vitpik
06.11.11, 06:35
Ciążę usuwałam pięciokrotnie, raz miałam zabieg w pełnym znieczuleniu, cztery razy farmakologicznie.Tak mi się w życiu ułożyło,że na dziecko nie mogłam sobie pozwolić. Uznałam więc,że mniejszym złem jest usunięcie ciąży niż skazywanie je na życie z ojcem - inteligentnym i wykształconym alkoholikiem-psychopatą,pod którego wpływem byłam przez wiele lat. Dopiero niedawno, jako prawie czterdziestoletnia kobieta udało mi się uwolnić od tego potwora, po wielu perypetiach,było i pobicie, policja, nachodzenie mnie w domu, straszenie. Ale udało się - jestem sama i wolna. I dopiero teraz zaczyna do mnie docierać świadomość zmarnowanej młodości. Straciłam szansę na dziecko, pozbawiłam życia pięcioro małych istot. Aborcjami nie przejmowałam się zbytnio,nie traktowałam ciąż w kategorii "dziecko". Teraz to wszystko wraca,po tylu latach. Czuję się winna,że jednak nie zdecydowałam się urodzić,że nie odeszłam w porę od maltretującego mnie potwora. Dziewczyny,zastanówcie się milion razy,zanim zdecydujecie o aborcji. Poczucie winy wraca. Może na początku będziecie odczuwać ulgę,że pozbyłyście się kłopotu,ale to wróci i będzie was prześladować w snach.