wf w szkołach

11.09.09, 09:03
Wiem, że jest tu na forum wielu rodziców i chciałam się zapytać, jak wygląda
wf Waszych pociech. Bo zaczyna mnie już sory za wyrażenie wq... fakt jak córka
mi opowiada tak:" wiesz mamo dziś na wfie znowu biegaliśmy całą lekcję wokół
boiska, a było tak gorąco, że potem wszystkich bolały głowy, a Pan Cyran
siedział sobie w cieniu i rozmawiał przez komórkę". Takie teksty słyszę
codziennie, bo niestety wf jest teraz 4 dni w tygodniu. Mówię oczywiście o
szkole Kopernik, nie wiem jak to jest w innych szkołach. W zeszłych latach gdy
starsza córka miała wf było dokładnie tak samo, niezależnie od nauczyciela.
Kiedy jest pogoda bieganie przez 45 minut po boisku, kiedy pada bieganie po
korytarzach szkolnych i schodach ( !!! ).. i to jest dopiero zgroza. A
nauczyciele siedzą i rozmawiają ze sobą bo maja święty spokój. Wiem, że może
nie ma warunków, ale po co szkołą zbiera ciągle pieniądze tzw. cegiełki, skoro
wszystko wygląda dokładnie tak samo jak 20 lat temu , kiedy ja chodziłam do
niej. Nawet przebieralnia jest ak samo śmierdząca.Czy na wf dzieciaki nie
winny mieć ćwiczeń ogólnorozwojowych? wzmacniających np. kregosłup, bo wiadomo
jakie plecaki noszą do szkoły. Co on chcą wychować jakichś martończyków???
Przeciez niedawno był przypadek, jak 15-latek zmarł podczas biegania na wf.
Czy ja jestem przewrażliwiona? A może napisać do Kuratorium? Przecież jakiś
program nauczania wf musi być. Nie mogą dzieciaki przez 3 lata tylko biegac.
Może wywołam tym moim postem mińską dyskusję na ten temat.
    • kieprze_paczynskich Re: wf w szkołach 11.09.09, 13:01
      >Co on chcą wychować jakichś martończyków???

      A Boże broń. Tu chodzi tylko i wyłącznie o spacyfikowanie dzieciaków i święty,
      błogi stan nieróbstwa.

      Przecież jakiś
      > program nauczania wf musi być. Nie mogą dzieciaki przez 3 lata tylko biegac.

      W dzienniku zapewne są wpisane bardzo fachowym językiem tematy zajęć.
      • hca1c Re: wf w szkołach 11.09.09, 13:57
        Odpowiem, bo sam skończyłem tą szkołę i miałem okazję uczestniczyć w zajęciach p. Cyrana .
        Pani córka niestety nie mówi prawdy, nigdy nie zdarzyło mi się przez 3 lata podstawówki i 3 lata gimnazjum biegać całą lekcję. Lekcje zazwyczaj wyglądały tak, że na początek rozgrzewka, rozciąganie, kilka kółek wokół boiska a potem jakieś gry zespołowe/lekkoatletyka.

        Oczywiście zdarzały się całe lekcje poświęcone bieganiu, ale wygląda to zupełnie inaczej. Np. podczas biegu (na ocenę)na 1000m na "bieżni" mogły być maks 3-4 osoby jednocześnie, a jeśli klasy mają czasami nawet po 30 osób, to faktycznie schodzi się z tym całą lekcję.
        Ci nauczyciele naprawdę nie prowadzą lekcji gorzej od tych, których miałem okazję poznać w szkole średniej, no ale jeśli córce nie chce się biegać....trzeba się komuś wyżalić.
        • sonia23.1 Re: wf w szkołach 11.09.09, 14:31
          miałam dziś wolny dzień i poszłam do szkoły zobaczyć jak ten wf wygląda. i było
          tak: na początku 4 okrążenia wokół boiska- dziewczynki. Już po 1 okrążeniu
          niektóre z nich słaniały się na nogach i były blade jak ściana, a nauczyciel
          tyko patrzył na stoper i je poganiał. Potem dziewczyny miały chwilę wytchnienia
          bo biegli chłopcy. a potem znowu do końca lekcji biegli wszyscy. Ja nie piszę,
          że P. Cyran jest złym nauczycielem. pytam tylko, czemu taki akurat wf ma
          służyć??? No sory, ale moja córka nie musi biegać 10s na 100m.. . to jej się w
          życiu nie przyda... natomiast proste ćwiczenia wykonywane regularnie na wf
          procentują. Dzieciaki nienawidzą takich zajęć. To ma być zachęta do uprawiania
          sportu??? Bieganie z wywieszonym jęzorem???
        • hca1c Re: wf w szkołach 11.09.09, 15:30
          Nie wierzę w taką kompletną głupotę nauczycieli...musiało być kilka klas, dlatego wydawało Ci się że naokrągło biegają ;)
          Nie bronię ich jakoś strasznie, ale zapamiętałem nauczycieli w-f jako rozsądnych ludzi.
          • sonia23.1 Re: wf w szkołach 11.09.09, 17:37
            hca1c mimo, że jestem zapracowaną mamą to naprawdę wiem jak wygląda moja
            córka:)i wiem jak wyglądają jej koleżanki. I jak narazie mam dobry wzrok...
            • abcde-25 Re: wf w szkołach 12.09.09, 08:33
              O ile znam Pana Cyrana, to jest w miarę dobrym wuefistą, nie masz co
              się martwić na zapas. Żenadą była za to za moich czasów "wuefistka"
              z Kopernika - p. Ewa Nowak. Nigdy z racji wyglądu nie mogła pokazać
              ćwiczeń - stania na rękach, skoku przez kozła, itd... Często szła na
              kawę i zlecała 500 skoków na skakance!!! Może niektóre rzeczy się
              nie zmieniły od moich czasów z SP. Pozdrawiam!
              • hca1c Re: wf w szkołach 12.09.09, 17:00
                Hehe p. Ewa Witczak to moja była wychowawczyni. Jak dla mnie największy postrach czasów młodości, z lekcji w-f najbardziej pamiętam, że jak ktoś czegoś nie potrafił ( np. skok w wzwyż) to ona zamiast pomóc kazała usiąść na ławce i nic nie robić, nawet nie tłumaczyła gdzie popełniłeś błąd.
                Pamiętam też jak nie chciała mnie zabierać na basen,(w młodości byłem badziej pulpet) i jak stwierdziła "nie, bo ty się nie nadajesz" .

                W Koperniku bieganie po korytarzach i schodach (a nawet skok przez kozła organizowany w korytarzu o szerokości 2 m) to normalka za moich czasów i kompletna nieodpowiedzialność krzyżująca się z głupotą. Dostawaliśmy nawet oceny z takiego "biegania" .
                • sonia23.1 Re: wf w szkołach 12.09.09, 22:55
                  Nie wiem kiedy kończyłes podstawówkę,ale nic się od twoich lat nie zmieniło.bieganie po schodach i skakanie przez skrzynię na korytarzu nadal jest. To już widać tradycja i chluba szkoły. Ciekawe że każdy dyrektor szkoły to akceptuje.
                  • abcde-25 Re: wf w szkołach 13.09.09, 10:43
                    Dobre ;) A postrach to był jak słynna trójca Nowak (wf)-Chróścicka
                    (chemia)-Mączka (fizyka) szła korytarzem - nie jeden się bał uczeń!
                    Zaprzeczeniem wuefistki p. Nowak była P.Ewa Wójcicka - urodzona do
                    zawodu, ale niestety mnie nie uczyła...

                    Wracając do tematu - "sonia" ma trochę racji, odkąd w Koperniku
                    powstało gimnazjum - porażka roku - jak można w takiej archiwalnej
                    sali gimnastycznej pogodzić tyle klas i 4 x w tyg.??? Super halę ma
                    Gim. 3 (była SP4), ale nie ma tam podstawówki, super ma SP2 na
                    Dąbrówki, ale co z tego kiedy tam jest szok z liczbą dzieci. Nie
                    wiem, czy lepiej mieć lipny wf w Koperniku i dobrych nauczycieli od
                    reszty czy świetny wf i salę w Dwójce i kolejki do wc, bo takie
                    przepełnienie???
    • cyrusekg Re: wf w szkołach 20.09.09, 13:40
      Pani Soniu!
      Ciężko jest mi się odnosić do Pani zarzutów, ponieważ wbrew
      temu, do czego przekonuje, nie działa Pani w „pozytywnej” intencji.
      Otóż, jeśli zależałby Pani na rozwiązaniu problemu dotyczącego
      własnego dziecka, nie zaczynałaby od artykułu w lokalnym tygodniku,
      tylko zwróciła się w pierwszej kolejności do osoby, która ten
      problem może rozwiązać najszybciej – czyli nauczyciela w-f. Jeśli
      trafiłaby Pani na tzw. „mur”, jest dalej wychowawca klasy, czy już
      w ostateczności - dyrekcja. Jeśli faktycznie na rzekome
      nieprawidłowości nie otrzymałby Pani satysfakcjonujących wyjaśnień,
      to sytuacja byłaby jasna, a Pani obecne działanie zrozumiałe.
      A w dalszej kolejności - nie posługiwałaby się Pani
      nieprawdami, bądź półprawdami, czyli:
      - na żadnej mojej lekcji od początku pracy w szkole dzieci nie
      biegały „ciągiem” 45 minut,
      - pomiar czasu wykonuję na sprawdzianach, bądź przygotowaniu do nich
      i nigdy nie są to cztery okrążenia ( kl. IV - trzy – 600 m., kl. V,
      VI – pięć – 1000 m, z doliczeniem „prostej” w obu przypadkach) – to
      oczywiście szczegóły, ale podobno była Pani tego naocznym świadkiem
      i osobiście wyliczyła,
      - po sprawdzianie dzieci nigdy nie biegały dalej, ponieważ często
      trwał on przez całe zajęcia, a jeśli pozostawał jakiś czas po
      zakończeniu, uczniowie mieli tzw. luźną lekcją, grając, bądź po
      prostu odpoczywając (nawet - czego unikam - siedząc) – a to podobno
      też Pani widziała osobiście,
      - przed sprawdzianem z biegów „długich”, (ale także innych)
      podkreślam uczniom, że każdy zalicza na ile potrafi i zawsze
      zaznaczam, że w razie słabszego samopoczucia, można przerwać bieg i
      podejść do niego w drugim terminie,
      - jeśli krzyczę do dzieci podczas biegu, to wyłącznie w celu
      zdopingowania ich do osiągnięcia lepszej oceny, nigdy – gdy
      zauważę, że jest to ponad ich siły,
      - lekcje na korytarzu, jak Pani słusznie zauważyła, odbywają się
      porą zimową, bądź w razie braku pogody. Mają one miejsce, co drugi
      tydzień (salę dzielimy z gimnazjum), w tym ćwiczenia motoryczne
      odbywają się przeważnie raz w tygodni, reszta to tenis stołowy,
      gimnastyka, „piłkarzyki”, więc wypada to max 2 – 3 razy w miesiącu i
      raczej pod koniec „sezonu zimowego”, gdy szykujemy się
      do „wiosennego” (co ciekawe, dzieci bardzo często wolą taką formę
      zajęć, niż pozostałe wymienione - a dla mnie, zapewniam Panią, dużo
      łatwiej jest siedzieć przy stołach pingpongowych, niż pracować z
      klasą w korytarzu);
      – nigdy podczas zajęć biegowych nie siedzę w „pokoiku”, szczególnie
      z innymi nauczycielami, którzy mają przecież swoje lekcje, więc są
      na nich, a nie „gdzieś”,
      - nigdy na moich lekcjach w korytarzu nie prowadziłem elementu skoku
      przez skrzynię,
      - chłopiec, który zmarł podczas lekcji w-f miał wadę serca i jego
      śmierć nie miała związku z zajęciami, w których uczestniczył (takich
      wypadków w ostatnich latach było kilka i każdy miały podobną
      przyczynę).
      Wszystkie wymienione fakty, przy założeniu dobrej woli, są
      łatwe do zweryfikowania. A wydaję się, że sytuacje, których podobno
      Pani była naocznym świadkiem, też nie do końca odpowiadają
      rzeczywistości. Wniosek z tego może nasuwać się taki, że patrząc,
      czasami widzi się nie to, co widać, tylko to, co chcę się zobaczyć.
      Ja tu naprawdę nie jestem w stanie nic ukryć. Wystarczy rozmowa z
      którymś z moich uczniów, czy absolwentów (przykłady choćby na tym
      forum).
      Pani żart o braku realizacji programu i w zamian, tworzenia
      klubu „maratończyka” z udziałem Pani dziecka, jest faktycznie
      zabawny, lecz trochę z innego powodu, niż Pani przypuszcza. Ponieważ
      nie znam takiego fachowca, który zrealizowałby jakikolwiek program w-
      f, przez kilka pierwszych lekcji dwóch tygodni zajęć. Proponuję
      ocenę pracy nauczyciela dokonywać na głębszej analizie i może ciut
      dłuższym okresie.
      Teraz może przejdę już do wyjaśnienia spraw, które Panią tak
      nurtują i niepokoją.
      Oczywiście na wstępie podkreślam, że ma Pani pełne prawo, a nawet
      obowiązek do wątpliwości i troski o własne dziecko. Zdarzały się
      podobne przypadki i wcześniej, choć forma ich załatwiania była zgoła
      odmienna. No, ale cóż, w obecnych realiach komunikacji i
      anonimowości oraz wszechwiedzy społeczeństwa na każdy temat, trzeba
      być przygotowanym i na to.
      Do rzeczy więc. Ćwiczenia wytrzymałościowe odbywają się we
      wrześniu praktycznie we wszystkich szkołach naszego kraju.
      Spowodowane jest to przez dwa podstawowe czynniki, które także
      tłumaczyłem uczniom na lekcjach.
      Po pierwsze - dopiero na bazie „jakiejkolwiek” wytrzymałości
      można budować inne elementy zarówno motoryczne, jak i techniczne. A
      tak po „ludzku” – jeśli dziecko ma siłę, to jest po prostu zdolne
      do efektywnej i ciągłej pracy w czasie całych zajęć.
      Po drugie - w tym czasie (przełom września – października) w
      całej Polsce odbywają się zawody w biegach przełajowych. Do udziału
      w tej imprezie trzeba „jakoś´ wyselekcjonować grupę zdolnych i
      chętnych dzieci. Nie da się tego - właśnie ze względów
      bezpieczeństwa - zrobić podczas jednych, czy dwu zajęć. Każdy
      odpowiedzialny nauczyciel robi to, stopniując wysiłek podczas kilku
      kolejnych lekcji. Proszę dopytać córkę, bądź kogokolwiek z moich
      byłych, bądź obecnych uczniów, jak to faktycznie wygląda. Najstarsi
      uczniowie (chłopcy z kl. VI a) przebiegli na „mojej najcięższej”
      tegorocznej lekcji 6 okrążeń wokół boiska. Czy jest to dużo?
      Zapewniam Panią, że jest wiele szkół, w których dzieci biegają
      nieporównanie więcej. Przyznam, że nasi nauczyciele faktycznie duży
      nacisk kładą na dobre przygotowanie lekkoatletyczne, co zresztą
      corocznie przynosi nam wymierne efekty. Podczas współzawodnictwa z
      innymi szkołami na tym polu, od wielu lat odnosimy sukcesy.
      Zaznaczę, że w dużej mierze dzięki tej pracy, rokrocznie
      wygrywaliśmy, bądź plasowaliśmy się w pierwszej trójce, w sportowym
      współzawodnictwie szkół podstawowych powiatu. Choć baza mizerna a
      ilość uczniów (z wielu względów), od lat nam dramatycznie spada.
      Tylko znacznym wysiłkiem zarówno dzieci, ale i nauczycieli (często w
      czasie prywatnym) jakoś, póki co, kleimy koniec z końcem. A właśnie
      przez pryzmat wyników owego współzawodnictwa (i nie tylko
      sportowego) często jesteśmy oceniani, jako dobra, bądź zła szkoła –
      w prostej linii – dobry, bądź zły nauczyciel.
      Tym bardziej irytują tak nierzetelne opinie. Nie tylko mnie, ale
      ludzi z tego środowiska. Bo Ci, którzy naprawdę interesują się
      sportem szkolnym, znają jego istotę i rzadko mają podobne
      wątpliwości, ponieważ wiedza kształtuje świadomość. Pani niestety
      nie zadała sobie trudu głębszego poznania zagadnienia i rozwiania w
      sposób merytoryczny swoich wątpliwości, tylko podjęła działania dość
      kontrowersyjne, próbując przy okazji nadszarpnąć autorytet pedagoga
      budowany przez lata. Tak jest oczywiście prościej i tak
      po „naszemu”. Nie zamierzam przy tym absolutnie twierdzić, że jestem
      świetnym nauczycielem. Zapewne popełniam błędy i zdaję sobie z tego
      sprawę. Staram się jednak wyciągać wnioski i korygować
      niedociągnięcia, czego przy okazji i Pani życzę.
      Kwestia telefonów podczas lekcji jest faktem, ale każda z „moich”
      klas jest informowana na 1 lekcji w-f, że związane są one wyłącznie,
      ze sprawowaną przeze mnie społeczną funkcją – vice prezesa
      powiatowego SZS do spraw organizacyjnych szkół podstawowych – i
      dotyczą często natychmiastowej decyzji w sytuacjach, które wynikają
      podczas różnego rodzaju zawodów. Trudno sobie wyobrazić, że
      kilkadziesiąt osób uczestniczących w imprezie, czeka na dzwonek i
      przerwę w „Koperniku”, by rozwiązać jakiś problem. Oczywiście star
      • cyrusekg Re: wf w szkołach 20.09.09, 13:44
        CD Oczywiście staram się tego unikać i są to raczej przypadki, niż
        reguła, jak to Pani próbowała sugerować.
        Kończąc, może zbyt długie i zbyt emocjonalne „odniesienie” do
        Pani ocen, chciałbym na przyszłość prosić Panią o większą staranność
        w dociekaniu o obiektywne fakty, a mniejszą w uleganiu subiektywnym
        korzyścią. Musi Pani mieć świadomość, że taka formą „niby-dialogu”
        można łatwo zaatakować i nawet osiągnąć doraźny cel, ale często
        bywa, że jest to broń obosieczna.
        Z poważaniem Grzegorz Cyran
        • sonia23.1 Re: wf w szkołach 20.09.09, 20:12
          Nie rozumiem Pana ostatniego zdania, że jest to broń obosieczna. Czy już Pan
          poznał moje nazwisko i moje dziecko będzie już na cenzurowanym do końca
          szkoły?? Bo tak to odbieram.
          Czy dzieci zostały dokładnie przebadane przez lekarza-specjalistę które może
          biegać a które nie. Podane przez Pana wytłumaczenie tragicznej śmierci ucznia
          podczas wf wrodzoną wadą serca nie jest żadnym argumentem za. Chce Pan oceniać
          możliwości ucznia forsownym biegiem nic o nim nie wiedząc? Nie każdy z rodziców
          zauważy w życiu codziennym niezdolność dziecka do dużego wysiłku fizycznego. A
          jeśli takie zdarzenie się powtórzy? Mówi Pan , że dzieci lubią biegać zimą po
          korytarzu szkolnym i schodach. To dla nich jest jakaś atrakcja.. ale ja jako
          matka absolutnie nie wyrażam zgody na takie niebezpieczne zabawy. Odpowiednie
          warunki i bezpieczeństwo dziecka muszą być zagwarantowane. Rozumiem ambicje
          szkoły, rankingi, klasyfikacje, ale moje dziecko nie będzie padać na nos ze
          zmęczenia, aby szkoła zajęła pierwsze miejsce na zawodach . Może stworzyć kółko
          lekkoatletyczne, kto chce niech się zapisze i wtedy wybierać najlepszych. Moim
          zdaniem lekcje w-f powinny być taka godziną oddechu pomiędzy innymi zajęciami.
          Godziną na spokojne ćwiczenia rozluźniające itd. Jak dzieci mogą się później
          skupić na przedmiotach ścisłych, skoro po takich lekcjach myślą
          tylko o odpoczynku i o zmyciu z ciała potu.

          Mogę tylko bardzo przeprosić za emocje, które spowodowały podanie do ogólnej
          wiadomości Pana nazwiska. Temat jest ogólny i dotyczy organizacji zajęć wf w
          szkole. Niestety zdania na temat zajęć wf w podstawówce nie zmienię.
          • chrismm Re: wf w szkołach 20.09.09, 20:45
            Najlepiej to te nasze dzieci w ramki pooprawiać, nic dziwnego że
            potem w przychodniach takie kolejki skoro wychowujemy kaleki. Za
            moich czasów biegaliśmy wokół Mazovii kilka razy w różnej pogodzie i
            warunkach, teraz dziękuje prowadzącemu za takie zajęcia, bo wiem że
            coś we mnie kształtowały.
            • sonia23.1 Re: wf w szkołach 20.09.09, 20:59
              opinia typowego faceta. Dla chłopaków wf to tylko bieganie i kopanie piłki i
              jest ok. Zgadzam się z Panem... przychodnia- tak, ale przed rozpoczęciem zajęć.
              • chrismm Re: wf w szkołach 20.09.09, 21:51
                Nadopoiekuńczość jest także niedobra prosze Pani bo później jak
                pociecha wyfruwa z gniazdka to dzieją się różne rzeczy pozdrawiam
              • afrikana Re: wf w szkołach 20.09.09, 21:53
                Brawo dla Pana Grzegorza:) Oby więcej takich nauczycieli z
                powołaniem i sercem do wykonywanego zawodu.
                I oby mniej takich przewrażliwionych rodziców, którzy uważają sport
                i wysiłek fizyczny za zło konieczne. Potem rosną kaleki z nadwagą:(
                A jak biedne dzieciątko nie może uczestniczyć w lekcjach w-fu, to
                przecież wystarczy zwolnienie lekarskie.
                I jeszcze dodam, ze to moim zdaniem bardzo nieładnie atakować tak
                kogoś personalnie na forum samemu się nieujawaniając. A feee:(
          • cyrusekg Re: wf w szkołach 21.09.09, 00:58
            Moje nawiązanie do broni obosiecznej miało na celu zwrócenie Pani
            uwagi, że kiedyś ktoś może potraktować Panią w sposób podobny, jak
            ja zostałem potraktowany, bo los bywa przekorny i nieładne
            zachowania często wracają rykoszetem. A i efekt całego Pani
            działania, może przynieść zupełnie odwrotny skutek, niż Pani
            planowała.
            Mam zresztna wrażenie, że nie zrozumiała Pani nie tylko ostatniego
            zdania, ale chyba już jaśniej nie potrafię. Nie wiem, kim Pani jest
            i nie chcę wiedzieć. Ale to i tak nie miałoby znaczenia. Nie mam w
            zwyczaju, w brew Pani sugestiom, pastwić się na dzieciach z
            jakiegokolwiek powodu. Oczywiście bywam ostry, ale głównie
            w „nowych” klasach, gdy organizuję pracę. Po „ułożeniu” grupy,
            dystans z upływem czasu maleje i raczej dzieci nie oceniają mnie
            zbyt surowo. Jednak dziwię się Pani obawom, bo jak się nie ma oporu
            atakować personalnie, to i powinno się mieć odwagę robić to pod
            własnym nazwiskiem. Choć tak jak wspomniałem, dla mnie nie ma to
            znaczenia.
            Jeżeli ma Pani obawy o zdrowie własnego dziecka, to nic nie stoi na
            przeszkodzie, by je dokładnie przebadać. Są dzieci zwalniane z
            ćwiczeń tzw. „wysiłkowych”, ale to już Pani rola.
            Dziwi się Pani, że bieganie po korytarzu może być jakąś atrakcją dla
            dziecka, to zapraszam na którąś z przerw. Zdziwię Panią jeszcze
            bardziej - dzieci w większości w ogóle lubią biegać! Z resztą taka
            jest ich natura.
            Oczywiście lekcje na korytarzu nie są niczym przyjemnym dla dziecka
            (a szczególnie, gdy właśnie nic nie robią), tym bardziej
            nauczyciela, ale takie są warunki w szkole. Ja na pewno nie
            zamierzam przesiadywać całych tygodni przy stole pingpongowym.
            Dopiero wtedy miałbym opinię „pracowitego” pedagoga! Zapewniam, że i
            tego znaleźliby się jacyś „komentatorzy”. Chyba, że zabroni mi tego
            przełożony.
            Ale zapewniam, że Pani indywidualna satysfakcja nie jest dla mnie
            wystarczającym argumentem, by pozbawiać inne dzieci w miarę
            normalnych lekcji. Jeśli się Pani z tym nie godzi, proszę szukać
            rozwiązań. Radzę tylko robić to w sposób przemyślany, bo z
            doświadczenia wiem, że wielu sprzymierzeńców Pani nie znajdzie. Z
            resztą to forum jest tego dobrym testem.
            Piszę Pani o odpowiednich warunkach. Zachęcam więc, by skierowała
            swoją, jak widać – dużą energię – do działania na rzecz poprawy tych
            warunków. Generalny remont szkoły oraz budowa nowych obiektów
            sportowych, są ciągle przez władze miasta przekładane. W zamian mamy
            łączenie klas (dziewczynki z chłopcami) i ciągłe szukanie
            oszczędności. Jest naprawdę sporę pole do działania!
            Ma Pani prawo do swojego zdania na temat, czemu powinna służyć
            lekcja wf, ale to nie jest póki co wyznacznik metodyczny do mojej
            pracy. Przygotowanie do zawodu nauczyciela trwa 5 lat i nieskromnie
            czuje się w nim w miarę solidnym fachowcem. Dość karkołomnym
            działaniem – przepraszam za porównanie – jest sugerowanie np.
            lekarzowi jak ma leczyć. Ale to tak na marginesie, bo chyba dyskusja
            na ten temat jest bezprzedmiotowa. Choć wiem, że i tacy
            wszechstronni fachowcy się zdarzają...
            Mam wrażenie, że ma Pani jakieś własne, traumatyczne wspomnienia
            związane z lekcjami wf, jednak jest to chyba zbyt mały argument, by
            nastąpiła rewolucja w jego sposobie nauczania w szkołach. Szkoda by
            było, gdyby zaraziła pani nimi również córkę, bo może odbić się to
            niekorzystne w jej funkcjonowaniu na dalszych etapach edukacji. Ale
            cóż, na to już nie mam wpływu.
            Dzięki Bogu, takie postrzeganie wychowania fizycznego w szkole jak
            Pani, jest naprawdę marginalne i większość rodziców zdaje się na
            wiedzę i doświadczenie nauczyciela. Choć pewnie, jak już
            wspominałem, nie ma osób nieomylnych. Jednak, jak do tej pory, moja
            współpraca na tym polu przeważnie układała się pozytywnie i bez
            szczególnych zgrzytów. Nie zawsze jednak musi być „sielanka”, a
            wstrząsy czasami nawet bywają ożywcze. I tak właśnie potraktuje
            korzyści z tej naszej dyskusji, bo analizując Pani reakcję na
            pierwszą moją wypowiedź, już pozbawiłem się złudzeń, że dotrą do
            Pani kolejne argumenty. Jednak poczułem się w obowiązku w stosunki
            do innych osób, którzy być może przeczytają ten dialog i dodałem
            jeszcze jeden komentarz. Teraz jednak powyższą wypowiedzią zamykam
            swój udział w tej dyskusji. Jakie Pani wyciągnie wnioski,
            pozostawiam już Pani.

            Grzegorz Cyran
            • sonia23.1 Re: wf w szkołach 21.09.09, 08:04
              ja również już kończę swój udział w tym temacie.
              Moje wypowiedzi naprawdę nie były skierowane personalnie do tego
              jednego nauczyciela, choć w emocjach padło jego nazwisko. Bardzo
              dziekuję Panu Cyranowi, za szczegółowy komentarz i jeszcze raz mogę
              tylko przeprosić za umieszczenie jego danych na tym forum.
              Jednak moje zdanie pozostaje niezmienione: szkoła nie ma pomysłu na
              prowadzenie zajęć wf.
              • afrikana Re: wf w szkołach 21.09.09, 21:47
                A to ostatnie zdanie powinno brzmieć: szkoła nie ma WARUNKÓW na
                prowadzenie zajęc wf, bo pomyslów to może być całe mnóstwo, tylko
                zaplecza brak. Ale to juz nie wina nauczyciela. Po prostu brak kasy
                na szkolnictwo:( Ja zwykle...
    • kate_9 Re: wf w szkołach 23.09.09, 12:50
      Pani Soniu, nie do końca rozumiem, czemu ma służyć Pani wypowiedź
      (?)... Sama jestem absolwentką "Kopernika", a metody pracy Pana
      Cyrana są mi doskonale znane, dlatego zarzuty te odbieram jako
      żenujące i bezpodstawne. Proponowałabym zrobić uprawnienia
      wizytatora, nie musiałaby Pani obserwować zajęć lekcyjnych z
      ukrycia, a bezpośrednio w nich uczestniczyć.... Mogłoby się wtedy
      okazać, że matematyk nie zna tabliczki mnożenia, a polonista myli
      epoki literackie... Oczywiście ma Pani prawo do swojego zdania, ale
      sposób w jaki je Pani przedstawia jest mocno subiektywny i dalece
      krzywdzący dla Pana Grzegorza. Czy fakt, że żyjemy dziś w dobie
      internetu ma oznaczać anonimową bezkarność w opluwaniu innych? Bo
      rozumiem, że tylko wyładaowaniu emocji ma służyć Pani wypowiedź?
      Skoro ma Pani odwagę, aby postawić komuś tego typu zarzuty, to
      proszę znaleźć jej w sobie jeszcze trochę, aby wyjaśnić te kwestie
      osobiście... Ja również uważam, że istnieje inna droga wyjaśniania
      dręczących nas rodziców wątpliwości dotyczących sposobu nauczania
      naszych dzieci: rozmowa z zainteresowanym nauczycielem, wychowawcą
      czy dyrekcją szkoły. W ostateczności jest też organ prowadzący
      szkołę. Ja osobiście jestem raczej spokojna o kompetencje
      nauczycieli pracujących w "Koperniku" i nie sądzę, aby doprowadzając
      uczniów do omdleń, sprawdzali ich wytrzymałość fizyczną. A my na
      miłość boską nie twórzmy z naszych dzieci pokolenia "kalek
      życiowych"!
Pełna wersja