Dodaj do ulubionych

czy mamy szansę

02.12.04, 09:58
nie mamy własnych dzieci, bo ja bardzo boję się porodu.
Natomiast bardzo chcielibyśmy stworzyć adoptowanemu dziecku prawdziwy,
kochający, pełen czułości dom - czy mamy szanę na adopcję.
Obserwuj wątek
    • kasialu Re: czy mamy szansę 02.12.04, 10:02
      Oczywiscie, że macie szansę. Nie jestem ekspertem, ale liczą się intencje. Na
      warsztaatch adopcyjnych najpierw pytają o motywy adopcji. Najważniejszym z nich
      jest motyw - z nadmiaru - czyli macie za dużo: miłości, poświęcenia, dobrze wam
      się powodzi i chcecie się tym wszystkim z kimś podzielić.
      Z jakiegoś konkretnego powodu nie macie dzieci biologicznych, ale nawet
      gdybyscie mieli to przecież nie dyskwalifikowałoby Was w staraniach o adopcję.
      Radzę zadzwonić do najblizszego OAO i zapytać.
      Ja dzisiaj na warsztaatch obiecuję zadać to pytanie pani psycholog i wieczorem
      odpiszę ;o)
      pozdrawiam kasia
      • kasiapfk Re: czy mamy szansę 02.12.04, 19:48
        KAsiu, strach przed porodem nie może być motywacjado adopcji. Taką odpowiedź
        otrzymaliśmy na warsztatach. Co znaczy bać się? Gdy są medyczne przeciwskazania
        (strach, że poród wywoła/pogłebi chorobę) to jest to oczywiście zrozumiane.
      • manczakalicja Re: czy mamy szansę 03.12.04, 08:12
        wiem, że w ośrodku należy przedstawić mnóstwo dokumentów, m.in. zaświadczenie o
        niepłodności- kto ma wystawić takie zaświadczenie, czy wystarczy od ginekologa,
        czy musi to być zaświadczenie wystawione przez klinikę, potwierdzające
        długotrwałe bezskuteczne leczenie?
    • kasialu Re: czy mamy szansę 02.12.04, 20:13
      Kasia w pewnym sensie masz rację. Pytałam dzisiaj na warsztatach panią
      psycholog i odpwiedziała mi, że niby taki stan nie moze dyskwalifikować
      kandydatów na rodziców, ale Ona osobiście musiałaby porozmawiać z Sandrą bo
      domyśla się że problem leży dużo głębiej.
    • renataum Re: czy mamy szansę 02.12.04, 22:25
      Droga Sandro rozumiem twoje obawy, ale to nie może być powodem adopcji, gdyż
      aspekt zdrowotny też jest rozpatrywany przy podaniu czyli co innego jeśli nie
      możecie mieć dzieci z powodów medycznych, a co innego strach przed porodem.
      Osobiście mogę Ci podpowiedzieć że jeśli coś takiego powiesz w ośrodku to
      będzie to na Twoją niekorzyść.Zyczę powodzenia.
      • kasiapfk Re: czy mamy szansę 03.12.04, 18:35
        Szanowne,
        mam prosbę: powstrzymajmy się przed "radzeniem jak przechytrzyć oao". Z
        doświadczeń wiem, że jakiekolwiek "podpowiedzi" służacę do "ustawiania" rozmowy
        w oao, oraz zatajania informacji działają tylko na niekorzyść, głównie Dzieci.
        Są też czasem przyczyną nieudanych adopcji i to juz tragedia całej rodziny.
        Odpowiedzialność za życie drugiego człowieka, to nie zabawa. Nie wolno zatajać
        ważnych spraw.
        Szczerość pozwoli uniknąć w przyszłosci przykrych konsekwencji
        niezbyt "dopracowanego" wyboru.
        Pozdrawiam Sandro serdecznie!
        • asik69 Re: czy mamy szansę 03.12.04, 19:12
          kasiapfk napisała:

          > Szanowne,
          > mam prosbę: powstrzymajmy się przed "radzeniem jak przechytrzyć oao". Z
          > doświadczeń wiem, że jakiekolwiek "podpowiedzi" służacę do "ustawiania" rozmowy
          >
          > w oao, oraz zatajania informacji działają tylko na niekorzyść, głównie Dzieci.

          Zgoda!
          Tym bardziej, że akurat sprawa Sandry wydaje mi sie byc dość "śliska"...
          No bo jak to jest: Sandra bardzo chce mieć dziecko. To dlaczego już na początku tej drogi unika poświęceń? Bardzo chce mieć dziecko, ale nie tak bardzo, żeby przejść przez poród? Dla mnie to jest zupełnie nielogiczne. Ja zawsze pragnęłam być w ciaży, chciałam URODZIĆ, choć wiedziałam oczywiście, że to nie jest czysta przyjemność... Potem zaczęły sie problemy, badania, zabiegi (często bardzo nolesne), ale do głowy by mi nie przyszło, że mogę dla własnej wygody zrezygnować z tego...
          Czy Sandra nie za bardzo myśli o własnej wygodzie?
          • sandra55 Re: czy mamy szansę 07.12.04, 08:31
            gdybym była wygodna na pewno nie pragnęłabym tak bardzo adoptować dziecka, dać
            mu całej swojej miłości i na pewno nie oferowałabym mu całego swego zycia,
            które od tej pory kiedy dziecko pojawi się w domu jest podporządkowane tylko
            jemu - i tak właśnie ma być.
            Ja w przeciwieństwie do Ciebie - jak piszesz "Ja zawsze pragnęłam
            być w ciaży, chciałam URODZIĆ" - Ja nigdy tego tak bardzo nie pragnęłam, nie
            jestem "matką polską", która w wieku 18 - 20 lat chce urodzić, co myślę, nie
            znaczy, że nie mogę pokochać nie własnego dziecka - uznać je za swoje.
            Na pewno poczynimy kroki w tym kierunku.
            Pozdrawiam i oczekuję na opinie
            Sandra

            • mysiam1 Re: czy mamy szansę 07.12.04, 11:01
              Sandra, ja mam "rodzone" dzieci i czegoś nie rozumiem. Czy uważasz, że instynkt
              macierzyński jest właściwy tylko "matkom-Polkom", rodzącym tuż po maturze?
              Chyba większość rodziców adopcyjnych decyduje się na "nie swoje" dziecko po
              wielu próbach zajścia w ciążę, albo ze względów zdrowotnych, jednak mając w
              podświadomości (i/lub wyobraźni) zakodowane uczucie towarzyszące narodzinom
              dziecka. Nie chcesz być "matką-Polką", poświęcać się, nosić wielkiego brzucha,
              mieć szytego krocza i walczyć z bolącymi brodawkami...Uważasz, że nie jesteś w
              stanie się "poświęcić" na tyle, żeby przez ten niewielki wycinek czasu
              być "matką-Polką"?A czy wyobrażasz sobie, ile poświęceń Cię czeka później?
              Ciąża i poród to początek...i powiedziałabym, że to ta łatwiejsza część, bez
              względu na to, czy dziecko rodzisz, czy adoptujesz. Potem też trzeba wyjść poza
              własny egoizm. Naprawdę, nie życzę Ci źle, ale mam nadzieję, że zgłaszając się
              do Ośrodka, usłyszysz co nieco...sad
            • asik69 Re: czy mamy szansę 07.12.04, 14:32
              Sandro, wybacz, ale nadal nie rozumiem Twojego stanowiska. Nie rozumiem, dlaczego NIE CHCESZ urodzić? No bo jeśli to nie wygodnictwo, to co? Po prostu nie rozumiem. Spróbuj mi to wyjaśnić, pewnie masz swoje racje, odkryj je przed nami, proszę. Bo argument o matce-Polce, która rodzi w wieku 18 lat, był chyba troszkę nie na temat...
              Zresztą przeczytaj, co o tym myśli misiam1. Ja sie tylko mogę podpisać pod jej wypowiedzią.
              Pzdr,
              A
    • kasialu Re: czy mamy szansę 05.12.04, 10:23
      Chciałabym coś wyjaścić - manczakalicja napisała, ze trzeba mieć zasiadczenie o
      niepłodności. Z tym akurat chyba nie byłoby problemu, ale np u nas w ośrodku
      absolutnie nie wymagają żadnych zaswiadczeń. Wydaje mi się ze to jest mało
      przyjemne dla osoby od której się tego żąda. Ale to tylko moja opinia.
      Wiecie tak się zastanawiam, ale ja chyba nie odmówiłabym prawa do adopcji
      Sandrze. Ludzie adoptują dzieci z różnych powodów i Sandra ma dobry motyw do
      adopcji. Nie jest zawiedzioną zyciem i swoja niepłodnością kobietą, która
      poprzez dziecko adoptowane chce sie spełnić jako matka. Ona chce dac dziecku
      miłość i ciepło. Na warsztatach poruszaliśmy sprawę motywów i pani psycholog
      potwierdziła, że ta grupa motywów - z nadmiaru to dobre motywy. Gorzej byłoby
      gdyby do spełnienia się w zyciu potrzebowała dziecka- -byłaby to motywacja z
      braku. To oczywiscie też nie dyskwalifikuje do adopcji, ale wymaga więcej pracy
      z psychologiem.
      Sandra to indywidualny przypadek. My mamy swoje motywy, a Ona ma swój ;o)
      • asik69 Re: czy mamy szansę 05.12.04, 12:24
        kasialu napisała:


        > Wiecie tak się zastanawiam, ale ja chyba nie odmówiłabym prawa do adopcji
        > Sandrze. Ludzie adoptują dzieci z różnych powodów i Sandra ma dobry motyw do
        > adopcji.

        A ja jestem odmiennego zdania. Oczywiście, mogę się mylić, nie znam przecież Sandry, jeden post to bardzo mało, ale... Mnie się wydaje, że motywem Sandry jest po prostu wygodnictwo. A to nie wróży dobrze przyszłej matce (i jej dziecku)...
        No tak, ale ja patrzę na to wszystko z zupełnie innego punktu widzenia... I postawy Sandry po prostu nie rozumiem.
        • maja45 Re: czy mamy szansę 05.12.04, 18:07
          Też mi sie wydaje , że niechęc i obawa przed porodem , to nie jest dobra
          motywacja do adopcji. Sandra chce mieć dziecko, ale nie chce zdnych poświecen.
          Tak się raczej nie da.
          Pozdrawiam.
          marta
    • kasialu Re: czy mamy szansę 06.12.04, 15:07
      Dziewczyny jeżeli jesteście na tym wątku domyślam sie ze same adoptowałyscie
      dzieci. Jeżeli tak jest to same wiecie, że adopcja dziecka to nie jest
      wygodnictwo w absolutnie zadnym przypadku! Sama jestem matką adoptowanej
      córeczki i jak słyszę opinie, ze poszłam na łatwiznę to mnie coś trafia. Trzeba
      to przejsć zeby zrozumieć. Pozdrawiam.
        • asik69 Re: czy mamy szansę 06.12.04, 17:41
          kasiapfk napisała:

          > Kasialu, ale o ile wiem to nie adoptowałąś bo bałaś się porodu, tylko
          > dlatego,że tego porodu nie mogło być. A to jest różnica.
          > Jak dla mnie zasadnicza.

          No właśnie, dla mnie też.
      • asik69 Re: czy mamy szansę 06.12.04, 17:40
        Kasialu,
        ale to przecież zupełnie co innego... Ja teraz mam już dzieci, więc na wszystko patrzę inaczej, ale moja droga do adopcji była bardzo długa i pamiętam siebie sprzed adopcji - zrobiłam WSZYSTKO, zdecydowałabm się na KAŻDE cierpienie fizyczne, byle tylko móc urodzić dziecko.
        Sandra woli adoptować niż urodzić, bo obawia się porodu. Chce SOBIE oszczędzić wysiłku. Tego nie rozumiem. To jest dla mnie wygodnictwo.

        Jedno chcę podkreślkić raz jeszcze: mogę się mylić, bo wydaje swoje sądy na podstawie krótkiego postu, moze Sandra ma jakieś głebsze powody (jakaś trauma związana z prodem?), ale unikanie porodu TYLKO po to, żeby uniknąć bólu... No cóż, nie przekonuje mnie to.

        Ta sprawa ma jeszce jeden wymiar: na małe dzieci czeka wiele małżeństw. Ci ludzie naprawdę nie mogą mieć dzieci. Jesli pojawi się więcej takich kobiet, które albo boją sie bólu albo obawiają o figurę, ich szanse na zostanie rodzicami zmaleją. Czy to jest w porządku?

        Pozdrawiam wszystkich,
        A
    • kasialu Re: czy mamy szansę 07.12.04, 12:12
      Zgadzam sie z wami wszystkimi naprawdę bo każda z nas ma swoje motywy i ma też
      prawo wyrazać opinie.
      Ze mną było tak. Bardzo chciałam mieć dziecko, byc w ciąży, karmić piersią i
      przeżywać wszystko co związane z macierzynstwem. Okazało sie ze to nie bedzie
      łatwe. Kilka lat starań, badania, leczenie, IVF bez powodzenia. W lipcu
      stanęłam w miejscu i dałam sobie czas na zastanowienie. Juz wcześniej
      myśleliśmy o adopcji, ale to były odległe marzenia. Dopiero na wakacjach
      wróciły z podowjoną siłą. Mamy jeszcze kilka zamrozonych embrionów w klinice i
      wiecie co - postanowiliśmy, że kiedyś po nie wrócimy, ale teraz chcemy
      adoptować. Zrezygnowałam z rodzenia, bolacych sutków i cietego krocza mimo, ze
      dzięki mrozaczkom mogłam tego doświadczyć.
      Poznalismy nasza ukochaną córeczkę. problem w tym, ze miała nieuregulowana
      sytuację prawną. Kilka dni później okazło się ze jestem w ciąży. I wiecie co ?
      Byłam trochę wkurzona! Pomyślicie, ze jestem nienormalna, ale naprawdę tak
      było! dzięki adoptusi poczułam się matką. Moje nastawienie psychiczne zmieniło
      się diametralnie. Z kobeity marzącej o wielkim brzuchu zmieniałm się w matkę,
      która gdzieś po cichu cieszyła sie ze nie bedzie miała cietego krocza i
      rozstępów. Rozmawiałam o tym z psychologiem i to jest jak najbardziej naturalna
      reakcja. Poprostu nastawienie jest niesamowicie ważne! Teraz minęło juz trochę
      czasu i oczywiscie cieszę się, że bedę podówjną mamusią. Do macierzyństwa
      dochodzę dwiema bardzo trudnymi drogami. Żadna z nich nie jest łatwizną.
      Można by pomyśleć, zę mam rozdwojenie jaźni bo z jednej strony jestem kobietą
      marzącą o tym, zeby mieć pokarm w piersiach i móc karmić swoje dziecko, a z
      drugiej ciesze się że mam dziecko a /narazie/ nie mam rozstepów.
      I znowu psycholog mówi, ze to normalka!
      pozdrowionka
    • anitat Re: czy mamy szansę 13.12.04, 11:36
      Witam, trafiłam na to forum trochę przypadkiem. Chciałam się z Wami podzielić
      pewnym spostrzeżeniem: Jestem matką 3 letniego chłopca, biologiczną. Urodziłam
      go mając 30 lat. Chciałam mieć dziecko już dużo wcześniej, ale... No właśnie.
      Bardzo bałam się porodu, ale samego porodu, fizycznego bólu, zresztą jestem
      bardzo nieodporna na ból jakikolwiek. No i tak zwlekaliśmy z chłopakiem, a
      obecnym moim mężem. Ale dojrzałam do bycia matką. Bardzo cieszyłam się, że
      zaszłam w ciążę, zresztą dobrze się czułam. Chciałam mieć dziecko, karmić
      piersią. Początkowo nie myślałam o samym porodzie, ale potem dopadł mnie
      strach, potęgowały go jeszcze koleżanki, opisując swoje porody,z których żaden
      ponoć nie przebiegł normalnie , zawsze były jakieś komplikacje, problemy z
      naszą kochaną służba zdrowia itd. Zdecydowałam się więc na cc na życzenie, w
      pełnym znieczuleniu. I nie żałuję. Wszystko odbyło się w zasadzie bezboleśnie.
      Po 4 dniach byłam już z małym w domu. Bez komplikacji, niestety za pieniądze,
      ale za to bez stresu, przede wszystkim mojego.
      Nie uważam tego za wygodnictwo, nie uważam tego za coś złego. Perspektywa
      ewentualnego bólu paraliżowała mnie i jak rozmawiałam później z lekarzem, mogło
      by to być przyczyną komplikacji przy porodzie drogami natury. Sparaliżowana
      strachem i oczekiwaniem na ból nie współpracowałabym podczas porodu.
      Chciałabym mieć jeszcze jedno lub dwoje dzieci i wiem że chciałabym rodzić
      przez cc. Wiem co to jest strach przez porodem, rozumię więc sandrę, ale z
      drugiej strony taki strach przecież można jakoś obejść, jeśli możesz mieć
      dzieci sandro to może zastanów się jeszcze. Myślę , że adopcja, tak jak mówią
      moje poprzedniczki (ja nie mama doświadczeń) jest o wiele trudniejsza niż
      opanowanie strachu przed porodem.
      A może zastanów się, może jeszcze nie "dorosłaś" do bycia matką? Wtedy adopcja
      nie jest najlepszym rozwiązaniem.
      Anita
      ps. przepraszam, że się rozpisałam, ale te wspomnienia...
    • darthx Re: czy mamy szansę 27.12.04, 16:42
      Co do pytania o zaswiadczenie o nieplodnosci: niby jest wymagane, ale np. od
      nas nie chcieli, bo tak naprawde nie jest znany powod naszego braku
      biologicznych dzieci, tzn. nie ma żadnej medycznej przyczyny, wiec lekarz nie
      miałby nawet co napisac. Powiedzielismy o tym w osrodku i to wystarczylo.
      Jesli chodzi o motywy Sandry to nie oceniajcie, bo nie jestescie w jej
      sytuacji, nie macie jej psychiki i historii zycia. Po co oceniac czyjes dobre
      pragnienia? Moim zdaniem pragnienie stworzenia dziecku domu i kochania go,
      uczynienia go swoim dzieckiem jest bardzo dobrym motywem. Ja na przykład mam
      adoptowanego synka i teraz już cieszę się że nie przechodziłam przez ciążę i
      poród, że dana mi została inna droga do macieżyństwa. I wcale nie uważam że to
      jakieś nienormalne uczucia, ani tym bardziej wygodnictwo. Pozdrawiam.
        • verdana Re: czy mamy szansę 05.01.05, 10:14
          Zapytałam psychologa, który wiele lat przeprowadzała adopcje, napisała nawet
          książkę na ten temat. Raczej czarno widzi mozliwość dania dziecka kobiecie,
          która dziecko moze mieć bez problemu. I nie ze wzgledu na nią, ale ze wzgledu
          na dziecko. Dzieci do adopcji jest mało, a więc w pierwszej kolejnosci dostaną
          te matki, które naprawdę dzieci mieć nie mogą. Argument, ze wezmę gotowe, bo
          nie chce mi się (boję się) rodzić dla psychologa brzmi podejrzanie, poniewaz
          zakłada, że osoba ta tak naprawdę całym sercem dziecka nie pragnie - bo jakby
          naprawdę chciała, to choćby zrobiła by to wspomniane cc na żądanie, czy rodziła
          w znieczuleniu. A więc deklaracje o chęci posiadania dziecka są przesadzone.
          Psycholog stwierdziła, że widzi tu raczej chęć zostania "dobrą panią",
          idealistyczne podejście do macierzyństwa. Dziecko adoptowane może sprawiać
          kłopoty, a jak widać kłopoty to jest rzecz, której autorka pytania pragnie
          unknąć.
          Na pewno trudno bedzie adoptować niemowlę. W takich przypadkach ewentualnie
          można adoptować dzieci starsze lub chore, na które nie ma "chetnych". Te
          najbardziej pożądane pójda raczej do matek, które mają większa gotowość do
          poswięceń.
          • darthx Re: czy mamy szansę 05.01.05, 11:05
            Nie wiem skąd ta pani psycholog wzieła informację , że dzieci do adopcji jest
            mało... bo nam w ośrodku mówili coś wręcz przeciwnego. Że owszem, jak ktoś
            sobie zażyczy 2 tygodniową dziewczynkę, całkowicie zdrową, z blond włosami i
            zielonymi oczami, to może czekać długo... ale to nie znaczy że dzieci jest
            mało. Wszystko zależy od ograniczeń, które się zgłosi... my nie mieliśmy
            medycznych przeciwskazań, (choć przez 5 lat nie doczekaliśmy się biologicznego
            potomstwa), zgłosiliśmy chęc adopcji dziecka kolorowego i nawet nie
            ukończyliśmy kursu jak mieliśmy telefon, że jest maluszek.(przyśpieszona
            kwalifikacja) A co do rozmowy z panią psycholog w ośrodku zapytała tylko: a co
            będzie jak pani zajdzie w ciążę? Nic, będziemy mieć dwoje dzieci -
            odpowiedziałam i to był koniec tematu. Czyżby wszystko zależało od
            indywidualnych pań psychologów w ośrodkach??? Pozdrawiamsmile
            • madix1 Re: czy mamy szansę 05.01.05, 21:19
              W dwóch ośrodkach, w których mam kwalifikację, psychologowie również mówili, że
              jest mnóstwo dzieci. Sęk w tym, że mają nieuregulowaną sytuację rodzinną. I
              koło się zamyka sad
          • asik69 Re: czy mamy szansę 06.01.05, 09:03
            > Zapytałam psychologa, który wiele lat przeprowadzała adopcje, napisała nawet
            > książkę na ten temat. Raczej czarno widzi mozliwość dania dziecka kobiecie,
            > która dziecko moze mieć bez problemu. I nie ze wzgledu na nią, ale ze wzgledu
            > na dziecko. Dzieci do adopcji jest mało, a więc w pierwszej kolejnosci dostaną
            > te matki, które naprawdę dzieci mieć nie mogą. Argument, ze wezmę gotowe, bo
            > nie chce mi się (boję się) rodzić dla psychologa brzmi podejrzanie, poniewaz
            > zakłada, że osoba ta tak naprawdę całym sercem dziecka nie pragnie - bo jakby
            > naprawdę chciała, to choćby zrobiła by to wspomniane cc na żądanie, czy rodziła
            >
            > w znieczuleniu. A więc deklaracje o chęci posiadania dziecka są przesadzone.
            > Psycholog stwierdziła, że widzi tu raczej chęć zostania "dobrą panią",
            > idealistyczne podejście do macierzyństwa. Dziecko adoptowane może sprawiać
            > kłopoty, a jak widać kłopoty to jest rzecz, której autorka pytania pragnie
            > unknąć.

            Trafiłaś na mądrą psycholog, w pełni zgadzam się z jej opinią.
          • kasiapfk Re: czy mamy szansę 05.01.05, 19:39
            Darthx, może napisz w którym oao jest nadmiar dzieci?
            Nie piszę by się czepiać, ale na innym forum jest mnóstwo małżeństw, które
            czekają miesiącami na dziecko. Może ci, którzy mają kwalifikację mogliby się do
            Twojego oao i sprawa by była załatwiona pomyślnie?
            Pozdrawiam serdecznie
    • darthx Re: czy mamy szansę 06.01.05, 14:43
      My byliśmy w warszawskim katolickim OA na Ratuszowej (teraz na Grochowskiej).
      Nie wiem, czy mają nadmiar, jak to określiłaś, ale mówili, że dzieci
      czekających na adopcję jest dużo... i że często sytuacja jest odwrotna: nie to,
      że nie można znaleźć dziecka dla rodziny tylko rodziny dla dziecka. Mówię tylko
      o tym co usłyszałam w naszym ośrodku. A przecież jest sporo rodzin, które
      adoptują dziecko, mimo, że już mają swoje biologiczne dzieci... gdyby dzieci
      było za mało, to takim rodzinom chyba by nie dawali... tak sądze. Pozdrawiam
      • kasiapfk Re: czy mamy szansę 06.01.05, 18:27
        ale, checa!
        My też na Ratuszowej!!!!
        Obecnie Grochowska z powrotem!
        Ale teraz chyba nie jest najlepszy okres jeżeli chodzi o ilośc dzieci.sad((
        Utrzymujemy kontakt i z IPO i z koao. =>Trzeba czekać.


        • verdana Re: czy mamy szansę 08.01.05, 19:08
          Dzieci rzeczywiscie jest duzo. Starszych, poważnie chorych, z problemami
          psychicznymi i przede wszystkim licznych rodzeństw. Jesli chce się wziąć np
          chorego dziesięciolatka, albo trójkę na raz rzeczywiście raczej nie ma
          problemu.
      • mandarynka333 Re: czy mamy szansę 16.03.05, 17:28
        Jestem tu przypadkiem a może nie zupełnie. Pracuje jako wolontariuszka w
        stowarzyszeniu charytatywnym. Niedawno uczesniczyłam w szkoleniu dla
        pracowników domów dziecka. Padło tam według mnie bardzo ważne
        stwierdzenie, "nie szuka sę dziecka dla rodziny, ale rodziny dla dziecka".
        Oznacza to że ośrodki adopcyjne nie sa po to aby pomagać bezpłodnym
        małżeństwom, ale po to aby pomagać dzieciom pozbawionym rodziców. Jeśli ze
        względu na potrzeby konkretnego dziecka lepiej jest umieścić je w dobrze
        funkcjonującej rodzinie z biologicznymi dziećmi to sie to robi nawet jeśli w
        tej samej kolejce od długiego czasu czeka rodzina od pięciu lat leczona z
        niepłodności. Przyczyny bezpłodności są naprawdę mało istotne! Równiez długość
        starania się o dziecko. Ocenia sie rodzinę pod kątem przygotowania do pełnienia
        rodzicielskich obowiązków. Myślę że strach przed porodem w przypadku Sandry też
        byłby rozważany indywidualnie (na pewno sam strach przed porodem jako jedyna
        motywacja to zbyt mało ale procedury adopcyjne weryfikują motywy, czesto ludzie
        rozmyślają się w trakcie). Biologiczna gotowość do rodzenia (w sensie silny
        instynkt macierzyński)nie musi przekładać się na gotowość do podjęcia roli jako
        matki. To trochę bardziej złożone. Czesto biologiczni rodzice podejmują
        beztroskie decyzje o posiadaniu dzieci a kiedy te się pojawią sa zupełnie
        nieprzygotowani do ich wychowania. Sandra jeśli masz nerwicę lękowo-depresyjną
        albo jakieś inne problemy natury psychologicznej które przejawiają sie w lęku
        przed rodzeniem to najpierw trzeba sprawdzić czy to nie przeszkodzi Ci w
        przyjęciu obciążeń (przede wszystkim)psychicznych związanych z przyjęciem
        takiego dziecka które już doświadczyło wielu problemów a teraz trzeba je przed
        kolejnymi chronić a nie obciążać własnymi (czy nie wykończą Cię procedury
        biurokratyczne, postępowanie sądowe, to że będziesz przez obcych ludzi
        wypytywana o często bardzo osobiste sprawy, że wreszcie okaże się że dziecko
        nie od razu Cię pokocha i zaufa, że może przez długie miesiące nie będziesz w
        stanie nawiązać z nim kontaktu, ze ma chorobę sierocą - dotyczy nawet
        niemowląt! i mnóstwo innych problemów - w Twoim zyciu od momentu pojawienia
        siędziecka wszystko się zmieni). Jeśli taki warunek byłby spełniony to myślę że
        masz szansę. Dobry psycholog powinien wiedzieć że irracjonalny lęk (a takim
        jest lęk przed czymś czego sie nie zna - Ty nie rodziłaś więc nie wiesz czy to
        rzeczywiście takie straszne czy tylko Ci się takie wydaje)nie swiadczy wcale o
        ogólnej dojrzałości osobowej a na pewno jej nie determinuje do samego końca.
        Ludzie boją sie różnych rzeczy - lęk przestrzeni, klaustrofobia czy lęk
        wysokości - poza nimi są zupełnie "normalni" to znaczy odpowiedzialni,
        potrafiący cieszyć sie zyciem, kochać i poświęcać się dla innych. Takie lęki
        nie są na pewno czymś co należy lekceważyć i jeśli są sygnałem poważniejszych
        problemów z psychiką czy osobowością to trzeba zająć się nimi. Podjąć terapię i
        pracę nad sobą. Nie wolno natomiast oceniać człowieka po jakiejs jednej rzeczy
        któa wcale nie jest jednoznaczna. Osoba która boi się pająków czy windy wcale
        nie musi być niezdolna do podjęcia różnych wyzwań które przynosi życie - do
        pracy, założenia rodziny, macierzyństwa itp. Apeluję o więcej tolerancji!!!
        Nikt z nas nie jest do końca normalny!!!!!
        • renatamiedzinska Re: czy mamy szansę 17.03.05, 14:04
          Myślę, że wypowiedź mandarynki rozwiała wszelkie wątpliwości w tej sprawie i
          Sandra powinna ja uwaznie przeczytać.
          Osobiście też sie pod wszystkim podpisuję. I wiecie co?? Fajnie, że są wśród
          nas takie mądre osoby!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka