beretta2
30.07.13, 16:30
Zabieg już jutro. I o ile na początku byłam pewna swojej decyzji, tak teraz coraz bardziej się nad wszystkim zastanawiam. Dosłownie parę minut temu wpisałam w wyszukiwarkę ,,aborcja'' i tak trafiłam na to forum.
Czemu w ogóle myslę o aborcji? Z kilku powodu. Raz - całkiem niedawno przeprowadziliśmy się do innego miasta. Dwa - właśnie trwa remont mieszkania, sporo jeszcze do zrobienia, remont dosłownie generalny, wzdłuż i wszerz, trzy - jestem w trakcie szukania pracy, myślę też nad założeniem własnej kliniki (jestem lekarzem weterynarii).
To te główne powody. Sporo się teraz dzieje w moim życiu. Dużo rewolucji.
Ciąża to było totalne (chociaż to może głupio zabrzmieć) zaskoczenie. Zawiodło to, co dotychczas nie zawodziło, więc szczerze nawet nie brałam pod uwagę żadnej wpadki. A tu masz...
Przyznam, że od samego początku byłam na nie. Głównie z racji ww powodów. Podobnie mąż. Jak sam powiedział, najgorsze co teraz mogę zrobić, to zdecydować się na urodzenie dziecka.
Tak więc decyzję o aborcji podjęliśmy wspólnie. Byliśmy przekonani (mąż w zasadzie nadal jest), że tak będzie najlepiej.
Zwłaszcza, że mamy teraz typowe poplątanie z pomieszaniem.
Tylko teraz siedzę sama, i myślę o tym wszystkim. Mam już 36 lat. Fakt, dziecka nie planowaliśmy nigdy. Zawsze było coś. No i nie ukrywam - głównie z mojego powodu - moja praca daje mi satysfakcję, większość czasu poza domem jestem, żeby być dobrym weterynarzem muszę się regularnie dokształcać, a to też ma wpływ na wiele rzeczy. Tak więc dzieci odpadały na starcie. Do tego jeszcze dochodzi to, co pisałam an początku - myślę o własnej przychodni weterynaryjnej, a to jest też związane z ogromnymi kosztami, i poświęceniem.
Tyle, że się z drugiej strony waham. Sama nie potrafię opisać, dlaczego. Ogólnie już się szykuje do jutrzejszego zabiegu, już to wszystko zaplanowane - a tutaj wzięło mnie na rozmyslania. I kurczę, nie wiem, co robić. Mąż nie wie, że się coraz bardziej waham. Zresztą wiem, co od niego usłyszę, jak mu o tym powiem - że głupia jestem, że nie myślę o nas, że teraz nie potrzebujemy dodatkowych kosztów i kłopotów itp.
Wiem, ja wiem, że decyzję muszę podjąć sama.
Tylko jak tak dalej pójdzie, to ja prędzej do jutra zwariuje, niż na cokolwiek się w 100% zdecyduję.
Przepraszam za ten post, ale musiałam się ,,wygadać''.