes - im starszy tym lepszy.
      Nie jest to najoryginalniejsza płyta na świecie, ale wg. mnie to najlepszy
      materiał sygnowany przez Tony'ego od czasu "Dehumanizera" Black Sabbath.

      23. Deep Purple - Oni też poniżej pewnego poziomu nie schodzą. Początkowo płyta
      nie podobała mi się wcale, ale z czasem jednak się do niej przekonałem. Miło że
      panowie grają dalej

      22. Nevermore - techniczny power/thrash. Zespół który - podobno - się albo kocha
      albo nienawidzi. Ja jeszcze się waham:) Duzo mieszania, momentami mozna się
      nawet w tym pogubić, ale zaraz po przesłuchaniu ostatniego kawałka ma się ochotę
      włączyc "repeat":]

      21. QOTSA - Dobry, "zakwaszony", pustynny album. Uwielbiam takie granie.
      Wprawdzie jednak nie jest to poziom Kyuss, ale już blisko. Momentami panowie
      troszkę przynudzają, ale ogólne wrażenia jak najbardziej pozytywne.

      20. BLS - Zakk obecnie powoli zamienia się w Ozziego Osbourna - czasem mozna się
      pomylić czy spiewa Zakk czy Ozzy. Najłatwiej rozpoznać po muzyce - ta sygnowana
      przez BLS jest obecnie o kilka klas lepsza. Ciężar, brudne brzmienie, gdzie
      trzeba dobre solówki, czego chcieć więcej?

      19. SOAD - Album na "M" zaskoczył mnie ogromnie. Czego tu nie ma! świetny
      przykład że czasem jednak warto pójść w stronę melodii. Sądze że obydwa
      tegoroczne albumy Systemu będą bardzo długo pamiętane.

      18. KSU - wreszcie KSU zabrzmiało tak jak powinno. Całkiem niezłe piosenki,
      odpowiednia porcja czadu, całkiem niegłupie(choć proste) teksty. Jedyna wada to
      momentami nieco przesłodzone dodatki typu klawisze.

      17. Turbo - nadspodziewanie udany powrót. W sytuacji kiedy zespół nie ma żadnego
      wsparcia od wytwórni nagranie takiego materiału to duża sztuka. Szkoda że płyta
      przepadła jeszcze bardziej niz poprzedzający ją - też całkiem sympatyczny -
      Awatar. "Tożsamość" to dobre, długie, niemal progresywne kawałki i Kupczyk w
      świetnej formie. Jedynie produkcje mogłaby być lepsza(znów "ukłony" w stronę
      wytwórni)

      16. Trauma - Death metal. Zwykły, "amerykański" death. Ale jak zagrany! płyta
      powala energią, dobrą produkcją, zmianami tempa... Znów- nie jest to nic
      oryginalnego, ale w swojej klasie zostawia konkurenje daleko w tyle.

      15. Virgin Snatch - Zespół traktowany początkowo jako kolejny projekt Tytusa z
      Acidów pokazał klasę. Brutalny, ciężki thrash/death przeplatany spokojniejszymi,
      niemal balladowymi momentami.

      14. SOAD po raz 2 - to samo co wcześniejsza płyta, tyle że ciężej, czyli - lepiej:)

      13. Exodus - w 2004 panowie nagrali genialny album - Tempo of the Damned. Po
      czym... cały skład się rozleciał. Został tylko gitarzysta. I w ciągu tego
      jednego roku w całkiem nowym składzie powstał album niemal tak samo dobry.
      Więcej tu wrzasku i brudu, ale album jest znacznie bardziej spójny niż wielki
      poprzednik. Co oczywiście się chwali.

      12. Mech - kompletne zaskoczenie. Widziałem ich na Brudstoku w 2004, ale nie
      sądziłem że w studiu aż tak "przyłożą". Podobne granie do BLS, tyle że wg.
      mnie.. lepsze:)[w sensie: lepsze kompozycje].

      11. SBB - Bardzo przyjemna płyta. Świetne brzmienie. Też niby nic nopwego ale
      słucha się wy smienicie.

      10. Armia - po dwóch dość średnich albumach, Budzy przypomniał sobie jak się gra
      rocka. Bardzo "potęzna" płyta, jest ostro, podniosle, i bardzo "Armijnie". Dodam
      tylko że tytułowa suita podchodzi mi najmniej z całej płyty.

      9. KAT - Udany powrót, i dowód na to że KAT nie równa się "Kostrzewski". Długie,
      ciekawe utwory, dobre brzmienie, wreszcie kawał heavy/thrashu a nie jakieś
      pierdoły. Warto dodać że nowy wokalista - Henry Beck, wprowadził do kapeli
      odrobinkę doomowego klimatu, co tylko dodaje smaczku tej bardzo udanej płycie.

      8. Kreator - kolejna udana płyta niemieckich weteranów. Jeszcze bardziej
      melodyjna niż "Violent revolution", ale nie tracąca nic z mocy tamtego wydawnictwa.

      7. ULVER - moje odkrycie roku. Połączenie Black metalu z industrialem, prog
      rockiem, hard rockiem, popem, jazzem, piosenką kabaretową i Bóg(Szatan?) wie
      czym jeszcze. NIE widziałem żadnej recenzji, w której nowy Ulver nie otrzymałby
      maksymalnej, lub zblizonej noty, co też o czymś świadczy. Rewelacja. Apeluje:
      Jesli mielibyście kupić/ściągnąć jeden album metalowy w życiu, niech to będzie
      ta płyta.

      6. The Darkness - już sie rozpisywałem o tej płycie gdzie indziej:)

      5. Dickinson - nowa solowa płyta pana Bruce'a przewyższa wszystkie dokonania
      Iron Maiden od 1984(z wyjątkiem "Brave...") roku o co najmniej wie klasy. I
      choćby dlatego nalezy się jej tak wysokie miejsce w moim rankingu:)

      4. Judas Priest - Początkowo album wcale nie przypadł mi do gustu. Szybko
      zrozumiałem dlaczego: Po prostu otwierający go "Judas Rising" jest tak genialny
      że pozostałe utwory muszą wypaść przy nim blado. Kolejna udana płyta Najlepszego
      Metalowego Zespołu Wszechaczasów(NMZW)

      3. Horrorscope - Polak potrafi! najlepsza thrashowa płyta nagrana kiedykolwiek w
      naszym pięknym kraju. Niby duże wpływy Testament czy annihilator, ale kiedy te
      zespoły miały tak świetne riffy, takie refreny jak w "mental slave" czy "this
      burden". Dodatkowo mocarne brzmienie uzyskane w olkuskim studiu. Fenomenalny album

      2. HATE - Myślałem że żadna death metalowa płyta mnie nie zaskoczy. myliłem się.
      Przkereśliłem Hate w momencie gdy odszedł od nich perkusista Mitloff(do
      Riverside zresztą), ale teraz panowie pokazali na co ich stac. Skomplikowane
      konstrukcje, niesamowite solówki, najszybsza perkusja jaką słyszałem w życiu, w
      tle solidna praca klawiszy, klimatem przypominająca nieco "The Key" wielkiego
      Nocturnusa, i - paradoksalnie - duża ilość chwytliwych momentów.

      1. CANDLEMASS - najlepsz apłyta Black Sabbath nie nagrana przez Black Sabbath:)
      A poważnie - wspaniałe podsumowanie kariery tych szwedzkich doom metalowych
      klasyków. Fajna sprawa - nagrać najlepszą płytę w karierze po 20 latach grania.
      Niesamowity ciężar, i ponury klimat uzyskany tylko za pomocą gitary, basu i
      perkusji. No i wspaniały wokal Mr. Marcolina. Przy pierwszym przesłuchaniu
      wiedziałem że będzie to mój album roku, no i cóż... nie pomyliłem się:)

      • grimsrund Re: 2 0 0 5 25.12.05, 17:39
        > 21. QOTSA - Dobry, "zakwaszony", pustynny album. Uwielbiam takie granie.
        > Wprawdzie jednak nie jest to poziom Kyuss, ale już blisko. Momentami panowie
        > troszkę przynudzają, ale ogólne wrażenia jak najbardziej pozytywne.

        He he, u mnie jeszcze wyżej chyba będzie :))


        > 19. SOAD - Album na "M" zaskoczył mnie ogromnie. Czego tu nie ma! świetny
        > przykład że czasem jednak warto pójść w stronę melodii. Sądze że obydwa
        > tegoroczne albumy Systemu będą bardzo długo pamiętane.

        Mam problem, bo oba albumy traktuję jako jeden, i nic na to nie poradzę. A
        będzie wysoko, więc chyba trza będzie po pół dać na każdy przy liczeniu :))


        > 10. Armia - po dwóch dość średnich albumach, Budzy przypomniał sobie jak się
        > gra rocka. Bardzo "potęzna" płyta, jest ostro, podniosle, i bardzo
        > "Armijnie". Dodam tylko że tytułowa suita podchodzi mi najmniej z całej
        > płyty.

        U mnie też balansuje na granicy 20. A w 30 zmieści się bez trudu :))


        > 7. ULVER - moje odkrycie roku. Połączenie Black metalu z industrialem, prog
        > rockiem, hard rockiem, popem, jazzem, piosenką kabaretową i Bóg(Szatan?) wie
        > czym jeszcze. NIE widziałem żadnej recenzji, w której nowy Ulver nie
        otrzymałby maksymalnej, lub zblizonej noty, co też o czymś świadczy. Rewelacja.
        > Apeluje: Jesli mielibyście kupić/ściągnąć jeden album metalowy w życiu,
        > niech to będzie ta płyta.

        No nie mogę się przekonać, nie mogę... Podchodziłem do niej z jak najlepszymi
        intencjami, ale nie byłem w stanie jej strawić. Dla mnie brzmi jak bardzo
        wczesny Depeche Mode, gdyby chłopcy postanowili nagrać coś w stylu bardzo
        wczesnego Genesis... Zero w tym metalu słyszę, może to mnie ubodło? Przecie na
        półce z metalem leży, jakby nie było... Jeszcze posłucham, ale pewnie znów w
        boleściach.


        > 1. CANDLEMASS - najlepsz apłyta Black Sabbath nie nagrana przez Black
        > Sabbath:) A poważnie - wspaniałe podsumowanie kariery tych szwedzkich doom
        > metalowych klasyków. Fajna sprawa - nagrać najlepszą płytę w karierze po 20
        > latach grania. Niesamowity ciężar, i ponury klimat uzyskany tylko za pomocą
        > gitary, basu i perkusji. No i wspaniały wokal Mr. Marcolina. Przy pierwszym
        > przesłuchaniu wiedziałem że będzie to mój album roku, no i cóż... nie
        pomyliłem się:)

        Zacnie powiedziane... Nie wykluczam nawet pierwszej 10 :))
        • tomash8 Ulver 26.12.05, 11:17
          Nie wiem, mi się podoba ten album, fajnie "płynie". Akurat to dziwadło mi
          podeszło, w przeciwieństwie na przykład do wychwalanego pod niebiosa Arcturusa.
          A nie jest wyżej tylko dlatego że pare dni po poznaniu tej płyty wpadł w moje
          ręce album grupy Nektar z 73 roku... który brzmi niemal tak samo :)
    • libertine Re: 2 0 0 5 27.12.05, 20:17
      1. oasis - don't believe the truth
      wielki powrót mojego ulubionego zespołu. gdzie indziej mógł znaleźć się na tej
      liście? tylko na pierwszym miejscu. to najczęściej słuchana przeze mnie płyta w
      tym roku i też ta, która dostarczyła mi najwięcej radości.

      2. the subways - young for eternity
      debiut roku bezapelacyjnie. proste gitarowe kawałki trójki dwudziestolatków. od
      pierwszego do ostatniego numeru zabawa na całego. dodatkowe punkty za charlotte
      cooper, która nie jest może najpiękniejszą dziewczyną na świecie, ale w krótkiej
      spódniczce i z gitarą basową w rękach jest marzeniem każdego rock-and-rollowca.

      3. b.r.m.c. - howl
      otrząsnęli się po kiepskiej drugiej płycie i zmienili inspiracje. zamiast jesus
      and mary chain mamy teraz folkowo-gospelowy (ale w duchu dalej rock & rollowy),
      spójny (czego u brmc jeszcze nie było) album praktycznie bez słabszego momentu.

      4. devendra banhart - cripple crow
      trochę przydługa, to jedyny minus.

      5. bonnie 'prince' billy and matt sweeney - superwolf
      genialna płyta, choćby takie "lift us up" - moja piosenka grudnia 2005. ale na
      tej zasadzie można wyróżnić praktycznie każdy utwór.

      6. antony and the johnsons - i'm a bird now
      świetne kompozycje, prawdziwy soul. do tego kupa utalentowanych gości i ten
      wokal... mistrzostwo. choć przy pierwszym słuchaniu tekstowo zadziwia.

      7. supergrass - road to rouen
      najbardziej niedoceniana grupa świata znów niedoceniona przez ogół... nawet, gdy
      nagrała najbardziej ambitną płytę w karierze. dla samego "st. petersburg" warto.

      8. morrissey - live at earls court
      najlepsza koncertówa w tym roku. mozzer w formie. świetny dobór utworów (tu
      b-side, tam coś smiths, jeszcze cover patti smith) wokalnie po prostu bomba, jak
      się słucha tych morrrrisseyowych "rrrr" ;)! w lutym nowa płyta o bardzo
      morrisseyowym tytule "ringleader of the tormentors" (aż ciarki przechodzą, co?)

      9. sufian stevens - (come on feel the) illinoise!
      mimo wszystko niektórzy przesadzają moim zdaniem z zachwytami... ale to bardzo
      dobra płyta. bardzo. dodatkowy plus za ambitny plan nagrania płyty o każdym z 50
      stanów. pomysł tak groteskowy, że aż genialny.

      10. the rolling stones - a bigger bang
      trzymają poziom. od openera wiadomo, że to płyta stonesów i że znowu dobra.

      11. komety - via ardiente
      najlepsza polska płyta w 2005. w porównaniu z debiutem wymieszali więcej
      gatunków, ale dalej jesteśmy w ameryce lat 50. i 60.

      12. the cardigans - super extra gravity
      ładny album szwedów od "love fool". singlowy "i need some fine wine, and you
      need to be nicer" najlepszy na płycie, ale i inne kompozycje przyjemnie się słucha.

      13. broken social scene - broken social scene
      dobra płyta, ale ja nie widzę (na razie przynajmniej) w niej tego czegoś, co
      wywindowałoby ją do pierwszej dziesiątki, o podium nie wspominając.

      14. beck - guero
      beck zawsze sobie rzepkę skrobie, ale zawsze coś z niej uskrobie. tak i na 'guero'

      15. the new pornographers - twin cinema
      imprezowa, niezobowiązująca plyta. dobrze się słucha.

      16. art brut - bang bang rock & roll
      tak, jak w tytule... bang, bang, rock & roll. i nic ponadto.

      17. franz ferdinand - you could have it so much better with franz ferdinand
      słabsze od debiutu. brakuje hitów na miarę "take me out" i "michael", ale daje radę.

      18. bloc party - silent alarm
      trochę mnie wkurzają, ale to jednak dobry album. tyle.

      19. editors - the back room
      ameryki nie odkrywają, ale złe to nie jest

      20. the cribs - the new fellas
      gitarowe, melodyjne piosenki. typowo brytyjskie.
    • mechanikk Re: 2 0 0 5 27.12.05, 22:31
      25. Morrissey – Live At Earls Court
      Ten rok to dla mnie renesans The Smiths i właściwie powinienem umieścić „The
      Queen Is Dead” na pierwszym miejscu tej listy. Ta płyta tak nisko, bo
      to „tylko” koncert, i tak wysoko, bo to bardzo dobry koncert.

      24. Franz Ferdinand – You Could Have It So Much Better
      Oczekiwałem kompletnej klapy, hehe, a tu miła niespodzianka. Płyta, choć
      nierówna, to momentami bardzo wciągająca, zresztą nie będę oryginalny, gdy
      powiem, że „Walk Away” to ich prawdopodobnie najlepsza piosenka. Poza tym,
      album pozostawia nadzieję na przyszłość, niemal pewne, że jeszcze można się po
      nich spodziewać jeszcze jakiś niespodziewanych rzeczy.

      23. Elbow – Leaders of The Free World
      Jak na Elbow to spora wpadka i słaba płyta. Początek (od 1 do 5) winduje ją tak
      wysoko w rankingu. Spuśćmy zasłonę milczenia na nudy zaczynające się od szóstki
      i trwające już do samego końca.

      22. Hal – Hal
      Czasami aż uszy bolą od potwornych starań bycia Beach Boysami, ale i tak jest
      tam kilka bardzo miłych piosenek („Worry About The Wind” wśród ulubionych roku
      2005). Niestety, „My Eyes Are Sore” trąci trochę sławetnym zespołem New Kids On
      The Block.

      21. Bright Eyes – Digital Ash In A Digital Urn
      W lutym zdawało mi się, że nic lepszego od dwóch płyt Obersta się nie pojawi, a
      potem jakoś entuzjazm minął. Ciekawe, dlaczego ta płytę niektórzy nazywają
      eksperymentalną, bo tu przeca zwykłe piosenki podlane elektroniką. Czasami
      fantastyczne („Easy/Lucky/Free”), ale po drodze spotykamy trochę niewypałów,
      których nie zauważyłem na początku, a które umieszczają ten album w trzeciej
      dziesiątce.

      20. Beck – Guero
      A na nim piosenka roku, czyli „Girl”. Najbardziej wyluzowana z tegorocznych
      płyt, których posłuchałem. Jak się słucha Becka, od razu ma się wszystko w
      dupie.

      19. John Frusciante – Curtains
      Ulubieniec. A że nadal w formie, to i w tym roku znajdzie się w podsumowaniu.
      Szósta płyta z jego morderczej ofensywy i najlepsza po „Shadows...” i „The Will
      to Death”. Trochę nisko, ale to jednak nie jego rok, jego był 2004. Teraz
      czekamy na redhotów, z nadzieją, że Johnny da dużo od siebie.

      18. Sigur Rós – Takk
      Potrafi wciągnąć i zahipnotyzować a to wystarczy, żeby postawić ją co najmniej
      na równi z „nawiasami” i ciut poniżej „Agaetis”.

      17. Eels – Blinking Lights and Other Revelations
      Pan E przesadził trochę z objętością i pewnie dlatego nie jest w pierwszej
      dziesiątce. Bardzo ładna płyta, przejmująca i czasami ciarki po plecach
      biegają, ale ja jednak nie mogę tego w całości przyjąć na raz (strasznie się
      czepiam w tym podsumowaniu, a przecież to wszystko sa świetne płyty ;)).

      16. Jose Gonzalez – Veener
      Miało go nie być w zestawieniu, bo nie wiem już czy to rok 2003 czy 2005, ale
      zachęcili mnie panowie z Hood, którzy umieścili ją w swoim podsumowaniu. Z
      początku płyta wydaje się nieciekawa i monotonna, ale nie
      samym „Heartbeats” „Veener” stoi. Strasznie mnie wzrusza ta gitara, ta
      oszczędność, tak jakby pan siedział obok w pokoju i grał na żywo. Aha, reklamy
      telewizora nie widziałem ;)

      15.Arab Strap – The Last Romance
      Niska pozycja AS daje do myślenia. To był bardzo dobry rok. Byliby wyżej, gdyby
      wszystkie piosenki były tak zupełnie genialne jak „Don’t Ask Me To Dance” (na
      samą myśl spadam z krzesła) i „There’s No Ending”.

      14. Gorillaz – Demon Days
      Pięknie o tej płycie napisał pan Hongkonggarden. Lepsza od „Think Tank”, ja się
      tego Albarna po prostu boję.

      13. Mercury Rev – The Secret Migration
      Może trochę za wysoko, ale ja sentymentalny jestem. Wcale nie jest to
      rozczarowanie, ale o tym już było.

      12. Bright Eyes – I’m Wide Awake It’s Morning
      Aż do kwietnia 2005 moja płyta roku. „We Are Nowhere And It’s Now” do dzisiaj
      zupełnie mną zamiata. Piękna płyta, szczególnie jak się idzie przez syfiaste
      miasto.

      11. British Sea Power – Open Season
      No, nie pokonali debiutu, ale norma wyrobiona. Kilka najlepszych melodii w
      ostatnim dziesięcioleciu. Nie rozumiem dlaczego nie są gwiazdami, jak Coldplay
      na przykład.

      Teraz się zacznie dopiero!

      10. Maximo Park – A Certain Trigger
      Jezus Maria! Gdy słucha się tej płyty, to myśli człowieka ogarniają, że Franz
      mógłby się spokojnie rozwiązać. Nie mogę tego słychać w środkach masowej
      komunikacji, bo głupio wyglądam śpiewając.

      9. Hood – Outside Closer
      Fantastyczna, wciągająca płyta. Tak wieczorem jak posłuchać, to można nie
      zasnąć. „The Negatives” to moja piosenka roku 2004 (bo znałem ze składanki
      NME). Zupełnie inna od „Cold House”, ale to tylko dobrze świadczy o zespole.
      Nawet jeśli nie poszli jakoś do przodu, nie pokazali czegoś nowego, z czego
      inni mogliby zrzynać, to jednak kombinują. I super im to wychodzi.

      8. Malcolm Middleton – Into The Woods
      Powinien wydać to pod szyldem Arab Strap i mielibyśmy najlepszą ich płytę i
      jeszcze zupełny zwrot stylistyczny. Same strzały w dzesiatkę, no może czasem
      (b.rzadko) w siódemkę, ale „to się wytnie” ;)

      7. Devendra Banhart – Cripple Crow
      O tym panu już nawet za dużo napisano. Płyta na długie lata.

      6.Vashti Bunyan – Lookaftering
      Rzutem na taśmę i trochę ryzykownie wysoko. Płyta roku pana Banharta i moja
      ulubiona ostatnich dni. Nie mogę przejść obojętnie obok tego głosu, po za tym
      każda z tych piosenek mogłaby stawać do zawodów z „Morning Glory” Tima
      Buckleya. Może nawet jest to moja płyta roku... Może powinna grzać chociaż
      miejsce Antony’ego (o czym później). Na pytanie: czy warto tego choć raz
      posłuchać jest tylko jedna dobra odpowiedź: trzeba!

      5. 13 & God – 13 & God
      Za mało doceniony album. To co najlepsze w „Cold House” Hood połączone z tym co
      najlepsze w „Neon Golden” The Notwist. A tą drugą płytę przewyższające o ho ho,
      a może i więcej.

      ----------------------------
      ----------------------------

      No a teraz... Cztery pierwsze miejsca, uszeregowane jednak, według
      najprawdopodobniejszej wersji...

      4. Sufjan Stevens – Illinois
      Już mi się nie chce czytać o Sufjanie (jeszcze trochę zachwytów i go
      znienawidzę), więc już nic nie napiszę, słuchać trza. Płyta roku.

      3. Antony & The Johnsons – I Am A Bird Now
      jw

      2. The National – Alligator
      13 doskonałych piosenek.

      1. Matt Sweeney & Bonnie ‘Prince’ Billy - Superwolf
      I już.
      • ilhan Re: 2 0 0 5 28.12.05, 09:54
        mechanikk napisał:

        > 22. Hal – Hal
        > „My Eyes Are Sore” trąci trochę sławetnym zespołem
        > New Kids On
        > The Block.

        "My Eyes Are Sore" to ewidentnie odnaleziony po latach fragment ścieżki dźwiękowej z filmu Walta Disneya. (Mi się podoba.)
      • pszemcio1 Re: 2 0 0 5 28.12.05, 17:50
        mechanikk napisał: >

        23. Elbow – Leaders of The Free World
        > Jak na Elbow to spora wpadka i słaba płyta. Początek (od 1 do 5) winduje ją
        tak
        >
        > wysoko w rankingu. Spuśćmy zasłonę milczenia na nudy zaczynające się od
        szóstki

        o! a jednak nie ja jeden tak mysle! no i bonnie:)...bravo
        >
        > i trwające już do samego końca.
    • pagaj_75 Moje wynurzenia 28.12.05, 14:19
      Było w tym roku sporo dobrych i bardzo dobrych płyt, ale nie było żadnej, która
      by bezapelacyjnie zwalała z nóg. Dlatego też nie będę tutaj układał żadnego
      rankingu. Płyty wymieniam w kolejności alfabetycznej, jeśli ktoś nie zauważył ;)

      Oczywiście nie słyszałem jeszcze wszystkich płyt z tego roku, które mogłyby mnie
      zainteresować, ale nie będę popełniał błędu sprzed roku i nie będę przesłuchiwał
      w pośpiechu stosu albumów, żeby coś tu wykroić, a potem i tak stwierdzić, że
      dokonałem kiepskiego wyboru. Na bieżącą chwilę sprawa wygląda tak, jak poniżej.
      Nie bardzo łapię różnorakie podjarki, jakie szaleją na tym forum (typu Sufjan na
      przykład; Antony znudził mi się po miesiącu, a Devendra Banhart, mimo, że było
      mu najbliżej do mnie, jakoś też nie znalazł sposobu na zagoszczenie w moich
      uszach przez dłuższy czas), ale dzięki temu mam listę zupełnie odmienną od
      większości pozostałych. Nie ukrywam, że z zupełnie niezrozumiałego powodu podoba
      mi się to :P


      No to jedziemy z tym koksem:

      Autechre "Untilted" (Warp)

      No zawiedli trochę chłopaki. Ale nie na tyle znowu, żeby nie mieli miejsca w
      podsumowaniu, bo jednak ciągle są mistrzami laptopowego hałasu. Ale jeżeli pójdą
      dalej w tym kierunku, to strach się bać.


      The Bad Plus "Suspicious Activity?" (Columbia)

      Odkąd urzekli mnie na koncercie w Królikarni nieustannie rozwalają mnie swoimi
      nagraniami studyjnymi. A ten album jest nadspodziewanie dobry. Prawie całkowicie
      zrezygnowali z grania coverów, a postawili na własne kompozycje, zwłaszcza
      basisty Andersona, co bardzo im na zdrowie wyszło. Od absolutnie
      rozpierdalającego openera "Prehensile Dream" (rzecz na miarę starszego "Silence
      Is the Question"!) ta płyta wprawia mnie w nieustanne osłupienie. Postmodernizm?
      Jak najbardziej, ale taki postmodernizm to ja chciałbym dostawać co roku w
      końskich dawkach.


      Björk "Drawing Restraint 9" (One Little Indian)

      Że niby nudne? Dobre sobie. Druga "Medulla" to nie jest, ale i tak Bjorkowa
      trzyma fason, a "Storm" to jest chyba jeden z jej najlepszych kawałków ever. A
      to dziesięciominutowe zawodzenie Japończyka? Cud, miód i orzeszki jak dla mnie.
      Rzekłem.


      Broadcast "Tender Buttons" (Warp)

      Zredukowali skład do duetu, zmienili trochę brzmienie i... nagrali chyba
      najlepszy album w karierze. Połączenie retro melodii śpiewanych słodkim głosem
      Trish Keenan z prymitywnymi, jazgoczącymi brzmieniami syntezatorów i więcej mi
      nie trzeba.


      Kate Bush "Aerial" (EMI)

      Wróciła i to chyba jest najfajniejsze w "Aerial". Bo w sumie nic nowego, nic
      nadzwyczajnego, nic zadziwiającego.


      CocoRosie "Noah's Ark" (Touch and Go)

      Siostry Casady raczej normalne nie są. I za to chyba lubię je najbardziej.
      Balansują gdzieś między prostotą i prostactwem, między geniuszem i totalnym
      obciachem. Bardzo ładna płyta do posłuchania wieczorem, jak ktoś lubi gdy do snu
      kołyszą go dwie nieobliczalne wiedźmy.


      Four Tet "Everything Ecstatic" (Domino)

      Hmmm, mały zjazd jakościowy po poprzednich albumach, ale i tak "Smile Around the
      Face" czy choćby "You Were There with Me" rozbrajają swoim bezczelnym urokiem
      osobistym ;)


      Matthew Herbert "Plat du Jour" (Accidental)

      Można marudzić, że płyta przesiąknięta antyglobalistyczną ideologią i polityką.
      Ale mało było w tym roku albumów tak ciekawych od strony czysto muzycznej. Dla
      mnie to jeden z najbardziej pomysłowych przykładów zastosowania samplingu. W
      dodatku podparty niekiepskimi kompozycjami, bo w końcu to Herbert - muzyczny (i
      nie tylko) erudyta. Szacunek.


      In the Country "This Was the Pace of My Heartbeat" (Rune Grammofon)

      Morten Qvenild to koleżka, który ma chyba trochę za dużo pomysłów i nie bardzo
      potrafi się zdecydować co chciałby robić. A może chciałby robić wszystko naraz?
      Grał w Jaga Jazzist, ale mu się znudziło. Więc w zeszłym roku z wokalistką
      Susanną Wallumrød nagrał przepiękną płytę "List of Lights and Buoys" z
      pogranicza lekko jazzującego śpiewania i laptopowej elektroniki. A w tym roku
      zaserwował dwa kolejne, zupełnie odmienne od siebie projekty. In the Country to
      klasyczne jazzowe piano trio. Grają kojącą, choć nie do końca przewidywalną,
      muzykę z jakiej Norwegia jeszcze do niedawna słynęła za sprawą wytwórni ECM.
      Najlepsza w tym roku płyta z muzyką jesienną.


      Isolée "We Are Monster" (Playhouse)

      Debiut Rajko Müllera, "Rest", nie zachwycił mnie specjalnie. Nadal nie wiem
      dlaczego tamten album cieszy się taką popularnością i sławą pionierskiego
      dokonania. No ale ja nigdy do końca nie siedziałem w tych klubowych klimatach.
      Ale teraz Isolée wraca i wymiata po całości. To już nie jest house, jak dla
      mnie. Za dużo w tym electro, IDM, a nawet zwykłego (synth)popu. Ale to jak
      najbardziej zaleta tej chyba najbardziej bujającej i zmuszającej nogę do tupania
      płyty tego roku.


      Jackson & His Computer Band "Smash" (Warp)

      Czarna muzyka lat 80., IDM, Gwiezdne Wojny i stare gry komputerowe w jednym. To
      prawda, że Jackson Fourgeaud czasami gubi się w rozmiarach swojego
      przedsięwzięcia, że u niektórych ta muzyka może powodować zawrót i ból głowy,
      ale mnie się podoba (trza twardym być, nie miętkim ;)) Dla mnie to trochę taka
      podróż sentymentalna do lat dzieciństwa, a jednocześnie spojrzenie w przyszłość
      muzyki.


      Lech Janerka "Plagiaty" (BMG Poland)

      W tej chwili mam już chyba strasznie emocjonalny stosunek do tej płyty.
      Kapitalne (nawet w skali Janerkowej) teksty i proste (jak na niego) piosenki.
      Niech się dąsają ci, którzy chcieli drugiego "Fiu fiu", a może i Klausa, mam to
      gdzieś. Fajnie, że facet w jego wieku potrafi jeszcze tak świeżo grać, nawet
      jeśli sięga po swoje piosenki sprzed prawie 30 lat.


      Jan Jelinek "Kosmischer Pitch" (~scape)

      Niemiecka muzyka chyba do dzisiaj nie może się otrząsnąć po krautrocku. I bardzo
      dobrze, o ile mają dzięki temu powstawać płyty takie jak ta. Niby pomysł ten sam
      co na "loop-finding-jazz-records", ale zrealizowany z jeszcze większym
      mistrzostwem. Nie ma w tej chwili chyba większego proroka od Jelinka, jeśli
      chodzi o muzykę komputerową. Amen.


      Kammerflimmer Kollektief "Absencen" (Staubgold)

      I znów Germanie. Cudne, kojące tematy połączone z siejącymi niepokój i zamęt
      improwizacjami. Najfajniejsza nocna muzyka jaką można sobie wyobrazić. (I tutaj
      podziękowania dla kolegi Aimarka za zwrócenie uwagi na KK)


      Lao Che "Powstanie Warszawskie" (Ars Mundi)

      Ja tam się nie znam na takiej muzyce. Właściwie to zupełne obrzeża moich
      zainteresowań. Ale mnie jednak zapał chłopaków urzekł. I podzielam zachwyty nad
      "Zrzutami" - rewelacyjne 3 minuty piosenki militarnej :)


      Marc Leclair "Musique pour 3 femmes enceintes" (Mutek)

      Ambient house, który skrada się cicho na palcach, by cię omotać i już nie
      puścić. Poznałem raptem kilkanaście dni temu, ale już ma miejsce w zestawieniu
      rocznym. Piękno w laboratoryjnej postaci.


      Pat Metheny Group "The Way Up" (Nonesuch)

      Najczęściej słuchana przeze mnie płyta w pierwszym półroczu, ale wtedy jeszcze
      nie znałem większości rzeczy, o których tu piszę :) Zrehabilitował się Mistrz po
      okropnej płycie z Anną Marią. Pozostaje sobą, nawet jeśli sięga po obce sobie do
      tej pory formy muzyczne. Świetnie skonstruowana suita.


      Nils Petter Molvaer "Er" (Universal)

      Nils gra swoje. I ciągle nie mam dość jego muzyki. Na koncertach zmierza w
      stronę mrocznego, pierwotnego rytuału, ale na płytach nie zapomina o melodiach i
      produkcji, która tutaj chyba jest najlepsza ze wszystkich jego płyt.


      Murcof "Remembranza" (Leaf)

      Już nie sampluje Pärta czy Góreckiego. Teraz sam komponuje minimalistyczne
      partie, na których opiera swoje misterne układanki. I bynajmniej muzyka Fernando
      Corony nie traci na tym. Może jest trochę zbyt zachowawczo, ale nadal pięknie.
      Czapki z głów.


      Roísín Murphy "Ruby Blue" (Echo)

      Znów Herbert, tym razem jako producent. Najsympatyczniejsza popowa płyta roku.
      Tytułowy kawałek zmiata wszystkie śpiewające laski, włącznie z Madonną i "Hang
      Up", pod dywan. I
      • pagaj_75 Re: Moje wynurzenia, part 2 28.12.05, 14:20
        ... bo ucięło.

        Roísín Murphy "Ruby Blue" (Echo)

        Znów Herbert, tym razem jako producent. Najsympatyczniejsza popowa płyta roku.
        Tytułowy kawałek zmiata wszystkie śpiewające laski, włącznie z Madonną i "Hang
        Up", pod dywan. I szkoda, że nie wybrałem się na koncert Rodzynki w Warszawie.


        Shining "In the Kingdom of Kitsch You Will Be a Monster" (Rune Grammofon)

        W moim odbiorze, ten rok jest rokiem Mortena Qvenilda. Dwa miesiące przed płytą
        In the Country, z trzema innymi kolegami zdetonował bombę pt. Shining. Nie wiem
        czy ten eklektyczny do bólu twór to nie jednorazowy złoty strzał, ale
        niezależnie od tego co nastąpi później, przed "In the Kingdom..." schylam czoło
        nisko. Jeśli już miałbym z tej 25-tki wyróżnić jeden album, to chyba ten. Tutaj
        jest "Goretex weather Report", który obok "Prehensile Dream" The Bad Plus
        podwyższył mi ciśnienie najbardziej w tym roku. Najlepszy pastisz muzyki King
        Crimson jaki w życiu słyszałem.


        Skalpel "Konfusion" (Ninja Tune)

        Stworzona w podobny sposób co debiut, ale w zupełnie innym klimacie. Ale co
        najważniejsze: równie dobra. Nie ma przebojów, ale jest nastrój i brzmienie
        starych jazzowych płyt. Polski album roku.


        Supergrass "Road to Rouen" (Parlophone)

        Tak od czasu do czasu fajnie jest sobie wylosować jakiś album popowy z kręgów
        muzycznych do tej pory ignorowanych przeze mnie. W tym roku padło na Supergrass.
        Album ambitny, ale bez nadęcia. No i śliczny "St. Petersburg", o którym tu już
        wielu pisało.


        David Sylvian "The Good Son vs. The Only Daughter" (Samadhi Sound)

        O, a to płyta, która zmieniła o 180 stopni mój stosunek do zjawiska pt. remiksy.
        Jeśli chodzi o takie remiksy to jestem jak najbardziej za. A teraz o bardziej
        przykrej sprawie: na tej liście od dawna było zarezerwowane miejsce dla albumu
        formacji Nine Horses (Sylvian, Jansen i Burnt Friedman), ale "dzięki" Poczcie
        Polskiej nie ma go tutaj. Brak mi już wulgaryzmów na oddanie mojej wściekłości.


        Vessel "Resist" (Expanding Records)

        No dobra, tylko mnie sprawia aż taką przyjemności słuchanie twórczości Gavina
        Toomeya. Inni go ignorują, być może nawet słusznie, bo w sumie żadna to
        rewolucja, ani w ambiencie, ani w IDM. Niemniej trochę czasu w letnie nocy
        spędziłem słuchając Vessela, więc dla upamiętnienia tego faktu, płyta w zestawieniu.

        No i to tyle na razie.
        • kubasa Re: Moje wynurzenia, part 2 28.12.05, 18:27
          > Shining "In the Kingdom of Kitsch You Will Be a Monster" (Rune Grammofon)
          >
          > W moim odbiorze, ten rok jest rokiem Mortena Qvenilda. Dwa miesiące przed
          płytą
          > In the Country, z trzema innymi kolegami zdetonował bombę pt. Shining. Nie
          wiem
          > czy ten eklektyczny do bólu twór to nie jednorazowy złoty strzał, ale
          > niezależnie od tego co nastąpi później, przed "In the Kingdom..." schylam
          czoło
          > nisko. Jeśli już miałbym z tej 25-tki wyróżnić jeden album, to chyba ten.
          Tutaj
          > jest "Goretex weather Report", który obok "Prehensile Dream" The Bad Plus
          > podwyższył mi ciśnienie najbardziej w tym roku. Najlepszy pastisz muzyki King
          > Crimson jaki w życiu słyszałem.

          Właśnie, mam problem z oceną tego albumu. Wszystkie fragmenty podobają mi się,
          ale mam wątpliwości czy jest coś w tym oryginalnego. King Crimson to raz, ale
          chyba Ornette Coleman, to dwa.
          • pagaj_75 Re: Moje wynurzenia, part 2 28.12.05, 19:01
            kubasa napisał:

            > Właśnie, mam problem z oceną tego albumu. Wszystkie fragmenty podobają mi się,
            > ale mam wątpliwości czy jest coś w tym oryginalnego. King Crimson to raz, ale
            > chyba Ornette Coleman, to dwa.

            To leży nieco poza moim obszarem zainteresowań, bo po prostu staram się czerpać
            radość z samego istnienia z tej muzyki, nie wnikając w szczegóły. Rozważania nt.
            oryginalności zostawiam innym. Ale masz rację - ciężko mi wskazać w tej muzyce
            coś, co pochodziłoby bezpośrednio do muzyków Shining, ale to też może wynikać z
            owego "rozbiegania" tych dźwięków, z owego potwornego eklektyzmu. Nagromadzenie
            inspiracji stłoczonych w jeden punkt jest tutaj ogromne. I to też jest przyczyną
            moich wątpliwości co do dalszego ciągu "In the Kingdom..." - następny album to
            może być porażka kosmicznych rozmiarów. Ale o tym pogadamy jak już ta płyta
            będzie :)
      • kkrzysiekk Re: Moje wynurzenia 28.12.05, 16:06
        pagaj_75 napisał:

        >dzięki temu mam listę zupełnie odmienną od większości pozostałych.

        eee tam, Tomash to ma dopiero odmienną listę ;)

        > Dlatego też nie będę tutaj układał żadnego rankingu. Płyty wymieniam w
        kolejności alfabetycznej, jeśli ktoś nie zauważył

        no i jak teraz przyznać punktację do rankingu SF ? ;)
          • kkrzysiekk Re: Moje wynurzenia 28.12.05, 16:20
            pagaj_75 napisał:

            > a uważasz, że punktacja z mojej listy wniesie cokolwiek do klasyfikacji
            > generalnej? ;)

            oczywiście, że tak, Kate Bush, CocoRosie i Supergrass pojawią się na pewno na
            kilku listach, a ja sam mam zamiar umieścić na swojej - na pewno Roisin, - być
            może Isolee
            • pagaj_75 Re: Moje wynurzenia 28.12.05, 19:05
              kkrzysiekk napisał:

              > oczywiście, że tak, Kate Bush, CocoRosie i Supergrass pojawią się na pewno na
              > kilku listach, a ja sam mam zamiar umieścić na swojej - na pewno Roisin, - być
              > może Isolee

              a) e tam, wszystko sprowadza się do tego czy wygra Sufjan czy Antony, a obu tych
              płyt nie ma na mojej liście ;)

              b) już parę miesięcy temu wypisałem się z jakiegokolwiek "numerkowania" muzyki.
              muzyka to nie olimpiada.

              c) o ile jeszcze jestem w stanie podzielić te płyty z grubsza na grupy (np.
              "zajebiste", "naprawdę dobre" i "dobre") o tyle w obrębie poszczególnych grup
              już nie potrafię powiedzieć czy np. Jelinek jest lepszy od Leclaira. sorry.
      • ihopeyouwilllikeme Re: Moje wynurzenia 28.12.05, 16:30
        > Wróciła i to chyba jest najfajniejsze w "Aerial". Bo w sumie nic nowego, nic
        > nadzwyczajnego, nic zadziwiającego.

        Moja opinia jest wręcz odwrotna. Coś nowego, absolutnie nadzywczajnego i
        zadziwiającego :)
    • mechanikk Re: 2 0 0 5, dodatek: płyty niepasujące 28.12.05, 21:09
      Wyżej produkowałem się na temat ulubionych, ale pominałem - celowo - płyty
      polskie, ponieważ pod tym względem nie było jakoś rewolucyjnie, poznałem kilka
      ciekawych polskich produkcji, ale nijak mi one pasują do reszty i nie
      wiedziałem co z nimi zrobić.

      To może teraz uzupełnię.

      Lech Janerka - Plagiaty
      To jedyna polska płyta, która mogłaby znaleźć się w moim zestawie, ale się nie
      znalazła, bo nie potrafie określić dla niej mniejsca. Janerka jest po
      prostu "ponad wszystkimi", i z tego powodu musiałby zająć miejsce
      pierwsze. "Plagiaty" nie sa jednak doskonałe, jeśli szuka "new adventures in hi-
      fi". Płyty Janerki zawsze są bardzo osobiste i obok wszelkich trendów, za to
      własnie się go szanuje, uwielbia itd. Tym razem nagrał coś, co jest
      nawet "obok" wszystkich jego poprzednich dokonań. Piosenki może nawet czasami
      słabe ("Ramydada", być może największa pomyłka artysty), ale zawsze tak bardzo
      *jego*, że nie warto stawiać go w jakimkolwiek szeregu. Poza tym, jego
      twórczość to przede wszystkim teksty, postawa. Muzyka, brzmienie i tym podobne
      sprawy z reguły są na niewiele, ale zawsze dalszym planie. Lechu jest wielki i
      nie ma sobie równych pośród polskiej "alternatywki".

      Świetliki & Linda - Las Putas Melancolicas
      Dobra płyta, Boguś też całkiem solidnie sie wpasował w klimat. Wbrew wszystkim
      narzekaniom zewsząd, uważam, że udało im się nagrać rzecz bardzo równą,
      tworzącą dobry "świetlikowy" nastrój, którego nie było chyba od czasów
      debiutanckiej płyty. W pamięci na dłużej pozostaje chyba tylko "Jowejek", ale i
      tak mam ochote wracać do tego albumu. Wkurwiłem się tylko ogromnie, że dopiero
      w listopadzie wyszła specjalna edycja z dodatkową płytą. Lubię takie
      ciekawostki, ale drugi raz kasy na "Las Putas" nie wyłożę.

      The Car Is On Fire - s/t
      Ja to mówię, ich druga płyta namiesza bardzo dużo. A jeśli tak się nie stanie,
      proszę o karę wymierzoną przez sąd koleżeński forum ;)

      Starzy Singers - Takie Jest C'est La Vie
      (Pojechałem na stację / Odebrać swego groszka / Wychodzę na dworzec / A tu
      nosorożec / Triki tiki to ja lubię / Triki tiki to ja lubię)

      (Wpadam na parkiet, strzelam z breloczka / Chodzę na rzęsach, sobotnie gorączka)

      No.

      ------------------

      Spośród zagranicznych "nieklasyfikowalnych", wypada jeszcze wspomnieć o bardzo
      dobrych zestawach Stereolab "Oscillons From The Anti-Sun", Yo La
      Tengo "Prisoners of Love" i "The Best Of" The Beta Band. Wszystkich tych, co
      najmniej dwupłytowych, składanek słucha się jak świetnych, przemyślanych
      albumów.


      • ilhan Re: 2 0 0 5, dodatek: płyty niepasujące 28.12.05, 21:17
        mechanikk napisał:

        > The Car Is On Fire - s/t
        > Ja to mówię, ich druga płyta namiesza bardzo dużo.

        I mi się tak wydaje. Druga płyta powinna być znacznie lepiej wyprodukowana i zagrana. Choć była ta zupełna świeżość pewnym atutem debiutu, na dłuższą metę i na poważnie tak się nie da. A z piosenkami nie będzie problemu - nowe numery grane na koncertach są równie dobre, jeśli nie lepsze od starych - "What Life Is All About" (a personal favourite of mine), "I'm Losing All", "North By Northwest", "Can't Cook", "Love" - to są numery do zapamiętania po dwóch przesłuchaniach. Jeszcze przypomnę tego posta ;-)
        • janek0 Re: 2 0 0 5, dodatek: płyty niepasujące 28.12.05, 21:28
          ilhan napisał:

          > mechanikk napisał:
          >
          > > The Car Is On Fire - s/t
          > > Ja to mówię, ich druga płyta namiesza bardzo dużo.
          > I mi się tak wydaje. Druga płyta powinna być znacznie lepiej wyprodukowana i
          > zagrana.
          Przepraszam że się wtrącam, ale to raczej będzie sofomor.
          • aimarek moja lista 28.12.05, 23:17
            Nie wiem, czy którakolwiek z płyt mojego podsumowania zasługuje na miano
            arcydzieła, ale i tak jest to zestaw nadspodziewanie mocny w stosunku do moich
            przewidywań sprzed powiedzmy 2 miesięcy. Po prostu dobrze finiszowałem,
            odkrywając w końcówce roku kilka naprawdę znakomitych albumów, z których
            przynajmniej część pozostanie w mojej pamięci na bardzo długo. Kolejnością nie
            należy się jakoś bardzo sugerować chyba. Jutro mógłbym dać inną.

            (Poza topem, lecz godne polecenia: Gang Gang Dance, Jose Gonzalez, David Pajo,
            Andrew Bird, Bloc Party, Black Dice, Matt Elliott)


            10. ANIMAL COLLECTIVE – Feels
            W sumie duży szacunek dla tej ekipy, bo wydaje się, że już w 2000 roku odlecieli
            o lata świetlne od całej masy zupełnie nieodróżnialnych, rzeźbiących w gównie
            anglojęzycznych indie-zespolików. „Feels” to raczej nie jest dziejowy album, ale
            pozycja pod wieloma względami ciekawa i zaskakująca. Czy tylko mnie się wydaje,
            że chwilami to jakby bardziej (no, dużo bardziej) odjechane „Funeral”?

            oraz ex aequo:

            SUFJAN STEVENS – Illinois
            Kolejna próba odnalezienia ducha Ameryki. Remedium na postworldtradecenterową
            traumę i ponowoczesną beznadzieję. Taka trochę wiejska katecheza, ale
            bezpretensjonalność i uniwersalne humanistyczne przesłanie sprawiają, że aż chce
            się zacytować Alberta Rosenfielda z „Twin Peaks”: „Przyznaję się do niejakiego
            cynizmu, ale przemocy mówię NIE i walczę z nią. Godnie przyjmuję razy i z
            przyjemnością przyjmę jeszcze jeden, ponieważ wybrałem życie przy boku Ghandiego
            i Kinga. Moje troski są natury ogólnej. Odrzucam zemstę, agresję i odwet.
            Podwaliną mojego światopoglądu jest miłość. Kocham cię, szeryfie Truman”.

            9. MADAGASCAR – Forced March
            Niezwykle barwna, choć chwilami dosyć żałobna, cygańsko lub żydowsko brzmiąca
            muzyka grana przez ziomali z Baltimore. Taki znak opresji, w jakiej znalazła się
            wschodnioeuropejska kultura – nawet jak chcemy posłuchać swojsko brzmiącej
            muzyki, to trzeba sięgnąć po wytwory zza Oceanu :). Ale ten jest naprawdę
            ciekawy. Jeśli to się komuś nie podoba, to znaczy, że nigdy nie kochał swojej
            matki.

            8. SAM PREKOP – Who’s Your New Professor?
            Wspaniały kompozycyjnie, jak i wykonawczo soundtrack lata 2005. Chyba wszyscy –
            nawet ci, których Prekop na dłuższą metę usypia – są zgodni co do tego, że jest
            coś bardzo eleganckiego i gustownego w tej słonecznej mieszance popu, bossa novy
            i jazzu. Dodatkowo można tu znaleźć jeden z moich ulubionych kawałków mijającego
            roku – „Dot Eye”.

            7. MIMINOKOTO – Orange Garage
            Ponoć jeden z najważniejszych zespołów japońskiej alternatywy. W odróżnieniu od
            popieprzonych improwizatorów w rodzaju Sachiko M, Otomo Yoshihide czy Merzbowa,
            trzej goście z Miminokoto poruszają się w ramach dość tradycyjnie pojmowanej
            muzyki rockowej, nie stroniąc od gitarowych solówek. Z 6 utworów, połowę
            stanowią powolnie rozwijające się, melancholijne kompozycje, a resztę –
            dynamiczne wymiatacze z przebojowym, klasycznie brzmiącym „Tokedasu” na czele.
            Stricte gitarowy, mięsisty album, na jaki czekałem od czasu „Source Tags &
            Codes” (inna stylistyka, ale równie dużo surowej energii). Ja tu słyszę echa
            Slintu, Stooges i Velvet Underground, ale pewnie bardziej biegli w historii
            muzyki rockowej mogliby nieco trafniej wskazać inspiracje i korzenie tego grania.
            De facto jest to album koncertowy, ale – jak wyczytałem w sieci – znajdują się
            tu 3 nowe kompozycje, a 3 pozostałe zapodane są w odmienionych wersjach.

            6. KAMMERFLIMMER KOLLEKTIEF – Absencen
            O tej płycie pisałem już kilka razy. Zdecydowanie jeden z moich tegorocznych
            hajlajtów i rzecz, którą poleciłbym gorąco każdemu.

            5. COLLEEN – The Golden Morning Breaks
            Album nagrany z wykorzystaniem różnego rodzaju harf, cymbałków, dzwoneczków itp.
            instrumentów, czasami delikatnie wspomaganych elektroniką, to bodaj najpiękniej
            brzmiącej muzyki, jaką słyszałem w tym roku. Francuzka Cecile Schott jest
            najwyraźniej reinkarnowanym XVII-wiecznym japońskim poetą, który odmalowuje
            swoje przyrodnicze mikroobserwacje nie za pomocą słów, lecz dźwięków. Zresztą
            sam rzut oka na tytuły wywołuje uśmiech: „Summer Water”, „The Happy Sea”, “I’ll
            Read You A Story”, „Bubbles Which On The Water Swim”. Utwór o bąbelkach
            pływających na wodzie?? Ten album po prostu musiał trafić na moją listę.

            4. SHINING – In The Kingdom Of Kitsch You Will Be A Monster
            Tutaj zadziałała rekomendacja forumowego specjalisty od Rune Grammofon, Pagaja.
            Muzyka zawarta na tej płycie intryguje swoją nieprzewidywalną kinetyką. Nigdy
            nie wiadomo, w którą stronę skręci ten dziwaczny norweski wehikuł, kiedy
            przyspieszy, a kiedy zwolni. Chwilami przypomina jakieś stojące gmaszysko,
            którego szczyt niknie w burzowych chmurach, by po chwili przemienić się w
            jakiegoś szaleńczo galopującego kunia. Miazga po prostu.


            3. ELUVIUM – Talk Amongst The Trees
            Budzący skojarzenia z Fenneszem, Flying Saucer Attack czy Shieldsowymi ścianami
            dźwięku projekt Matthew Coopera na papierze czy monitorze może nie wyglądać
            specjalnie odkrywczo. Zmutowane elektronicznie, długaśne gitarowe drony,
            ambientowe krajobrazy, rozległe przestrzenie dźwiękowe – pozornie żadnych
            zaskoczeń, a jednak jest w tym wszystkim jakiś trudny do zdefiniowania czynnik
            ciarkogenny, czego najlepszym przykładem blisko 17-minutowa mgła gęstniejąca
            wokół prostej figury gitarowej, powtarzanej kilkadziesiąt razy w ciągu całego
            utworu „Taken”. Być może osoby siedzące bardziej w awangardowej minimalistyce
            wzruszą ramionami, ale dla mnie ten utwór ociera się o jakąś metafizykę godną
            obrazów Opałki, czy czegoś w tym stylu.

            2. JACK ROSE – Kensington Blues
            Inspirowana - zdaje się - dokonaniami Johna Fahey modlitwa na 12-strunową
            gitarę. Czysto instrumentalny, perfekcyjny technicznie album i bezsprzecznie
            jedna z najpiękniejszych, najbardziej uduchowionych płyt mijającego roku. Poza
            tym, przynajmniej dla mnie, jest to rzecz niezwykle świeża, z gatunku tych
            otwierających jakieś klapki w umyśle, kreślących nieznane obszary, które nie za
            bardzo pozwalają się zamknąć w słowach.

            1. ANTONY AND THE JOHNSONS – I Am A Bird Now
            O tej płycie powiedziano już zbyt wiele i prawie każdy ją słyszał. U mnie ten
            album zajął pierwsze miejsce głównie za taką totalną bezkompromisowość. Wbrew
            wysuwanym wobec Antoniego zarzutom o koniunkturalnym wykorzystywaniu kwestii
            płciowych oraz przerysowanej teatralności, ja uważam, że takie całkowite
            otwarcie i ekshibicjonizm wymagają wielkich jaj. W epoce zdominowanej przez
            bezbarwne duplikaty, a w najlepszym razie – eskapistyczne zabawy formalne,
            katartyczna muzyka Johnsonów tchnie jak dla mnie szczerością, tak dużą, że –
            parafrazując kultową wypowiedź Tomasza Nałęcza – na czas słuchania tej płyty
            gotów jestem stać się gejem (podobne odczucia wzbudza we mnie tylko Papa Dance).
            • ilhan Re: moja lista 28.12.05, 23:41
              aimarek napisał:


              > 1. ANTONY AND THE JOHNSONS – I Am A Bird Now

              > parafrazując kultową wypowiedź Tomasza Nałęcza – na czas słuchania tej płyty
              > gotów jestem stać się gejem (podobne odczucia wzbudza we mnie tylko Papa Dance)

              No właśnie, bo ten post jakiś niedokończony:

              0. PAPA DANCE - Milion fanek nie mogło się mylić

              <cancel caps>
              • aimarek Re: moja lista 28.12.05, 23:54
                ilhan napisał:

                > No właśnie, bo ten post jakiś niedokończony:
                >
                > 0. PAPA DANCE - Milion fanek nie mogło się mylić
                >
                > <cancel caps>

                taka właśnie miała być puenta mojego podsumowania, ale ją kurde ucięło :/
    • ton2 Re: 2 0 0 5 29.12.05, 00:04
      Dobrze, a wiec sprobujumy... Zaczne chyba od tego, ze rok 2005 byl dla mnie
      wspanialym rokiem, w ktorym poznalem mnostwo plyt, ktore poznac powinienem byl
      juz dawno i cieszylem sie nowymi albumami jak dziecko. Nie wiem, czy to
      byl "dobry rok w muzyce". Dla mnie byl super, za co dziekuje takze (a moze
      przede wszystkim) WAM - forumowiczom Strawberry Fields, bo w znacznej mierze
      przyczyniliscie sie do tego, ze w moich sluchawkach leci to, co leci. A teraz
      do rzeczy...

      25. Of Montreal - Sunlandic Twins
      Bo poprzednie plyty zupelnie mi nie podchodzily, a ta nieustannie pomagala mi
      zapomniec o syfiastej zimie, chlapie, deszczu i zawsze, gdy namawiala mnie
      do "bizzare celebration" bylem chetny.

      24. Oasis - Don't Believe The Truth
      Fajnie, ze w znow da sie ich sluchac. Nie jestem wielkim fanem, bo choc dwie
      pierwsze plyty uwielbiam (ku zniesmaczeniu znajomych i przjaciol) pozostalych
      nie trawilem. Powrot w wielkim stylu. Oby na dluzej.

      23. Hood - Outside Closer
      Duzo sluchalem na wiosne. Gdzies wyczytalem, ze to ma byc przyszlosc muzyki
      gitarowej. Czy ja wiem.

      22. Andrew Bird - Mysterious Production of Eggs
      Pewnie Sufjanem nie jest, ale te piosenki sa naprawde urocze, cieple i radosne.
      Na mnie dziala.

      21. Magic Numbers - s/t
      To z kolei muzyka lata. Dlugie leniwe piosenki, ktore nie moga sie znudzic. A
      koncowka "Which Way To Happy" z tym "i don't wanna have to be the one that has
      to lose you" mnie rozwala.

      20. The Rakes - Capture/Release
      Tak, ja wiem, ze to nic takiego itd, ale "Open Book", "Work Work Work"
      i "Animals" to imprezowe killery, ktore mnie ruszaja.

      19. Hard-Fi - Stars of CCTV
      Bo takie melodyjne i brytyjskie. I "Stars Of CCTV" i "Hard To Beat" i "Tied Up
      Too Tight" mnie urzekaja, a szczegolnie ten ostatni. Ale ja to naiwny jestem.

      18. Doves - Some Cities
      To moja ulubiona plyta Doves juz. Szybko mnie przekonala.

      17. Devendra Banhart - Cripple Crow
      Jasne, za dluga, ale jasne bardzo dobra. Raczej mnie nie nudzi, choc przyznam,
      ze rzadko przesluchuje w calosci. Utwory po hiszpansku podchodza mi
      najbardziej.

      16. Bonnie Prince Billy - Superwolf
      Nie bylem na koncercie i nigdy sobie tego nie wybacze, a byl to okres, w ktorym
      sluchalem Bonniego najwiecej i najbardziej mnie krecil. Glupek ze mnie. Moze w
      nastepnym zyciu.

      15. The Joggers - With A Cape And A Cane
      Poznalem niedawno i zupelnie nie potrafie wytlumaczyc, dlaczego tak mi sie ta
      plyta podoba. Moze przez ten rozleniwiony wokal i slodkie refreny? W kazdym
      razie ostatnio slucham bez przerwy.

      14. Field Music - Field Music
      Dlugo nie mogla zażreć, ale jak już zażarła to na całego. Mysle, ze z czasem
      bede ja docenial jeszcze bardziej. Dawno nie slyszalem tak inteligentnych
      popowych piosenek. No i odszczekuje podobienstwo do Futureheadsow. Juz go nie
      widze.

      13. The National - Alligator
      Swietna jesienna plyta. Melancholijna ale bez przesady, slodka, ale bez
      przesady, perwersyjna, ale bez przesady. Wlasciwie bez slabego punktu.

      12. CocoRosie - Noah's Arc
      Pewnie jestem w mniejszosci, ale podoba mi sie chyba bardziej niz debiut.
      Goscie tez wyborni, choc na poczatku mierzil mnie nieco francuski raper. Teraz
      nawet i on mi tam pasuje.

      11. British Sea Power - Open Season
      Mialem wielkie oczekiwania, bo debiut naprawde bardzo lubilem. Ta plyta ma
      wspaniale momenty, ale pozostawia we mnie jakis niedosyt. No ale "Please Stand
      Up" to faktycznie mistrzostwo swiata.

      10. The Boy Least Likely To - The Best Party Ever
      Mam chyba slabosc do plyt o dziecinstwie. Ta nie powalila mnie tak
      jak "Funeral", ale i tak te niewinne melodie sprawialy mi w tym roku mnostwo
      radosci.

      9. Maximo Park - A Certain Trigger
      Kurcze, no baardzo ich lubie. Zawsze stawiaja mnie na nogi i naladowuja dobra
      energia. Meczylem ten album cale wakacje, a jednak sie nie zmeczyl. Dzialaja na
      mnie te piosenki. Nawet jesli nie sa wielkimi dzielami sztuki. Co poradzic?

      8. Bright Eyes - I Am Wide Awake
      Na poczatku nie docenialem, zachwycajac sie Digital Ash, ale teraz tej drugiej
      prawie nie slucham, natomiast I Am Wide Awake, coraz czesciej. Bo to ladna
      plyta jest. I am glad I didn't die before I heard it.

      7. My Morning Jacket - Z
      Plyta jesieni. Pierwszy kawalek to automatyczny usmiech na mojej twarzy.
      Przyzna, ze poprzednia plyta wcale mi sie nie podobala. Tej najpierw nie moglem
      umiejscowic w czasoprzestrzeni muzycznej, ale jak juz sie jej poddalem, to
      pochlonela mnie calkowicie.

      6. Bloc Party - Silent Alarm
      Kurcze, no szkoda. Myslalem, ze to bedzie moja plyta roku, bo Banquet, bo
      Modern Love, bo Like Eating Glass, a jednak plyta roku nie jest. Szkoda tej
      nierownosci. Moze przy nastepnym albumie nie bedzie watpliwosci.

