Dodaj do ulubionych

Jesus And Mary Chain - rewizja

12.03.06, 22:54
Trochę się boję zaczynać taki wątek bo mam świadomość że dotykam świętości
(dla wielu), ale zastanawia mnie czy problem jaki mam z JAMC tkwi tylko we
mnie czy ktoś z Was ma podobnie. Zachłysnąłem sie kapelą w momencie wydania
pierwszych albumów BRMC i Raveonnettes. Albumy na których interpretowano
brzmienia bohaterów tego wątku na swój własny, moim zdaniem imponujący
sposób. Debiutancka, mroczna, duszna epka Raveonnetes i kapitalny debiut BRMC
zmusily mnie do sięgnięcia po płyty JAMC. No i super. Przez moment nawet
myślałem (próbowałem sobie wmówić?) że cos w tym jest, że to jest kapela
która moze mnie na prawde pokręcić. i co? ...i nic. Psychocandy? Gdy o nim
czytałem myślałem "Boże to muszą byc naprawdę fantastyczne melodie, wszyscy o
nich piszą". no więc gdzie te melodie? Jak dla mnie gdyby obedrzec te kawałki
z tego charakterystycznego brzmienia to żadne epokowe melodie by nie
pozostały. W ogóle wydaje mi się (może sie mylę) że album został trochę
przyjęty na zasadzie "to jest nowe, świeże, odkrywcze; tak nikt nie brzmiał
więc to jest wielkie", spoko, tylko to tak naprawdę nie są dobre piosenki jak
dla mnie. a samo brzmienie? przeciez ta płyta to buczenie. Słucham jej od
dwóch lat, próbuję, staram sie czerpać z tego jakąś przyjemność i nic.
Również popowy Automatic nie wydaje mi sie niczym szczególnym, jakieś takie
mało charakterystyczne to wszystko. Honeys Dead? Nudzi mnie po trzecim
kawałku. Nie wiem, zdaje sobie sprawę, że to co pisze w sumie prostackie jest
ale chcialbym wiedzieć czy tylko ja tak mam? Co tak niektórych fascynuje w
tym zespole? czy w ogóle fascynuje? Czy ten powrót do nich to nie był czasem
taki chwilowy snobizm?

zakładam wątek okazjonalny bo zamierzam sie jutro pozbyć ich albumów
Obserwuj wątek
    • ihopeyouwilllikeme Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 13.03.06, 11:03
      Znam tylko Psychocandy, i mam identyczne zdanie. Nie ma tam ani jednej ciekawej
      melodii, ani jednej ciekawej piosenki, dominuje często wręcz trudny do
      zniesienia banał, a " noise " w większości przypadków sprawia wrażenie
      doklejonego na siłę. Nie lubię, nie doceniam, nie rozumiem, nie znam się.

      P.S. Raveonettes uwielbiam.
      • cze67 Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 13.03.06, 11:25
        JAMC było swego czasu objawiniem. Dla muzycznego świata i dla mnie. Podobała mi
        się ta ściana dźwięku Psychocandy. Just Like Honey a szczególnie Never
        Understand mogłem słuchać codziennie. Słuchana po latach - nie ma już tej
        świeżości, nie wali tak po uszach jak dwie dekady temu. Chciałem nawet kupić
        kompakta, ale po przesłuchaniu kasety stwierdziłem, że raczej nie będę wracał
        do tej płyty.
        • pop_up Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 13.03.06, 14:33
          Muszę przyznać (znam tylko psychocandy) że byłem nieco zaskoczony, kiedy
          pierwszy raz usłyszałem JAMC niedawno dość bo ze 2 lata temu. Spodziewałem się
          czegoś troche innego, bo przeczytałem niemało zachwytów, zacząłem się zagłębiać
          w schoegaze więc protoplastów by wypadało znać a i oceny w serwisach wysokie a
          tu mamy... no właśnie. Po 4 kawałkach wszystko zaczyna się powtarzać, żyletki
          tną po uszach i ciężko dotrwać do końca. Z materiału z psychocandy bym sklecił
          dobrą epke z kilkoma rozpieprzaczami (just like honey czy psychoharleyowy the
          living end) ale nic ponad to. Poza tym wkurza mnie troche to zlewanie się
          wszystkiego co daje ten zamierzony hałas.
    • ilhan Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 13.03.06, 14:32
      No więc to jest przykład zespołu, który zaczął z najwyższego pułapu, z jakiego się prawdopodobnie da. Szanuję wasze zdanie, ale to jest kurde epokowa płyta, z której strony by się temu nie przyglądać. Dla mnie jeden z esencjonalnych gitarowych albumów. Takich co je dzisiaj słyszę po trochu u co drugiego zespołu. Rozchodzi się o to, że JAMC byli wtedy kapelą zupełnie bezkompromisową i nigdy o nic nie zabiegającą - ten pierwszy album wydało im przecież raczkujące Creation, nie można było mówić o boomie na taką muzykę w Anglii, Gillespie był żadnym perkusistą, ani Jim ani William nie umieli śpiewać. Ale mieli na siebie pomysł, który zaskoczył lepiej niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Czy ktoś dziś wyobraża sobie równie antykomercyjną (a przy tym dziką, można by wręcz rzec nabuzowaną hormonami) muzykę na listach przebojów i w podsumowaniach komercyjnych magazynów? Wątpię. To w dużej mierze bezpośrednio od nich (i po części powiedzmy również od The Smiths, ale to nie do końca ten sam nurt) rozpoczęła się moda na niezależną muzykę, zaistniały wkrótce potem z sukcesami takie grupy jak Half Man Half Biscuit, House Of Love, dużo innych. C-86 przecież i paru wykonawców o niebagatelnym wpływie na brytyjskie indie lat 90. Shoegaze, ludzie!

      Kolejne płyty już coraz słabsze. Jedyna do której dziś bym w całości wracał to "Darklands". Na późniejszych są perełki jak "Head On" (swego czasu moje ulubione ich nagranie) czy "Blues From A Gun", ale błędem było chyba pójście trochę w rejony, w których było sporo lepszych od nich kapel.

      Nie ma melodii? Trochę nie kumam. Dla samego "Just Like Honey" warto było założyć zespół. W tej konkretnie chwili jestem w stanie odtworzyć z pamięci melodie "You Trip Me Up" albo "Never Understand". Owszem, zbyt dużo piosenek na "Psychocandy" jest do siebie podobnych, to utrudnia zadanie, ale ten etap mam już dawno za sobą. Wracam do płyty raz na pół roku i z reguły jest genialnie.
      • gripweed Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 13.03.06, 14:53
        Obiema,się podpisuję rękami, pod tym co ilhan napisał. Ale, żeby to zrozumieć
        ("Never Understand"!) to trzeba było słuchać harcerskiej listy przebojów w '85
        i mieć ten kawałek nagrany na Stilonie Gorzów!
        • jack9 Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 13.03.06, 16:09
          gripweed napisał:

          > Obiema,się podpisuję rękami, pod tym co ilhan napisał. Ale, żeby to zrozumieć
          > ("Never Understand"!) to trzeba było słuchać harcerskiej listy przebojów
          w '85
          > i mieć ten kawałek nagrany na Stilonie Gorzów!

          Chyba jednak nie - ja poznawałem płyty JAMC chronologicznie i w trakcie ich
          wydawania i w 85 to interesowała mnie troche inna muzyka a zespół mimo
          legendarnej ściany dzwięku był w gronie znajomych uznawany z grający
          muzyką "rozlazłą, bełkocącą i przymuloną ".
          Psychocandy doceniłem po latach ( w latach 90-tych) ale nie płyta nie stała się
          dla nie jakimś objawianie. Zespół nie trafił nigdy do mojej I ligii - zwłaszcza
          w światle następnych albumów grupy
      • pszemcio1 Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 13.03.06, 22:58
        ilhan napisał:

        >ale to jest kurde epokowa płyta
        >byli wtedy kapelą zupełnie bezkompromisową i nigdy o
        > nic nie zabiegającą
        >Ale mieli na siebie pomysł,
        > który zaskoczył lepiej niż ktokolwiek mógł się spodziewać
        Czy ktoś dziś wyobraża sobie równie antykomercyjną (a przy tym dziką, można by
        wręcz rzec nabuzowaną hormonami) muzykę na listach przebojów
        >To w dużej mierze bezpośrednio od nich (i po części powiedzmy równ
        ież od The Smiths, ale to nie do końca ten sam nurt) rozpoczęła się moda na nie
        zależną muzykę,
        >wpływie na brytyjskie indie lat 90. Shoegaze, ludzie!

        Ale widzisz. Ja tak czytam to co piszesz i to jest dokładnie potwierdzenie tego
        co myślę.Bo piszesz o tym że Psychocandy to przełom, ze byl podstawą innych
        nurtów, ze wprowadzili niezalezne granie na listy przebojów, że to muzyka bez
        kompromisów. No i spoko. z takiego ideowego punktu idzenia zgadzam sie. I byc
        może (mówię byc może bo się nie znam) była przełomowa, wyznaczała trendy,
        kierunki itd. ale to czym innym jest rewolucyjnośc albumu a czym innym fakt czy
        to dobry album. Wiesz byc może w latach 80tych bym sie zachwycił, ale dziś? na
        zawołanie mam mnóstwo kapel o większych umiejetnościach muzycznych, setkach
        pomysłów i z o wiele większymi umiejetnościami tworzenia swietnych melodii.



        > Nie ma melodii? Trochę nie kumam. Dla samego "Just Like Honey" warto było
        założ
        > yć zespół.

        no właśnie totalnie nie kumam! że co tu niby tak wielkiego?
        • ilhan Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 14.03.06, 09:11
          pszemcio1 napisał:

          > Ale widzisz. Ja tak czytam to co piszesz i to jest dokładnie potwierdzenie tego
          >
          > co myślę.Bo piszesz o tym że Psychocandy to przełom, ze byl podstawą innych
          > nurtów, ze wprowadzili niezalezne granie na listy przebojów, że to muzyka bez
          > kompromisów. No i spoko. z takiego ideowego punktu idzenia zgadzam sie. I byc
          > może (mówię byc może bo się nie znam) była przełomowa, wyznaczała trendy,
          > kierunki itd. ale to czym innym jest rewolucyjnośc albumu a czym innym fakt czy
          >
          > to dobry album. Wiesz byc może w latach 80tych bym sie zachwycił, ale dziś? na
          > zawołanie mam mnóstwo kapel o większych umiejetnościach muzycznych, setkach
          > pomysłów i z o wiele większymi umiejetnościami tworzenia swietnych melodii.

          Nie doceniasz wielkiej siły kawałków z "Psychocandy" i ich niepowtarzalnego klimatu, którego nie ma żadne Raveonettes. Narkotyki, dziewczyny, motocykle - wszystko podane w niechlujnej, prymitywnej estetyce z duchem DIY - dla mnie genialne.

          I o co chodzi z tymi melodiami? Nie tylko one decydują o klasie muzyki przecież. Trochę mnie też śmieszy gloryfikowanie Raveonettes w obliczu dissowania JAMC, że są prymitywni. A Raveonettes to filharmonicy wiedeńscy? Grają w większości te same numery co bracia Reid dawno temu, tylko z komercyjnie wypolerowanym brzmieniem. Dla mnie kalka z założenia jest wiele półek niżej niż oryginał.
          • ihopeyouwilllikeme Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 14.03.06, 09:21
            > Nie doceniasz wielkiej siły kawałków z "Psychocandy" i ich niepowtarzalnego kli
            > matu, którego nie ma żadne Raveonettes. Narkotyki, dziewczyny, motocykle - wszy
            > stko podane w niechlujnej, prymitywnej estetyce z duchem DIY - dla mnie genialn
            > e.

            No ale to jest przecież ten sam klimat. Nie rozumiem dissowania Raveonettes w
            obliczu gloryfikowania JAMC :) Że ci drudzy byli pierwsi ? W porządku, chwali im
            się. Ale dalej napisałbym to samo co Pszemcio.

            > . Trochę mnie też śmieszy gloryfikowanie Raveonettes w obliczu dissowania JAMC,
            > że są prymitywni. A Raveonettes to filharmonicy wiedeńscy? Grają w większości
            > te same numery co bracia Reid dawno temu, tylko z komercyjnie wypolerowanym brz
            > mieniem. Dla mnie kalka z założenia jest wiele półek niżej niż oryginał.

            Dzięki 'komercyjnie' wypolerowanemu brzmieniu przynajmniej da się tego słuchać.
            A piosenki Raveonettes są 10 razy lepsze od tych melodyjek z Psychocandy. To
            oczywiście moje zdanie.
            • ilhan Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 14.03.06, 09:32
              ihopeyouwilllikeme napisał:

              > No ale to jest przecież ten sam klimat.

              Faktycznie. Różnica jak między Harleyem a motorowerem Komar. I to motor, i to motor.


              > Dzięki 'komercyjnie' wypolerowanemu brzmieniu przynajmniej da się tego słuchać.

              To nie ja mam problem ze słuchaniem JAMC. Właściwie przedstawiłem moje zdanie wystarczająco obszernie, chyba tyle ode mnie.
              • ihopeyouwilllikeme Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 14.03.06, 09:40
                > Faktycznie. Różnica jak między Harleyem a motorowerem Komar. I to motor, i to m
                > otor.

                Jak dla mnie fakt, że w Raveonettes bierze udział przedstawicielka płci
                żeńskiej, dodaje temu projektowi specyficznego smaczku, którego próżno szukać u
                JAMC <palacz>

                > To nie ja mam problem ze słuchaniem JAMC.

                Nie mam żadnego problemu. Przesłuchałem ze trzy razy, spełniłem obowiązek, i
                wracać nie zamierzam.

                > chyba tyle ode mnie.

                Również.
          • pszemcio1 Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 15.03.06, 11:09
            > Nie doceniasz wielkiej siły kawałków z "Psychocandy" i ich niepowtarzalnego
            kli
            > matu

            klimat rzecz subiektywna


            , którego nie ma żadne Raveonettes. Narkotyki, dziewczyny, motocykle - wszy
            > stko podane w niechlujnej, prymitywnej estetyce z duchem DIY - dla mnie
            genialn
            > e.
            >
            > I o co chodzi z tymi melodiami? Nie tylko one decydują o klasie muzyki
            przecież
            > . Trochę mnie też śmieszy gloryfikowanie Raveonettes w obliczu dissowania
            JAMC,
            > że są prymitywni. A Raveonettes to filharmonicy wiedeńscy? Grają w większości
            > te same numery co bracia Reid dawno temu, tylko z komercyjnie wypolerowanym
            brz
            > mieniem. Dla mnie kalka z założenia jest wiele półek niżej niż oryginał.

            nie gloryfikowalem nigdzie rav! po prostu mnie kręci , tyle. nie pisałem że rev
            to super instrumentaliści, Rav piszą po prostu lepsze piosenki. Rav i
            wypolerowane brzmienie? na pewno slyszałeś debiut? (bo o nim pisałem)



            • ilhan Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 15.03.06, 11:52
              pszemcio1 napisał:

              > nie gloryfikowalem nigdzie rav! po prostu mnie kręci , tyle. nie pisałem że rev
              > to super instrumentaliści, Rav piszą po prostu lepsze piosenki. Rav i
              > wypolerowane brzmienie? na pewno slyszałeś debiut? (bo o nim pisałem)


              Debiut = ten minialbum? Poczyniłem założenie, że mówisz o "Chain Gang Of Love", które faktycznie jest dość melodyjną rzeczą. Natomiast ta epka, z której pamiętam "Attack Of The Ghost Riders", "Beat City", "Cops On Our Tail" i tym podobne - jesteś przekonany, że tam w ogóle są jakieś melodie? Jeśli tak, to mogę tylko pozdrowić, ale do porozumienia nigdy nie dojdziemy. Dla mnie oczywiste, że każdy kawałek z "Psychocandy" byłby tam najbardziej wpadającą w ucho rzeczą. Jeśli czegoś brakuje tym wszystkim nowoczesnym naśladowcom JAMC, to właśnie melodyjności. Tym samym doszliśmy do klasycznego wniosku podsumowującego wszystkie dyskusje czyli O GUSTACH SIĘ NIE DYSKUTUJE.
              • pszemcio1 Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 15.03.06, 13:35
                ilhan napisał> Debiut = ten minialbum? Poczyniłem założenie, że mówisz o "Chain
                Gang Of Love",

                właściwie tylko epkę uważam za naprawde dobrą ich rzecz

                > - jesteś przekonany, że tam w ogóle są jakieś melodie?

                nie tylko są ale wgniatają w fotel
        • ilhan Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 14.03.06, 09:17
          pszemcio1 napisał:

          > no właśnie totalnie nie kumam! że co tu niby tak wielkiego?

          Pewnych rzeczy chyba nie da się wyjaśnić :|

          Aż sobie włączyłem płytę. No jak można mówić że tu nie ma melodii? Pamiętam pierwszą epkę Raveonettes, tam to dopiero nic nie można było zapamiętać. A tu teraz leci sobie rozkoszne "The Hardest Walk", które zaczyna się tak bajecznie cudną melodią, że Turku kończ ten mecz.
    • o_k_o Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 14.03.06, 12:12
      Zgadzam się z Ilhanem. To świetna płyta. Problem jest w tym, że pewne płyty, a
      może nawet większość rockowej potrzebuje umiejscowienia w czasie i kontekście
      kulturowym, coś co można pewnie nazwać ”zeitgeist”. Czy ktokolwiek z młodych
      fanów rocka za 10 lat będzie pamiętał the Raveonettes? Nie. O ich płtach będzie
      z sentymentem pisał jedynie pszemcio1. Czy równnym stopniu potrafi dziś porazić
      pisosenka The Beatles jak 40 lat temu? Czy równym stopniu może dziś porażać Sex
      Pistols? The Smiths? Pulp?. Nie. Można tę muzykę lubić, doceniać, kochać ale nie
      będzie się nigdy uczestniczyć w tym spontanicznym, świeżym ”right here, right
      now” przeżyciu. U nas dochodzi dodatkowo kontekst kulturowy, społeczny, język.
      Ale to inny temat.

      Wracajc do JAMC. Moją pierwszą ich płytą było Honey's Dead (potem dopiero
      Psychocandy), która zachwyciała mnie wtedy bardzo, bo JAMC wpisali się doskonale
      w ówcześnie modne niezależne granie, które wtedy przerabiałem. I do dziś moją
      ulubioną ich płytą jest Honey's Dead, potem Psychocandy i Darklands. Idąc jednak
      niejako w tył dochodzi się do Psychocandy po drodze jej naśladowców,
      kontynuatorów, etc., którzy w pewien spoób udoskonalają jej brzmienie (np. My
      Bloody Valentine). Być może np. Loveless jest lepsze od Psychocandy i w ten
      sposób osłabia siłę rażenia debiutu JAMC. Wychodząc od the Raveonettes to jest
      dość daleka droga
      • cze67 Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 14.03.06, 12:29
        o_k_o napisał:
        Czy równnym stopniu potrafi dziś porazić
        > pisosenka The Beatles jak 40 lat temu?

        Nie wiem jak 40 lat temu, ale piosenki The Beatles nadal mnie porażają. Utwory
        z Psychocandy, wedle mnie, bardzo się zestarzały. Bardziej niż utwory
        Beatlesów. Może winne są nie same numery ale ich brzmienie, sposób nagrania? Z
        większą przyjemnością słucham np. Honey's Dead niż właśnie Psychocandy. Ta
        płyta mnie teraz po prostu męczy.
        • o_k_o Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 14.03.06, 12:41
          Nie chodziło mi w pierwszym akapicie o konkretną płytę, ale pewną wtórność
          doznań. I nie jest to mój model teoretyczny, po prostu z doświadczenia wiem, że
          inaczej wchodzą płyty na bieżąco, a inaczej te odkrywane po czasie. Trochę jak z
          meczem na żywo i z powtórki. Dlatego żałuję, że nie przeżywałem Beatlesów ”na żywo”
          • cze67 Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 14.03.06, 12:46
            Gwoli jasności: JAMC odkrywałem "na żywo", Beatlesów - nie (na poważnie tak
            gdzieś po śmierci Lennona)...
      • ilhan Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 14.03.06, 19:51
        o_k_o napisał:

        > Problem jest w tym, że pewne płyty, a
        > może nawet większość rockowej potrzebuje umiejscowienia w czasie i kontekście
        > kulturowym, coś co można pewnie nazwać ”zeitgeist”. Czy ktokolwiek
        > z młodych
        > fanów rocka za 10 lat będzie pamiętał the Raveonettes? Nie. O ich płtach będzie
        > z sentymentem pisał jedynie pszemcio1. Czy równnym stopniu potrafi dziś porazić
        > pisosenka The Beatles jak 40 lat temu? Czy równym stopniu może dziś porażać Sex
        > Pistols? The Smiths? Pulp?. Nie. Można tę muzykę lubić, doceniać, kochać ale nie
        > będzie się nigdy uczestniczyć w tym spontanicznym, świeżym ”right here, r
        > ight
        > now” przeżyciu. U nas dochodzi dodatkowo kontekst kulturowy, społeczny, język.

        To jest w ogóle szalenie trafne i zgrabnie ujęte, wyjaśnia zwięźle fenomen niedocenienia wielu uznanych w zachodnich źródłach płyt przez polskiego słuchacza muzyki rockowej (takiego, nazwijmy to, stereotypowego tylkorockowca). Dla mnie było to zawsze dość oczywiste, natomiast w praktyce przejście nad tym do porządku dziennego jest często zbyt trudne.
        • ihopeyouwilllikeme Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 14.03.06, 19:59
          wyjaśnia zwięźle fenomen nied
          > ocenienia wielu uznanych w zachodnich źródłach płyt przez polskiego słuchacza m
          > uzyki rockowej (takiego, nazwijmy to, stereotypowego tylkorockowca).

          Ale w jaki sposób wyjaśnia ?
      • pszemcio1 Re: Jesus And Mary Chain - rewizja 15.03.06, 11:20
        o_k_o napisał:

        Problem jest w tym, że pewne płyty, a
        > może nawet większość rockowej potrzebuje umiejscowienia w czasie i kontekście
        > kulturowym,

        A ja myślę, że wielkie płyty bronią sie bez kontekstu (jak Beatlesi chociażby)

        Czy ktokolwiek
        > z młodych
        > fanów rocka za 10 lat będzie pamiętał the Raveonettes?

        nie wiem, ale żeście sie strasznie ich uczepili

        Czy równym stopniu może dziś porażać Sex
        > Pistols? The Smiths? Pulp?.

        nie mam wątpliwości że tak i własnie to ich przewaga nad JAMC
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka