ralston
17.05.11, 00:45
Byłem w sobotę na spektaklu teatru Wierszalin "Reportaż o końcu świata". Wcześniej oglądałem film nakręcony przez TVP, oparty na tej samej historii. Film poszedł w stronę całkowitego mistycyzmu na pograniczu magii, teatr - zdecydowanie bardziej w stronę groteski, na pograniczu dobrego smaku... Historia jest tak niesamowita, że wszędzie chyba na świecie już by się wokół tego jakaś komercja kręciła. Tymczasem chata Eliasza Klimowicza, stoi jak stała, na polanie w Puszczy Knyszyńskiej i raczej w ruinę popada i jedna tylko marna tablica przy leśnej drodze przypomina o zaginionym już świecie podlaskich sekciarzy...