Dodaj do ulubionych

Syndrom po ..

07.02.08, 03:01
Czyta się że jest, czyta się, że nie istnieje. Czy któraś z Was nie miała? Czy któraś z Was przeżyła syndrom? Jak on wygladał? Jak sobie poradzić? Ile trwało wychodzenie z tego?
Pytam, bo jakby to głupio nie zabrzmiało, razem raźniej ..
Jeśli to istnieje i w tym właśnie siedzę, chciałabym wiedzieć o tym jak najwięcej i wyjść już z tego.

I dlaczego po tym wszystkim zostaje się samemu? Czy któraś z Was miała jakies wsparcie? Czy taka prawidłowość, że człwoiek sam z tym zostaje?
Obserwuj wątek
    • bma567 Re: Syndrom po .. 07.02.08, 09:24
      Nie wiem czy wszystkie kobiety przechodzą syndrom, ale ja cały czas
      nie moge się z tym uporać. Jestem sama i nie mogę sobie z tym
      poradzić, bedę musiała podjąć terapie,ale nawet nie wiesz jak bardzo
      ciężko się z tym wszystkim uporać. Potrzebujemy wsparcia i rozmowy.
      Jeśli byś chciała porozmawiać lub napisać e-maila to bardzo bym się
      ucieszyła. Mój e-mail bma5@op.pl.
      Pozdrawiam cię serdecznie. Musimy zacząć wierzyć ,że się uda nam z
      tego wyjść, wiem,że nie jest to łatwe,ale czasami mam nadzieję,że
      jeszcze będzie dobrze.
      • mamaanieli Re: Syndrom po .. 07.02.08, 17:46
        w Warszawie jest świetna psycholog, która pomaga dziewczynom się
        pozbierać. Mądra, rzeczowa, spokojna. Jeśli chciecie namiary,
        piszcie na gazetowy. Pozdrawiam serdecznie.
        • bma567 Re: Syndrom po .. 07.02.08, 19:08
          Dziękuje bardzo za pomoc, tylko wiesz co ja mieszkam w Krakowie, mam
          już namiary na jednego psychologa, moim problemem jest to że brakuje
          mi mobilizacji do wszystkiego, boję się uciekam od tego co boli nie
          mogę się pozbierać. Chciałabym znależć pracę mieć jakiś punkt
          zaczepienia i może potem będzie mi łatwiej się zmobilizować.
          Dziękuje i pozdrawiam.
          • spokofacet Re: Syndrom po .. 08.02.08, 00:02
            nie bedzie ci latwiej sie zmobilizowac. kazdy ucieka od tego co go
            boli. szukasz usprawiedliwienia, a doskonale wiesz, ze twoim
            najlepszym 'ruchem' jest telefon do tej terapeutki... napisz nam tu,
            ze zadzwonilas do niej! ok?
            • bma567 Re: Syndrom po .. 08.02.08, 18:04
              Wiem ,że każdy ucieka od tego co boli i ja też uciekam, nie
              zaprzeczam. Jeśli zacznę terapie nie mogę jej przerwać muszę dotrwać
              do końca i muszę mieć pewność,że będę w stanie ją skończyć i
              zapłacić za nią. Ja już dawno skontaktowałam się przez internet z
              tym terapeutą i coraz bardziej przekonuje się,że potrzebna mi pomoc.
              Rozpocznę terapię,ale chcę ją rozpocząć wiedząć,że jestem gotowa i
              uda mi się ja do końca przeprowadzić. Czasami się strasznie boję,ale
              muszę iść do przodu.
              • spokofacet Re: Syndrom po .. 09.02.08, 00:26
                wszystko jasne! potrzebujesz wsparcia !!! napisz na piva do osob z
                tego forum ktore wydaja ci sie wiarygodne i popros o pomoc. pisz
                konkretnie co potrzebujesz, sama zobaczysz jak dziala wsparcie...
                a potem napisz tu na forum, ze umowilas sie na terapie. i pamietaj -
                strach ma wielkie oczy...

                • mamaanieli Re: Syndrom po .. 09.02.08, 08:28
                  a w ogóle, to polecam prostą zasadę: szybciej zaczniesz, szybciej
                  skończysz. To jest do przepracowania, więc po co się męczyć? I
                  jeszcze jedno: są wyjazdowe spotkania terapeutyczne. Prowadzą je
                  psycholodzy, również współuczestniczą osoby duchowne (ale nic na
                  siłe, naturalnie). Może to byłoby lepszym wyjsciem? Czasem łatwiej
                  wyjechać na 3 dni, odciąć się, skupić tylko na jednym. POzdrawiam.
                  • bma567 Re: Syndrom po .. 09.02.08, 17:06
                    dzięki serdeczne za słowa otuchy mam nadzieje,że zmobilizuje się i
                    zacznę działać. Pozdrawiam
                    • twoj_aniol_stroz Re: Syndrom po .. 09.02.08, 17:26
                      Wiesz jak jest w takich sytuacjach? Najpierw nie śpisz po nocach,
                      dręczysz się, w środku czujesz taką wielką gulę i blizej
                      nieokreślony strach. W końcu decydujesz się na krok (początek
                      terapii, wyjazd na rekolekcje itp.) Idziesz pierwszy raz lub
                      wyjeżdżasz i ta gula robi się coraz większa, coraz bardziej się
                      boisz, a potem kiedy już jesteś na terapii albo wyjeździe powoli
                      stwierdzasz, że nie jest źle, nikt głowy nie urwał, potem jest coraz
                      ciekawiej, czasem wraca zniechęcenie, masz chęć zwiać w stare tory,
                      bo tam nie tyle było wygodniej, ale było to znane. A potem ta chęć
                      ucieczki jest coraz mniejsza, aż powoli znika i w jej miejsce
                      pojawia się ulga, że masz już to za sobą, że dałaś radę. świadomość,
                      że sobie poradziłaś pozwala Ci się uśmiechnąć. /najważniejsze, że
                      już nie ma tej guli w środku i tego nieokreślonego strachu.
                      Mamaanieli ma rację, że im szybciej zaczniesz tym szybciej będzie z
                      głowy.
                      Spokofacetowi tez możesz zaufać, to są ludzie, którzy doskonale
                      wiedzą co mówią i naprawde możesz im z powodzeniem ufać.
    • sylasia Re: Syndrom po .. 01.04.08, 10:46
      Ja po piętnastu latach "po" i 15 latach uciekania w pracę i
      nadaktywność stanęłam tważą w tważ z syndrmem PO.
      Poczucie beznadziei i depresja.
      Teraz chodzę na terapię "Żywa nadzieja".
      Terapie te są neutralne światopogląodwo, ale prowadzone w ośrodkach
      duszpasterskich.
      No cóż, trzeba było wrócić do dzieciństwa, abym mogła zrozumieć
      dlaczego zadałam gwałt samej sobie.
      • iktoto Re: Syndrom po .. 01.04.08, 12:16
        No własnie powrót do dzieciństwa, uregulowanie swojego zycia
        wewnętrznego, to jest podstawą wyprostowania siebie, nie wystarczy
        przerobić problemu aborcji, to nie jest taki wybiórczy problem w
        naszym życiu. To jest całokształt do ułożenia, widac coś było w
        rozsypce że "piórko" nas powaliło na amen.
        Mozna delikatnie zauważyc tutaj że po latach ucieczki kobiety
        wracają do źródła.
    • sylasia Re: Syndrom po .. 02.04.08, 14:32
      To stwierdzenie, że "pórko powaliło mnie na amen" jest dla mnie
      odkrywcze. Aż mnie ciarki przeszły.
      Na rozum wiedziałam, że to bezbronna istota, ale teraz to poczułam.
      • iktoto Re: Syndrom po .. 02.04.08, 15:02
        pisząc o piórku miałam na mysli decyzję, dodatkowy ciężar, balast a
        nie dziecko.
        Bo gdyby kobieta w ciąży miała wszystko poukładane w sobie to myśl o
        aborcji nawet nie pojawiłaby się, nie miałaby szans na zakiełkowanie
        w nas. Albo ta mysl urośnie do rozmiarów monstrualnych i poczyni
        zło, albo uschnie. Ale żeby urosła musi być cały schemat, który w
        nas siedzi, to balast, ktory nosimy w sobie od dziecinstwa, ja
        miałam dość duży balast, niepoukładanie i ta sytuacja która mnie
        wtedy dotknęła spowodowała że zwiałam przed odpowiedzialnością.
        To że ktoś coś takiego zrobił to nie jest tylko problem aborcji ale
        jak dla mnie całej osoby, gdzieś tkwi jakiś błąd, który trzeba
        uporządkować. Gdybym była wtedy takim naprawdę wierzącym człowiekiem
        nie zrobiłabym tego, ale na tę decyzję miało wpływ: brak oparcia,
        ucieczka, niezrozumiemie siebie, bałagan w środku, jakieś
        zaciemnienie, zaklamanie, wplyw innych niekoniecznie przyjaznych
        istotek i nie wiem co jeszcze....
        Jeśli człowiek sobie poukłada wszystko w swoim środku to ma szansę
        na odbudowanie wszystkiego w sobie po
        • aba1991 Re: Syndrom po .. 02.04.08, 15:15
          Ja zinterpretowałam piórko po swojemu i dla mnie tak już zostanie.
          To o czym piszesz to prawda.
          Mi dobrze radzono, ale zaburzony dom i paniczny strach dokonały
          dzieła.
    • aniulka8503 Re: Syndrom po .. 10.06.08, 06:59
      Witam...nie zawsze potrzebny jest psycholog czy inny
      terapeuta...czasem wystarczy przyjaciel...i tak też było w moim
      przypadku...
      Rok czasu męczyłam się sama, rok czasu mało i źle sypiałam, a jak
      już spałam to budziłam się z krzykiem...po dwóch latach śniło mi się
      (prawie co noc), że idę z moim dzieckiem na spacerek, że kupuję mu
      buciki (w śnie był to chłopczyk - płeć być może stworzona przez moją
      podświadomość). Lekarstwem był tylko przyjaciel (mój obecny mąż) -
      dużo o tym rozmawialiśmy.
      "Im szybciej się zacznie tym szybciej się skończy" - NIE! TO SIĘ
      NIGDY NIE SKOŃCZY! I nie piszę tego, żeby odebrać nadzieję, tylko
      dlatego, że taka jest prawda...mija czwarty rok PO i jest lepiej,
      ale nigdy nie zapomnę, a przede wszystkim nigdy sobie tego nie
      wybaczę...
      Teraz mam synka i staram się mu dać "podwójną" miłość...chociaż cały
      czas zastanawiam się jak bardzo tamto dziecko byłoby podobne do
      mojego synka...mieli różnych ojców, ale te myśli nadal siedzą we
      mnie...już nie tak drastycznie i nie ciągle ale mimo wszystko
      są...tego nie da się wyleczyć, to nie jest przeziębienie...to było
      życie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka