sagittarius321
11.09.08, 17:32
„Zastanów się dziewczyno, ty masz szesnaście lat,
Jeśli teraz urodzisz – zamykasz sobie świat
No a do niańczenia twojego bahora
To ja na pewno już nie jestem skora
Chowałaś się bez ojca, więc ja wiem niestety
Jakim ciężarem jest dziecko dla samotnej kobiety
Samej nie udało mi się przed tym obronic
Więc przynajmniej ciebie chcę od tego uchronić”
Jeszcze walczyłaś, jeszcze przekonywałaś,
Wreszcie zrezygnowałaś, poddałaś się, przegrałaś…
Potem koszmar: gabinet, głos lekarza mechaniczny
I już wiesz jak wygląda ten „zabieg medyczny”
Było ci ciężko, ale jakoś żyłaś
Rzuciłaś się w wir nauki, uczyłaś, uczyłaś…
Zbliżała się matura. Któregoś poranka
Wieść gruchnęła w szkole! „Zaciążyła” Anka!
Gdy ku zdziwieniu wszystkich Anka urodziła,
Dziewczyny jej współczuły – ty jej zazdrościłaś…
Musiało być jej ciężko, jako samotnej matce,
Lecz chciałaś być na jej miejscu, myśląc o swej „wpadce”.
Życie szło swoim trybem: matura, studia, praca…
Z trudem wychodziłaś z moralnego kaca.
Ale co raz coś w tobie łkało, zawodziło,
Jak dzieciątko, co wtedy się nie narodziło…
Aż wreszcie swego „pierwszego” spotkałaś po latach
Był maj a może czerwiec – wiosna cała w kwiatach…
Poznałaś go od razu, choć spory czas upłynął
Siedział na ławce w parku z prześliczną blond dziewczyną..
Gruchali jak gołąbki, trzymali się za ręce,
Tuż obok (w cieniu drzewa) stał… wózek dziecięcy…
Wcześniej nieraz myślałaś: „gorzej już nie będzie”
A teraz zrozumiałaś, w jakim byłaś błędzie…
Tego, co przeżyłaś, słowa nie opiszą
(Wiedzą to może święci, bo oni myśli słyszą).
Tak bardzo zatęskniłaś za swoim maluszkiem,
Że w nocy nic nie spałaś – ryczałaś w poduszkę…
Czy czas leczy rany? Cóż, tak powiadają
Ale jedne się bliźnią, inne odnawiają…
Zazdrościłaś każdej ciężarnej dziewczynie
Spotkanej na ulicy… Myślałaś: „to minie”
Lecz „to” minąć nie chciało, choć mijały lata…
Żyłaś w poczuciu żału do ludzi, do świata
Aż wreszcie to się zdarzyło, wreszcie go spotkałaś,
Tego wymarzonego, na którego czekałaś
On nareszcie otulił twe bóle, cierpienia
Ciepłą kołdrą współczucia oraz zrozumienia
On poznał całą prawdę o twym życiu
Nawet tę najstraszniejszą, trzymaną w ukryciu.
Miał łzy w oczach gdy słuchał… Powiedział: „To szkoda,
Że cię wtedy nie znałem. Byłaś taka młoda
A to co cię spotkało, to straszne. Żałuję,
Że nie mogłem ci pomóc. Bardzo ci współczuję..”
I głos mu się załamał… Skończyła się mowa,
Lecz cisza jest często wymowniejsza niż słowa…
Bardzo chcieliście dziecka/. Ale przyjść nie chciało
Jakby coś niewidocznego go powstrzymywało…
Lekarze stwierdzali, że wszystko w porządku,
Lecz nie chciał się spełnić wasz sen o dzieciątku…
I było coraz gorzej – to co się zwie kochaniem,
Dla was się stawało priorytetowym zadaniem…
Mijała trzydziestka… Myślałaś: „Czy zdążę???”
I wtedy – co za radość – wreszcie zaszłaś w ciążę!!!
Szaleliście ze szczęścia!!! Więc przygotowania:
Kupno całej wyprawki, malowanie mieszkania
Każdy zakup was cieszył: łóżeczko, wózek czy śpioszki,
Maluteńkie buciczki, koszulki , pończoszki
Wszystko według kupionego „Poradnika młodej matki”
I stopniowo odchodził cień dawnej twojej „wpadki”
Gdy już miało się spełnić wasze wielkie marzenie,
Jak grom z jasnego nieba – tragedia…Poronienie!
Widok całej wyprawki działał jak sól na ranę,
Nic nie opisze bólu i morza łez wylanych…
Do tego komplikacje i wreszcie wyrok lekarzy,
Że już nie będziesz mieć dzieci, że to się już nie zdarzy…
Nie było dane ci zaznać macierzyństwa radości…
Potem coś w necie czytałaś na temat bezpłodności,
Że często po aborcji (mimo różnych terapii)
Drugie dziecko na świat nie bardzo przyjść się kwapi…
Bo ten „płód” czy „zarodek” wyczuwa zagrożenie,
Dlatego woli sam odejść (właśnie przez poronienie).
Teoria jak teoria – nie musi być prawdziwa,
Lecz ty się tym przejęłaś i chyba uwierzyłaś…
Że może być jeszcze gorzej, było nie do uwierzenia,
A jednak ta informacja zwiększyła twe cierpienia…
Ot i cała historia… Ty mogłaś być matką,
Ja twoim małym skarbem, a byłem tylko „wpadką”…
O nic cię nie obwiniam. Nie mą rzeczą sądzić,
Lecz Boską… A ludzką rzeczą jest błądzić.
Często sobie mówiłaś w chwilach wielkiej rozpaczy,
Że tego co zrobiłaś Bóg nigdy ci nie wybaczy.
Myślę że się mylisz. Bóg jest nie tylko mądrością,
Lecz także zrozumieniem, współczuciem i miłością.
A najstraszniejszą pokutę sama sobie zadałaś:
Przez całe swoje życie cierpiałaś i płakałaś…
Bólu ze swego serca nie umiałaś wyplenić,
Tak to jedno „szast-prast” może życie odmienić…
Powinnaś sobie wybaczyć! To nie tylko twa wina
Lecz i całego świata, to jest prawdziwa przyczyna!
Bo świat stanął na głowie. „Małżeństwo” nie jest małżeństwem,
Za to zwierzęce instynkty nazywa się „człowieczeństwem”!
Łamanie wszelkich zasad nazywa się „wolnością”,
Kult tradycji – „ciemnotą”, bezwstydność – „otwartością”,
Barbarzyństwo - „postępem”, deprawację – „nauką”,
Niewolę – „wyzwoleniem”, chamskie wygłupy – „sztuką”,
„Sianiem nienawiści” zwie się obronę wartości,
A demagogię i kłamstwo – „dążeniem do wolności”,
Zakłamywanie historii jest „prawdy odkrywaniem”,
A ogłupianie ludzi – „świata naprawieniem” .
Dobro, szlachetność czy prawda - te słowa nic dziś nie znaczą!
„Nic nie jest stałe” – tak to „autorytety” tłumaczą.
Wszędzie podwójne standardy. Czarne wciąż w białe się zmienia,
Bo przecież „punkt widzenia” zależy od „punktu siedzenia”!
Przeraża mnie, kiedy widzę jak to się wszystko plecie…
Więc może lepiej, że jednak nie muszę żyć w takim świecie…