fajnyptys80
02.03.10, 15:09
26.07.2007.dokonałam aborcji.moje życie sie skończyło.zaszłam w
ciąże z chłopakiem którego kochałam,byliśmy od roku razem.było jak w
bajce-miłość,miłość miłość.po roku okazało sie ze jestem w ciąży.gdy
sie o tym dowiedziałam byłam u przyjaciółki.byłam strasznie dumna
ale od razu wiedziałam ze usune.zakodowałam sobie -aborcja.ani razu
niedałam sobie szansy na myśli że urodze.czułam się swietnie w ciąży-
dużo siły i energi.pojechałam na zabieg w piątym tygodniu
ciąży.dostałam pieniądze od niego.wszystko pamiętam z tamtego
dnia.zapachy,słowa, ludzi.i pamiętam jak się czułam po zabiegu.jakby
mi ktoś serce wyrwał.myślałam ze mi przejdzie rano.do dziś
nieprzeszło.po paru dniach po aborcji wykrzyczałam matce co
zrobiłam.wyjechałam nad morze.myślałam ze uciekne od myśli o
dziecku.marzyłam o nim tęskniłam.bol jest straszny.rok temu wyszłam
za mąż.w listopadzie urodziłam dziecko.wcześniaka w 28t.c.przyczyną
wcześniejszego porodu była prawdopodobnie aborcja.stan synka był
ciężki.niemogłam go stracić bo bałam sie tych emocji co towarzyszyły
mi po stracie pierwszego dziecka.w szpitalu napatrzyłam się jak
ratują dzieci co ważą 500gram.ciekawe ile ważą dzieci które my
zabijamy.aborcja trwa 30 minut -ratowanie wcześniaka pare
miesięcy.smutne.jak jeżdziłam do szpitala mijałam miejsce gdzie
dokonałam aborcji.myślałam że odwiedzam jednego dnia dwójke swoich
dzieci.to było chore.dziś jest już dobrze.syn niezastąpił mi tamtego
dziecka.tamto dziecko nadal jest.szkoda że nie naświecie tylko w
mojej głowie.nadal przeżywam żąłobe bo niewiem gdzie sie tamta
duszyczka podziewa.niema grobu.znicze pale na grobie u babci.