niviane
24.08.15, 21:22
Witajcie dziewczyny,
Po ponad pięciu latach wracam tu.
Jeszcze bardziej zagubiona, jeszcze bardziej rozżalona…. Sama z samą sobą, samotna.
Od razu uprzedzam i przepraszam Was za moją długą wypowiedź, ale ja po prostu muszę komuś się wygadać. Jednocześnie bardzo proszę Was o rady, bo wiem że tylko Wy jesteście w stanie na to wszystko obiektywnie spojrzeć przez pryzmat aborcji.
Ważniejsze fakty z ostatnich pięciu lat i motywy moich działań
- rozpoczynając pierwszy rok studiów (2009 r.), rozpoczęłam również niezobowiązujące spotkania/ romans (nie wiem jak nazwać tę znajomość) z facetem dużo starszym od siebie,
- w marcu 2010 r. dowiedziałam się że jestem w ciąży. Chodź bardzo obawiałam się że on będzie mnie namawiać do usunięcia dziecka, odważyłam się powiedzieć mu o ciąży (do tej pory sama nie wiem co mną kierowało – chęć pozbycia się problemu, duża różnica wieku pomiędzy nami której się wstydziłam czy po prostu strach przed tym co powiedzą rodzice, strach przez przyszłością jaką jestem w stanie zapewnić dziecku. Rozpoczynałam studia, nie miałam pracy, nie miałam zaplecza finansowego w postaci rodziców.
Dla niewtajemniczonych dodam tylko tyle, że moi rodzice są alkoholikami (piją średnio po 1-2 tygodnie co 3 miesiące- taki obraz w dzieciństwie miałam ja przed oczami, a że nie byłam samodzielna finansowo moje dziecko pewnie też musiałoby się wychowywać w takich warunkach),
- z ojcem dziecka spotykałam się nadal, czasami kilka razy w miesiącu, czasami raz na kilka miesięcy. Potem przestaliśmy się kontaktować, czego powodem było poznanie w grudniu 2011 r. mojego obecnego partnera (4 lata starszy ode mnie), [kilka słów o moim obecnym partnerze (człowiek wychowany w wielodzietnej, bardzo pobożnej, ubogiej rodzinie, bez ojca- zginął w wypadku, nastawiony zawsze na pomoc drugiej osobie. Jego relacje z matką zawsze były zimne, a rolę „matkowania” przejęła babcia, która już nie żyje.
Chłopak jest w stanie zrobić wszystko dla każdego kto poprosi go o pomoc – zawsze znajdzie czas (niestety tego czasu nie ma dla swojego domu)],
- szybko zamieszkaliśmy razem u moich rodziców (już od września 2011 r.), ja nadal studiowałam, pracowałam (od czerwca 2011 r.), chodziliśmy razem do kościoła – miałam nadzieję że w czymś mi to pomoże, mój obecny partner nigdy nie dowiedział się o aborcji,
- w maju 2013 r. kupiliśmy na kredyt wspólne mieszkanie w którym od października 2013 r. razem zamieszkaliśmy. Dałam się namówić na ten kredyt, bo widziałam jak ciężko jest mu żyć z moim rodzicami pod jednym dachem. Osobiście nie byłam do tego pozytywnie nastawiona,
- ja studiów nie skończyłam. Zakończyłam naukę, ale nie napisałam pracy dyplomowej. Nie wiem dlaczego zabrakło mi motywacji,
- mieszkając u siebie zaczęły przerastać mnie obowiązki, pranie, sprzątanie, robienie obiadów, dziwne wymagania od partnera,
- o pierścionku zaręczynowym, ślubie i dzieciach mogę pomażyć do tej pory, ponieważ mój partner twierdzi że „wszystko w swoim czasie”. Oboje mamy bardzo dobrą pracę, więc nie jest to argument. Zamiast dzieci mam psa i kota,
- mniej więcej z chwilą zamieszkania „na swoim” ja z powrotem, potajemnie, regularnie- około raz na miesiąc zaczęłam spotykać się z ojcem dziecka. I tak do czerwca 2015 r.
A obecnie:
… a obecnie jestem w totalnej rozsypce psychicznej, mam wszystkiego dość. Najchętniej spakowałabym się, wyszła z domu i nie wróciła.
- jestem w związku, którego mam dość – nie wiem w ogóle po co w to wszystko weszłam te 4 lata temu. Ciągle tylko obrzucamy się niespełnionymi wymaganiami, mamy wzajemne pretensje. Nie chce mi się z nim przebywać, nie chcę aby mnie dotykał, całował, spał koło mnie w łóżku,
- mam kredyt na głowie i dom w którym czuję się źle i w którym nie potrafię wypocząć,
- mam nieskończone studia,
- mam rodziców, którzy deklarują że mi pomogą gdy zdecyduję się odejść od obecnego partnera (po czym wpadają w ciąg i piją 2 tyg !) – cudowne wsparcie,
- bardzo chciałabym mieć dzieci i nie mogę poradzić sobie z myślą że moje dziecko miałoby teraz w listopadzie już 5 lat – gdybym tylko je chciała. (z moim obecnym partnerem nie chcę dzieci),
- nie mogę patrzeć na kobiety w ciąży, bo aż mnie zjada zazdrość,
- ojciec dziecka został zamordowany w czerwcu 2015 r. o czym dowiedziałam się dopiero pod koniec lipca 2015 r. i od tego momentu nie potrafię już nic pozbierać.
Wiecie co…. Dopiero teraz dotarło do mnie że zmarnowałam te 5 lat.
Najpierw odrzuciłam dziecko, które tak bardzo bym pokochała…. a potem odrzuciłam faceta którego kochałam. Tak – ja go bardzo kochałam, ale bałam się że taka duża różnica wieku zostanie źle odebrana przez otoczenie. Bałam się również, że on nie traktuje mnie poważnie.
A teraz… a teraz nie mam nic. Mam idealnego partnera przy boku, który miał być moją receptą na stworzenie cudownej przyszłości bez poukładania przeszłości.
Proszę Was o rady, o rady co mam zrobić ze swoim życiem. Ja stoję w miejscu i nie wiem co robić, a jest mi strasznie źle, coraz gorzej.