uma76
27.04.05, 08:42
Wiecie dziewczyny, to juz chyba tak będzie. Niedawno przeżywałam euforię, bo
jak byliśmy miesiąc temu na wizycie, to dowiedzielismy się, że w zasadzie to
już koniec rehabilitacji. Mały (ma 14 miesięcy) raczkuje, wstaje i chodzi
wzdłuż mebli. Ale przez ten miesiąc nic. Jest dokładnie tak samo. Wiem, że
powinnam się cieszyć, bo bardzo dużo osiągnęlismy (rokowania były
nienajlepsze), ale jakoś łapię schizy. Wczoraj byliśmy na szczepieniu
(odra/świnka/różyczka), które się nie odbyło, bo nie miałam wpisu w
książeczce, że można. No fajnie, że mam takiego rozsądnego pediatrę, ale ja
już bardzo chciałam mieć to za sobą (oczywiście wczesniej robiłam wszystko,
żeby to szczepienie opóźnić jak najbardziej, a kiedy stało się to
rzeczywistością - to marudzę, ech...). A tak na prawdę, to najbardziej smutno
było mi w poczekalni, kiedy wszystkie te młodsze i dużo mniejsze od mojego Pi
dzieciaczki biegałay, śmiały się... One wszystkie mają takie maleńkie główki
(Pi miał nawet podejżenie wodogłowia - wykluczone, ale ja oczywiście cały
czas z nastawieniem, że może to wodogłowie ukryte, wolnopostępujące...)
Schizuję, schizuję na maksa, a przecież wiem, że dziecko musi mieć mamę
spokojną, ufną, a nie dopatrującą się w każdym jego zachowaniu symtomu
jakiejś choroby, opóźnienia, upośledzenia (jak ja nienawidze tego słowa!).
Już myślałam, że się tego pozbyłam, byłam spokojan, a teraz znowu się
zaczyna... Czy wy też tak macie?!?