Dodaj do ulubionych

czy są kobiety, które żąłują, że urodziły ?

20.10.08, 18:16
czy są kobiety, które urodziły nieplanowane dziecko (zamiast aborcji) i żałują ?
czy zawsze odmienia im się serce, kiedy czują ruchy dziecka w brzuchu i
zaczynają karmić piersią ?
czy są takie, które postrzegają swoje dzieci jako koszmarne bachory, które
płaczą, wymagają mnóstwa opieki, ograniczają możliwość nauki / pracy /
znalezienia faceta ...
Obserwuj wątek
    • nextlain Re: czy są kobiety, które żąłują, że urodziły ? 22.10.08, 17:13
      Szczerze, kiedy mój synek wylewa na siebie 3 szklankę soku z marchwi
      a potem pada na ziemie i zlizuje rozlany sok z podłogi, kiedy
      zaczyna wyć, bo chce coś wymusić, kiedy po raz milionowy włazi na
      stół, chociaż wie, że nie może, i np. zrzuca i psuje jakieś zdjęcie,
      zżera kamyczki i pety na placu zabaw i patrzy na mnie, bo wie, że
      nie wolno i robi to specjalnie, bardzo się przy tym ciesząc... To
      wtedy jestem pewna, że jest okropnym, koszmarnym bachorem i popieram
      Heroda.
      Ale kiedy się uśmiechnie, wybuchnie śmiechem, podejdzie się prztulić
      albo sobie popiszczeć w ramach konwersacji... Kiedy się na mnie
      wspina, daje buzi, goni bańki mydlane, próbuje 'przemawiać' po
      swojemu i patrzy na mnie z irytacją, że przez 16 miesięcy jeszcze
      sie nie nauczyłam jego języka...
      To patrze na niego i wiem, że nikt nigdy nie będzie mnie tak kochał
      i potrzebował i jakiekolwiek poświęcenie dla niego to będzie za
      mało, bo zasługuje na wszystko, co jest najlepsze w życiu. I czuję,
      że on jest wszystkim w moim życiu i nie ma nic ani nikogo
      ważniejszego. i trwa to aż do momentu, gdy zacznie wyc, bo nie
      pozwole mu zjeść dżdżownicy --' ale nigdy bym nie zmieniła swojej
      decyzji o tym, żeby go urodzić.
      powiem tak- gdybym mogła cofnąć czas do momentu, gdy zaszłam w ciążę-
      nie chciałabym mieć dziecka. Ale gdybym miała wybierać między nim,
      a aborcją- to absolutnie wybrałabym jego. Bo jest małym cudem i
      teraz moje życie jest piękniejsze choć o wiele, wiele trudniejsze smile
      • misia27.0 Re: czy są kobiety, które żąłują, że urodziły ? 22.10.08, 19:17

        mam to samo tez chlopczyk prawie rowiesnik 18 m-cy
        (rozbojnik,wrzeszczacy,uparty z tym cmokajacym smokiem,w kuchni
        ukladam gary z 20x,zabawki po calej chalupie,a on skacze po kanapie
        zanim go dopadne to juz jest pod stolem,ja pod stol,on do lazienki
        dostaje juz do klamek wiec zaden problem) i tez myslalam o ....do
        dzis mam wyrzuty sumienia!!mowilam "nic nie czujacy zlep
        komorek,pasozyt,innym razem nie teraz,nie z toba facet(do tego to
        moj maz,z ktorym w owczesnym czasie mialam wyraznie pod gorke)"ale
        on sie upieral,tymbardziej absurd bo dlugo nie moglismy miec dzieci
        (a bardzo chcielismy),wiec normalnie zamiast pekac z radosci,ze stal
        sie cud,doslownie-to ja mowie"nie teraz"no durna krowa bylam!!
        codownie napisalas nextlein,wszystko z czasem WIEM ZE JAK SIE CZYNI
        DOBRO TO ONO WRACA DO NAS,TYLKO TRZEBA NA TO CZASU!!nieraz zycie
        udowodnilo,ze kobiety ktore podejmowaly decyzje o urodzeniu dziecka
        pomimo wydawalo by sie wszelkich przeciwnosci,wbrew wszystkiemu-to
        po pewnym czasie zycie odplaca miloscia,znajduja facetow,prace etc
        ze uklada sie wszystko powoli w calosc,sa szczesliwe...a te po...no
        coz czytamy wiemy...
        • zero_0 do misi27.0 23.10.08, 12:14
          WIEM ZE JAK SIE CZYNI
          > DOBRO TO ONO WRACA DO NAS,TYLKO TRZEBA NA TO CZASU!!

          Zgadza się, ale nie podciągaj pod to urodzenie dziecka! To jakiś
          absurd. Aborcja jest złem, ale urodzenie już czymś zupełnie
          naturalnym, konsekwencją wcześniejszego postępowania i nie można
          zapisywać sobie tego na koncie jako uczynione w swoim życiu dobro.
          Idąc takim tokiem myślenia można by się pokusić o regularne, np. co
          dwa lata, rodzenie dzieci aż do menopauzy i oczekiwania z tego
          powodu jakichś szczególnych nagród od losu...

          nieraz zycie
          > udowodnilo,ze kobiety ktore podejmowaly decyzje o urodzeniu
          dziecka
          > pomimo wydawalo by sie wszelkich przeciwnosci,wbrew wszystkiemu-to
          > po pewnym czasie zycie odplaca miloscia,znajduja facetow,prace etc
          > ze uklada sie wszystko powoli w calosc,sa szczesliwe...a te
          po...no
          > coz czytamy wiemy...

          To jakiś fatalizm i nieupoważnione uogólnienia i uproszczenia. Każdy
          jest kowalem własnego losu, i zarówno kobieta, która rodzi dziecko
          mimo przeciwności i ta dokonująca aborcji może być szczęśliwa lub
          nie w późniejszym życiu (ta z aborcją, mając jednakże wieką bliznę
          na duszy). I są tu na forum takie przykłady, np. historia Aniulki,
          która mimo aborcji jest szczęśliwa i ma do tego prawo.
          • misia27.0 Re: do misi27.0 24.10.08, 13:28
            i nie można zapisywać sobie tego na koncie jako uczynione w swoim
            życiu dobro. Idąc takim tokiem myślenia można by się pokusić o
            regularne, np. co dwa lata, rodzenie dzieci aż do menopauzy i
            oczekiwania z tego powodu jakichś szczególnych nagród od losu...

            bardzo sie roznimy w mysleniu,niby gdzies zasady ogolne ok ale
            szczegoly odrozniaja!!!!danie komus zycia nie jest dobrem???to czym
            jest zlo stosujac analogie!!!wlasnie aborcja!!!ja nie mysle ze
            urodzilam i od teraz mam na swoim koncie niewykorzystany debet,bo
            zrobilam cos dobrego!na wszystko trzeba
            zasluzyc,urodzenie,wychowanie,troska,cierpliwosc!!ale samo podjecie
            slusznej decyzji w sprawie zycia daje napewno spokoj sumienia!!a to
            bardzo wiele....sama wiesz
            >
            >
            > To jakiś fatalizm i nieupoważnione uogólnienia i uproszczenia.
            Każdy
            > jest kowalem własnego losu, i zarówno kobieta, która rodzi dziecko
            > mimo przeciwności i ta dokonująca aborcji może być szczęśliwa lub
            > nie w późniejszym życiu (ta z aborcją, mając jednakże wieką bliznę
            > na duszy). I są tu na forum takie przykłady, np. historia Aniulki,
            > która mimo aborcji jest szczęśliwa i ma do tego prawo.
            >
            > nie oogolnienia ale fakty ktore napisalo samo
            zycie..cztasz,rozumiesz,czujesz, wiesz,...samo zycie..wiec po co je
            komplikowac wlasnie blizna???
            • maja_sara Re: do misi27.0 29.10.08, 23:44
              A czemu wrzeszczysz? W twoim poście aż gęsto od wykrzykników.

              Ja się zgadzam z zero_0. Samo urodzenie dziecka, to jeszcze żadne
              czynienie dobra. To czysta naura, na dodatek tak mało od nas samych
              zależna. Urodzić, nakarmić i dać schronienie to...każda kotka
              podwórkowa potrafi doskonale.
          • magdalaena1977 Re: do misi27.0 31.10.08, 16:06
            zero_0 napisała:
            > Aborcja jest złem, ale urodzenie już czymś zupełnie
            > naturalnym, konsekwencją wcześniejszego postępowania i nie można
            > zapisywać sobie tego na koncie jako uczynione w swoim życiu dobro.
            Zwłaszcza, że cały czas można się zastanawiać, dlaczego dopuściło się do
            poczęcia dziecka w sytuacji, gdy nie czekali na niego kochający i stęsknieni
            rodzice.
          • sylwusia87.0 zero 20.12.08, 14:04
            nie tylko niemowlak dostarcza rodzicom szczęścia i radości.Nie widzę powodu żeby
            rodzić co 2 lata dziecko.Moge mieć jedynaczkę,która będąc w liceum zda maturę i
            właśnie wtedy też będę dumną mamą.
      • sylwusia87.0 nexlation 20.12.08, 14:01
        bardzo ładnie napisałaś,aż łza się kręci w oku.
      • oliwija Re: czy są kobiety, które żąłują, że urodziły ? 20.12.08, 16:22
        z tego co pamiętam to byla tu kiedys taka dziewczyna ,kótra jasno
        napisał ze wolałby zeby jej dziecko ( chyba córka ) sie nie
        urodzila. Ale jak dobrze pamiętam nie trkatowala dziecka jako
        bachora tylko dziecko . a wolała zeby sie nie urodzilo bo było
        bardzo chore.....
    • panda-1 Re: czy są kobiety, które żąłują, że urodziły ? 29.10.08, 17:47
      przeczytalam pytanie ale nie uzyskalam odpowiedzi na ktora czekalam,
      mam wlasnie taki problem, o ktorym niestety nie mam czsu teraz
      pisac. myslalam ze uzyskam odpowiedz a tu nic... ech tak mi ciezko
      niedlugo opisze swoja sytuacje niech odpowie na to pytanie ktos kto
      czuje sie... szczesliwy jesli jest ktos taki a nie ten kto tego nie
      doznal...
      • nextlain Re: czy są kobiety, które żąłują, że urodziły ? 30.10.08, 18:37
        Opisz, proszę, chciałabym Cie zrozumieć. Widzisz, jak się już ma
        dziecko, to ciężko przyznać, ż się żałuje że się je ma, i myślę, że
        z czystym sumieniem nikt nie mógłby tego powiedzieć, bo dziecko to
        bardzo męczące stworzenie, ale też dużo radości i miłości i trudno
        powiedzieć, co przeważa. Nawet, gdy sie go nie chciało (jak w moim
        przypadku), to jednak teraz nie mogę powiedzieć, że żałuję, nie mogę
        też powiedzieć, że nie żałuję. Fakt zaistniał, koniec.Wiem, że to
        pokręcone...
    • kizdam47 Re: czy są kobiety, które żąłują, że urodziły ? 20.12.08, 14:10
      może i są, ale na pewno nie ja.
      • aniulka8503 Re: czy są kobiety, które żąłują, że urodziły ? 21.12.08, 17:18
        Napisać ma ci ktoś kto jest szczęśliwy...
        Ja jestem szczęśliwa...
        I powiem Ci, że każda kobieta, która ma dla kogo żyć, która ma swoje
        maleństwo i która każdego dnia odkrywa w nim nowe umiejętności,
        uśmiechy, zabawy...każda jest szczęśliwa!!!
        No w moim przypadku było tak, że my o syna staraliśmy się rok
        czasu...Także moje dziecko jest po prostu moim cudem i zarówno ja
        jak i każda kobieta mająca dzieci nie wyobraża sobie życia bez
        nich...
        A to, że dzieci krzyczą, biegają, uciekają, wylewają...to wszystko
        jest naturalne smile
        Ale wyrosną z tego smile
        Ja dopiero wchodzę w ten etap...też czasami mam dość (chociaż
        dziecko było moim największym marzeniem), ale zawsze sobie
        przypominam jak go zobaczyłam pierwszy raz...jak przypomnę sobie
        jego pierwszy uśmiech to wszystko mu wybaczam smile
        • jasama3 Re: czy są kobiety, które żąłują, że urodziły ? 22.12.08, 22:31
          moja nie planowana, ale teraz nie wyobrażam sobie życia gdyby jej nie było
        • woliwa1 Re: czy są kobiety, które żąłują, że urodziły ? 23.12.08, 15:30
          moja malutka moje największe szczęście, jest dla mnie wszystkim, pomimo że ma
          przeszło roczek jest straszną łobuziarą i czasmi brakuje mi cierpliwości ale
          nie wyobrażam sobie żeby jej nie było, to przede wszystkim ona dała mi siły po
          tym co zrobiłam aby żyć, to dla niej staram się być lepsza, szczęśliwa, dziękuje
          Bogu że ją mam, pa pozdrawiam Was mocniutko
    • zebra12 Ech, no to jestem wyrodna matką 23.12.08, 14:35
      Pierwszą ciążę planowałam i bez problemu w nią zaszłam a pierwszym razem. Gdy
      mała miała około roku zaszłam w nieplanowaną ciążę. Wpadłam w panikę. Choć nie
      było źle, miałam męża, pracował, ale ja studiowałam i wydawało mi się, że świat
      mi się wali. Nie chciałam tego dziecka... Skakałam z łóżka, wariowałam, żeby
      poronić. I... w 11 tygodniu poroniłam... Czy to była aborcja? Nie wiem... Czy ja
      zabiłam swoje dziecko? Nie wiem...
      Ale wtedy zdałam sobie sprawę, że życie jest kruche, ze ciąża to nie jest sprawa
      łatwa i oczywista.
      Uznałam, ze Bóg mnie ukarał, za to, ze tak bardzo nie chciałam swojego dziecka sad
      Zaczęłam obsesyjnie myśleć o dziecku, chciałam odwrócić los. Zaszłam znów w
      ciążę. I wiecie co? W 11 tygodniu maluch umarł! Umierał powoli, a na USG widać
      było jak serce bije coraz słabiej...
      Byłam pewna, że to kara za tamto dziecko.
      Za pół roku znów zaszłam w ciążę - planowaną. Urodziłam córeczkę, ale bardzo
      chorowała po urodzeniu i o mały włos jej nie straciłam... Uczyłam się boleśnie
      pokory...
      Minęły lata, małżeństwo mi się rozpadało. I właśnie wtedy zaszłam w nieplanowaną
      ciążę! Załamałam się. Wiedziałam, ze usunąć nie mogę, bo miałam za sobą te
      wydarzenia sprzed lat, poza tym uważałam się za osobę wierzącą. Postanowiłam
      dziecko oddać do adopcji. Jak już wiecie mam cały czas namawiała mnie na
      aborcję. Pierwsze jej słowa po moim porodzie to: "A nie mówiłam, żebys usunęła?"
      Gdy urodziłam córkę i położono mi ją na brzuchu, czułam się dziwnie. Chciałam
      uciec. Wydawało mi się, ze to jakiś koszmar. Że zaraz się obudzę i wrócę do
      moich dzieci. To było jakieś obce. Nie oddałam małej do adopcji, postanowiłam ją
      wychować. Ale nie cieszyłam się nią. Każdy dzień to była udręka. Gdy płakała to
      i ja ryczałam i krzyczałam: "Na co mi to było!". Liczyłam godziny i dni, żeby
      tylko była starsza. Wszystkim powtarzałam, że będę mieć znów 2 lata wyjęte z
      życiorysu. Ale jakoś czas leciał. Widziałam coraz więcej radosnych chwil. Radość
      starszych córek z małej. Przywiązałam się i pokochałam ją, ale teraz znów
      przyszły wyrzuty, ze naraziłam ją na takie podłe życie, bez warunków, w
      ciasnocie, w niepełnej rodzinie... Może jednak powinnam była ją oddać? Dla jej
      dobra. Sama nie wiem, ale jestem na tym etapie. Teraz już bym jej nie oddała, bo
      ją kocham, tak jak starsze dzieci, ale być może ją unieszczęśliwiłam.
      W moim przypadku nie było więc nagłej miłości, były wyrzuty, złość na własną
      głupotę sad
      Teraz się cieszę tylko, ze dzieci mam zdrowe, zdolne, ale w przyszłość patrzę z
      niepewnością i raczej ja czarno widzę.
      Jedno wiem na pewno: ciąży bym już nie usunęła, choćby nie wiem co - nie piszę o
      przypadku choroby, która byłaby śmiertelna dla dziecka. Natomiast adopcję bym
      poważnie rozważała - dla dobra dziecka/dzieci.
      I tak przez te przeżycia jestem wrakiem człowieka. Chciałabym znów być dzieckiem
      i przeżyć życie na nowo... Bardzo bym chciała.
      • aniulka8503 Re: Ech, no to jestem wyrodna matką 23.12.08, 18:22
        zebro, twoja historia mną wstrząsnęła...
        ale nie pisz, że jesteś wyrodną matką...to, że czasem się krzyczy na
        dzieci i że razem z nimi się ryczy to jest chyba naturalne...
        Nie wiem, czy Bóg cię ukarał...ja bym na to inaczej spojrzała...może
        po poronieniu był zbyt krótki odstęp czasu do następnej ciąży...
        Życzę ci wielu sił, abyś szczęśliwie wychowywała swoje dzieci...
        Przykro mi, że matka powiedziała ci takie słowa...osoba na którą
        liczysz nagle staje się kimś obcym od kogo najchętniej byś uciekła...
        Najważniejsze, że jesteś i masz dzieci...
        A jeśli chodzi o pieniądze...być może dzieci jako nastolatkowie będą
        ci to wypominać...ale wydaje mi się, że jak już dorosną to
        zrozumieją...
        Ja kiedyś też zawsze mówiłam, że nie mają kasy itp. itd...
        Ale dzisiaj jestem im wdzięczna za to, że wychowali mnie najlepiej
        jak potrafili i mimo biedy jaka była stworzyli mi warunki do nauki...
        Martwisz się o przyszłość dzieci...chodzi o studia?
        Słuchaj, będą na tyle dorośli, że powinni zrozumieć, zresztą będą
        gotowi do podjęcia pracy, a studiować zawsze można zaocznie i za
        swoją naukę płacić...takie przynajmniej jest moje zdanie...
        • zebra12 Dzięki Aniulka 23.12.08, 19:03
          Dzięki za słowa pociechy. Może masz rację, że nie wolno się martwić na zapas. W
          ogóle nie powinnam chyba pisać na tym forum, choć tak, jak wspominałam
          wcześniej, sama nie wiem, czy swoim zachowaniem nie doprowadziłam do tego, co
          się stało. A minęło już 10 lat od tego wydarzenia, bo to był 1998 rok. A dalej
          stoi mi to przed oczami, bo jeśli nawet poronienie było bez mojej winy, to
          raczej moimi staraniami o utratę ciąży nie pomogłam dziecku...
          • aniulka8503 Re: Dzięki Aniulka 23.12.08, 21:37
            Powiem ci tak: tutaj jest każda osoba mile widziana...pod warunkiem,
            że nie wyzywa, nie obrzuca mięsem i nie jest wulgarna i bezczelna w
            stosunku do innych kobiet...
            Czy to twoja wina...tego nie wiesz, więc nie oskarżaj się skoro nie
            masz pewności...To, że masz to przed oczyma...no trudno, niestety z
            tym nie da się nic zrobić...a może za dużo o tym wszystkim myślisz???
            Słuchaj minęło 10 lat...masz rodzinę, dzieci...troszcz się o to co
            masz...staraj się być najlepszą matką na świecie...i nigdy, ale to
            przenigdy nie pozwól, aby twoje dziecko usłyszało słowa które ty
            usłyszałaś...
            Wspieraj je, naucz się z nimi rozmawiać o wszystkim, traktuj ich jak
            przyjaciół...może warto zmienić relacje między wami...może wtedy nie
            będziesz się czuła wredna...
            Życzę ci szczęścia i dużo sił, które na pewno się przydadzą smile))
            Taki prezencik pod choinkę smile))
      • 1jula Re: Ech, no to jestem wyrodna matką 23.12.08, 22:55
        zebro, bardzo dużo ciąż dzis kończy się poronieniem i nie ma w tym
        żadnej twojej winy. Ja mam dwoje planowanych dzieci i po obu
        porodach też nie czułam oszałamiająej miłości. Dopiero sie jej
        uczyłam. Być może przeszłaś depresję poporodową, zetknęłam sie z nią
        u mojej przyjaciółki. Ryczała całymi dniami że nie chce tego
        dziecka, potem obwiniała się że jest beznadziejną matką i tak w
        kółko prawie miesiąc. Mój synek ma pół roku i te pół roku też mam
        wyjęte z życiorysu. Dziś tak mi dał popalić, a potem córka jak
        przyszła z przedszkola, że powiedziałam że sobie pójdę i nigdy nie
        wrócę. Straszne słowa dla dziecka, prawda? Ale to znaczy, że każda z
        nas ma w pewnym momencie dość, zwłaszcza jeśli nie ma pomocy. I nie
        ma się co obwiniać.
        Sytuacja materialna... Jak myslisz, które dzieci są bardziej
        szczęśliwe, te bogate, które mają wszystko, oprócz uwagi rodziców.
        Czy te biedniejsze, ale za to bogate miłością matki.
        Jesteś dobrą matką, uwierz w to
        • aniulka8503 Re: Ech, no to jestem wyrodna matką 23.12.08, 23:24
          Jak myslisz, które dzieci są bardziej
          > szczęśliwe, te bogate, które mają wszystko, oprócz uwagi rodziców.
          > Czy te biedniejsze, ale za to bogate miłością matki.
          > Jesteś dobrą matką, uwierz w to

          Piękne i prawdziwe słowa smile

          Swoją drogą Julcia cieszę się, że udało ci się wejść na dobrą
          drogę smile
        • zebra12 Z tą tylko różnicą 24.12.08, 09:50
          Że ja tej ciąży nie chciałam. A gdy byłam w ciąży te 2,5 roku temu, to już
          rozwodziłam się z mężem. Teraz jestem sama z 3 dzieci. Dlatego tak bardzo nie
          chciałam tego dziecka. Wiedziałam, ze na mnie spadnie wychowanie, a przecież
          muszę też pracować, bo dzieci trzeba utrzymać. To nie depresja, to proza życia.
          A jednak nie mogłam oddać dziecka... Byłam więc podwójnie zła na siebie: raz, że
          pozwoliłam sobie na zajście w ciążę (czyt. poszłam do łóżka), a dwa, że nie
          miałam na tyle siły, by oddać dziecko. Jeszcze moja matka, która pilnowała mi
          dzieci, gdy szłam do pracy, wciąz mnie dręczyła. Do dziś powtarza, ze trzeba
          było usunąć. Fakt, ze teraz na nich spada pomoc nam, bo nie stać mnie na
          opiekunkę... sad Czyli jestem nieodpowiedzialną, głupią babą, która ma dziecko, a
          nie umie zapewnić mu warunków i się nim sama zająć. 8 grudnia dostałam
          ostatecznie rozwód, choć nie mieszkać z mężem od lat. Na dodatek eks nie zgadza
          się na podział majątku, zabrał wszystkie papiery, a my nie mamy gdzie mieszkać.
          Bo mieszkanie, w którym przebywam zajmuję bez prawa lokatorskiego i mogę być w
          każdej chwili eksmitowana.
          Jak widzisz, tu nie chodzi o depresję, tylko realne spojrzenie na sytuację.
          Od tej pory staram się być w dwójnasób odpowiedzialna za dziecko, które bez
          swojej winy skazałam na takie, a nie inne warunki. Żyję bez seksu od 3 lat, żeby
          znów się sytuacja nie powtórzyła i nie chcę mieć nawet cienia wątpliwości.
          Kolejną rzeczą, którą dopiero planuję, jest założenie w sądzie sprawy o podział
          majątku i zapewnienie dzieciom normalnego życia, bo teraz mieszkamy na 36 metrach.
          A dzieci, coż, narzekają, ze ciasno, pytają czemu nie mamy swojego mieszkania,
          większego itd. Nie są zadowolone. To jeszcze bardziej boli i wtedy myślę: skoro
          to dla nich takie ważne, to lepiej by im było u innej rodziny, gdzie miałyby
          wszystko. Moje dzieci mają teraz 12,9 i 2 lata.
          • aniulka8503 Re: Z tą tylko różnicą 25.12.08, 14:04
            Wcale tak nie mów...
            Zbliża się Nowy Rok...może to właśnie jest czas na nowe zmiany...
            Teraz dzieci zadają takie pytania, a dlaczego nie ma na to i na
            tamto...nie denerwuj się to przecież normalne...ty będąc dzieckiem
            też pewnie tak mówiłaś...
            Wiem, że czujesz się winna...ale przecież to nie jest
            najważniejsze...
            Najważniejsza est miłość, bo bez tego nie będziesz miała nic...
            Tylko prawdziwe szczęście daje siłę do dalszej walki...a co jest dla
            ciebie tym szczęściem??? Moim największym szczęściem jest mój
            syn...i dla niego jestem w stanie zrobić wszystko!!!
            No fakt, nie mamy takich aż problemów jak ty, ale też nie mamy
            wesołej sytuacji finansowej...
            U nas pracuje tylko mąż...niedawno kupiliśmy mieszkanie, spłacamy
            ratę (1480), czynsz (415), prąd 80...
            Mąż zarabia 2200...więc po przeliczeniu nam też wiele nie zostaje...
            Fakt, że rok czasu mieszkaliśmy z moimi rodzicami i żyło się
            cudownie...teraz mi też jest cieżko, bo nie stać mnie, żeby małemu
            kupić jakąś zabawkę...jest mi ciężko, bo zawsze mówiłam sobie, że
            zapewnię mojemu dziecku wszystko to , czego ja nie miałam...i powiem
            ci, że czekam do przeprowadzki i chcę iść do pracy na
            popołudnia...żeby w jakiś sposób pomóc mężowi...bo wiem, że jemu też
            jest ciężko...pracuje po 10 godzin, a później jeździ i robi remont
            naszego mieszkania...od miesiąca to widujemy się raz w tygodniu...
            ale wiesz, oboje wiemy, że ten remont się skończy...że będziemy
            znowu tworzyć normalną rodzinę...i to jest dla nas najważniejsze...
            Jesteś silną kobietą...może właśnie nadszedł czas aby iść do kogoś
            po pomoc...są różne instytucje...
            Najważniejsze jest to, żebyś dawała dzieciom miłość i żeby one to
            czuły...
            Kiedyś usłyszałam, że dziecko to taka wieczna skarbonka...i dopiero
            na starość zobaczysz czy dobrze inwestujesz...Tylko, żeby
            ta "skarbonka" na starość ci się odwdzięczyła to musisz w nią teraz
            dużo wkładać...i nie chodzi mi o pieniądze...uczyń ze swoich dzieci
            osoby dobre, ciepłe wrażliwe i uczciwe...a na starość się na nich
            nie zawiedziesz...
            Ja właśnie tak staram się wychować mojego syna...narazie mi to nie
            wychodzi bo mnie nie słucha, ale ma dopiero 11 miesięcy więc ma
            prawo...
            Ale zrobię wszystko, aby moje dziecko wyrosło na dobrego
            człowieka...a do tego potrzeba wiele miłości i serca...Życzę Tobie
            abyś znalazła siły i dała swoim dzieciom to, czego one tak naprawdę
            potrzebują...WIELE MIŁOŚCI!!!
        • magdalaena1977 Re: Ech, no to jestem wyrodna matką 27.12.08, 00:47
          1jula napisała:

          > Jak myslisz, które dzieci są bardziej
          > szczęśliwe, te bogate, które mają wszystko, oprócz uwagi rodziców.
          > Czy te biedniejsze, ale za to bogate miłością matki.

          Nie podoba mi się stawianie takiej pozornej alternatywy.

          IMHO w najlepszej sytuacji są dzieci, które wychowują się w szczęśliwej pełnej
          rodzinie o dobrej sytuacji materialnej.
          • 1jula Re: Ech, no to jestem wyrodna matką 27.12.08, 10:58
            Tylko z obserwacji moich znajomych o różnym statusie materialnym
            daje się zauważyć, że ci "bogatsi" gonią za pieniądzem i nie mają
            czasu dla dziecka. Te dziei mają laptopy, wypaśne komórki, super
            ciuchy i albo są zadufane w sobie (i nie są szczęśliwe, bo są
            niezbyt lubiane przez rówieśników) albo są z nimi problemy
            wychowawcze, bo na różne sposoby staraja się zwrócić uwagę rodziów.
            Ci biedniejsi wiedzą że nie mogą dać dziecku tego co mają rówieśnicy
            i staraja sie im to zrekompensować uczuciem. Takie dzieci może nie
            mają super zabawek, ale mają rodziców, którzy zawsze mają dla nich
            czas i są prawdziwymi przyjaciółmi.
            • magdalaena1977 Re: Ech, no to jestem wyrodna matką 27.12.08, 22:00
              1jula napisała:

              > Tylko z obserwacji moich znajomych o różnym statusie materialnym
              > daje się zauważyć, że ci "bogatsi" gonią za pieniądzem i nie mają
              > czasu dla dziecka.
              Może to kwestia ograniczonej próby ?
              Bo z moich doświadczeń wynika , że jeśli ktoś jest zamożny to jest to efekt jego
              poważnego podejścia do życia, studiów, pracy ... I w ten sam poważny sposób
              podchodzi do relacji ze swoim dzieckiem - od poczęcia go w odpowiednim momencie,
              po odpowiednią opiekę w ciąży, odpowiednie zabawki, razem spędzany czas itp.

              Spotkałam się też (na szczęście zawodowo) z wieloma osobami, gdzie bieda (a nie
              zwykły brak zamożności) była efektem innych problemów - np. alkoholizmu,
              niemożności stworzenia udanego związku, zdobycia wykształcenia, utrzymania pracy
              ... A te problemy naturalnie rzutowały też negatywnie na relacje z dziećmi.
              • 5balbinka Re: Ech, no to jestem wyrodna matką 01.01.09, 22:14
                ...Własnie!!! nawiązując do wypowiedzi Magdy...mając dzieci chcesz
                je jaknajlepiej wychować...jak juz pisałam swoje wychowuję
                praktycznie sama(tatuś daje tylko zły przykład)..i chcialabym to
                zrobić jak najlepiej...ale w biedzie jest to trudniejsze,bo człowiek
                zamiast cieszyć się obecnością dzieci...irytuje się tym,zamiast
                opowiadać im zmyśloną bajkę o nich samych(staram sie)...np. na
                dobranoc,myśli jak to jutro zaplanować dzień,jak nie popaść w
                depresję...a tu jeszcze ta ciążasad(((
                • amika02 Re: Ech, no to jestem wyrodna matką 04.01.09, 22:13
                  nie raczej nie.są takie sytuacje, że szukamy rozwiązania
                  problemów.różne myśli przychodzą do głowy. jestem w trzeciej ciąży w
                  7 tygodniu, myślicie, że nie myślałam o usunięciu?
                  myślałam, chociaż mam męża, dużego synka, ale rocznego berbecia też
                  mam. jeszcze nie odpoczęłam, nie odsapnęłam, a znowu zaczną się
                  nieprzespane noce, problemy z kasą itd.
                  tylko, że mi pozwolono żyć, mama mnie nie zabiła.na dodatek wiem, że
                  ono we mnie żyje. moje dziecko chce tylko żyć. jest jedna prawda w
                  życiu- to Bóg ma prawo odbierać życie a nie my.
                  dletego już kocham tę moją kruszynkę, choć płaczę....
                  i niech nikt mi nie mówi, że to tylko zlepek komórek, bo tam we
                  mnie, żyje nowa dusza....
                • magdalaena1977 Re: Ech, no to jestem wyrodna matką 05.01.09, 12:11
                  5balbinka napisała:
                  > ...a tu jeszcze ta ciążasad(((
                  IMHO właśnie wyrazem odpowiedzialności jest niezachodzenie w ciążę, jeśli nie
                  pragniesz dziecka, nie masz dla niego dobrych warunków - a szczególnie
                  szczęśliwego związku, gdzie dziecko będzie się mogło wychować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka