Dodaj do ulubionych

Jah loves his children

17.09.06, 12:23
...czyli Ministerstwo Płyt Sympatycznych Aczkolwiek Niewiadomo Po Co
Powstałych przedstawia: "Radiodread" by Easy Star All-Stars.

Easy Star to nowojorski label specjalizujący się w reggae i mający ambicję
"kreowania nowych klasyków" w tym gatunku. Nie znam się na rege, właściwie to
nie lubię go za bardzo, więc trudno mi się wypowiadać na ile im się ta misja
wypełnia. Chciałem natomiast wspomnieć o pewnym pobocznym projekcie chłopaków
pod nazwą Easy Star All-Stars. Pierwszy raz pod tą nazwą artyści nagrywający
dla ES spotkali się trzy lata temu, gdy wspólnymi siłami przełożyli na język
rastamańskich dźwięków najbardziej znany album Pink Floyd (cały!) wydając
rezultat pod tytułem "Dub Side of the Moon". To była płyta wprawiająca na
przemian w stupor i rozbawienie. Okazało się, że na regałowy sposób da się
zagrać wszystko, choćby zawierało elementy zupełnie obce temu gatunkow -
złożone podziały metryczne czy częste zmiany akordów. A skoro udało się raz,
to dlaczego nie spróbować drugi, prawda? Na przykład można wziąć na warsztat
album będący, według niektórych, "Dark Side" lat dziewięćdziesiątych.

Tak oto dochodzimy do sedna niniejszego tekstu, czyli płyty "Radiodread".
Tytuł chyba nie pozostawia wątpliwości - tym razem Easy Star All-Stars
postanowili przybliżyć upalonym trawą dreadogłowym muzykę Radiohead przy
pomocy własnej interpretacji wszystkich utworów z "OK Computer", a przy okazji
rozbawić co bardziej otwartych fanów brytyjskiej formacji. Od razu muszę
zaznaczyć: ESAS daleko do brutalnej farsy ala Pan Kokos czy Ryszard Ser.
Panowie (i panie) podchodzą do oryginałów raczej z szacunkiem (choć bez
zbędnej czułości) przez co zdecydowanie bliżej im do eleganckich coverów
Nouvelle Vague. Humor "Dub Side" i "Radiodread" jest dużo subtelniejszy niż u
wspomnianych chilijsko-niemieckich i amerykańskich kabareciarzy, i leży
głównie w samym pomyśle, choć również w poszczególnych utworach przemycane są
żartobliwe akcenty.

Jak to wypada w praktyce? Ano różnie. Ponieważ pomysł jest już raczej drugiej
świeżości, to i płyta nie powala tak jak "Dub Side of the Moon", choć w
najlepszych momentach dorównuje, a nawet przebija pierwszy album z serii (bo
pewnie należy oczekiwać, że będą następne). Warto posłuchać jak Horace Andy
(znany wszystkim chyba z płyt Massive Attack) wykonuje "Airbag". Jeśli kogoś
interesuje jak gada komputer z "Fitter Happier" z jamajskim akcentem, to
również może sprawdzić. Prawdziwym hajlajtem jest jednak "Let Down", który z
hymnu rozczarowanych życiem zamienia się w niemal pogodną piosenkę, z gatunku
tych, którymi zaczyna się nowy słoneczny dzień. "Paranoid Android" wypada
nieźle w spokojniejszych fragmentach, i choć brakuje mi trochę agresji
oryginału w głośniejszych momentach, to wszystko rekompensuje solówka
instrumentu dętego na koniec. Ale są i minusy. Największy upadek to
"Subterranean Homesick Alien", który w wykonaniu ESAS jeszcze bardziej
zamienia się w jakiś rock stadionowy w stylu U2 powiedzmy. Poza tym "No
Surprises" zgubiło odrobinę swojego uroku kołysanki na dobranoc. Reszcie płyty
jeśli już można coś zarzucić, to to, że jest w gruncie rzeczy przeciętna.
Zgrabnie i pomysłowo zrobione covery, ale bez szczególnych wzlotów.

W ogólnym rozrachunku wychodzi przyjemna płyta do słuchania w środkach
lokomocji, tym bardziej, że swój egzemplarz "OK Computer" pożyczyłem i nie mam
nawet czasu odebrać. Na zachętę podsyłam "Let Down" do gniazda orła. Niech Jah
będzie z Wami.
Obserwuj wątek
    • mechanikk Re: Jah loves his children 17.09.06, 13:02
      "Let Down" nie wiem czy nie lepsze od oryginału. Faktycznie, tekst nawet wydaje
      się być podnoszącym na duchu.
      • aimarek Re: Jah loves his children 17.09.06, 13:19
        Mój niezwykle pozytywny odbiór tego kawałka uświadamia mi jaką ewolucję
        przeszedłem w ostatnich latach. Wszystko płynie. Dlaczego jesteśmy śmiertelni?
        Och... ;(
    • roar He does, oh yes, he does. 17.09.06, 13:27
      Płyty jeszcze nie słyszałem (ale jak siebie znam, to jeszcze usłyszę), natomiast chciałbym trochę podyskutować w kwestii ogólnej:

      pagaj_75 napisał:

      > (...) brutalnej farsy ala Pan Kokos (...)
      > (...) eleganckich coverów Nouvelle Vague (...)

      Veto. Nie wydaje mi się, żeby było uzasadnione nazywanie nagrań Kokosa farsą. Raczej zaryzykowałbym stwierdzenie, że cały dowcip tego projektu kryje się już w samei jego idei, w samej muzyce jakichś szczególnych akcentów typowo humorystyczno-prześmiewczych już nie słyszę. Po prostu Pan Kokos nie boi się tego, co robi, i doprowadza aranżację nagrań, za które się zabiera, do jej logicznego domknięcia w estetyce, którą obrał (można się kłócić, że do absurdu :). Zgoda, często może to irytować, ale - all things considered - jest to dokładnie to, czego brakuje mdłej i wypranej z jakiejkolwiek ekscytującej treści pop-konfekcji spod znaku Nouvelle Vague.
      • don_wasyl_79 Re: He does, oh yes, he does. 17.09.06, 13:59
        Serwus.
        Jest na tej płycie kilka przepysznych momentów,kiedy przydżumiony,senny,regałowy klimacik(Exit music,Lucky)momentami zaczyna lekko bujać(Airbag,Karma police,The tourist) + oldskulowe ska(Let down) + fajne dęciaki(Climbing the walls) + Fitter happier jako,hmm.. dub:),ale jako całość płyta jest mniej równa i spójna niż Dub Side..a już kompletnym nieporozumieniem,niewnoszącym nic do tematu jest nowa wersja Subterranean Homesick Alien..
        A wracając do Dub Side to tam słabych punktów brak:)Kopara mi dosłownie opadła, zwłaszcza że oryginał znam na pamięć.Gdy się tego słucha,ma się wrażenie,że gdyby Floydzi nie nagrali Ciemnej Strony,to tak to powinno brzmieć:)
        Pozdrawiam.



        • good_morning Re: He does, oh yes, he does. 17.09.06, 18:14
          widze,ze jako tzw. otwarty fan tomka ;) mam sie za czym rozgladac w najblizszym
          czasie, bo opis mnie strasznie zaciekawil...
          i natychmiast sprawdzam co tam wyladowalo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka