Dodaj do ulubionych

bezwarunkowa miłość - granice (nastolatek)

13.01.11, 14:28
Jak sądzicie, w jaki sposób powinna przejawiać się dezaprobata negatywnych zachowań nastoletniego dziecka? Pytanie może dziwnie brzmiące, bo trudno czasami w kilku słowach przekazać sedno, niemniej jednak bardzo proszę o odniesienie się do poniższego schematu myślowego:
- wiem, że postępuję źle, ale skoro mama dalej kocha i przytuli, jak trzeba, to co mi tam, będę robić co mi się podoba, bo tak mi wygodniej.

Uważam, że generalnie ostracyzm społeczny jest bardzo dobrym narzędziem korygującym ludzkie zachowania. No i tak się zastanawiam, nad jego zbawiennym /zgubnym wpływem przy stosowaniu wobec własnego dziecka...
Obserwuj wątek
    • joa66 Re: bezwarunkowa miłość - granice (nastolatek) 13.01.11, 14:57
      U mnie działa ton głosu (nawet nie krzyk) i wskazanie konkretnie czego nie toleruję / wymagam.

      Fakt, nie nadużywam, ale i nie mam powodu zbyt często.
      • omamimami Re: bezwarunkowa miłość - granice (nastolatek) 13.01.11, 15:13
        > U mnie działa ton głosu (nawet nie krzyk) i wskazanie konkretnie czego nie tole
        > ruję / wymagam.

        U mnie na ogół też, pod warunkiem że dzieje się to w miejscu publicznym, w obecności obcych.
        Niestety, przy mamie (najbliższych) puszczają hamulce, bo przecież ... w razie czego, nie odrzuci jak inni, a gdzieś emocje wyrzucić trzeba. Dodam, że chodzi o dziecko nadreaktywne od urodzenia (konsultacje lekarskie i psychologiczne niewiele dały; ten typ tak ma, z pewnymi faktami trzeba się po prostu pogodzić). A ja jestem już tym zmęczona. Dopóki było małe, ok, taka rola matki, aby po wybuchu przytulić. Gdzie jednak są te granice?
        • joa66 Re: bezwarunkowa miłość - granice (nastolatek) 13.01.11, 15:30
          W miejscu publicznym w ogóle nie zwracam uwagi jeżeli nie jest naprawdę konieczne, a jeżeli jest to nie używam "tonu". Ale potem wracam do sprawy - nie po to, żeby wałkować, ale powiedzieć jasno co o tym myślę.

          Zdarzyło się, że i mojemu dziecku puściły hamulce po zwróceniu uwagi- jeżeli mimo wszytsko byłam spokojna, to spokojnie upierałam się przy swoim. Jeżeli mnie wkurzył takim zachowaniem- zachowywałam się mocno niepedagogicznie ale szczerze -obrażałam się. :(

          Na szczęście takie sytuacje nie zdarzały się często.

          Dodam tylko, że chyba nigdy (albo bardzo rzadko) nie było konfliktu dotyczącego treści tylko formy. Tzn ja nie obrażam się, nie przywołuję do porządku jeżeli syn ma inne zdanie niż ja. I możemy sobie walczyć/negocjować do upadłego. Ale nie toleruję krzyków ani obrażania.

          Na szczęście zdarza się to ekstremalnie rzadko.

          p.s. Nie obrażam się kiedy ma ton zirytowany.
          • omamimami co na to pani psycholog 13.01.11, 15:50
            >Jeżeli mnie
            > wkurzył takim zachowaniem- zachowywałam się mocno niepedagogicznie ale szczerze
            > -obrażałam się. :(

            Ot, co! do tego zmierzam. Właściwie tylko 2 razy zastosowałam tę metodę - poskutkowało natychmiast, długo był spokój. Ale tu pojawia się dylemat. Po pierwsze, jeśli dane zachowanie, to akurat nie manipulacja, ale nadmiar emocji - to jednak chyba nie tędy droga.
            Po drugie - stosowane często może nie przynieść efektu lub też zablokować dziecko, co też nie jest moim zamiarem.
            Z drugiej jednak strony to nie 2 -latek, ani osoba z zaburzeniami psychicznymi, więc hamulce działać powinny.
            Moje "obrażenie się" (w szerokim słowa tego rozumieniu) byłoby naturalną reakcją wobec każdego innego współlokatora za takie zachowanie. Stąd moje pytanie, a co jeśli chodzi o własne dziecko?
            • joa66 Re: co na to pani psycholog 13.01.11, 16:12
              Mam nadzieję, że obrażanie się (naturalne , to nie żadna metoda, tylko nadmiar emocji) nie przyniesie większych szkód, bo jednak rzadko to się zdarza.

              Ostatni przykład: Obraziłam się za jego nieprzyjemny ton. Po kilkunastu minutach przeprosił i powiedział mniej więcej tak "przepraszam za ton , ale musisz zaakceptować, że ludzie są różni i niektórzy mówią różnym tonem, nawte takim jaki Ci się nie podoba i nie powinnaś się tym przejmować" . Odpowiedziałam: "Rozumiem, że nie chciałeś mnie obrazić, ale musisz zaakceptować, że ludzie są różni i niektorzy się obrażają za nieprzyjemny ton"

              :)

              • omamimami Re: co na to pani psycholog 13.01.11, 16:29
                oa66 napisała:

                > Mam nadzieję, że obrażanie się (naturalne , to nie żadna metoda, tylko nadmiar
                > emocji) nie przyniesie większych szkód, bo jednak rzadko to się zdarza.

                Ale ja pisałam o sobie:)Co będzie jeśli zacznę stosować na co dzień? Coraz częściej przychodzi mi na myśl, aby ignorowanie potrzeb nastolatka (miłości, bliskości, zauważenia) wprowadzić do repertuaru naturalnych konsekwencji za lekceważenie potrzeb innych domowników (spokoju, prywatności, szacunku).

                >"przepraszam za ton... "
                Jeśli już w ogóle padnie słowo "przepraszam", to bardziej w kontekście "skoro mnie kochasz, to się ze mną męcz, bo ja już taka jestem", albo "to wina tych, co mnie wkurzyli".

                Jakkolwiek - z pewnym bólem - jestem skłonna pogodzić się z tonem, to już z bezceremonialnym przekraczaniem granic spokoju innych zdecydowanie - nie.
          • omamimami Re: bezwarunkowa miłość - granice (nastolatek) 13.01.11, 15:53
            > W miejscu publicznym w ogóle nie zwracam uwagi jeżeli nie jest naprawdę koniecz
            > ne, a jeżeli jest to nie używam "tonu".

            Ja również. Chyba nieprecyzyjnie się wyraziłam. na ogół wystarcza wzrok.

            >Ale potem wracam do sprawy - nie po to,
            > żeby wałkować, ale powiedzieć jasno co o tym myślę.

            Ja tak samo
          • omamimami Forma 13.01.11, 16:16
            >Tzn ja nie obrażam się, nie przywołuję do porządku jeżeli
            > syn ma inne zdanie niż ja.

            Dobrze że to zaznaczyłaś, bo to u mnie też NIE jest problemem. Jestem telerancyjna, otwarta na sugestie i najczęściej potrafimy dojść do porozumienia w sytuacji odrębnych zdań. (Oczywiście bywają też rzadkie sytuacje niepodlegające dyskusji - narzucam swoje zdanie i koniec).

            >I możemy sobie walczyć/negocjować do upadłego.
            To u nas na porządku dziennym:)

            >Ale nie toleruję krzyków
            I tu kompletne fiasko; córka jest bardzo impulsywna i krzyczy, gdy coś nie przebiega po jej myśli.
            Nie mam tu na myśli rozmów, negocjacji, bo w takim przypadku potrafi być konkretna i spokojna, ale po prostu reakcji na jakieś zdarzenie (np. brat nie chce zobaczyć/posłuchać w danej chwili tego na co ma ochotę siostra, czy też rozmawiać z nią, a ona akurat ma ochotę coś mu właśnie powiedzieć)

            > p.s. Nie obrażam się kiedy ma ton zirytowany.
            Ok, każdy ma prawo być zirytowanym, ale ja akurat nie toleruję obrażania słownego innych, tymczasem bywa, że córka i te granice przekracza w domu.
    • Gość: gosc Re: bezwarunkowa miłość - granice (nastolatek) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.11, 15:16
      dezaprobatę wyrażam jasno:
      do jasnej cholery! : czy tobie by się podobało gdyby ktoś tak wobec ciebie postępował ? To dlaczego tak robisz do innych?!!!!

      lub :
      halo! słyszałam od ciebie wymagania, ze trzeba postępować tak i tak ... no to proszę: zacznij od siebie!

      Pomaga
      • Gość: gosc Re: bezwarunkowa miłość - granice (nastolatek) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.11, 15:18
        przytulanie z tym nie ma nic wspólnego. Opieprz to nie jest zabieranie miłości...
        • omamimami Re: bezwarunkowa miłość - granice (nastolatek) 13.01.11, 15:41
          Nie mam problemów z "opieprzem" jak potrzeba, ani ze stawianiem granic, wyrażaniem swojego zdania, itp, bardziej właśnie z owym "przytulaniem"

          Może przejdę do konkretów. Pozwalam na późne chodzenie spać, dopóki nie ma problemów z porannym wstawaniem oraz respektowane są potrzeby innych (czyli jeśli dom akurat o 22 śpi, to ten nieśpiący zachowuje się cicho). Niemniej kiedy córka ma złe dni (np. nie poszło coś w szkole, randka się nie udała, pogoda nie dopisała, itp) zaczyna się akcja, typu: mam w nosie wasze potrzeby(bo mnie się życie nie układa), czyli światło, muzyka, trzaskanie drzwiami. Albo w czasie dnia : ja właśnie będę głośno śpiewać i skakać komuś nad głową, bo taką mam ochotę, nieważne, czy inni marzą o spokoju czy oglądnięciu filmu. Tudzież, przechodząc trzepnę za każdym razem brata po głowie, bo skoro mi dzisiaj zdarzyła się przykrość, to czemu tobie ma być lepiej.

          Oczywiście z mojej strony są rozmowy, stosowne komunikaty, restrykcje; jakiś efekt to przynosi niemniej bywają dni bardzo męczące. No i wracając do owego przytulenia, po takich akcjach (czasami następnego dnia) córka jak gdyby nigdy nic rzuca się mi na szyje, przytula, poprzednie zachowanie traktuje jak było minęło (nawet jeśli konsekwencje ją dosięgną), a ja coraz częściej mam ochotę na obojętność wobec osoby prawie dorosłej, która ma w nosie moje uczucia.



          • justyna_dabrowska Re: bezwarunkowa miłość - granice (nastolatek) 13.01.11, 16:27
            Ja bym nie przytulała jesli na takie przytulanie nie mam ochoty. Ale to nie jest kara tylko naturalna konsekwencja. I powiedziałabym wprost: "słucha, to co dziś mówiłaś (zrobiłaś, tu konkret) sprawiło mi przykrość (zezłościło, wytsrąciło z równowagi itp) i ja teraz nie umiem ot tak tego odsunąc na bok i zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Chętnie cie przytulę (pogadam, wyjdę itp) ale na razie musze ochłonąć.
            Czyli komunikat typu "ja", powiedzenie o swoich uczuciach, pokazanie granic i pokazanie że to nie jest do końca świata...
            Nie widze nic złego w powiedzeniu córce "jest mi przykro", " CZuje sie bezradna" itp itd
            Pod warunkiem oczywiście że to nie jest manipulacja tylko szczery wyraz gotujących sie w nas uczuć. Córka to zrozumie bo przeciez widzi co sie dzieje. Jest tylko tak zajęta tym co sie dzieje W NIEJ, że nie daje rady dostrzegać innych ludzi wokół siebie i ich potrzeb...
            ciężki to czas ale na szczęście mija

            Pozdrawiam
            JD
            • omamimami do p. psycholog 13.01.11, 16:37
              Bardzo dziękuję za zabranie głosu.

              >Jest tylko tak zajęta tym co sie dzieje W NIEJ, że nie daje rady dostrzegać innych ludzi wokół >siebie i ich potrzeb...
              Tak, dokładnie, i to jest sedno problemu.

              Jakieś rady?

              > ciężki to czas ale na szczęście mija
              Mogę w to wierzyć? Z taką nadzieją żyję już kilkanaście lat (bo to nie problem ostatniej burzy hormonów) i jestem już zmęczona. Czasami mam czarne myśli: a co jeśli z wiekiem będzie jednak gorzej?
            • omamimami do p. psycholog 13.01.11, 16:51
              justyna_dabrowska napisała:

              > Ja bym nie przytulała jesli na takie przytulanie nie mam ochoty. Ale to nie jes
              > t kara tylko naturalna konsekwencja. I powiedziałabym wprost: "słucha, to co dz
              > iś mówiłaś (zrobiłaś, tu konkret) sprawiło mi przykrość (zezłościło, wytsrąciło
              > z równowagi itp) i ja teraz nie umiem ot tak tego odsunąc na bok i zachowywać
              > się jak gdyby nigdy nic. Chętnie cie przytulę (pogadam, wyjdę itp) ale na razie
              > musze ochłonąć.

              Tak często się dzieje, ale później moja złość mija i życie (przytulanie, okazywanie uczuć) toczy się dalej. Zauważyłam przy tym, że z jednej strony moja bliskość uspokaja córkę, z drugiej jednak rozgrzesza, przy czym warunek żalu za grzechy nie jest spełniony ... (przynajmniej tego na ogół nie pokazuje).
              Nie zmienia to faktu, że od pewnego czasu na chłodno pojawia się u mnie myśl, że jak tak dalej pójdzie to przestanę kochać (a przynajmniej okazywać miłość).

              > Czyli komunikat typu "ja", powiedzenie o swoich uczuciach, pokazanie granic i p
              > okazanie że to nie jest do końca świata...
              > Nie widze nic złego w powiedzeniu córce "jest mi przykro", " CZuje sie bezradna
              > " itp itd

              Komunikuję, reakcja jest różna, nawet typowo bezczelna typu: i co z tego , to nie ci nie będzie, nic mnie to nie obchodzi (odnoszę wrażenie, że trochę na pokaz).

              > Pod warunkiem oczywiście że to nie jest manipulacja tylko szczery wyraz gotując
              > ych sie w nas uczuć.

              Odnoszę wrażenie, że córka wybucha trochę bezwiednie, ale później nie chcąc się wycofać zaczyna świadomie manipulować i robić na złość.

              • verdana Re: do p. psycholog 13.01.11, 17:28
                Mam wrazenie, ze "metoda" w wychowywaniu nastolatka to zła droga. Nastolatka traktuję mniej-więcej tak, jak potraktowałabym osobe dorosłą, ktorej już wchowywać nie muszę. Tzn. w czasie nocnych hałasów wystawiłabm łen z pokoju z okrzykiem "$#&*%$, tu się spi, ciszej!!!", a jak nie byłabym zła - no to bym po prostu nie była. Nastolatek nie moze funcjonować na zasadzie "Mam być grzeczny, żeby zasłużyć na pochwałę mamy". Jak jestem obrazaona, to jestem, nie patrze na to, czy to pedagogiczne czy nie, a jak nie - to nie będę sie obrazała "dla zasady".
                Mnie też zadarza sie wybuchać, nie zawsze we własciwym momencie - szczególnie w niektorych fazach cyklu i bardzo bym nie chciała, aby w zwiazku z tym moje dzieci oświadczyły,z e będą mnie kochać tylko pod warunkiem, ze stanę się kimś innym. Nastolatek w fazie burzy hormonalnej czasem nie panuje nad sobą.
                Wiem, ze komunikaty "ja" są bardzo teraz zalecane , ale JA ich nie znoszę (nie zawsze, ale zazwyczaj). Bowiem sprowadzają sie do tego, ze ktoś ma robić to, co JA uznaję za sluszne, bo mnie coś przeszkadza. Nie ma tu cienia pola dla negocjacji. Mnie coś nie odpowiada - ktoś ma się dostosować. Dlaczego on do mnie nie ja do niego? Mam odruch dokładnie taki jak Twoja córka.
                Jedyny komunikat, ktory jest Ok, to "Robię się przez to zła" :)
                Moim zdaniem o wiele w tym, co piszesz jest za duzo wychowywania, a za malo zwykłej rozmowy, poczucia humoru i kompromisu. Nastolatek, ktory sie awanturuje częściej potrzebuje pociechy, niż zdecydowanych metod wychowawczych, ktore przerobią go na grzeczne dziecko.
                A jesli chodzi o ostracyzm, jako metodę wychowawczą, to jest ona dobra dla gwałcicieli dzieci i miorderców. A i to nie wszystkich.
                • omamimami Re: cd 13.01.11, 18:03
                  verdana napisała:

                  > Mam wrazenie, ze "metoda" w wychowywaniu nastolatka to zła droga.
                  Sposób działania, postępowania - będzie OK?

                  >Nastolatka tr
                  > aktuję mniej-więcej tak, jak potraktowałabym osobe dorosłą,

                  Dokładnie, też do tego zmierzam.

                  >ktorej już wchowywa ć nie muszę.
                  Z tym nie do końca się zgodzę.

                  >Tzn. w czasie nocnych hałasów wystawiłabm łen z pokoju z okrzykiem
                  > "$#&*%$, tu się spi, ciszej!!!",
                  OK. I co dalej? (bo gdyby to skutkowało, nie pisałabym tutaj)


                  > iNastolatek nie moze funcjonować na zasadzie "Mam być grzeczny, żeby za
                  > służyć na pochwałę mamy".
                  Oczywiście. Mama (i inni domownicy) chciałaby być traktowana po prostu po ludzku. Nikt tu nie mówi o zasłużeniu nastolatka na pochwałę, ale o zachowaniu zgodnym z normami społecznymi.

                  > Mnie też zadarza sie wybuchać, nie zawsze we własciwym momencie - szczególnie w
                  > niektorych fazach cyklu i bardzo bym nie chciała, aby w zwiazku z tym moje dzi
                  > eci oświadczyły,z e będą mnie kochać tylko pod warunkiem, ze stanę się kimś inn
                  > ym.

                  Właśnie tak wczuwam się w wybuchy córki. Też nie chciałabym być odrzucona. A z drugiej strony, nie pomyślałaś, że twoje humory mogą być męczące dla domowników? Co robisz, aby ich unikać? Czy zadajesz sobie trud pracy nad sobą, czy masz w nosie: a niech się męczą z mamą?
                  Wiesz, swego czasu przez kila dni mieszkałam u pewnej rodziny, to co zauważyłam było dla mnie chore: gospodyni (nota bene, do rany przyłóż dla gości) swoim słownictwem i wrzaskami zmieniała życie domowników w horror (oni byli umęczenie, ona -nie widziała problemu, ot, taki mam charakter mówiła)

                  >Nastolatek w fazie burzy hormonalnej czasem nie panuje nad sobą.
                  To nie problem burzy hormonalnej, chociaż i ta zapewne swój wpływ ma.

                  > Wiem, ze komunikaty "ja" są bardzo teraz zalecane , ale JA ich nie znoszę (nie
                  > zawsze, ale zazwyczaj). Bowiem sprowadzają sie do tego, ze ktoś ma robić to, co
                  > JA uznaję za sluszne, bo mnie coś przeszkadza. Nie ma tu cienia pola dla negoc
                  > jacji.
                  Ja piszę właśnie głównie o sytuacjach, gdy nie ma pola do negocjacji

                  >Mnie coś nie odpowiada - ktoś ma się dostosować. Dlaczego on do mnie nie
                  > ja do niego?
                  Fakt, możemy się dostosować do krzyków, wyzwisk, przeszkadzania, robienia tego na co jeden człowiek ma ochotę;)

                  > za malo zwy kłej rozmowy
                  SKĄD wiesz???



                  • verdana Re: cd 13.01.11, 18:18
                    Nie wiem, dla mnie każda "metoda", "sosób postepowania' wobec niemal doroslego człowieka jest wątpliwa. Nie stosuję sposobu działania, jak się wsiekne na męża i jak się wscieknę na syna - tez nie. Nie wiem, ile Twoja nastolatka ma lat - jak 12, to wychowywać jeszcze trzeba, jak 16-17 - to zwykle na wychowanie jest za późno. Nie jest za późno na rozmowę, ale na klasyczne "metody wychowawcze' - niestety, już tak. Pewnie, zę w razie jakiegoś horroru, trzeba zastosować władze rodzicielska, ale w przypadkach drobnych wykroczeń nasze "metody', kary, dzialania i systemy slużą tylko temu, aby się lepiej poczuć jako rodzic.
                    Należaloby tez pamiętać, zeby nie utożsamiac "norm społecznych" z normami rodziców.
                    Oczywiście, ze moje humory sa dla domowników męczace, teraz mniej, bo na szczęście środki antykoncepcyjne+ brak małych dzieci skutecznie je redukują. I jestem zdania, ze owszem, trzeba czasem nad sobą pracować, ale takze trzeba przyjąć, że ludzie sa jacy są - udawanie całe zycie nie sprzyja miłym więziom rodzinnym. Uwazam, że czasm mam prawo byc wsciekła i tyle, a dzieci mają prawo miec to w nosie, o ile uznaja, ze się czepiam.
                    Poza tym wybacz, ale Twoja córka jawi się niemal jako psychopatka, nie uwzględniająca niczycich uczuć, nie liczaca sie z niczym i z nikim, za to otoczona rodzina, ktora nie ma sobie nic do zarzucenia. Jesli tak rzeczywiście jest, to potrzebny jest tu psycholog. Być moze jednak twoja córa reaguje agresją na peqwne zachowania z Waszej strony. Poza przypadkami zaburzeń nie wierze w rodzinę, gdzie wszyscy sa idaealni, a tylko dziecko jest złe.
                    Skąd wiem, ze za mało zwyklej rozmowy? Stąd, ze za dużo zastanawiasz się nad tym, co należaloby robić i mowić, aby było to wlasciwe i wychowawcze. A rozmowa, ktora jest wychowawczo dobra, nie jest już zwykłą rozmową.
                    • joa66 Re: cd 13.01.11, 18:34
                      Nie stosuję sposobu działania, jak się wsiekne na męża i jak się wscieknę na syna - tez nie.

                      Ja chyba..stosuję..;) do wszystkich..:), bo te same rzeczy mnie denerwują

                      Z jednej strony jest to reakcja spontaniczna , z drugiej...nie do końca, bo np. kontroluję się, zeby jednak nie robic tego przy świadkach.
                      • joa66 Re: cd 13.01.11, 18:46
                        Poza tym "wychowanie" to nie tylko reakcja/działanie wtedy kiedy pojawia się problem. To też, a może przede wszystkim, miłe chwile.

                        Rzadko mówię, że cos wiem. Jednego chyba jednak jestem pewna - moje dziecko wie, że ja je najzwyczajniej w świecie lubię, nie tylko kocham. Lubię jego towarzystwo. "Zbiór wspólny" naszych zainteresowań, pasji i wartości jest całkiem spory.

                        Wtedy nawet konflikty inaczej wygladają.
                        • verdana Re: cd 13.01.11, 19:03
                          Dokładnie o to chodzi. Ale wychowanie, jako efekt po prostu bycia razem (dotyczy nie tylko rodzicow i dzieci, ale małzonkow i nawet przyjaciół), a "wychowanie" jako świadomy proces wychowania to dwie różne sprawy.
                        • omamimami Re: cd 13.01.11, 19:19
                          >Jednego chyba jednak jestem pewna - moje dziecko wie
                          > , że ja je najzwyczajniej w świecie lubię, nie tylko kocham. Lubię jego towarzy
                          > stwo.

                          Moje dziecko też to wie. I nie wiem, tak czasami myślę, może właśnie przez to hamulce puszczają jej swobodniej? Ona bynajmniej nie występuje w roli "tej złej", chociaż ma świadomość, że ja jej niektórych zachowań nie akceptuję. Tylko co z tego wynika? Gubię się w tym wszystkim.
                      • omamimami kontrola przy świadkach 13.01.11, 19:13
                        joa66- dzięki, celnie ujmujesz problem:)

                        > Z jednej strony jest to reakcja spontaniczna , z drugiej...nie do końca, bo np.
                        > kontroluję się, zeby jednak nie robic tego przy świadkach.

                        No właśnie, z jednej strony emocje poza kontrolą a z drugiej panowanie nad sobą przy niektórych świadkach; jak wielu ludzi to dotyczy!
                        Czy jeśli przy bliskich możemy pozwolić sobie na więcej, to znaczy, że możemy wejść im na głowę? Jestem bardzo ciekawa, w jaki sposób można "leczyć" zbytnie puszczanie hamulców (bez niekorzystnych blokad)?
                        • joa66 Re: kontrola przy świadkach 13.01.11, 19:22
                          Wiesz, to nawet nie chodzi o kontrolowanie emocji "dla ludzi".

                          Ja uważam, że przykre rzeczy, w tym zwracanie uwagi, trzeba mówic bez świadków. Chociażby dlatego, że "obwiniony" przy swiadkach połowę swojej uwagi kieruje na zażenowanie sytuacją, wstyd, a nie na istotę problemu.

                          Jestem bardzo ciekawa, w jaki sposób można "leczyć" zbytnie p
                          > uszczanie hamulców


                          Może powiedzieć, że Ci przykro (czy cokolwiek) i nawet nie czekać na natychmiastową reakcję?

                          • omamimami Re: kontrola przy świadkach 13.01.11, 19:28
                            > Wiesz, to nawet nie chodzi o kontrolowanie emocji "dla ludzi".
                            > Ja uważam, że przykre rzeczy, w tym zwracanie uwagi, trzeba mówic bez świadków.
                            > Chociażby dlatego, że "obwiniony" przy swiadkach połowę swojej uwagi kieruje n
                            > a zażenowanie sytuacją, wstyd, a nie na istotę problemu.

                            Przy świadkach teraz już problemy na ogół nie występują (pomijam blisko zaprzyjaźnionych świadków lub małolatów).
                            Generalnie wg mnie zwracania (czy nie) uwagi dziecku przy świadkach zależy od kalibru wykroczenia.
                    • omamimami Re: cd 13.01.11, 19:06
                      >Nie stosuję sposobu działania, jak się wsiekne na męża
                      Ale gdy pewne granice zostaną przekroczone, dorośli ludzie się po prostu rozchodzą. Chyba że są masochistami, nieudacznikami, czuję misję do spełnienia, albo ... nie mają wyjścia.

                      >ale w przypadkach drobnych wykroczeń nasze "metody', kary, dzi
                      > alania i systemy slużą tylko temu, aby się lepiej poczuć jako rodzic.
                      Nie mam ochoty "poczuć się jak rodzic" (to już prawie dorosła osoba), ale jak człowiek, którego potrzeby się szanuje i u którego w domu przestrzega się pewnych ogólnych zasad, które z powodzeniem respektuje córka w innym towarzystwie.

                      > ina, ktora nie ma sobie nic do zarzucenia.
                      Tak ja i ty, tak i ja, i każdy rodzic ma sobie coś do zarzucenia. Tak mi się przynajmniej wydaje.

                      >Być moze jednak twoja córa reaguje agresją na peqwne zachowania z Waszej strony.
                      Ja nie piszę o sytuacji, kiedy między nami jest konflikt czy ogólnie napięta sytuacja.
                      Mnie męczy to, że córka niejednokrotnie (bo przecież nie zawsze) ODREAGOWYWUJE SWOJE niepowodzenia życiowe (różnego kalibru, czasami całkiem błahe, czasem większe) w domu w sposób nieakceptowalny dla dojrzałych, dorosłych ludzi mając (przy tym świadomość, że przecież mama i tak kocha). Następnego dnia potrafi być już całkiem "cywilizowana" (nie mylić z "grzeczną dziewczynką"). Generalnie jest pogodną i otwartą dziewczyną, z niską jednak odpornością na stres.

                      > Skąd wiem, ze za mało zwyklej rozmowy? Stąd, ze za dużo zastanawiasz się nad ty
                      > m, co należaloby robić i mowić, aby było to wlasciwe i wychowawcze. A rozmowa,
                      > ktora jest wychowawczo dobra, nie jest już zwykłą rozmową.

                      Powiem krótko: pudło. Projektujesz, i to bardzo dużo, ale takie twoje prawo:)
                      Mimo wszystko jestem ciekawa twej reakcji w sytuacji wytłuszczonej w poprzednim poście.

                      • joa66 Re: cd 13.01.11, 19:16
                        A nie zauwazyłaś, ze czasami nastolatkom , zwłaszcza tym mlodszym, trudno sie "poddać" i efekt swojej uwagi, wzroku, tonu, itd widzisz póżniej, tzn nie widzisz, bo dziecko stara się tego nie robić i w miare długo wytrzymuje?

                        Wydaje mi się, ze dziecko, które ma jasny komunikat czego nie tolerujemy, nie lubimy, co nam sprawia przykrość, stara sie tego nie robić (nie zawsze sie to udaje). No chyba, że tych naszych "nielubień i nietolerowań" jest bardzo dużo.
                        • omamimami Re: cd 13.01.11, 19:22
                          joa66 napisała:

                          > Wydaje mi się, ze dziecko, które ma jasny komunikat czego nie tolerujemy, nie l
                          > ubimy, co nam sprawia przykrość, stara sie tego nie robić (nie zawsze sie to ud
                          > aje). No chyba, że tych naszych "nielubień i nietolerowań" jest bardzo dużo.

                          Mnie też się kiedyś tak wydawało:(
                          • joa66 Re: cd 13.01.11, 19:27
                            kiedyś to znaczy kiedy?

                            Bo jezeli wybuchy humorów to stosunkowo nowa sprawa, może warto przeczekac, tzn robic to co do tej pory ale nie oczekiwać cudów? Może to trudny okres w zkole, w zyciu uczuciowym itd?
                            • omamimami Re: cd 13.01.11, 19:32
                              joa66 napisała:

                              > kiedyś to znaczy kiedy?
                              Nademocjonalność występowała zawsze. Z wiekiem dziecko zaczyna się kontrolować przy obcych - naturalna kolej rzeczy.

                              > Bo jezeli wybuchy humorów to stosunkowo nowa sprawa, może warto przeczekac, tzn
                              > robic to co do tej pory ale nie oczekiwać cudów?
                              Cudem będzie jeśli przetrwam;););)

                              >Może to trudny okres w zkole, w zyciu uczuciowym itd?
                              To też.
                              • joa66 Re: cd 13.01.11, 19:50
                                Nademocjonalność występowała zawsze. Z wiekiem dziecko zaczyna się kontrolować
                                > przy obcych - naturalna kolej rzeczy
                                .

                                Ale z wiekie dziecko nie tylko zaczyna sie kontrolowac przy obcych, ale lepiej panuje nad emocjami w ogóle..?


                                Chyba, że :

                                Może to trudny okres w zkole, w zyciu uczuciowym itd?
                                > To też


                                To, może potrzebuje więcej wsparcia i ciepła niz zwykle?


                                Krótko mówiąc - nie wierzę w idealne nastolatki (i dorosłych zresztą też), które nigdy nie chlapna czegoś, nie zrobią przykrości, nie przekroczą naszych granic.

                                Problem pojawia sie wtedy kiedy taka atmosfera dominuje a nastolatek (prawie) nigdy nie respektuje naszych praw i uczuć.

                                Przyznam się, że ja nie traktuję rzadkich niekontrolowanych wybuchów ("zwariowałaś?!") syna jako jakiegoś problemu. Nastepnego dnia już o tym nie pamiętam (nawet jak nie przeprosi) i życie toczy się dalej.
                                • verdana Re: cd 13.01.11, 20:11
                                  Trudno powiedzieć, co się wlasciwie dzieje, bo z jednej strony piszesz, ze córka wie, ze ją lubisz i kochasz, a z drugiej pare razy piszesz, ze jesteś zmeczona, ze jak tak dalej pójdzie, to być może przestaniesz kochać. Takie rzeczy widać - jesteś córką zmeczona, masz jej dosyć(co nei znaczy, ze jej nie kochasz), i bardzo czesto jej nie lubisz. Jesli trwa to już od lat, bo jak piszesz, nie jest to nowe zjawisko - to chyba wymaga jakiejś pomocy z zewnątrz. Musi być jakaś przyczna, jesli to nie jest po prostu zwykly nastoletni okres, totalnego buntu przeciw rodzicom i lekcewazenia ich podstawowych potrzeb. Jeżeli córka nie zachowuje się tak wobec wszystkich, tylko wobec Was, to byc może potrzebna jest terapia rodzinna.
                                  • omamimami Re: cd 13.01.11, 20:30
                                    >Jesli trwa to już od lat, bo jak piszesz, nie je
                                    > st to nowe zjawisko - to chyba wymaga jakiejś pomocy z zewnątrz. Musi być jakaś
                                    > przyczna,

                                    Pomocy zasięgaliśmy wiele lat temu, wizyty u wielu specjalistów niewiele dały (w sensie widocznych efektów).
                                    Generalnie są pewne czynniki, których wyeliminować się nie da. Są też bieżące zdarzenia życiowe na które nie mamy wpływu, a które bezpośrednio potęgują nadmiar emocji, nad którymi córka okresowo nie panuje (nie chce zadać sobie trudu? nie potrafi? manipuluje?).

                                    > bardzo czesto jej nie lubisz.
                                    często dot. momentów gdy tak się zachowuje; gdyby wziąć pod uwagę ciągłość czasu, to zdecydowanie bardzo ją lubię!




                                    • verdana Re: cd 13.01.11, 20:37
                                      Czyli raczej nie ma niebezpieczeństwa, ze przestaniesz ja kochać:) Być może, nie obraź się, Twoja córka ma pewne cechy po Tobie - też przesadnie reaguje na niektore sytuacje. Moim zdaniem jest jeszcze jedno wyjaśnienie - po proctu chce Was rozzlościć, albo świadomie robi na żłość. Dlaczego - pojecia nie mam. Ale może ma jakieś swoje powody.
                                      • joa66 Re: cd 13.01.11, 20:49
                                        I jeszcze jedno - może córka ma poczucie, że Wy naruszacie jej granice?

                                        Nie chodzi tu o obiektywaną ocenę.

                                        np. mój syn chyba tak się czuł większości przypadków "tracenia hamulcow" , chociaż moim zdaniem to nie bylo naruszanie granic. Odpierał mój "atak" chociaż ja nic takiego nie mówiłam.
                                        Np uważałam, że jeżeli zaprasza się kolegów na noc, kiedy rodziców nie ma, to ja jako rodzic powinnam poinformować o mojej zgodzie rodziców tych młodych gości. On uważał , że sie wtrącam i był wybuch.
                                        • verdana Re: cd 13.01.11, 20:54
                                          I ja i moja córka mamy tendencje do agresji, kiedy czegoś się boimy - nie dotyczy to duchów, ale na przyklad możliwosci oblania egzaminu, czy czekania na wyniki badań. Obie o tym wiemy i jestesmy dla siebie wyrozumiałe, wiedzac ,z ę wtedy podniesiony glos i powiedzenie czegos niewłasciwego powinny zostać "wymazane", a reakcją nie jest obraza, a współczucie.
                                          Jesteś pewna, zę corka nie reaguje wybuchem, bo się Was boi, choćby nic na to nie wskazywało? Przy czym pod "boi" nie mam na myśli, ze ja katujecie, robicie piekło, czy dajecie szlaban, ale być moze sa takie reakcje, ktorych się obawia.
    • Gość: monika Re: bezwarunkowa miłość - granice (nastolatek) IP: *.ip.jarsat.pl 13.01.11, 21:26
      "wiem, że postępuję źle, ale skoro mama dalej kocha i przytuli, jak trzeba, to co mi tam, będę robić co mi się podoba, bo tak mi wygodniej"
      Ty ciagniesz resztkami, a mloda nie zna granic w "sprawdzaniu". moze to tak wyglada juz w tej chwili, ze ona przegina, a Ty czujesz, ze ma w du
      • omamimami Re: bezwarunkowa miłość - granice (nastolatek) 14.01.11, 14:50
        Serdeczne dzięki za Wasze wypowiedzi; w każdej z nich zapewne jakieś ziarenko prawdy jest, co nie zmienia faktu, że czasami mam dosyć i różne myśli na temat "metod" kłębią mi się po głowie.

        > Ty ciagniesz resztkami, a mloda nie zna granic w "sprawdzaniu".
        Coś w tym stylu ...

        >moze to tak wyg
        > lada juz w tej chwili, ze ona przegina, a Ty czujesz, ze ma w du
        • Gość: monika Re: bezwarunkowa miłość - granice (nastolatek) IP: *.ip.jarsat.pl 14.01.11, 16:42
          omamimami, to niezrecznie tak na forum... napisz mbkow@gazeta.pl, gdybys chciala pare pikantnych szczegolow ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka