neandertalski 02.01.06, 14:26 www.nowamuzyka.pl/newsy-spis.php?wybranymiesiac=2006-01 ciekawe, czy w charakterze męża wystąpi razem z nią Lou Reed... w każdym razie szykuje sie niezłe widowisko, kolejne brawa dla Wrocławia Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
cze67 Re: Laurie Anderson we Wrocławiu 03.01.06, 09:29 Ach, chętnie wybrałbym się na Laurie... Gdyby była latem albo bliżej niż we Wrocławiu:-) Odpowiedz Link
neandertalski Re: Laurie Anderson we Wrocławiu 04.01.06, 09:56 oj od razu kusicielu... ;-) zapowiada się naprawdę wydarzenie, no to informuję, sam pewnie się nie wybiorę, bo pewnie nie będzie mi sie chciało stawać na rzęsach aby zdobyć bilety, które zreszta pewnie też będą drogie jak jasna cholera, co z kolei spowoduje, ze po doliczeniu kosztów dojazdu przestanie mi się chcieć. Zresztą jak znam życie pewnie lada dzień Kazik nagra płytę z "piosenkami" Laurie Anderson i juz w ogóle wtedy przestane jej słuchać :-) Jak widzisz jestem czlowiekiem mocno przewidujacym, póki wiec jeszcze mogę sie informacją cieszyć puszczę sobie w domowym zaciszu jej ulubine płyty i tym sposobem opędzę obchody nadchodzącego konceru ;-) Odpowiedz Link
to.ya Re: Laurie Anderson we Wrocławiu 04.01.06, 23:48 A nie Qsieciel? Jak nie, jak tak? :)))))))))) Dasz znać jak będzie jakaś informacja o terminie i biletach, proszę? Cmok! ;) Odpowiedz Link
teddy4 Re: Laurie Anderson we Wrocławiu 05.01.06, 07:54 Nie podniecajcie się. W tamtym roku miała być PJ Harvey, a był jak zwykle Kazik czy inna Kasia Groniec. Obstawiam, że zamiast Laurie będzie Antonina Krzysztoń:)))) Odpowiedz Link
neandertalski Re: Laurie Anderson we Wrocławiu 05.01.06, 13:54 ale taki nick cave i tom waits to zdaje się jednak swego czasu dojechali? chyba że coś popierniczyłem w swoim myśleniu zyczeniami :-) Może to chodziło tylko o to, ze Kazik jakies autoryzowane występy miał? Nie pamiętam. A propo występów, w zeszłym roku zdaje się grała taka dziwna kapela z dziecinną perkusją, pamietasz może ich nazwę? Przypomniało mi sie wlaśnie, ze mialem ich poszukać :-) ogólnie za tym festiwalem specjalnie nie przepadam ale z tą L.A. jakby jednak słowo miało stać sie jej ciałem to cholera sam nie wiem... Odpowiedz Link
teddy4 Re: Laurie Anderson we Wrocławiu 05.01.06, 14:52 Nie byłem nigdy na tej imprezie bo chętniej chodzę na koncerty death-metalowe niż na piosenkę aktorską:)))). Odpowiedz Link
neandertalski THE TIGER LILLIES 06.01.06, 09:40 e tam, to że jest to festiwal obciachowy nie wyklucza tego, ze nie moze tam nikt warty uwagi zagrać. Ta kapela o której dumałem, zagrała dwa lata temu a nie w zeszlym roku i do dziś żałuję, ze jednak poskąpiłem paru złotych na bilet, nadrabiam teraz zaległości w moim internetowym sklepie muzycznym i np powalila mnie piosenka "banging in the nails" z płyty "the brothel to the cemetery", to zdaje się dosyć nietypowe spojrzenie Jezusa prosto z krzyża :-) Jakby kogoś interesowało cos o nich to zamieszczam notatke po ich koncercie w Poznaniu. borowski.republika.pl/kultura/kabaret.htm The Tiger Lillies śpiewają o wszystkim najgorszym, co tkwi w każdym z nas Ich koncerty porażają ekspresyjnością muzyków i intensywnością przeżyć słuchaczy. Artyści w swoich pieśniach mieszają kicz z groteską, makabrę z liryczną refleksją. Przy okazji festiwalu Malta 2001 mieliśmy możliwość obejrzenia po raz pierwszy w Polsce jednej z najbardziej intrygujących formacji muzycznych ostatnich lat - londyńskiego tria The Tiger Lillies. 250 koncertów rocznie Osobą odpowiedzialną za każdorazowe dostarczenie zestawu niecodziennych wrażeń estetycznych jest lider zespołu - Martyn Jacques. Ubrany jak Dickensowski Pickwick, z akordeonem przewieszonym przez ramię, śpiewa pisane przez siebie utwory najwyższym z możliwych męskich głosów - falsetem. Obrazu frontmana dopełnia przesadzona, groteskowa mimika przypominająca aktorów filmu niemego. Pomocą w spektaklu służą w każdej chwili pozostali muzycy - kontrabasista Adrian Stout i perkusista Adrian Huge. Zwłaszcza ten ostatni wyróżnia się mocno niekonwencjonalnymi poczynaniami. Zamiast pałeczek używa ogromnych gumowych much, zapala sztuczne ognie, parodiuje wokalistę. Właśnie z powodu nieustannych eksperymentów został nazwany przez Davida Byrne’a, założyciela Talking Heads, "Jamesem Joyce’em perkusji". The Tiger Lillies potrafią bez reszty pochłonąć uwagę widza, mają w tym długoletnią zaprawę. - Przez kilka pierwszych lat graliśmy wyłącznie w londyńskich pubach. To nie były koncerty, lecz mecze bokserskie z publicznością. Zamiast na pięści walczyliśmy na głosy - kto kogo przekrzyczy - wspomina Martyn Jacques. - Nigdy w życiu nie przeprowadziliśmy ani jednej próby. Żeby przeżyć, musieliśmy grać po 250 koncertów rocznie. To one zastępowały nam żmudne ćwiczenia - dodaje Jacques. Muzyka, która powstała wskutek tego nieustannego fermentu, jest doskonale eklektyczna. Jeden usłyszy w głosie lidera Toma Waitsa, drugi Edith Piaf. Odnajdziemy frazy bluesowe, ale także iście punkową motorykę. Dominuje klimat kabaretu, kapel podwórkowych, orkiestr cyrkowych, cygańskich zespołów żebraczych. Trudno jest zaliczyć do jakiegoś konkretnego nurtu. - W USA grały przed nami najróżniejsze zespoły. Na Zachodnim Wybrzeżu jeden z naszych występów otwierał wokalista jeżdżący po scenie na deskorolce. Zaś w Nowym Orleanie wystąpił przed nami zespół 12 gitar klasycznych, grając klasyczne argentyńskie tango - śmieje się Adrian Stout. Wszystkie dewiacje świata Niezwykle ważne są dla zespołu towarzyszące muzyce słowa. Często w prasie zagranicznej podkreśla się, że The Tiger Lillies śpiewają piosenki o prostytucji, narkomanii i kloszardach. Jest to prawda niepełna i przez to krzywdząca. Wyżej wymienione tematy są powszechne wśród wykonawców rocka. Tymczasem repertuar londyńskiego tria jest o wiele bogatszy. Wykonują także wiele utworów o piromanii, sadyzmie, gwałtach połączonych z zarażaniem AIDS, mordowaniu, kanibalizmie i zoofilii, której The Tiger Lillies poświęcili w całości jeden ze swych krążków. Z kolei płyta "Shock-headed Peter", do której słowa napisał Jacques na podstawie makabrycznych bajeczek Heinricha Hoffmanna, to zestaw opisów okrucieństwa popełnianego na dzieciach przez rodziców pod płaszczykiem nauki dobrego wychowania. O tym, co po troszę - a czasami w bardzo dużym stopniu - tkwi w każdym z nas. Słysząc przekaz płynący z songów The Tiger Lillies, "skandaliści" w rodzaju Marilyn Mansona mogliby co najwyżej przetrzeć zapłakane ze strachu oczka i czym prędzej uciec do czekającej przy piaskownicy mamusi. Co powoduje, że jesteśmy skłonni przyznawać wysoką wartość artystyczną nieokrzesanej muzyce i najmakabryczniejszym tekstom? Kluczem jest zapominana coraz częściej, a podstawowa dla wszelkiej sztuki kategoria umowności. Artystyczne wzięcie w nawias nawet najbardziej odrażającego tematu czy motywu powoduje, że można o nim odbiorcom opowiedzieć. Dzięki niemu Topor mógł pisać o zjadaniu nóg przyjaciół, a Przybora o biciu "butem i knutem" podczas miłosnych uniesień. Martyn Jacques i jego Lillie nie robią niczego innego. Robią to tylko o wiele intensywniej. Odpowiedz Link
neandertalski mala poprawka 06.01.06, 10:08 zamiast: spojrzenie Jezusa prosto z krzyża :-) powinno byc spojrzenie na Jezusa prosto z krzyża :-) zresztą sami sobie przeczytajcie www.tigerlillies.com/2003/index.php?main=recordings&trackId=9 I'm crucifying Jesus, banging in the nails, And I am so happy, because old Jesus failed. I'm crucifying Jesus, nail him to the cross, The poor old bastard bleeds to death and I don't give a toss. I'm bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, banging in the nails. I'm bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, banging in the nails. I'm bang, bang, bang, bang, banging in the nails. I'm bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, banging in the nails. I'm crucifying Jesus, in my piss he bathes. I think I am a pervert, I think I am depraved I'm crucifying Jesus, beat him to a pulp, I stick my organ in his mouth and on it he must gulp. I'm bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, banging in the nails. I'm bang, bang, bang, bang, banging in the nails. I'm bang, bang, bang, bang, banging in the nails. I'm bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, banging in the nails. You see that crown of thorns upon his head? Well that was my idea. I think I might be going to hell, Oh dear! I'm bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, banging in the nails. I'm bang, bang, bang, bang, banging in the nails. I'm bang, bang, bang, bang, banging in the nails. I'm bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, banging in the nails. Odpowiedz Link
braineater Re: mala poprawka 14.02.06, 13:00 Ech...żałuj:) Ale miło mi, że przynajmniej jedna osoba rozpoznaje na tym forum (i Kubasa drugi:) mój najukochanszy zepsół...:) P:) Odpowiedz Link
neandertalski Re: mala poprawka 14.02.06, 13:42 nawet nie wiesz jak żałuję... z kazdą kolejna płytą bardziej no coż, cierpienie uszlachetnia ;-) Odpowiedz Link
braineater Re: mala poprawka 14.02.06, 13:50 16 regularnych płyt i jeden koncertowy split z Leningradem pod wymownym tytułem 'Huynia'. Żadnych słabych numerów, żadnego tekstu, który dałoby się bez obaw zacytować w tzw kurturalnym tofaszystfie. No i gumowy kurczak jako instrument perkusyjny... Nie ma drugiej takiej kapeli P:) Odpowiedz Link
neandertalski Re: mala poprawka 14.02.06, 14:51 przy czym może sie kulturalna ludożerka nabrać z kolei na kooperację z kronos quartet i sięgnąć niechcący po kolejna płytę, co moze spowodowac, że ową rekę sobie delikatnie mówiąc ubrudzi ;-) Odpowiedz Link
neandertalski przyjemności kosztują 14.02.06, 12:28 wyszła z tego atrakcja dla bogatych snobów, szkoda... muzyka.gery.pl/cms/23220,3,wiadomosc.html Na stronie Wrocławskiego Przeglądu Piosenki Aktorskiej pojawiły się szczegóły odnośnie koncertu Laurie Anderson, największej gwiazdy tegorocznej imprezy. Ta słynna wokalistka, performerka i kompozytorka wystapi 12 marca 2006 o godzinie 20.00 w Teatrze Polskim. Bilety w kosmicznych cenach 150zł, 200zł i 250zł zamawiać można na stronie bilety.ticket-art.pl. Artystka wystąpi ze swoim multimedialnym projektem The End Of The Moon www.ppa.art.pl/pelna.htm Odpowiedz Link
neandertalski ...inne gwiazdy 14.02.06, 12:35 a o tych coś kiedyś slyszeliscie? Wrzeszczący Faceci (Mieskuoro Huutajat) powstali w 1987 r. w Finlandii. Podczas pierwszego historycznego występu chór wzbudził sensację wykrzykując kilka patriotycznych pieśni i marszy, z hymnem narodowym włącznie. Specyficzne aranźacje znanych utworów wykonywanych techniką sterowanego krzyku postawiły sztukę w nowej, niecodziennej sytuacji. Chór demontuje pierwowzory, rozkładając je na rytmiczną strukturę, która uwydatnia treść. Twórczość Wrzeszczących Facetów składa się z ostrych kontrastów. Zdyscyplinowana ekspresja w połączeniu z siłami pierwotnymi, precyzyjna artykulacja zmieszana z niewerbalnym wyciem i zabawa obrócona w rzecz niezwykle powaźną. W tej chwili niemoźliwe jest szufladkowanie działań fińskiego chóru, który wykonuje przeróźne utwory począwszy od dziecięcych piosenek, przez słodką muzykę klubową i rock, aź po klimaty kameralne. W ich repertuarze znajdują się robotnicze piosenki, hymny narodowe, kwestie z fińskiego prawa i międzynarodowych umów. Koncertowali na całym świecie dziesiątki razy, w tym często w miejscach i sytuacjach niebanalnych, np. w salach muzyki kameralnej, na rockowych festiwalach, w klubach jazzowych, w galeriach sztuki i muzeach, na dworcach kolejowych, w supermarketach, na budowach i stadionach olimpijskich, w zamieszkanych domach i na szczytach gór. Odpowiedz Link
cze67 Re: ...inne gwiazdy 14.02.06, 12:37 Jest film "Wrzeszczący faceci" na DVD. Był onego czasu w "Przekroju". Byłem zauroczony i ubawiony widząc owych facetów a szczególnie nabór do tego zespołu. Znakomity pomysł!!! Odpowiedz Link
martolka Re: ...inne gwiazdy 14.02.06, 16:02 rozumiem, ze to tez we Wrocku... szkoda. Film byl super, obejrzalabym z mila checia na zywo. Zawsze maja na zakonzcenie jakis utwór z kraju, w którym wystepuja, w oryginalnym jezyku, najczesciej hymn narodowy. Ciekawe jak im pójdzie po polsku :-) Odpowiedz Link
neandertalski widziałeś słyszałeś 13.03.06, 14:02 martolka napisała: Zawsze maja na zakonzcenie jakis utwór z kraju, w którym > wystepuja, w oryginalnym jezyku, najczesciej hymn narodowy. Ciekawe jak im > pójdzie po polsku :-) poszło im całkiem nieźle :-) w sobotę na zakonczenie części zasadniczej wykonali jeden z najpopularniejszych hymnow polskich, czyli "one hundert years" jak zapowiedział pan konduktor :-) przy czym muszę powiedzieć, ze jak dla mnie mocno zapunktowali swoją interpretacja bo szczególny nacisk polożyli na słowa hymnu "jeszcze raz", dzięki czemu ich wykonanie, pomimo tego, ze nie sa naszymi rodakami okazało sie być naprawdę bliską intencjom twórców owego hymnu ;-) kto sie nie wybrał aby krzykaczy posłuchać, niech żałuje, ze zdumieniem dzis rano w aradiu wrocław nawiasem mowiąc usłyszałem, ze wczorajszy koncert Laurie Anderson nie wywołał zbyt wielu wzruszeń i sobotni koncert fińczyków należy w tej chwili do tych najmilej wspominanych. No cóż odetchnąłem trochę, bo jednak tego koncertu wczorajszego, który sobie odpuściłem żałowałem, teraz moje łzy już sie osuszają. Z kolei Krzyczącym Facetom to naprawdę wielki ukłon. NIe potrafię powiedzieć co prawda czy potrafia oni w ogóle śpiewać, daleki tez jestem od przewidywania mozliwości rozwoju ich techniki okreslaej mianem modulowanego krzyku, ale w ich koncercie było coś czego mi zwyczajnie brakuje w tym całym swiecie zawodowych wirtuozow i profesjonalnych kampanii promocyjnych. W ich koncercie bylo czuć, ze to co robią - nawiasem mowiąc więcej niż oryginalnie - sprawia im zwyczajnie przyjemność, przeciez w ich wypadku nie ma mowy nawet o zarabianiu na czymkolwiek, nie wydają płyt, nikt o nich praktycznie nie słyszał. NIe ma tu co im budować pomników ale jak na prawie godzinny koncert dali z siebie dużo, bez żadnego praktycznie wspomagania - pomijając megafony chyba w dwóch utworach i dziwaczne trąby tzw alpejskie z "ocynku". Dla mnie to była prawdziwa podroż do korzeni z których wyrasta caly szoł biznes, tzn z korzenia który odpowiadał za muzykowanie dla przyjemności własnej i ogółu, tak po prostu i niczego więcej. Dwudziestu pięciu facetów w każdym razie wyszło na scenę chyba nawet bez nagłośnienia i nie byli ani chwilę nudni, tak prawdopodobnie ludzie w dawnych czasach oddawali sie rozrywce, zanim jeszcze wynaleziono, fajerwerki, tiry transportujące scenografię i wielkie dupy wielkich gwiazd oraz całą resztę bez której nie ma dziś mowy o tzw. wielkim/najwiekszym/ wydarzeniu artystycznym. Ot taka mała wycieczka w przeszlość, dla mnie osobiście więcej niż ciekawa. Odpowiedz Link
tupot Re: Laurie Anderson we Wrocławiu 14.02.06, 16:10 Tiger Lillies to jest to:) Pamiętam koncert w Poznaniu, z okazji malty, jak Panowie wdzięcznie rozpieprzać zaczęli instrumenta, ku lekkiemu przerażeniu eleganckiej i wychuchanej części publiczności. Wtedy właśnie pomyślałam, że wszystko pasuje idealnie do siebie i TL to zdecydowanie miłość od pierwszego wejrzenia:))))) Odpowiedz Link