Dodaj do ulubionych

narzekadło

20.09.13, 21:29
aż sobie konto założyłam, żeby ponarzekać, żeby być chociaż tutaj sobą. a co. albo zacznę narzekać albo zwariuję z nadmiaru doznań, których uzbierało się przez 40 lat bez liku.
taaak, mam bogate życie, i duchowo, i w psychice, i w porfelu też nie jest łyso.

pokiełbaszone to moje życie.

a najgorszy jest ten korek, który zatyka emocje.

mam wspaniały początek za sobą, najpierw ojciec, który uparł się, że mama zdradziła Go w sanatorium i nie jestem Jego, więc już w brzuchu musiałam być jakaś, bo mnie nie akceptowano. po urodzeniu ojciec stwierdził, że jednak ja to ja. w sumie byłoby lepiej, gdyby było inaczej, ale...nie miałam nic do gadania.
kiedy miałam pół roku mama wyjechała na miesiąc do sanatorium, a położna zwątpiła na słowa babci i przestała przyjeżdżać, całe dnie leżałam sama w łóżeczku, no było rodzeństwo starsze, ale niekoniecznie byli ze mną, nie wiem.
mój ojciec w swoim zamroczeniu alkoholem wymyslił, że można mnie wykorzystać, można wykorzystać moje usta, bo przecież usta mogą ssać nie tylko butelką, obrzydliwość, można penetrować tu i tam, można mieć wytrysk na dziecka brzuch bo niby dlaczego nie???? kto to będzie pamiętał.
mama wiedziała, ale odrzuciła tę prawdę, udawała, bo ..... bo..... bo.....
mój starszy o 5 lat brat był świadomy tego co się dzieje, sam ma teraz problem z alkoholem, nie pamięta na zewnątrz, w środku męczy się, to duży ciężar.
kazirodztwo skończyło się kilka lat później, dostawałam za to słodycze, łał, do dziś mam z nimi problem, jelita piszczą.
siostra zawsze zazdrosna o mnie, bo najukochańsza córunia byłam, najmłodsza, tryskałam humorem, kawałami, zabawiałam, fajno
praca na roli to było coś naj naj naj. nikt nie miał czasu na rozmowy, wspólne posiłki, każdy w swoim kącie.
typowa porządna rodzina, jadąca w niedzielę wspólnie Syrenką 105 do kościoła, myślałam, że zapadnę się w tej syrence pod ziemię, ze wstydu. czegoś się wstydziłam, ale czego to nie pamiętam.
wszelakie doświadczenia posychałam gdize się dało, ale wszystko wychodzi, cała prawda zapisana jest w nas
żeby mi nie wykasowało, wysyłam

monika
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: narzekadło 20.09.13, 22:00
      a jaki jest związek twojej historii z tematyką tego forum?
      • jaka.j.a Re: narzekadło 20.09.13, 22:04
        no jest związek
    • jaka.j.a Re: narzekadło 20.09.13, 22:04
      w szkole prymuska, potem liceum, potem studia, ciocia siłą mnie wyrwała z wioski.

      na collegu poznałam Osamę, Sudańczyka, taki typ motylka, delikatnego, uśmiechniętego, niedbającego o jutro, żyjącego tu i teraz, możliwe, że szczęśliwego, czyli miał coś, czego mi wciąż brakowało, tego luzu, radości. oczywiście, że tłumaczył, że zasługuję na lepszego gościa i itp bzdury
      to był mój pierwszy facet, z którym byłam w łóżku, był beznadziejny, był tylko dla siebie, a ja nie znająca sie na cyklach. strach w postaci koleżanki podsunął postinor kilka razy. wiem, że doszło 2 razy do zapłodnienia, to Krzyś i Amelia. Potem postinor nie pomógł, kolejna dobra duszyczka podsunęła kolejny genialny pomysł, ginekolog zaproponował aborcję. jak ćma poleciałam na zabieg, Sudańczyk nie widział innego wyjścia, bo religia, bo kultura, bo rodzina nie zaakceptuje Julia byłaby piękną dziewczyną.
      zamrożenie kolejną warstwą lodu.
      potem poznałam mojego obecnego męża. zamieszkaliśmy razem w akademiku, On zakochał się, a ja? jest inny, jest dobrym człowiekiem, kochanym, zakochanym, oddanym mi, tylko, że ja jak ta królowa lodu nie rozpuszczam się pomimo kilkuastu lat małżeństwa.
      poronienie samoistne, Bartek.
      Urodził się mój żyjący syn, Michał, cała ciąża napełniona strachem, czy tym razem uda się. gonił mnie strach o dizecko, urodził się w zaGRAŻAJĄCEJ zamartwicy, w ostatniej chwili.
      potem poronienie samoistne
      potem przedwczesny poród w 6 miesiącu ciąży, dwa tygodnie leżenia z monoklem na patologii ciąży i w nocy biegiem na porodówkę. położna tylko powiedziała, zebym zaczekała, kiedy byłam na fotelu. kazała przeć i urodziłam synka do jakiejś torby i nastała cisza. rano przyjechał mąż. podobno dziecko nie żyło. podobno. wróciłam znowu na patologię. na szczęście mam grób, udało się pochować syna. piękny cmentarz.
      potem wiele miesięcy przeleżałam będąc w ostatniej ciąży, urodziła się córka.
      jest nieźle, po tej stronie dwójka, po tamtej szóstka.
      straty mam częściowo odżałowzne, ale gdzieś wciąż coś zalega.
      od kilku lat terapiuję się, pierwszego psychologa pokonałam, to ja Go prowadziłam, nie On mnie. dał mi strasznie dużo świadomości, przeszłam kilkuletni kurs psyhcologii na mojej osobie. głowa totalnie załadowana, a emocje zapętliły się jeszcze bardziej. trafiłam do pani Anny, z tą nie ma przelewek smile, jest dobra.od kilku miesięcy jeżdżę z córką na sesję, biedne to moje dzieciątko.
      jakieś dwa lata temu inna psycholog stwierdziła, że jak tak dalej pójdzie, to młoda skończy z nerwicą natręctw, co Jej nie pasowało do obrazu naszej rodziny, nie patologicznej. kiedy powiedziałam o moim kazirodztwie, ułożyła wszystko w całość, muszę kontunuowac to co rozgrzebałam. moja bidulka musiała być silna, skoro matka słaba wykończona kursem psychologii. pod koniec terapii u Mirka byłam totalnie wykończona.
      mam nadzieję, ze jestem przy końcówce wizyt z córką, było okrutnie trudno, ale nareszcie przejęłam władzę nad córką, może zacząć być dzieckiem. syn czeka w kolejce do terapii, tu może być trudniej. bo kawał chłopa z Niego.
      moi rodzice to starsi ludzie, cierpiący, kazirodztwo zapomniane, nadal żyją pozorem,

      tylko mi nie piszcie, ze mam wybaczyć. głwa nie przyjmie tego, tzn inaczej, głowa może i przymie, ale z serca wyjdzie obrzydzenie

      oczywiście ezoterykę mam za sobą, bioenergoterapię, homeopatię, nie chcę tego.

      Bóg? dopóki taki syf z rodizcami, wiary głębokiej brak, nie da się prawdziwie wierzyć z czymś takim, to tylko pozory, aczkolwiek praktykuję, obserwuję Boże działania. to długi powolny proces.

      wszyscy widzą szczęśliwą żonę, matkę, a ja zamknięta w klatce zaraz zwariuję w swojej głowie. mąż mnie kocha, to musi być Odgórne (odBoże) uczucie. ja niezmiennie nie czuję, nieufna, zamknięta, odizolowana. mąż wie o wszystkim, ale dla Niego to okrutnie trudne sprawy, nie rozumie tego mechanizmu, tych zależności, żyje w prostszy sposób.
      • jaka.j.a Re: narzekadło 20.09.13, 22:14
        bo ja chyba najbardziej pasuję do tego forum. po co piszę? nie wiem. piszę.
        ta pustka trwa zbyt długo, brak miłości trwa zbyt długo, męczy mnie życie bez życia. mam 40 lat i nie wiem, co to znaczy być szczęśliwym, zakochanym
        pomagam ludziom, ale nie umiem przyjmować pomocy dla siebie, zawsze musiałam być dzielną dziewczynką
        próbuję wyłamać się ze schematów, a to bardzo trudna praca, bo schematy z dzieciństwa wbijają się głęboko i rządzą od środka, wychodzą w najmniej odpowiednim momencie

        korzystam z terapii u psychologów chrześcijańskich

        odwijanie się z ran to proces okrutnie trudny i długi, ale nie jest niemożliwy a prawdę każdy musi poznać, prędzej czy później

        chyba najbardziej boli mnie to, że nie umiem bawić się z córką, próbuję być radosna, chcę, aby dzieci czuły się szczęśliwe, ale podczas zabawy czuję większy ciężar.

        miewam maleńkie chwile przebłysku, chyba na zachętę do dalszej pracy nad sobą.

        nati, jeśli uważasz, że moja historia nie na to forum, wykasuj do kosza
        • nati1011 Re: narzekadło 21.09.13, 06:54
          nie usunę twojego wątku - przynajmniej na razie.