      5. Antony & The Johnsons - I Am A Bird Now
      Czegos takiego wczesniej nie slyszalem. I pewnie nie uslysze. I od poczatku
      jeden tekst "to jest piekne". Slucham rzadziej, ale wciaz uwazam, ze to cos
      naprawde pieknego.

      4. Clap Your Hands Say Yeah - s/t
      Well. Naprawde nie obchodzi mnie, co jest hypowane, a co nie i czego slucha
      David Bowie. Ta plyta mnie przekonuje od poczatku do konca. W swojej radosci,
      melodyjnosci i w wokalu, ktory pewnych ludzi irytuje, a mnie rozklada na
      lopatki. Bomba.

      3. Broken Social Scene - s/t
      Poprzednie plyty byly dobre. Sluchalem, ale bez zachwytu. Czulem, ze jest jakis
      potencjal, ale go do konca nie widzialem. Przy tej nie mam watpliwosci. Dla
      mnie to wielka plyta, ktorej bede sluchal jeszcze dluugo i dlugo bede
      odnajdywal w niej kolejne smaczki, bo ona juz taka jest. Dobra na zime, na
      wiosne i na lato. Respect BSS.

      2. Sufjan Stevens - Illinois
      Tu chyba nie ma nic do dodania. Poczucie obcowania z geniuszem mialem od
      poczatku, ale z czasem ta plyta stala sie jakkolwiek pretensjonalnie to brzmi
      czescia mojego zycia i nie wyobrazam sobie tego roku bez niej. A "John Wayne
      Gacy Jr" i "Casimir Pulawski Day" to... coz chyba brak mi slow. Geniusz? Ale to
      juz chyba mowilem.

      1. Wolf Parade - Apologies To Queen Mary
      No tak, pewnie bede sie musial jeszcze dlugo z tego tlumaczyc. Jasne, Sufjan
      jest genialny, jasne BSS nagrali swoja najlepsza plyte, ale Wolf Parade
      zawladneli mna od pierwszego przesluchania sciagnietych pojedynczych kawalkow.
      Jest w tym jakas szczerosc i prawda, ktora trudno mi opisac. Ta plyta mnie
      wzrusza, bawi, przeraza i fascynuje. I moze dlatego to moja plyta roku.

      Amen

      Dzieki za cierpliwosc.
      Pozdrawiam
    • nemrrod Re: 2 0 0 5 29.12.05, 18:13
      Nie no, robienie takich rankingów jest strasznie trudne i męczące... Jestem
      wykończony (a z efektu średnio zadowolony...). Obszerniejszy komentarz później.
    • nemrrod Komentarz 31.12.05, 13:58
      Ok, zacznę od przytoczenia listy płyt do przesłuchania jeszcze w tym roku, jaką
      sporządziłem jakiś czas temu. A właściwie wymienienia tych płyt z tej listy,
      których przesłuchać nie zdążyłem. Po rankingach pozostałych forumowiczów widzę,
      że ominęło mnie sporo dobrego. I tak zamiast słuchać Xiu Xiu, Sama Prekopa,
      Marca Leclaira, Microphones, Eluvium, Out Hud, Four Tet, Murcofa, Matta
      Elliotta, Matthew Herberta, Mice Parade, Nine Horses, Kammerflimmer Kollektief,
      duetu Alva Noto/Sakamoto, Deadbeat czy In The Country, traciłem czas na
      zgłębianie nieciekawych produkcji Hood czy Boards Of Canada...

      Do rzeczy:
      Pierwsza trójka
      To trzy płyty, które dostarczyły mi w tym roku najwięcej emocji (z czego Silver
      Mt. Zion to już mój top wszechczasów).

      Shining
      Ta płyta była na pierwszym miejscu od momentu, kiedy ją usłyszałem
      (marzec/kwiecień) do czasu, gdy usłyszałem "Horses In The Sky", a potem gdy
      ukazało sie "Illinois". Frapująca mieszanka, ale angażująca bardziej szare
      komórki niż emocje, a w muzyce rozum zawsze przegrywa z uczuciami.

      Jamie Lidell
      Płyta, która dostarczyła mi w tym roku zdecydowanie najwięcej radości i
      pozwoliła odpocząć szarym komórkom po sesjach z Shining :)

      Björk
      Jak pisałem - w świetnej formie, cały czas zaskakująca, poza tym jej rozwój i
      ewloucja - brak słów.

      Antony And The Johnsons
      Nie dlatego, że hajpowano, bo na hajpy jestem odporny ;) Od początku byłem do
      tej płyty sceptycznie nastawiony i oponowałem przeciwko mówieniu o niej jako
      "nowej jakości". Ale posłuchałem "na spokojnie" kilkanaście dni temu i
      stwierdziłem, że to świetne kompozycje jednak, piękne, smutne melodie. (Do
      wokalu już dawno się przyzwyczaiłem). Poza tym to odważna płyta, szczera,
      wyrazista, zdecydowanie wyróżniająca się na tle innych tegorocznych produkcji.
      Ważna.

      Isolee i Roisin Murphy
      Tu akurat kolejność zmienia się codziennie :) Dwa świetnie wyprodukowane,
      melodyjne, taneczne krążki z feelingiem, a przy tym na poziomie dla większości
      nieosiągalnym.

      Jan Jelinek
      Krautrock to chyba najlepsze, co wydarzyło się w niemieckiej muzyce. A pomysł na
      "Kosmischer Pitch" chyba inny niż na "Loop-Finding-Jazz-Records" - tam było "do
      wewnątrz", tu jest "na zewnątrz".

      LCD Soundsystem
      Imprezowa, inteligentna, ironiczna, impertynencka, imponująca, intrygująca i ...
      [iklektik] ;))

      The Russian Futurists
      Ta płyta też mi sprawiła dużo radości, ale trochę mniej.

      David Sylvian
      Z tą płytą miałem problem, bo właściwie nie słuchałem jej jako całości,
      najczęściej słuchałem tych remiksów na przemian z oryginałami. Zbiór świetnych
      remiksów (ale przecież materiał wyjściowy był świetny), z których remiks
      Readymade FC jest remiksem najlepszym, a remiks Sweet Billy Pilgrim remiksem
      najładnieszym :)

      Keith Fullerton Whitman
      Intrygująca i frapująca, konceptualna, eksperymentalna płyta. Momentami jest
      "hmm... interesująco", a momentami po prostu ładnie.

      The Books
      No nie wiem, słucham tej płyty od początku roku jakoś i chyba się już po prostu
      przyzwyczaiłem. The Books okiełznali ten swój samploidalny świat i wtłoczyli w
      ramy piosenek. Więcej tu ładu i składu niż na poprzednich płytach, kilka ładnych
      melodii, kilka fajnych sampli ("I am the angel of death, I am the angel of
      death" głosem starszej pani, śmieszne), ale sound wciąż rozpoznawalny.

      Autechre
      Raczej zniżka formy, ale i tak nikt nie potrafi tak jak oni :P W moim odczuciu
      to chyba nie jest żaden kierunek, w którym można pójść. To raczej takie małe
      podsumowanie dotychczasowej twórczości - momentami słyszę tu nieśmiałe (a może
      nieudolne?) nawiązania do "Confield", momentami brzmienie "LP5".

      Animal Collective
      Nie jest to dla mnie jakiś wielki czy ważny zespół, ale lubię rzeczy dziwne,
      które się wyróżniają. A ta płyta zdecydowanie się w tym roku wyróżniała.

      Jeff Parker
      Trochę dziwnie się czuję oceniając jazz i wtłaczając go w ramy rankingu, bo się
      na jazzie nie znam. Ale brakowało mi jednej płyty do 25. :P

      Maria Peszek
      Tutaj też czuję się dziwnie. Początkowo miałem tej płyty w ogóle nie
      uwzględniać, ale przecież nie powinno się stosować osobnych miar dla polskich
      wykonawców... Nie wiem co jest takiego w tej płycie, że mi się podoba... Bo ona
      momentami jest trochę... naiwna.

      Skalpel
      W porządku, ale zbyt często miałem wrażenie pt. "gdzieś już to słyszałem" ;)

      Common
      Bo "jeśli chce się być cool, trzeba wrzucić jakąś czarną płytę do rankingu" :P

      Broadcast
      Tak... zredukowali skład do duetu, zmienili trochę brzmienie i... nagrali chyba
      najsłabszą płytę w karierze. Ale i tak mają u mnie kredyt zaufania. Poza tym,
      rozumiecie - słabość do Trish Keenan ;)

      Trzy ostatnie
      Pajo w porządku, właściwie dopiero w ostatnich dniach awansowała, natomiast
      Jackson i Alog chyba zbyt przekombinowani momentami.
      • grimsrund Re: Komentarz 31.12.05, 23:46
        No, robota skończona na dziś, a i 2005 rok się kończy. Cała młodzież forumowa
        szaleje pewnie na zabawach, to zaraz trza będzie założyć wątek "W grudniu
        słuchali...". A z listą 2005 nadal jestem w lesie. Ale cóż, jak człowiek
        obiecał, że zrobi, to się trza wywiązać. A idzie jak po grudzie, wątpliwości
        targają jak sztorm na "Titanicu". Może za dużo gatunków naraz? Zajrzałem prawie
        do każdego, a wszędzie pobieżnie, z natury rzeczy. Czy nie lepiej okopać się na
        dobre w jakimś niezalu, łomocie, elektropikaniu czy choćby kantry, i stamtąd od
        czasu do czasu wypuszczać podjazdy na obce terytoria, dumny jak paw z
        wszechstronności zainteresowań? Nie ma lekko.... Na dziś mógłbym jeno dać listę
        rzeczy, bez których odsłuchu lista nie powstanie. A do pewnych rzeczy znanych
        trza będzie wrócić jeszcze. Co najmniej tydzień to zajmie, jak nie więcej.
        Chyba że się zdenerwuję jak Pagaj i pacnę listę na odlew.

        No właśnie, zastanawiam się, czy nie ma racji Pagaj, odrzucając formułę
        olimpijskiego tempa zapoznawania się z nowościami pod koniec roku. Z drugiej
        strony mój skompresowany końcowogrudniowy repertuar ujawnił co najmniej kilku
        silnych kandydatów do pierwszej trzydziestki - choćby takie rzeczy jak
        Riverside, Archer Prewitt, God Is An Astronaut i You Say Party! We Say Die!
        Znów od sasa do lasa, aż łeb boli.

        Dobrze że przynajmniej dziś nikt nie wyciąga na krakowski Rynek - rok temu
        poszedłem po usilnych namowach znajomych spoza miasta - chcieli "zobaczyć", jak
        wygląda zabawa na Rynku. Po tym, jak naszej trójki tłum omal nie stratował na
        ulicy Sławkowskiej, ochota najwyraźniej im przeszła - i dobrze :))

        Tym razem więc mój rok skończy się kulturalnie, przy ostatnich taktach BEFORE
        Riverside (będzie to więc raczej AFTER, ale nie czepiajmy się szczegółów).
    • grimsrund Tera ja 15.01.06, 18:22
      Będzie w kawałkach, jak mi sił starczy.


      111 Ladytron WITCHING HOUR
      Nigdy wcześniej ich nie słyszałem, ale to całkiem niezłe jest. Słychać, że lata
      80. mają nadal dla wielu wielki powab :)

      110 Billy Idol DEVIL'S PLAYGROUND
      A tutaj prawdziwy relikt tychże lat 80. - i to relikt bardzo żywotny. Płyta z
      wykopem, jakiego pozazdrościć wokaliście powinno wielu o połowę młodszych
      tfurcuf.

      109 The Band Of Endless Noise RIDERS ON THE BIKES
      Nasze, swojskie, bo prawie z Krakowa :). Młodzi, zdolni i perspektywiczni mniej
      więcej post-rockowcy - tak bym ich określił :)

      108 The Mountain Goats THE SUNSET TREE
      W minionym roku przekopałem w większych lub mniejszych fragmentach całą
      dyskografię pana Darnielle'a, by skonstatować, że niemal wszystkie utwory na
      wszystkich płytach brzmią jednakowo. Niemniej duży szacunek dla człowieka,
      który uparcie od lat nagrywa swoje brzdąkania w sypialni. Niemal wszystkie
      brzdąkania, sądząc po ilości sygnowanego przez TMG materiału :))

      107 Isolee WE ARE MONSTER
      Ja sie tam na tańcach żadnych nie wyznaję. Ale wszyscy gadają, że to pikne, to
      żem se posłuchał. I ładne to jest, ale na tańcach to się nadal nie wyznaję :)

      106 Broadcast TENDER BUTTONS
      Broadcast to Broadcast, he he. Ale wcześniejsze płyty były chyba lepsze...

      105 Nevermore THIS GODLESS ENDEAVOUR
      W tym roku zastąpili mi nieobecnych chwilowo Queensryche. I godnie zastąpili. A
      Queensryche wyda płytę w 2006 - jest nieźle :))

      104 Spoon GIMME FICTION
      Szacunek. Ale łba mi nie urwało, jeśli mam mówić szczerze.

      103 Opeth GHOST REVERIES
      Są tu fragmenty fantastyczne, są i mniej fantastyczne. Ale w sumie kolejna
      płyta zespołu, który nie zawodzi. Przynajmniej muzycznie, bo na siarkę nadal
      mam niejakie uczulenie (co zresztą wyjaśnia brak w moim zestawieniu zespołów
      pokroju Hate czy Vadera).

      102 Sigur Ros TAKK...
      Ładne. Nadal ładne. Ale zbyt wiele razy usnąłem w czasie odsłuchu - a nie był
      to odsłuch dobranocny.

      101 Smog A RIVER AIN'T TOO MUCH FOR LOVE
      Chyba kolejne punkty "za obecność" w tym zestawie, bo płyta też nie dorównuje
      poprzedniczkom. Szkoda, ale i tak miło się słucha.

      CDN
      • grimsrund Re: Tera ja 15.01.06, 19:12
        100 Ulver BLOOD INSIDE
        Słuchałem kurde, słuchałem, słuchałem... Nie raz i nie dwa. No i nie weszło jak
        powinno, nie poradzę. Choć miło się słucha, bez wątpienia, Ziemia się pode mną
        nie zatrzęsła. A tak przy okazji, to żaden metal nie jest, czemu to leży na
        półce z metalem?

        99 Turin Brakes JACKINTHEBOX
        Nie chciało im się nagrać takiej płyty jak trzeba, to zamiast nich nagrali ją
        Supergrass. Mimo wszystko nie bolało :)

        98 Dream Theater OCTAVARIUM
        Przez pawia roku p.t. WALK BESIDE YOU macie Panowie tylko pozycję 98. I to
        przez pamięć słodką TRAIN OF THOUGHT w dużej części.

        97 Depeche Mode PLAYING THE ANGEL
        Panowie trzymają formę, acz bez rewolucji. Może być.

        96 Wilderness WILDERNESS
        Głos Johna Lydona w cudzej paszczy to ciekawostka przyrodnicza, na szczęście
        muzyka też się broni.

        95 Elbow LEADERS OF FREE WORLD
        Ponieważ bardzo ich lubię, pozycja 95 to nie to, o co powinno chodzić. Ale
        plamy też nie ma, przyznaję.

        94 Radar Bros. THE FALLEN LEAF PAGES
        Trochę zapomniani, w ogóle nie oryginalni... Urocza płyta, jak zawsze.

        93 Boards of Canada THE CAMPFIRE HEADPHASE
        Dobrze się słuchało. Naprawdę. Może dlatego, że na pikaniu się niewiele znam :))

        92 Black Label Society MAFIA
        Ozzy 2 nadal w formie. Solidna płyta, jak wszystko co wychodzi spod paluchów i
        paszczy Zakka Wylde'a.

        91 The National ALLIGATOR
        Nie weszło w całości. Niemniej ostatnie kawałki bardzo sympatyczne. Ale żeby od
        razu rewelacja roku? Panie, daj Pan spokój...

        CDN


        • tomash8 Re: Tera ja 15.01.06, 19:21
          grimsrund napisał:


          >
          > 92 Black Label Society MAFIA
          > Ozzy 2 nadal w formie. Solidna płyta, jak wszystko co wychodzi spod paluchów i
          > paszczy Zakka Wylde'a.
          >

          Wg. mnie Zakk obecnie jest 100 razy ciekawszy niż Ozzy, zarówno pod względem
          kompozycji jak i wokalu.
        • grimsrund Re: Tera ja 15.01.06, 20:23
          90 Lou Barlow EMOH
          Bardzo dobry początek, i takiż koniec (ballada o kotku, który tak naprawdę był
          kotką). To zaś, co w środku, bardzo spodobało się Dziołsze. Czyli wszystko
          jasne :))

          89 M.I.A. ARULAR
          Ja tam jestem podłą prawicową skamieliną, i wszelkie mniejszości etniczne powab
          mają dla mnie niewielki. I na tańcach się nie wyznaję, o czym wyżej było. Ale
          słuchało się tego miło, i patrzyło na panią w telewizorze też :)

          88 Cloud Cult ADVICE FROM A HAPPY HIPOPOTAMUS
          Gdyby nie ten wokal, ech... Ale piosenki ładne, nawet bardzo.

          87 Animal Collective FEELS
          Panowie bzyczą, pochrząkują, stukają i pukają... I robią to z niejakim
          wdziękiem. To eksperymenty, tak? A niechby i choroba psychiczna, byle dało się
          słuchać :)

          86 Of Montreal SUNLANDIC TWINS
          A tu następny po Darnielle'u stachanowiec muzycznej pracy twórczej, żywe srebro
          pod nazwą Kevin Barnes. Na kolana nie padłem, ale i nie ziewałem. To sporo.

          85 Ryan Adams COLD ROSES
          Rajan... Byłoby wyżej, gdyby nie paskudny trik z "podwójną" płytą, która trwa
          poniżej 80 minut. Ale muzyka przyzwoita, choć GOLD to jednak nie jest.

          84 Broken Social Scene BROKEN SOCIAL SCENE
          Coby się Pszemcio cieszył, to jest w zestawie. Bo jakoś nie weszło, i już. Że
          to jak Lali Puna? Hmm... W każdym razie YOU FORGOT IT IN PEOPLE było ciut
          lepsze.

          83 The Decemberists PICARESQUE
          Dodatkowy punkcik za podobieństwo głosowe wokalisty do wokalisty I Am
          Kloot :)). Żartuję. OK, chociaż spodziewałem się czegoś ciut lepszego, także po
          wysłuchaniu ich koncertu w NPR.

          82 Clap Your Hands Say Yes CYHSY
          Lurid i Bołi w jednym? Czemu nie. Ale oryginały oczywiście lepsze. Niemniej -
          bez bólu.

          81 Colleen THE GOLDEN MORNING BREAKS
          Francuska Zosia-Samosia nagrała bardzo uroczą bzyczącą płytę. I to ponoć
          całkiem sama :)) Relaksująca elektronika bez zadziorów, sympatyczne.

          80 Great Lake Swimmers BODIES AND MINDS
          Poważni folko-kantrowcy, płyta nagrywana w kościele. To nie mogło się nie
          udać :))

          79 Fields Of The Nephilim MOURNING SUN
          Niespodziewany powrót po latach, trafiło dopiero po kilku podejściach.
          Przynajmniej paszcza Carla McCoy'a nadal jest bramą na drugą stronę. Zawodu
          zatem brak :)

          78 Neverending White Lights GOODBYE FRIENDS OF THE HEAVENLY BODIES
          Nazwiska osób zamieszanych nie zwiastowały najlepiej (ludziska z Our Lady
          Peace, Finger Eleven, 311 między innymi). Ale nazwisko Nathana Larsona
          ostatecznie zachęciło... Ech. To był słuszny ruch. Stonowana, szlachetna całość
          nie ma nic wspólnego z pitu-pitu kapel składowych... Jedna z milszych
          niespodzianek roku. I do tego z jaką okładką! :)

          77 Tori Amos THE BEEKEEPER
          Tori. Nagrała. Nową. Płytę. Ładną. Jak zawsze. Wystarczy.

          76 Akron/Family AKRON/FAMILY
          Ludziki (diabełki?) wykopane na jakimś brooklyńskim kartoflisku przez Michaela
          Girę nagrały bardzo dobry debiutancki materiał. Warto będzie obserwować ich
          dalszą karierę.

          75 Akron/Family & Angels of Light AKRON/FAMILY & ANGELS OF LIGHT
          Split stron wymienionych na pozycji 76. Czasem pięknie, czasem transowo, a raz
          można ze strachu nawet wyskoczyć z gaci. Ten Gira to ma szczęśliwą rękę!

          74 Adrian Belew SIDE ONE / SIDE TWO
          Czapki z głów! Miszcz nadal w formie. Choć jak się ma takich tuzów na basie i
          za garami, to nie dziwota :)

          73 Son Volt OKEMAH AND THE MELODY OF RIOT
          Jay Farrar powrócił pod tą nazwą po kilku latach przerwy, kiedy to nagrywał pod
          własnym nazwiskiem... powrócił z klasą, dodajmy. I polityka nawet tu nie razi -
          mocarz ci on prawdziwy!

          72 Craig Wedren LAPLAND
          Ale śliczne piosenki!! I Wedren, i Nathan Larson (jego dawny kolega z Shudder
          To Think) od dawna nie tańczą już kozaka na uszach swoich słuchaczy - lecz
          muzykę obaj nagrywają piękną, jakby wprost do obyczajowych filmów (Larson
          zresztą robi to zawodowo).

          71 The Herbalizer TAKE LONDON
          Cóż, SOMETHING WICKED... to to nie jest. Ale nadal słuchalność bardzo wysoka -
          i sample na poziomie, choć ich wymowa niepokojąca chwilami.

          CDN
          • grimsrund Re: Tera ja 15.01.06, 23:58
            70 Josh Rouse NASHVILLE
            Jeden z moich ulubionych artystów, bez ściemy. Ale ta płyta odrobinę słabsza od
            UNDER COLD BLUE STARS i 1972. Co jednak nadal oznacza, że to bardzo dobra
            płyta :))

            69 Simple Minds BLACK AND WHITE 050505
            Noc żywych trupów? Nie, to kontratak najbardziej znienawidzonej przez młodych
            niezalowych Szkotów kapeli (wiedza z autopsji). Niemniej, same DOLPHINS serce
            potrafią rozmiękczyć i słuchacza rozmarzyć. Pierwsza ich płyta od niemal 20
            lat, którą byłem w stanie wysłuchać w całości - to je coś!

            68 The Darkness ONE WAY TICKET TO HELL AND BACK
            He, he :))

            67 Black Mountain BLACK MOUNTAIN
            No, ci młodzi ludzie odrobili lekcję z psychodelii i okolic lat 60. i 70.
            Dobrze się słucha. W tej Kanadzie to fajnie mają...

            66 Fripp / Eno EQUATORIAL STARS
            Dwa miszcze, choć płyta nie sięga poziomu ich legendarnych nagrań z lat 70. Ale
            i tak miło zanurzyć się w te dźwięki.

            65 Sleater-Kinney IN THE WOODS
            Ja to w ogóle punkowy nie jestem. Te panie należą do nielicznych wyjątków,
            jeśli chodzi o mój gust. Może to kwestia wokali? W każdym razie płyta owa
            bardzo dobrą jest. Jak każda poprzednia zresztą.

            64 Jack Johnson IN BETWEEN DREAMS
            Piszą tu i tam, że to takie nieambitne, że facet pod publiczkę nagrywa i w
            ogóle, że to pop jakiś. Ja tam w żadnym radio tych nagrań nie słyszałem - widać
            jest jeszcze jakaś inna publiczka. Bardzo lubię tę płytę i już.

            63 Murcof REMEMBRANZA
            Tu też mówią, że dobre. Ano, dobre. Może tylko żeby coś bardziej urozmaicone,
            bo się dłuży miejscami... Ale ja się tam nie znam wcale.

            62 Kent DU OCH JAG DOEDEN
            Ongiś niezalowi idole nie zauważeni w tym roku przez żadnego niezala chyba -
            niezła jazda, nieprawdaż? Własną piersią bronił nie będę, ale dobrze się
            słuchało. A i posłuchanie innego niż angielski języka w muzyce dobrze czasem
            robi :))

            61 Oasis DON'T BELIEVE THE TRUTH
            Ech, to się nazywa niespodzianka. Spodobała mi się płyta Oasis! Świat stanął na
            głowie? Może nie, i to po prostu dobra rzecz jest?

            CDN
            • roar Re: Tera ja 16.01.06, 02:07
              > 62 Kent DU OCH JAG DOEDEN
              > Ongiś niezalowi idole nie zauważeni w tym roku przez żadnego niezala chyba -
              > niezła jazda, nieprawdaż?

              Tutaj się przyznaję do małego skandalu z mojej strony. Jak ty zapomniałeś o Ry Cooderze i Robercie Plancie, tak ja o Kencie. Słuchałem tej płyty, podobała mi się, spokojnie miała szansę na trzecią dziesiątkę, może nawet na koniec drugiej - aż tak dobrze nie pamiętam. Niestety, nie mam żadnej kopii, nie miałem płyty "skatalogowanej", no i wyleciało ze łba... Sigh.

              PS: Ale nie wiem, czy ja się liczę jako niezal... :(
            • grimsrund Re: Tera ja 16.01.06, 14:17
              60 Mercury Rev THE SECRET MIGRATION
              Znakomita płyta, i zyskuje po każdym przesłuchu. O ile pamiętam, tóraś z
              terazrockowych podfruwajek kręciła nosem, że się im gdzieś nie chciało na
              jakimś koncercie... Daj Panie każdemu takie nie chciało :)

              59 Anna Nalick WRECK OF THE DAY
              No tak. Ładna pani, bardzo ładna płyta. Czego chcieć więcej?

              58 Hood OUTSIDE CLOSER
              A jednak się podobało. Takie tu gromy leciały, że aż przed samym sobą zacząłem
              udawać, że to niefajne jest. Ale jednak nie chcę żyć w kłamstwie - w czym, jak
              mniemam, pomocnym jest mi fakt, iż nie znam jeszcze COLD HOMES :))

              57 Audioslave OUT OF EXILE
              Proste, ale szlachetne. I niestety (he he) rozrywkowe, bo to mejnstrim pełną
              gębą... Ale jednak to dobra płyta, solidne rzemiosło. Szacunek.

              56 Royksopp THE UNDERSTANDING
              He he, kolejni ubiegłoroczni chłopcy do bicia. Spodobało mi się, i to na długo
              zanim się pojawił "ten teledysk z latającymi domami", więc bugger off! :)

              55 Bruce Dickinson TYRANNY OF SOULS
              Bruce, Bruce... Bruce miszcz! Robi od lat to samo i tak samo (choć chwilami
              trochę inaczej), a nawet lepiej. Lubię tego gościa. I jego płytę też :)

              54 Emiter / Arszyn EMISZYN
              Nasi! Buczą! I to w duecie! Nie znam się na buczeniu, ale zdecydowanie coś w
              tym jest.

              53 Starsailor ON THE OUTSIDE
              Kolejna bardzo miła niespodzianka - chłopaki wreszcie zagrali z wykopem, nie
              zapominając przy tym o świetnych melodiach. Duży plus za odwagę. I drugi za
              JEREMIAH, żeby nie było.

              52 Life Of Agony BROKEN VALLEY
              Patrz pozycja 57. A jednak i tutaj to działa! Zacny powrót, to pewne.

              51 Editors THE BACK ROOM
              Zero oryginalności (albo jeszcze mniej). Ale jakie ładne piosenki (przynajmniej
              niektóre...)!

              50 Świetliki LAS PUTAS MELANCOLICAS
              Potęga. I to nie po kumotersku, bo oni z Krakowa. Świetna rzecz od początku do
              końca.

              49 Nedelle FROM THE LION'S MOUTH
              Skromne dziewczątko z Kalifornii śpiewa słabym głosikiem zwiewne bossanovy. Jak
              ja lubię takie piosenki! Żeby je docenić, nie trzeba przed sobą widzieć buforów
              Ive Mendez (a kysz!).

              48 Calexico / Iron & Wine IN THE REINS
              Hej, Panowie! Czemu tak krótko? Byłaby pierwsza 30, a tak "tylko" 48. Kara musi
              być.

              47 David Gray LIFE IN SLOW MOTION
              Lubię tego gościa, i mam w nosie która to półka. Kolejna bardzo ładna płyta, a
              i merdia chyba się od Greja odczepiły, bo nie słyszałem jego nowych piosenek w
              radyjach tak często jak utworów z WHITE LADDER. Kolejny plus :)

              46 This Is A Process Of A Still Life THIS IS A PROCESS OF A STILL LIFE / LIGHT
              Tortoise się stacza, Mogwai wygrywa jakieś dziwne rzeczy (ale i tak znacznie
              lepsze niż Tortoise), więc młodsi muszą przejąć pałeczkę. Dwa debiutanckie (?)
              albumy postrockowców z Montany to coś, co tygrysy lubią najbardziej.

              45 Kammerflimmer Kollektief ABSENCEN
              Brat mój lubi jazz, ale zdezerterował już pod koniec pierwszym utworze, gdy
              zaczęło bzyczeć. Znaczy się, nie jest to typowy dżez. Ale jaki ładny za to! :))

              44 Daniel Lanois BELLADONNA
              Kolejny Wielki, który przemknął w ubiegłym roku niezauważony. A to taka śliczna
              instrumentalna płyta, nagrana z najlepszymi dżezmenami (Brian Blade, Brad
              Mehldau i inne takie cieniasy).

              43 Porcupine Tree DEADWING
              I wysoko, i nisko zarazem. Wysoko, bo 43. Nisko, bo IN ABSENTIA byłaby pewnie w
              pierwszej 10...

              42 I AM THE RESURRECTION: A TRIBUTE TO JOHN FAHEY
              Hołd dla zapoznanego geniusza gitary z lat 60., zmarłego w 2001 roku. Kogo tu
              nie ma? Ranaldo, Stevens, Banhart, Ward, Gelb, Calexico... Co jednak ciekawe,
              najlepsze utwory nagrali ci, o których nigdy wcześniej nie słyszałem. Gitarowa
              perła 2005 roku.

              41 Beck GUERO
              Dla Becka zawsze jest miejsce na mojej liście. Wysokie miejsce, bo i płyta
              wyborna.

              CDN

              • pytajnick Re: Tera ja 16.01.06, 14:54
                grimsrund napisał:

                > 58 Hood OUTSIDE CLOSER
                > A jednak się podobało. Takie tu gromy leciały, że aż przed samym sobą zacząłem
                > udawać, że to niefajne jest. Ale jednak nie chcę żyć w kłamstwie - w czym, jak
                > mniemam, pomocnym jest mi fakt, iż nie znam jeszcze COLD HOMES :))

                Cold House (jeśli znów nie łapię żartu - przepraszam!).
                A płyta zacna. Obie.
              • grimsrund Re: Tera ja 17.01.06, 02:00
                40 Dirty Three CINDER
                Ci Panowie muszą być faktycznie parszywi, bo wszyscy o nich zapomnieli... Hej,
                a jednak nie wszyscy! Kolejna bardzo dobra płyta zespołu, który innych płyt nie
                nagrywa.

                39 Vic Chesnutt GHETTO BELLS
                Vic nadal jeździ na wózku, i nadal nagrywa znakomitą muzykę. Tym razem w
                naprawdę zacnym towarzystwie (m.in. Bill Frisell), ale jak zawsze poruszająco.
                Że kantry? Ano kantry :)

                38 Arizona Amp And Alternator ARIZONA AMP AND ALTERNATOR
                Howe Gelb, projekt 1001... Fajnie mieć przyjaciół, którzy zawsze przybiegną na
                wezwanie, kiedy przychodzi do nagrania nowej płyty - pomogą w wydawaniu
                dźwięków, albo przynajmniej się pokręcą w okolicy. Tym razem w okolicy
                zawieruszyli się m.in. Grandaddy, a materiał wyszedł jak to u Gelba - pokręcony
                i fascynujący. I jak zawsze chyba nikogo nie zainteresował...

                37 Thievery Corporation THE COSMIC GAME
                Czilałt roku? Nie wiem co to czilałt, ale płyta jest fajowska. Gościnne występy
                Flaming Lips, Perry Farrella i Davida Byrne'a - dodatkowo wysoko ocenione :))

                36 Mick Harvey ONE MAN'S TREASURE
                Prawy rąk Nicka Cave'a przez ostatnie lata parał się głównie muzyką filmową
                (obok gry w The Bad Seeds rzecz jasna). W końcu jednak znalazł czas na nową
                płytę solową. Czas był po temu najwyższy, bo poprzednio zmobilizował się był
                jeszcze w minionej dekadzie, nagrywając dwa albumy z piosenkami Serge'a
                Gainsbourga. Tym razem odtworzył już całkiem własny materiał... Naprawdę
                szkoda, że i tak nikt tej płyty nie będzie chciał słuchać.

                35 The Coral THE INVISIBLE INVASION
                Wysoko - mam już dość obrzucania tej płyty błotem od wielu miesięcy. To dobra
                płyta jest - a co ma do rzeczy to, co było wcześniej?

                34 Doves SOME CITIES
                Uch, gdyby jeszcze wszystkie utwory były takie jak THE STORM... Ale i tak to
                pewnie najlepsza niezalowa płyta ubiegłego roku. Doves znów nie zawiedli. Nie,
                żebym się temu specjalnie dziwił :)

                33 M. Ward TRANSISTOR RADIO
                Jak ten pan ładnie na gitarze gra! Ale i tak prawie nikt go nie zna. Może i
                lepiej - przynajmniej będzie miał spokój na tej swojej prowincji :)

                32 You Say Party! We Say Die! HIT THE FLOOR!
                Kolejna niespodzianka znikąd, nawet Allmusic nic o nich nie pisze. Cóż, nie
                moja wina, bo muzykę robią bardzo przyjemną, w postpunkowych latach 80. mocno
                zanurzoną. Ponieważ mnie wszystko się z Kiurem kojarzy, to i Kiur tam słyszę,
                ale inne rzeczy też. Nie do końca wiem jakie, ale wchodzą bez wysiłku :)

                31 Fiona Apple EXTRAORDINARY MACHINE
                Fiona wróciła! I tego się trzymajmy. Bardzo dobra płyta... tylko bardzo dobra,
                a nie genialna, jak jej poprzedniczki. Niedobra, zła Fiona! :))

                30 Thee Silver Mt. Zion Memorial Orchestra & Tra La La B HORSES IN THE SKY
                Po pierwszym odsłuchu niemal posłałem płytę kopem w drugi koniec pokoju, tak
                mnie zirytowała. Potem było już tylko lepiej. Hipnotyzujący - to chyba
                najbardziej trafne określenie tego materiału :)

                29 Riverside SECOND LIFE SYNDROME
                To nasi grają?? Ale numer... Stanowczo popieram! :))

                28 Piano Magic DISAFFECTED
                Jakość reszty materiału na poziomie THE THEORY OF GHOSTS zapewniłby tej płycie
                pierwszą 10. Ale i tak nie jest źle, co łacno wywnioskować można po ostatecznej
                pozycji :)

                27 Archer Prewitt WILDERNESS
                Do protokołu proszę wpisać, że Archer Prewitt powinien wziąć na barana Sama
                Prekopa z jego płytą WHO'S YOUR NEW PROFESSOR, bo obaj okupować powinni tę samą
                pozycję (niestety, dzieło Prekopa dorwałem dopiero dziś). Panowie nie powinni
                się kłócić, wszak znają się dobrze z Sea and Cake, a albumy obaj nagrali
                przednie :)

                26 dEUS POCKET REVOUTION
                Kolejny powrót po latach - i kolejny udany. Mówią, że zespół stracił pazur. Czy
                ja wiem? Co wiem, to to, że ta rewolucja, choć zaledwie kieszonkowa,
                zdecydowanie się powiodła :)

                25 The Boy Least Likely To THE BEST PARTY EVER
                Rzutem na taśmę - dosłownie. Cieszę się niezmiernie, że poznałem tę płytę. Ktoś
                coś wspominał, że to o dzieciństwie? A można wiedzieć, w jakim to kraju dzieci
                sypiają z rusznicem pod poduszką? :)

                24 The Books LOST AND SAFE
                Dużo razy przesłuchałem tę płytę, oj dużo. Powykręcana jest jak faworek (po
                naszemu: chrust), i równie smaczna. Kto by pomyślał, że Hameryka ma takich
                zdolnych kmieci? :)

                23 Candlemass CANDLEMASS
                Masta-blasta. Mój metalowy album roku, choć oczywiście niewiele z tej półki
                przesłuchałem, a poza tym się nie znam. Jestem jednak pewien, że ta nowa płyta
                Black Sabbath zaśpiewana przez Bruce'a Dickinsona to był naprawdę dobry
                patent :)

                23 Tom McRae ALL MAPS WELCOME
                Nikt (prawie) Toma nie lubi, buu... Nie to nie. Będzie więcej dla mnie :)

                22 Armia ULTIMA THULE
                W kategorii "najczęściej odtwarzana płyta roku" przegrała tylko z Sufjanem
                Stevensem. Znaczy się - nie było najgorzej, prawda?

                21 The White Stripes GET BEHIND ME SATAN
                Jack White miota się po historii muzyki jak Żyd po pustym sklepie. I nadal
                świetnie mu to wychodzi, choć następny album nagra pewnie tylko na grzebieniu
                albo na listeczku, a Meg bębnić będzie w jakiś garnek kuchenny (sztuk 1).
                Naprawdę mam do nich jakiś sentyment, sam nie wiem dlaczego :)

                CDN

                • grimsrund Re: Tera ja 18.01.06, 00:27
                  20 Jens Lekman OH YOU'RE SO SILENT JENS
                  Pan Jens wyśpiewuje czasem straszne słodko-naiwne głupoty, ale uprawiana przez
                  niego staroświecka co nieco muzyka jest po prostu zniewalająca.

                  19 Antimatter PLANETARY CONFINEMENT
                  Ponoć to już ostatnia płyta panów Pattersona i Mossa - szkoda by było. Te
                  śliczne, acz posępne piosenki zaatakowały mnie z siłą wodospadu, i wciąż nie
                  chcą sobie pójść.

                  18 The Mars Volta FRANCES THE MUTE
                  Za odwagę? Za wirtuozerię? Za lekceważenie radiowych formatów? A może za
                  wszystko razem? Cóż, jeśli to kolejna wielka rockandrollowa blaga, to chyba
                  jedna z najbardziej przekonujących.

                  17 Supergrass ROAD TO ROUEN
                  A tutaj moje największe zaskoczenie roku, w tej kategorii konkurencja pozostała
                  daleko w tyle. Ja naprawdę nie znosiłem wcześniejszych płyt Supergrass, a
                  zwłaszcza tych pierwszych, sprawiały na mnie nieodparte wrażenie tworów debilno-
                  wesołkowatych. Tym jednak razem, po rodzinnej tragedii, panowie Coombesowie
                  przeskoczyli za jednym zamachem kilka poziomów na mojej skali. Szacun nad
                  szacuny.

                  16 Queens Of The Stone Age LULLABIES TO PARALYZE
                  Kolega Humbak marudził, że to już nie to. Inny kolega (starszy), że to już nie
                  Kyuss. Ludzie już wariują z tymi ciągłymi porównaniami. Na tej płycie są
                  chociażby LITTLE SISTER, BURN THE WITCH i SOMEONE'S IN THE WOLF - i jeszcze im
                  mało?

                  15 Gorillaz DEMON DAYS
                  Słuchanie niewielu płyt ubiegłego roku sprawiło mi podobną radochę. I co, w
                  nagrodę miałaby wylądować gdzieś pod koniec albo poza listą? Nołej.

                  14 CocoRosie NOAH'S ARK
                  Szumy, bity, koty i popaprańcy... Inwentarz od sasa do lasa, ale słucha się z
                  zapartym tchem. Przychylam się do zdania niektórych Koleżanek, że ta płyta jest
                  nawet lepsza od debiutu.

                  13 Devendra Banhart CRIPPLE CROW
                  Aha, hipiejem też nie jestem, nie tylko pankiem. A jednak ten dziwoludek z San
                  Francisco zdołał przykuć moją uwagę. Może i umysł Devendry B. mieszka na innej
                  planecie, ale jego muzyka jest zdecydowanie z naszego świata. I jest piękna.

                  12 Vashti Bunyan LOOKAFTERING
                  Sięgnąłem, bo był hajp tej pani potężny, przyznam bez bicia. Po wysłuchaniu
                  całości przestałem się jednak dziwić całemu rozgłosowi. Ponadczasowe cudo.

                  11 God Is An Astronaut ALL IS VIOLENT, ALL IS BRIGHT
                  Najlepsza zespołowa muzyka z Irlandii od czasów wczesnego U2 (inna sprawa, że
                  wiele tego nie słyszałem). Doskonała ścieżka dźwiękowa mroźnej, majestatycznej
                  i bezwzględnej zimy, oglądanej z perspektywy ptaka lecącego nad białą pustynią.

                  10 Bonnie 'Prince' Billy & Matt Sweeney SUPERWOLF
                  Za BLOOD EMBRACE. I YOU GAVE ME. I za inne kawałki, które niewiele ustępują. I
                  za głupotę Iwańskiej, rozmawiającej z Oldhamem w telewizorze - wciąż nie mogę
                  się nadziwić, jak można być taką zarozumiałą tubą?

                  09 Martha Wainwright MARTHA WAINWRIGHT
                  Pierwsza solowa płyta, i od razu zaliczyłem glebę. Te Wainwrighty to
                  rzeczywiście talentem dziedzicznie obciążone, bo i Rufus pięknie się w 2005
                  roku spisał. Duże brawa dla tej Pani!

                  08 Neil Young PRAIRIE WIND
                  Wielki idol panny Marty - oczko wyżej od niej. Jeśli taki miałby być testament
                  Mistrza, to lepszego Young nie mógłby sobie wymarzyć. Oczywiście chciałbym się
                  w tej sprawie mylić :))

                  07 Andrew Bird AB & THE MYSTERIOUS PRODUCTION OF EGGS
                  Ech, ta płyta sobie płynie, i płynie, i płynie, a jak się kończy, to chce się
                  ją znów włączyć, żeby dalej płynęła, płynęła, płynęła... Niech więc płynie...

                  06 My Morning Jacket Z
                  I znów duch Neila Younga w ataku! Miejsce w pierwszej 10 Panowie dostaliby już
                  za samą solówkę w LAY LOW. Długo szukałem oderwanej głowy po pierwszym odsłuchu
                  tego utworu, oj długo :))

                  05 System Of A Down MESMERIZE / HYPNOTIZE
                  SOAD to kudłate, skomercjalizowane do szpiku kości kozie syny, mam ich do tego
                  za agentów KGB. Ale nie mogę oprzeć się ich muzyce. Nie ma sprawiedliwości na
                  tym świecie...

                  04 Black Rebel Motorcycle Club HOWL
                  Jeszcze jedna jazda bez trzymanki przez historię amerykańskiej muzyki. Słucha
                  się z zapartym tchem, choć nie ma tu przebojów na miarę debiutu. Moim zdaniem
                  potęga.

                  03 Eels BLINKING LIGHTS AND OTHER REVELATIONS
                  Tytaniczny dwupłytowy wysiłek Marka Everetta zostaje niniejszym wynagrodzony. O
                  ile pierwsza płyta godna jest szacunku zas swoje zróżnicowanie, to drugiej
                  słucham z rozdziawioną gębą. Tak, E wielkim Artystą jest.

                  02 Antony & The Johnsons I AM A BIRD NOW
                  He had me at hello... Przepraszam. He had me at "Hope There's Someone"... No
                  no, tylko bez skojarzeń proszę :)) Druga płyta Antosia rozsmarowała mnie po
                  prostu po podłodze, mimo swego nikczemnego czasu trwania. Niewiele albumów
                  wzruszyło równie mocno. Ja wiem, "to wszystko zasługa wokalu", a przecież "to
                  wszystko śpiewał już Bryan Ferry". Nic mnie nie obchodzą takie zarzuty,
                  zwłaszcza wtedy, gdy po raz kolejny słucham I AM A BIRD NOW :)

                  01 Sufjan Stevens ILLINOIS
                  Czy muszę jeszcze coś pisać? To znaczy, poza "przeczytajta se recenzję Kubasy
                  na Skrinejdżersach"?

                  Uff... koniec.

                  Aha, jeszcze Wielcy Pominięci:

                  Ry Cooder CHAVEZ RAVINE
                  Dzieło miłości, to słychać. Jedna z najsmutniejszych (w wymowie) płyt roku, a
                  zarazem opowieść tętniąca życiem, mistrzowski katalog południowoamerykańskich
                  stylów i temperamentów. Sombrera z głów, Koleżanki i Koledzy!

                  Robert Plant THE MIGHTY REARRANGER
                  Obok albumu Younga (Bossa nie liczę, bo nie zdążyłem przesłuchać DEVILS &
                  DUST) - najlepszy ubiegłoroczny Powrót Smoka. Plant obstawił się młodziakami,
                  którzy najwyraźniej dodali mu wigoru. W zamian juniorzy dostali TEN głos -
                  podobnego doń możemy nie doczekać się przez dziesięciolecia. Obie strony wyszły
                  na tej transakcji jak najlepiej :))

                  Nu, i to już naprawdę koniec :)
                  • ihopeyouwilllikeme Re: Tera ja 18.01.06, 11:16
                    > 17 Supergrass ROAD TO ROUEN
                    > A tutaj moje największe zaskoczenie roku, w tej kategorii konkurencja
                    pozostała
                    >
                    > daleko w tyle. Ja naprawdę nie znosiłem wcześniejszych płyt Supergrass, a
                    > zwłaszcza tych pierwszych, sprawiały na mnie nieodparte wrażenie tworów
                    debilno
                    > -
                    > wesołkowatych.

                    Ooo, to może ja też spróbuję. Bo również nie znoszę Supergrass :D
              • ihopeyouwilllikeme Re: Tera ja 17.01.06, 12:17
                > 53 Starsailor ON THE OUTSIDE
                > Kolejna bardzo miła niespodzianka - chłopaki wreszcie zagrali z wykopem, nie
                > zapominając przy tym o świetnych melodiach. Duży plus za odwagę. I drugi za
                > JEREMIAH, żeby nie było.

                A to jest w ogóle dziwne, bo mnie ta płyta w ogóle nie zaskoczyła. Chłopaki po
                prostu włączyli se przestery, a generalnie to jest to samo co było, i chyba
                nikt nie dał się nabrać na " zwrot w karierze ". Więc o jakiejkolwiek odwadze
                również, moim zdaniem, nie ma co mówić. Ale to jest fajna płyta, zgoda.
          • pszemcio1 Re: Tera ja 16.01.06, 12:28
            > 84 Broken Social Scene BROKEN SOCIAL SCENE
            > Coby się Pszemcio cieszył, to jest w zestawie. Bo jakoś nie weszło, i już. Że
            > to jak Lali Puna? Hmm... W każdym razie YOU FORGOT IT IN PEOPLE było ciut
            > lepsze.

            Lali Puna? (ktos pofantazjował:) . Doceniam gest ale wolałbym żeby cie bardziej
            kręciło;)
        • pytajnick Re: Tera ja 15.01.06, 23:01
          grimsrund napisał:

          > 91 The National ALLIGATOR
          > Nie weszło w całości. Niemniej ostatnie kawałki bardzo sympatyczne. Ale żeby od
          >
          > razu rewelacja roku? Panie, daj Pan spokój...

          Nazwanie nowej płyty Tori płytą "ładną" (do tego z dodaniem "jak zawsze" !),
          absolutnie wyklucza Cię z wydawania jakichkolwiek wiarygodnych sądów. ;-).

          Co the The National - jak najbardziej, jedna z rewelacji roku, dla mnie rzecz jasna.
          • grimsrund Re: Tera ja 15.01.06, 23:55
            > Nazwanie nowej płyty Tori płytą "ładną" (do tego z dodaniem "jak zawsze" !),
            > absolutnie wyklucza Cię z wydawania jakichkolwiek wiarygodnych sądów. ;-).

            Kolega P. nie załapał najwyraźniej przekazu zawartego w średnio typowej
            konstrukcji notki o Tori. Albo nigdy nie miał do czynienia z przedstawicielami
            fandomu w/w Artystki :)
            • pytajnick Re: Tera ja 16.01.06, 12:04
              grimsrund napisał:

              > > Nazwanie nowej płyty Tori płytą "ładną" (do tego z dodaniem "jak zawsze"
              > !),
              > > absolutnie wyklucza Cię z wydawania jakichkolwiek wiarygodnych sądów. ;-)
              > .
              >
              > Kolega P. nie załapał najwyraźniej przekazu zawartego w średnio typowej
              > konstrukcji notki o Tori. Albo nigdy nie miał do czynienia z przedstawicielami
              > fandomu w/w Artystki :)

              No to co ona robi znaczące 20 miejsc nad (średnim po średni, ale jak najbardziej
              wartościowym) Opeth?? :)
              • grimsrund Re: Tera ja 16.01.06, 13:12
                Kolega się uspokoi, tutaj Steven Wilson nie pracował :)

                A tak serio - nie przywiązywałbym specjalnej wagi do faktu, że coś 20 wyżej
                albo 20 niżej, zwłaszcza w tych niższych rejonach listy. Ja w ogóle nie znoszę
                klasyfikacji, więc nie dam się wciągnąć w żadne szarpaniny o wyższość tego nad
                tamtym :)
        • pszemcio1 Re: Tera ja 16.01.06, 12:25
          96 Wilderness WILDERNESS
          > Głos Johna Lydona w cudzej paszczy to ciekawostka przyrodnicza, na szczęście
          > muzyka też się broni.

          szkoda że tak nisko. dla mnie rewelacja


          > 99 Turin Brakes JACKINTHEBOX
          > Nie chciało im się nagrać takiej płyty jak trzeba, to zamiast nich nagrali ją
          > Supergrass. Mimo wszystko nie bolało :)

          w sumie ciekawe zjawisko. po dwóch fantastycznych albumach tego nikt nawet
          zauważyc nie raczył
    • janek0 Re: 2 0 0 5 31.01.06, 14:54
      Tym razem postanowiłem podejść do sprawy korzystając ze sprawdzonych wzorów vel
      wzorców i przyznawałem "Zero Music Awards 2005" w 24 kategoriach. Za nominację w
      dowolnej kategorii przyznawałem 1 punkt, za zwycięstwo - 3 punkty, za
      wyróżnienie - 1 punkt. Czyli zwycięzca dostawał 4 pkt, a wyróżniony 2. Po
      podliczeniu punktów wyszło mi to co wyżej

      Żeby było ciekawiej, o wręczenie nagród poprosiłem różne znane osoby. Nagrody
      zostały wręczone w dniu wczorajszym (widzieliście transmisję w dwójce ?)

      Nominacje i wyniki:
      Zero Music Awards 2005

      Wokalista Roku (Nagrodę wręcza Paweł Stasiak)
      Zwycięzca: Malcolm Middleton (Arab Strap - The Last Romance)
      Nominowani: Malcolm Middleton – Into the Woods, Tim Putnam (The Standard –
      Albatross), Glenn Hansard (The Frames – Burn the Maps), Corey Ficken (The Swords
      Project – Metropolis)

      Teksty roku (Nagrodę wręcza Jacek Skubikowski)
      Zwycięzca: The Mountain Goats - The Sunset Tree
      Nominowani: Sufjan Stevens – Illinois, Starzy Singers – Takie jest c'est la vie,
      Silver Jews – Tanglewood Numbers, Smog – A River Ain't Too Much To Love

      Singer/songwriter roku (Nagrodę wręcza Janusz Laskowski)
      Zwycięzca: Sufjan Stevens – Illinois
      Nominowani: The Mountain Goats - The Sunset Tree, Smog – A River Ain't Too Much
      to Love, Iron and Wine/Calexico – In the Reins, Devendra Banhart – Cripple Crow,
      Jens Lekman – Oh, You're So Silent Jens

      Popowa płyta roku (Nagrodę wręcza Maryla Rodowicz)
      Zwycięzca: The Go-Betweens – Oceans Apart
      Nominowani: The Clientele – Strange Geometry, Engineers – Engineers, The Magic
      Numbers – The Magic Numbers, Sam Prekop – Who's Your New Professor

      Najlepsza jednopiętrowa niezal-płyta roku (Nagrodę wręcza Mietall Waluś)
      Zwycięzca: Sufjan Stevens - Illinois
      Nominowani: The Impossible Shapes – Horus, Stephen Malkmus – Face The Truth,
      Spoon – Gimme Fiction, The Wedding Present - Take Fountain, My Morning Jacket –
      Z, Dead Meadow – Feathers, Windsor for the Derby - Giving Up The Ghost, Death
      Cab For Cutie – Plans, Electrelane – Axes, The Deadly Snakes - Porcella

      Najlepsza wielopiętrowa niezal-płyta roku (Nagrodę wręcza Kuba Wandachowicz)
      Zwycięzca: ex aequo Broken Social Scene –st / Silver Jews – Tanglewood Numbers
      Wyróżnienie: Broadcast – Tender Buttons
      Nominowani: Gang Gang Dance – God's Money, Deerhoof – The Runners Four, Animal
      Collective – Feels

      Najlepsza dance-punkowa (tfu) płyta roku (Nagrodę wręcza Mandaryna)
      Zwycięzca: Jury po zastanowieniu postanowiło nie przyznawać nagrody z uwagi na
      wątpliwości co do istnienia takiego gatunku.
      Nominowani: Supersystem - Always Never Again, The Car Is On Fire – The Car Is
      On Fire

      Najlepsza niezal płyta roku, która leżała obok elektroniki (Nagrodę wręcza
      Sławomir Łosowski)
      Zwycięzca: The Juan Maclean – Less Than Human
      Nominowani: Ladytron – Witching Hour, Electrelane – Axes, Gang Gang Dance –
      God's Money, Supersystem – Always Never Again, American Analog Set – Set Free

      Najlepsze aranżacje roku (Nagrodę wręcza Piotr Rubik)
      Zwycięzca: Sufjan Stevens – Illinois
      Wyróżnienie: Matson Jones - st
      Nominowani: Arab Strap – The Last Romance, Malcolm Middleton – Into The Woods,
      The Evens – The Evens, The Frames – Burning The Maps, The Earlies – These were
      the Earlies, Electrelane – Axes, Animal Collective – Feels, The Deadly Snakes –
      Porcella,

      Melodie roku (Nagrodę wręcza Romuald Lipko)
      Zwycięzca: My Morning Jacket - Z
      Nominowani: Sufjan Stevens – Illinois, Spoon – Gimme Fiction, The Go-Betweens –
      Oceans Apart, The Deadly Snakes – Porcella, Teenage Fanclub – Man Made, The
      National – Alligator, Death Cab Fro Cutie – Plans, Smog – A River Ain't Too Much
      To Love

      Wariat roku – (Nagrodę wręcza Maciej Maleńczuk)
      Zwycięzca: Animal Collective – Feels
      Nominowani: Gang Gang Dance – God's Money, Cocorosie – Noah's Ark, The Mountain
      Goats - The Sunset Tree, Lightning Bolt – Hypermagic Mountain, Akron/Family –
      Akron/Family, Silver Jews – Tanglewood Number, Leningrad/The Tiger Lillies - Chujnia

      Najlepszy stosunek przekaz/forma (nagrodę wręcza Marek Torzewski)
      Zwycięzca: The Silver Jews – Tanglewood Numbers
      Nominowani: Sufjan Stevens – Illinois, The Mountain Goats – The Sunset Tree,
      Cocorosie – Noah's Ark, Animal Collective – Feels, Stephen Malkmus – Face the
      Truth, Matson Jones – st, Devendra Banhart - Cripple Crow, Sun Kil Moon – Tiny
      Cities

      Popłuczyny po Interpolu roku: (Nagrodę wręcza Robert Gawliński)
      Zwycięzca: Windsor For The Derby – Giving Up The Ghost
      Nominowani: The Editors – The Back Room, The Standard – Albatross, Calla -
      Collisions

      Najgłębszy dół roku (Nagrodę wręcza Anna Wyszkoni)
      Zwycięzca ex aequo: The Mountain Goats – The Sunset Tree/Arab Strap – The Last
      Romance
      Nominowani: The Standard – Albatross, Sun Kil Moon – Tiny Cities

      Najlepsza płyta weterana roku (Nagrodę wręcza Grzegorz Skawiński)
      Zwycięzca: The Wedding Present – Take Fountain
      Nominowani: Silver Jews – Tanglewood Numbers, Stephen Malkmus – Face The Truth,
      Teenage Fanclub – Man Made

      Najlepsza płyta w kaczolandzie roku (Nagrodę wręcza Dana International)
      Zwycięzca: Starzy Singers – Takie jest c'est la vie
      Nominowani: The Car Is on Fire – The Car Is on Fire, Lech Janerka - Plagiaty

      Najlepsza składanka Yo La Tengo (Nagrodę wręcza Janek0 himself)
      Zwycięzca: Yo La Tengo – Prisoners of Love
      Nominowani: Yo La Tengo - Outtakes and Rarities

      Debiut roku (nagrodę wręcza Borys Dejnarowicz)
      Zwycięzca: Jury postanowiło nie przyznawać nagrody. Nie i już.
      Nominowani: The Car Is On Fire – The Car Is On Fire

      Sampel roku (nagrodę wręcza Peja)
      Zwycięzca i jedyny nominowany:
      Jens Lekman - Oh You're So Silent Jens

      Energetyczna płyta roku (nagrodę wręcza Glaca)
      Zwycięzca: Brak
      Nominowani: The Bloc Party – Silent Alarm, Lightning Bolt – Hypermagic Mountain,
      Starzy Singers – Takie jest c'est la vie

      Akustyczna płyta roku (nagrodę wręcza Kasia Kowalska)*
      Zwycięzca: Akron/Family – st
      Wyróżnienie: Matson Jones – st
      Nominowani: Sun Kil Moon – Tiny Cities, The Mountain Goats – The Sunset Tree,
      The Evens – The Evens, Devendra Banhart – Cripple Crow, Smog – A River Aint Too
      Much To Love

      Najbardziej inteligentna płyta roku (Nagrodę wręcza Kuba Wojewódzki)
      Zwycięzca: Broken Social Scene – st
      Wyróżnienie: ex aequo Sufjan Stevens – Illinois i Silver Jews – Tanglewood Numbers
      Nominowani: Broadcast – Tender Buttons, Lech Janerka – Plagiaty, Stephen Malkmus
      – Face The Truth, Deerhoof – Runners Four, Animal Collective - Feels

      Najbardziej poruszająca płyta roku (Nagrodę wręcza Violetta Villas)
      Zwycięzca: The Mountain Goats – The Sunset Tree
      Wyróżnienie: Sufjan Stevens – Illinois
      Nominowani: Death Cab For Cutie – Plans, Akron/Family – st, Smog – A River Aint
      Too Much to Love, Devendra Banhart – Cripple Crow

      Najbardziej rozrywkowa płyta roku (Nagrodę wręcza Skiba)
      Zwycięzca: The Go-Betweens - Oceans Apart
      Nominowani: Starzy Singers – Takie jest c'est la vie, Leningrad/Tiger Lillies –
      Chujnia, Animal Collective – Feels, Spoon – Gimme Fiction, Bloc Party – Silent
      Party, Lighting Bolt – Hypermagic Mountain

      Wytwórnia roku (poza konkursem)
      Secretly Canadian
      • pytajnick Re: 2 0 0 5 31.01.06, 15:23
        Rewelacyjne podsumowanie, Y0, jesteś nominonowany, wyróżniony i do tego
        zwycięzca w kategorii "Podsumowanie roku" (wręczają kolektywnie dziennikarze
        Glissando).

        Zaciekawiłeś mnie tym The Mountain Goats.
        • grimsrund Re: 2 0 0 5 31.01.06, 17:53
          W kwestyi Mountain Goats, jeśli kol. Janek pozwoli, pozwolę sobie odesłać
          pytającego do własnych wyjaśnień w tymże samym wątku, jeno powyżej :)
          • pytajnick Re: 2 0 0 5 31.01.06, 18:02
            > W kwestyi Mountain Goats, jeśli kol. Janek pozwoli, pozwolę sobie odesłać
            > pytającego do własnych wyjaśnień w tymże samym wątku, jeno powyżej :)

            No ale wiesz, w Twojej - jedenastej (101-110) dziesiątce - znalazły się trzy
            albumy, które miałem okazję poznać, i wszystkie trzy mi się podobają, momentami
            bardzo. Więc może i Mountain Goats... ;)
            • grimsrund Re: 2 0 0 5 31.01.06, 18:10
              A kto powiedział, że mi się nie podobało? :)

              Na ten przykład, THE SUNSET TREE brzmi tak, jakby Darnielle wreszcie przestał
              nagrywać na starym Kasprzaku, i zaczął się wreszcie rejestrować na kaseciaku
              Sony, albo inszego Philipsa ;))
      • grimsrund Re: 2 0 0 5 31.01.06, 18:06
        A mnie te Siwe Żydy jakoś nie poruszyły, choć odsłuchałem płytę na dziesiątą
        stronę (krótka jest, to można). Teksty świetne, ale muzyka nie porwała. Może
        trza będzie wrócić kiedyś...

        Starzy Singers - tu moja obsuwa roku. Płyta stoi na półce od niemal pół roku,
        ale nie znalazłem czasu, żeby po nią sięgnąć [chłoszcze się gumowym kurczakiem]

        Wytwórnia roku - brawo temu Panu! :)

        Samo zaś zestawienie - miazga :))
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka