klara1904
03.04.15, 20:42
Może zacznę od początku....
Spotykałam się z facetem przez 5 lat, ale tak bez zobowiązań, głównie do łóżka i tam się dobrze dogadywaliśmy. Wiem, że on spotykał się też innymi dziewczynami, ja z innymi facetami. Miał też "dziewczynę" tzn. ponoć byli ze sobą, ale jakieś to dziwne było.... U mnie czasami nocował, przyjeżdżał na całe dnie.... Potrafił 100 km nadrobić by tylko przyjechać albo wziąć specjalnie wolne w pracy by się spotkać. Tam ta dziewczyna go zostawiła, My się dalej spotykaliśmy. Teraz on stwierdził, że tam ta jest miłością jego życia i chce walczyć o nią... ale mi od tygodnia okres się spóźnia, wczoraj zrobiłam test i wynik był pozytywny... Życie mi się załamało... On chce usunąć, nie bierze nawet pod uwagę innego rozwiązania. Na jakąkolwiek pomoc z jego strony nie mam co liczyć. Wiem, że tak by było najlepiej/najwygdniej, ale... No właśnie jest to, ale...
Na pomoc rodziny nie mam co liczyć, wynajmuje mieszkanie. Nie umiem sobie wyobrazić życia z dzieckiem, bo kto się Nim zajmie jak pójdę do pracy? Z pensji nie stać mnie na utrzymanie dziecka, nie mówiąc o wynajęciu niani itp. Ale jak już jest (to dziecko) to może nie warto od razu go skreślać? Jest dużo kobiet samotnie wychowujących dzieci i jakoś sobie dają radę, czemu ja mam sobie nie dać? Życie zazwyczaj przewrotnie się układa i może by mi się z dzieckiem ułożyło... Ale czy w tak ważnej sprawie można liczyć na "jakoś to będzie"?
Od 3 dni wmuszam w siebie śniadanie, później jeść nie mogę. Biorę tabletki na uspokojenie i tylko dzięki nim w pracy jakoś funkcjonuje. Ciągle mam łzy w oczach, nie mam pojęcia co robić... I nie mam z kim o tym porozmawiać...