          Ale wciąż mam wątpliwości, czy jesteś we właściwym miejscu.
          Forum nie jest miejscem psychoterapii, a ty jej wyraźnie potrzebujesz. Nie wiem, czy ktoś tu zdoła ci pomóc.
          • mama.rozy Re: narzekadło 21.09.13, 08:42
            nati,pogadac zawsze mozna
            przecież my znamy całośc-tzn.znamy dziewczynę właśnie od jej bólu i zranień,a nie,jak znajomi-od jasnej strony
            przebaczenie jest trudnym procesem,wcale do niego nie namawiam
            dzieci mają kontakt z innymi dziecmi?
            pracujesz?bo masz znajomych,już pisałaś
            chyba i tak dobrze funkcjonujesz,jak na takie pogmatwanie
          • jaka.j.a Re: narzekadło 21.09.13, 14:21
            skoro ja tutaj jestem w niewłaściwym miejscu, to większość dziewczyn tu piszących też jest w niewłaściwym miejscu, może wszystkie powinny pójść do psychologa a nie gadać tutaj? a może niektóre osoby doradzające tutaj też są w niewłaściwym miejscu? może tez powinny przejść przez proces oczyszczenia, żeby móc dobrze doradzać?

            która z dziewczyn tu piszących będąca po aborcji lub stojąca przed decyzją nie powinna przejść przez proces uzdrowienia siebie?

            nati, po co wysyłasz mnie do psychologa, skoro go mam?

            czemu akurat ja tu nie pasuję? a inne pasują?

            bez sensu
            • nati1011 Re: narzekadło 21.09.13, 15:12
              Jakoś mam obawy, czy taka publiczna dyskusja ci pomoże czy raczej zaszkodzi.
              I nie dotyczy to tylko ciebie, było tu już parę osób, które ze względu na wysoki stopień skomplikowania sytuacji potrzebowały bardziej specjalistycznej pomocy niż forum.

              Obawiam się, ze jakiś mało delikatny komentarz może np. pogłębić twoją traumę.
              • mama.rozy Re: narzekadło 21.09.13, 17:23
                wiesz co,wydaje mi się też,że nati boi się tego,że w jakiś sposób możemy zaburzyc Twoją terapię
                ale przecież nie skasowała wątku
                pewnie tylko głośno mysliwink
                • jaka.j.a Re: narzekadło 21.09.13, 18:47
                  wiem, że trole są wszędzie uncertain
                  • nati1011 Re: narzekadło 21.09.13, 19:51
                    na tym forum nawet dla trolli mamy dużą tolerancję wink

                    ale też staramy się być odpowiedzialni, za osoby, które tu piszą.
      • nadulinowo Re: narzekadło 22.09.13, 23:24
        Witam Cię serdecznie!
        Czytam uważnie, co piszesz i nasuwa mi się przede wszystkim takie pytanie:
        Czy terapia Ci pomaga? Jak to oceniasz? Bo tyle lat uczęszczasz, a jednak przychodzisz na forum i mówisz, że zaraz zwariujesz.
        Zakładam, że terapia jest kiepską albo niewystarczającą formą pomocy. Potwierdź.
        Jeśli zaś tak jest, to przyczyny mogą być dwie:
        1. Trafiałaś na nie najlepszych terapeutów.
        2. Terapia pomogła Ci w takim zakresie, w jakim mogła Ci pomóc, teraz jest Ci potrzebna pomoc duchowa. Bo to może powinnaś zadbać teraz o swoją duszę, a nie o psychikę.
        Co o tym sądzisz?
        • jaka.j.a Re: narzekadło 23.09.13, 20:26
          kiedy ma się tyle trudnych lat za sobą, tyle doświadczeń, dzieci, które dostają bagaż od rodziców to odwijanie się jest wydłużone. to sukcesywne odkrywanie, niekiedy potrZebny jest długi czas do tego, aby dać sobie przyzwolenie na prawdę, bo najczęściej ją odrzucamy, nie chcemy jej. często człowiek do końca życia nie chce uznać, że pierwotna rodzina jest patologiczna.
          niekiedy najpierw trzeba przejść przez proces uświadamiania, dopiero potem można pójść dalej, żeby zacząć odreagowywać. dużo zależy od tego, jakie mury człowiek zbudował wokół siebie, aby przetrwać.
          pomoc duchowa? swego czasu byłam na modlitwie o uwolnienie. co to znaczy wg Ciebie pomoc duchowa?
          jeśli dusza jest poraniona, trzeba z nią postępować ostroznie.
          nie wiem dlaczego było mi dane otrzymać tak dużo wiedzy na swój temat, rodziców, dzieci, zależności, nie wiem dlaczego akurat ja mam taką trudną drogę?
          i niestety terapie, w których chcemy oczyścić całe swoje życie trwają latami.
          ostatnio gdzieś widziałam informację o Edycie Bartosiewicz, ponoć Jej terapia trwała chyba 7 lat, może 8.
          kiedy chcesz cofnąć się o prawie 40 lat to musisz umocnić wszystko to co było później, inaczej "pękniesz" z nadmiaru wrażeń, dlatego takie to mozolne.
          niekiedy wydaje się, że coś jest przeszłością i nagle okazuje się, że jeszcze gdzieś coś zalega, bo jakaś sytuacja w życiu to pokazuje.
          i tak to się wszystko odkrywa powoli.
          poza tym, każdy musi dorosnąć do tego, aby przyjąć pomoc z zewnątrz, na siłę nie da się nic zrobić, nie da się na siłę modlić, wierzyć.
          nie da sie na siłę wyciągnąć kogoś z błota, wlezie później.
          kiedy dziecko zostanie nauczone, że ma sobie radzić samo i dorasta mając naście miesięcy czy kilka lat to ono nie będzie chciało pomocy, bo nie umie jej przyjmować

          po założeniu tego wątku zaczęłam zastanawiać sie po co to zrobiłam i właściwie nie wiem, ale skoro jest to niech tak będzie.

          a poza tym:
          jeśli nie chcemy zdrowieć to lekarze są bezsilni, jeśli chcemy chorować to lekarze również są bezsilni uncertain
          • mama.rozy Re: narzekadło 24.09.13, 08:53
            po prostu będzie sobie wisiał
            a jak będziesz chciała topisz,ok?
            a my będziemy po drugiej stronie komputera i czasem sie odezwiemy
          • mojaada Re: narzekadło 24.09.13, 09:39
            I to jest najgorsze w tym swiecie, jak bardzo drugi czlowiek moze zniszczyc. Twoja historia mna bardzo poruszyla, choc wiem ze takie rzeczy sie dzieja to kiedy slyszy sie to od ofiary calkiem inaczej czlowiek odbiera. Masz racje nie latwo wierzyc w Boga po takich doswiadczeniach, nie latwo sie pozbierac i otworzyc na ludzi, moze warto pojsc na Msze o uwolnienie i uzdrowienie. Jezus moz wszystko uleczyc, twoje serce. Rozejrzyj sie za taka Msza. Jestes strasznie skaleczona psychicznie, jest mi strasznie przykro, ja wyszlam ze swojego bagna zyciowego dzieki Bogu, nie chodzilam do psychologa choc powinnam, ale obeszlo sie.Lecz ty nie mozesz pograzac sie caly czas przeszloscia, wiem ze masz ogromny zal do rodziny, wiem ze ci ciezko to pojac, mi tez, ale sprobuj chociaz ratowac siebie. Dobrze ze masz meza ktory kocha i jest przy tobie, ze masz dzieci mimo tak ciezkich przejsc. Wiem ze twoi rodzice zaplaca za tą ogromna krzywde jakiej doznalas, dlatego sprobuj chociaz ty sie uratowac z tego syfu.
            • jaka.j.a Re: narzekadło 24.09.13, 18:59
              to nie jest tak, że katuję się wciąż przeszłością. dopóki ona jest we mnie żywa, dopóty będę się nią katować. przestanę kiedy ona uschnie. jak mam się nie katować przeszłością skoro jestem na etapie jej uzdrawiania?????????? to bez sensu
              czemu piszesz: spróbuj ratować chociaż siebie. a co ja niby robię? przecież ratuję siebie i dzieci. robię to głównie ze względu na dzieci. gdybym wiedziała, co noszę w sobie, nie odważyłabym się Ich mieć. to duża odpowiedzialność.
              mąż niekoniecznie podizela moje zdanie, wolałby, żeby tak po prostu było dobrze i szczęśliwie do końca życia, najlepiej bez wysiłku iść schematami naszych rodziców i tak samo kształtować dzieci, jak mnie i Jego kształtowano a to nie jest dobre, za dużo chłodu z obydwu stron, chłód emocjonalny.nie kłóćmy się, nie prowadźmy burzliwych dyskusji, bądźmy ułożeni pomimo wszystko. a potem zastawki serca do wymiany, tak jak moja teściowa. ileś gniewu można nie odreagować, można go schować, ale w pewnym momencie on wybucha w postaci choroby.

              msze o uzdrowienie znam, Jezus mi pomógł, pomaga, ale robotę brudną muszę odwalić ja. nie ma tak, że ktoś zabierze sprzed naszego oblicza prawdę o nas, my sami musimy ją ponieść, pojąć, zobaczyć, zaakceptować. Bóg może zabrać jakiś ból, jakiś nadmiar, ale to głównie nasza praca.
              jest kilka dróg, można oprzeć się wyłącznie na Bogu i uczyć się tylko wiary pomijająć siebie, można grzebać wyłącznie w sobie pomijając Boga, ale można to połączyć i wydaje mi sie, że ta droga trzecia jest najprawdziwsza.
              Jezus nie uleczy serca, które się Go boi, nie da się!! nie wierzę. musi nastąpić powolny proces.
              jak masz zalęknionego psiaka, to musisz go oswoić powolutku, etapami a nie siłowo, bo ugryzie, ucieknie z krzykiem. przepraszam za porównanie.

              każdy będzie musiał poznać prawdę o sobie, nawet jeśli bardzo wierzy w Boga, bądź wydaje mu się że wierzy, to prawdę musi zobaczyć, albo tu i teraz albo po śmierci.
              • m26mm Re: narzekadło 24.09.13, 20:21
                To prawda ze zeby sobie pomoc trzeba najpierw strawic prawde o sobie, wierze ze ci sie uda, tym bardziej ze sie starasz.
          • nadulinowo Re: narzekadło 24.09.13, 21:25
            Więc jeszcze zapytam: jak długo Ty jesteś w terapii?
            Bo faktem jest, że gdy problem sięga bardzo głęboko w przeszłość, a na nim są nabudowane kolejne problemy, to musi chwilę potrwać zanim się uda dotrzeć, oczyścić, uleczyć. Często trwa to wiele lat. Są przeciwnicy terapii wieloletnich, uważają, ze problemy należy rozwiązywać szybko i doraźnie. Ale nie wszystkie tak się da. Zwłaszcza, ze jak sama piszesz, te wszystkie zagmatwania dotykają także Twoich dzieci. Ile one mają teraz lat?
            Myśląc o pomocy duchowej myślę o stałym kierowniku duchowym, czyli jakimś kapłanie, który tak będzie znał duszę jak psycholog zna psychikę. Pomocne bywają Msze o uzdrowienie, to fakt, ale też zależy - tak jak piszesz w kolejnym poście. Bóg działa tylko na tyle, na ile z jednej strony my pozwalamy mu działać, z drugiej zaś, na ile On w swej mądrości uważa, ze należy zadziałać. Tak jak piszesz sama o tym dalej. Wiem z doświadczenia, że dobry kierownik usprawnia proces działania Boga w nas. Stąd moje pytanie i moja sugestia.

            Po tym, co teraz napisałaś, myślę - potwierdź, czy słusznie - że jesteś w procesie leczenia z tego całego brudu życiowego, który został Tobie zadany i który też sama zadałaś. W procesie mogą być kryzysy. Muszą wręcz być. Zwłaszcza jeśli jest to proces wieloletni i bolesny.
            Czy pisanie Ci pomaga? Co Ci daje? Bo piszesz dobrze, dobrze się Ciebie czyta, umiesz przelewać myśli na "papier" (jak to kiedyś tradycyjnie się nazywało).
            • jaka.j.a Re: narzekadło 25.09.13, 08:35
              dzieci: 5 i 12 lat.
              tak, jestem w wieloletnim procesie leczenia.
              jestem też po egzorcyźmie, po modlitwie uwolnieniowej.
              kierownika duchowego brak, nie udało mi się go namierzyć, próbowałam.

              czy pisanie coś mi daje? no kurcze, trudne pytanie.

              pewne jest, że czuję wielka samotność, niezrozumienie. wszycy krącą sie wokół firmy, którą prowadzą teściowie, żyją nią, a ja kręce się wokół dzieci, domu, procesu uzdrowienia mnie, dzieci, leczenia dzieci. mąż chce iść schematami rodizców, a niekoniecznie chce zgłębiać tajniki psychiki, ale chyba taka natura faceta. mąż by powiedział: wymyślam

              kiedyś przed mszą było Wystawienie a ja w swojej głowie zastanawiałam się, gdzie tam może być ukryty Bóg, zaglądałam w myslach we wszystkie zakamarki monstrancji, rozbierałam ją na części pierwsze. potem Msza, w drugiej połowie mszy do kościoła wmaszerował biały gołąb. ja stałam na tyłach kościoła. chodził to tu to tam. msza skończyła SIĘ a on razem z ludźmi wyszedł spokojnie na zewnątrz i przycupnął sobie z boku, zrobiłam mu zdjęcie, nie miał nic przeciwko
              • jaka.j.a Re: narzekadło 26.09.13, 11:26
                poszukiwań kierownika duchowego zaprzestałam, gdy:
                na pewnej mszy był ksiądz Łukasz, który co jakiś czas tu przyjeżdża, prowadził mszę, z jakichś powodów przypominał mi Jezusa, może miał większą czystość? wiarę? nie wiem, serce zostało poruszone. kazania ma naprawdę dobre. po mszy poszłam umówić się na spotkanie. stawiłam sie, zaprosił mnie do swego pokoiku, zrobił herbatę, zaczęłam opowiadać o sobie, bez zbędnycvh szczegółów, skrótowo całe życie i dostał gęsiej skórki, jak powiedział. tak Go zamurowało. nie wiedział co powiedzieć, co doradzić. dał książkę świadectwo jakiejś kobiety, chyba modelki i sobie poszłam. i tam.

                wcześniej też myślałam o pewnym księdzu, ale podczas spowiedzi tak bardzo mocno tłumaczył mi o antykoncepcji, bo zadałam pytanie,więc zadał mi coś do przemyślenia, tylko, że po odejściu od konfesjonału zapomniałam, co miałam przemyśleć.

                na obecną chwilę za dużo mnie kosztuje uzewnętrznianie się przed kolejnymi osobami, żeby trafiać kulą w płot.
              • nadulinowo Re: narzekadło 04.10.13, 00:31
                Ach, to Ci się trafili kapłani. Byli nieprzygotowani. Niestety, znalezienie dobrego kierownika duchowego to jest duży kłopot. I nie zawsze ktoś, kto mówi dobre kazania potrafi trafić do konkretnej duszy. Może napisz, z jakich okolic jesteś, a spróbuję za pomocą moich sieci wskazać kogoś, do kogo warto by się było udać i gdzie trafisz raczej w sendo niż na oślep w pole. Jak nie teraz, to za jakiś czas, gdy poczujesz się gotowa. Dobrze mieć taką osobę w zapleczu.

                Jak czytacz to wydarzenie z gołębiem? Jak je zinterpretowałaś? Bo każdy może inaczej, a wnoszę, że ono coś dla Ciebie znaczyło, skoro o nim opowiadasz.

                Mąż wie wszystko o Tobie? Jak rozumiem nie bardzo o wszystkim chce wiedzieć, ale bywa, że mężczyźni tak właśnie mają.
                Co znaczy iść schematem rodziców?

                Jakoś tak intuicyjnie czuję, że pisanie może przynieść Tobie jakąś korzyść. Nie wiem tylko, jak Cię do tego pisania sprowokować, jakie pytanie zadać, czy też co napisać. Może nawet nie chodzić o to forum. Może jakieś twoje notatniki. Może jakieś opowiadania o Tobie, albo też nie o Tobie, lecz o Tobie. Jakoś tak cały czas chodzi mi to po głowie...
                • wiesia140 Re: narzekadło 04.10.13, 01:06
                  tak sobie czytam i myślę....
                  nie wiem ,może się mylę, ale wydaje mi się,że ty potrzebujesz formacji duchowej, nawet jeśli znajdziesz kierownika duchowego warto to wesprzeć jakąś wspólnotą kościelną,nie wiem jak myślisz, gołębica w chrześcijaństwie symbolizuje Ducha św , może to znak dla ciebie , byś się rozejrzała za jakąś wspólnotą, w kościele katolickim jest dużo wspólnot

                  Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.
                • jaka.j.a Re: narzekadło 06.10.13, 16:15
                  Odnowę w Duchu Świętym mam za sobą, myślę, że narazie mi wystarczy wspólnot. Wystarczy mi msza niedzielna.

                  Biały gołąb to bardzo oczywisty symbol.

                  Schematy rodziców? Póki żyjemy w nieświadomości działamy automatycznie, tak jak nauczyli nas rodzice. Postępujemy tak jak dorośli obecni w naszym dzieciństwie. Kiedy chcemy coś zmienić, musimy to złamać, a to nie lada wyczyn. A jeszcze, kiedy chcemy, żeby to szło z serca a nie tylko z głowy, to ciężka praca. Można do tego dojść, tylko wpierw trzeba odkopać to co nawrzucano tam za dawnych lat.

                  Mi też coś chodzi po głowie, ale co?

                  Ja jestem szefem domu, dzieci, męża domowego, mąż szefem firmy.

                  Aborcja? Moja babcia dokonała aborcji w czasie wojny, doszło do jakiejś przemocy wobec Niej. Moja mama jest dzieckiem poaborcyjnym, odtrąconym i tak sobie ta ciemność zbiera kolejne żniwa w kolejnych pokoleniach, aż ktoś to złamie. Dlatego warto przełamywać schematy.
                  • wiesia140 Re: narzekadło 06.10.13, 22:49
                    Kiedy chcemy coś zmienić, musimy to złamać, a to nie lada wyczyn. A jeszcze, kiedy chcemy, żeby to szło z serca a nie tylko z głowy, to ciężka praca.

                    Samemu nie do pokonania. Polecałabym ci wykłady Joyce Meyer , chociaż na pewno jej słuchasz, niektóre są na you tube
                  • nadulinowo Re: narzekadło 07.10.13, 20:03
                    Coś Ci chodzi, czegoś szukasz. Czego? Co chcesz znaleźć?

                    Bo niby z Bogiem się ułożyłaś, na terapii się ułożyłaś, rodzinnie się ułożyłaś, ale coś sprawia, że piszesz tutaj.

                    Nie piszesz dobrze o mężu. Nie piszesz też źle, ale nie piszesz dobrze. Może to uczucia do męża poszukujesz?

                    Schematy odziedziczone po przodkach czasem, z rzadka niestety, bywają dobre. Czasem dobrze jest iść w ślady rodziców.

                    Dlaczego drażni Cię, że Twój mąż idzie za swoimi przodkami? Czego chciałabyś od niego? Czego od niego oczekujesz? Bo może tu tkwi jakiś haczyk?

                    W Piśmie Św. stoi, że grzech przodków rozlewa się na 3 pokolenia i dopiero wówczas ma szansę ulec wymazaniu. To jest to, o czym piszesz w kontekście babki i matki. U mnie w rodzinie było podobnie. Moja babcia postanowiła pozbyć się swojej drugiej ciąży. Dziadek ją siłą wyrwał z kolejki u jakiegoś wiejskiego "specjalisty od aborcji". Mój wujek, ten który został ocalony, ma złamane życie. Moja matka zaś, córka pierworodna, w drugiej ciąży miała proponowaną aborcję ze względów medycznych. Pojechała do szpitala z zapaleniem wyrostka i okazało się wówczas, że nie można operować, bo jest ciąża. Z ojcem podjęli decyzję o zatrzymaniu dziecka. w związku z tym mam młodszego brata. Do tego momentu moja matka nie ma problemów z wyrostkiem, ale musiała - jako 2 pokolenie - zdać egzamin z decyzji, jaką podjęła babka. Zdaje się, że przynajmniej ten schemat udało się jej złamać.
                    • jaka.j.a Re: narzekadło 12.10.13, 15:17
                      Muszę zacząć liczyć pytania, które mi zadajesz!

                      Kto twierdzi, ze ułożyłam te wszystkie sprawy, o których wspominasz? Raczej nie ja. Przecież gdybym je ułożyła, nie byłabym w trakcie terapii. Byłoby po terapii!!!

                      Pewne prawdy są trudne do przełknięcia, dlatego te procesy są długotrwałe, bolesne, wymagające zaparcia się, stanięcia przeciwko całej rodzinie, która wie lepiej, która nie widzi problemu, żyje z dnia na dzień.

                      Warto iść śladami przodków, jeśli są to dobre ślady. Jeśli ślady prowadzą do ślepych zaułków i my je dostrzegamy, należy coś z tym począć, przeciwstawić się przodkom.
                      • nadulinowo Re: narzekadło 19.10.13, 21:56
                        Nie twierdzę, że ułożyłaś, ale że układasz. Że z tego, co piszesz, wnoszę, że znalazłaś drogi pomagania sobie, leczenia siebie - przez psychoterapię, religię i rodzinę w szczególności. Właśnie! Ale w jakiej kolejności? I czy Twoja rodzina ma dla Ciebie aspekt leczniczy? Czy tylko trud w niej odkrywasz? A może miała leczniczy, a teraz jest dodatkową trudnością, bo i w rodzinie Ty - coraz to nowsza - na nowo musisz/chcesz się układać?

                        Chcę dużo pytać, bo chcę Tobie pomóc zrozumieć, jak to się stało, że u nas piszesz. A przede wszystkim: czego jeszcze szukasz?
                        Może powinnaś pisać?
                        Niektóre zdania przez Ciebie układane od razu nadają się do druku.
                        Umiesz pisać tak, by coś napisać, a jednocześnie, by czegoś nie napisać. To duża sztuka.
                        • jaka.j.a Re: narzekadło 22.10.13, 10:47
                          Często jest tak, że to dzieci doprowadzają całą rodzinę do terapeuty, bo chcą wyzdrowieć. Niby mama prowadzi terapię, a tak naprawdę to dziecko doprowadziło do tego, że mama znalazła się w gabinecie.
                          Rodzina jest moim trudem, ale jest też wsparciem, jednak większym trudem. Podejrzewam, ze gdyby nie rodzina, nigdy nie dotarłabym właśnie do tego punktu. Wydaje mi się, że nie mam wyjścia, mam dzieci więc mam wobec nich zobowiązania, to tak jakby ktoś postawił mnie pod ścianą. Jesteś tu, więc musisz iść tędy, bo to Twoja odpowiedzialność. Albo córka będzie tak miała jak ja miałam, albo coś z tym zrobię. To jest niesamowite, troisz się i dwoisz, aby twoje dziecko miało lepiej, więcej, czulej, więcej czasu spędzasz z nim, i patrząc z boku, łał, jak dużo, ty tak bardzo chcesz, a ono jest w tym samym miejscu, w którym byłaś ty dzieści lat temu i nie ma lepiej. ma tak samo. tylko to takie dwie różne skrajności. mama-kazirodztwo, dziecko to jego skutki.

                          pewnie, gdybym nie rozgrzebała przeszłości, byłoby im lżej w czasie gdy trwa terapia. ja przynajmniej wiem, dlaczego jest mi trudno.

                          pomijając brak ojca w życiu syna, syn ma się nieźle, wspaniały, cudowny, wrażliwy, kochany, tylko jak powiedziała psycholog, słabiusieńki taki, bo taty nie ma.

                          Nagle odkrywasz, że nie miałaś nigdy ojca, matki, córka Cię kocha i nienawidzi, chociaż dwoisz się i troisz, próbujesz jednoczyć, zgadywać, łatać a dzieci i tak nic nie czują bo ty nic nie czujesz, odkrywasz, że masz takiego męża, bo widzisz w nim ojca, odkrywasz, że rodzina pierwotna to patologia w pięknym wydaniu, słyszysz, że umiesz już gotować, prać, sprzątać, teraz czas nauczyć się kochać, czego nie umiesz w wieku 40 lat. Jak robokop. Zawsze tak było więc nie dziwi nic ale męczy. A w głowie jedna wielka kotłowanina i dziura z przeszłości.
                          Wszyscy widzą, jak ona ma dobrze, a ona ma dziurę w sercu a w głowie kołtun. 40letni kołtun.
                          Ostatnio czytałam "Chustkę", jakie tam jest bogactwo miłości, zakochania, szczęka mi opadła jak można kochać i co to oznacza w rodzinie. A my jak 4 wyspy krążące koło siebie, o ile wyspy mogą krążyć.
                          Jesteśmy nieświadomi, jak nasze dzieci mało dostają. Wydaje się nam, że nasze dzieci mają wszystko, szkołę, zabawki, zajęcia, dziwimy się, że są nieznośni, krnąbrni, niewdzięczni. Ile dzieci czuje miłość rodziców? Myślę, że niewiele, to tacy mali dorośli. Jak ja kiedyś

                          a czego szukam? może brakuje mi motywacji do dalszej pracy? nadziei, że kiedyś to skończę? pewności, że dobrze idę?

                          przepraszam za nieskładne szybkie zdania, ale córka znowu padła na tchawicę i chyba oskrzela.
                  • nowako-wa Re: narzekadło 15.10.13, 21:29
                    moniko tak sobie tu dziś weszłam i poczytałam......
                    tyle jeszcze bólu w Tobie ?

                    czy można napisać coś pocieszającego komuś kto przeżywa swój czyściec ?Czy można go zrozumieć? nie wiem....
                    ja pogodziłam się
                    z samotnością
                    z depresyjnymi odczuciami
                    ze swoimi słabościami, atakami złości
                    z tym że każdy dzień czasem muszę zaczynać od nowa...
                    Dla mnie pocieszające jest że kiedyś to się skończy- NA PEWNO skończy- dlatego nabieram dystansu do siebie i swoich uczuć, bo nigdy nie wysprzątam wszystkiego, wciąż nowe brudy wychodzą smile ale Bóg zna moje serce i wie jak się staram i ile mnie to kosztuje i myśle ,że kiedyś tam zasmakuje takiej miłości, zaspokojenia i poczucia błogości ,że powiem sobie - było warto wink
                    dziś dzień dziecka utraconego- przytulam wirtualnie- nasze dzieci są tam- bezpieczne i szczęśliwe, były niewinne...
                    • wiesia140 Re: narzekadło 15.10.13, 22:30
                      tak jak nowakowa napisała to jest właśnie wzmaganie się z sobą samym i nie tylko
                    • jaka.j.a Re: narzekadło 18.10.13, 15:07
                      czyściec to dobre określenie

                      warto byłoby nabrać dystansu, warto byłoby odpocząć, tylko brak mi pomysłu

                      zakładając że nie wysprzątamy tego bałaganu do końca życia to jesteśmy zwolnieni z prób sprzątania? w końcu i tak każdy będzie musiał zajrzeć do swojego srca
                      • nowako-wa Re: narzekadło 18.10.13, 20:13
                        jaka.j.a napisała:

                        > zakładając że nie wysprzątamy tego bałaganu do końca życia to jesteśmy zwolnien
                        > i z prób sprzątania?

                        Fajnie byłoby tak skrajnościowo...pamiętam jak miałyśmy tu jedną przed aborcją i 20 z nas się produkowało ,żeby ją od tego odwieść, a ona na innym forum usłyszała to co usłyszeć chciała ( że my przy okazji nawiedzone smile ) i zrobiła to co naprawdę zrobić chciała...

                        więc nie chodzi o to żeby serducha nie oczyszczać, tylko żeby być świadomym ,że tempo i perfekcja nie zawsze będą takie jak byśmy chcieli....
                        zgodzic się na to że efektywność jest gorsza od oczekiwanej to też pokora smile
                        Do tego wbrew pozorom i tak ćwiczymy cierpliwość i dajemy się szlifować, a owoce w pełni naszej pracy i oczyszczenia to chyba już po drugiej stronie zobaczymy...
                        • jaka.j.a Re: narzekadło 21.10.13, 14:29
                          tempo sprzątania jest przerażająco wolne. dobrze, że nie wiedziałam, że będzie takie ślimacze tempo, chyba nie weszłabym w to sprzątanie, nie mam na nie już siły.

                          nie mogło być torchę prościej? jaśniej? od początku życia ciemność i wciąż i wciąż i wciąż i nawet nie wiadomo, co to znaczy jasność, jedynie z opowieści.

                          odnoszę wrażenie, że jeszcze "chwila" i się rozpadnę.

                          kolejna wizyta odwołana, bo córka chora. co z górki to pod górkę jak syzyf
                          • vir.katarzyna Re: narzekadło 02.12.13, 23:03
                            Witam Cię,

                            Przeczytałam Twój post, mam dla Ciebie ważną wiadomość. Zostałaś w życiu barzdo skrzywdzona, przez najbliższe osoby, ale jest taka osoba, która NIGDY CIĘ NIE SKRZYWDZI, a jedynie pomoże poskładać Ci Twoje życie.

                            Jezus Chrystus czeka na Ciebie..

                            Puka i Puka, otwórz!!! On Cię kocha!!!

                            Zaufaj Mu...

                            • vir.katarzyna Re: narzekadło 02.12.13, 23:08
                              bardzo polecam: seminarium odnowy wiary

                              Pozdrawiam Cię cieplutkokiss jesteś wspaniała!!!
                              • jaka.j.a Re: narzekadło 25.12.13, 13:40
                                znam to seminarium, jestem po dwóch

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka