habitus Ćwiczenia duchowe 02.11.04, 21:56 Lazurowa grota Był człowiekiem biednym i prostym. Wieczorem po dniu ciężkiej pracy, wracał do domu zmęczony i w złym humorze. Patrzył z zazdrością na ludzi, jadących samochodami i na siedzących przy stolikach w kawiarniach. - Ci to mają dobrze - zrzędził, stojąc w tramwaju w okropnym tłoku. - Nie wiedzą, co to znaczy zamartwiać się... Mają tylko róże i kwiaty. Gdyby musieli nieść mój krzyż! Bóg z wielką cierpliwością wysłuchiwał narzekań mężczyzny. Pewnego dnia czekał na niego u drzwi domu. - Ach to Ty, Boże - powiedział człowiek, gdy Go zobaczył. - Nie staraj się mnie udobruchać. Wiesz dobrze, jak ciężki krzyż złożyłeś na moje ramiona. Człowiek był jeszcze bardziej zagniewany niż zazwyczaj. Bóg uśmiechnął się do niego dobrotliwie. - Chodź ze mną. Umożliwię ci dokonanie innego wyboru - powiedział. Człowiek znalazł się nagle w ogromnej lazurowej grocie. Pełno było w niej krzyży: małych, dużych, wysadzanych drogimi kamieniami, gładkich, pokrzywionych. - To są ludzkie krzyże - powiedział Bóg. - Wybierz sobie jaki chcesz. Człowiek rzucił swój własny krzyż w kąt i zacierając ręce zaczął wybierać. Spróbował wziąć krzyż leciutki, był on jednak długi i niewygodny. Założył sobie na szyję krzyż biskupi, ale był on niewiarygodnie ciężki z powodu odpowiedzialności i poświęcenia. Inny, gładki i pozornie ładny, gdy tylko znalazł się na ramionach mężczyzny, zaczął go kłuć, jakby pełen był gwoździ. Złapał jakiś błyszczący srebrny krzyż, ale poczuł, że ogarnia go straszne osamotnienie i opuszczenie. Odłożył go więc natychmiast. Próbował wiele razy, ale każdy krzyż stwarzał jakąś niedogodność. Wreszcie w ciemnym kącie znalazł mały krzyż, trochę już zniszczony używaniem. Nie był ani zbyt ciężki ani zbyt niewygodny. Wydawał się zrobiony specjalnie dla niego. Człowiek wziął go na ramiona z tryumfalną miną. - Wezmę ten! - zawołał i wyszedł z groty. Bóg spojrzał na niego z czułością. W tym momencie człowiek zdał sobie sprawę, że wziął właśnie swój stary krzyż ten, który wyrzucił, wchodząc do groty. Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Ćwiczenia duchowe 03.11.04, 22:42 Zdumienie Czemu w zanadto jednej osobie? Tej a nie innej? I co tu robię? W dzień co jest wtorkiem? W domu nie gnieździe? W skórze nie łusce? Z twarzą nie liściem? Dlaczego tylko raz osobiście? Właśnie na ziemi? Przy małej gwieździe? Po tylu erach nieobecnosci? Za wszystkie czasy i wszystkie glony? Za jamochłony i nieboskłony? Akurat teraz? Do krwi i kości? Sama u siebie z sobą? Czemu nie obok ani sto mil stąd, nie wczoraj ani sto lat temu siedzę i patrzę w ciemny kąt - tak jak z wzniesionym nagle łbem patrzy warczące zwane psem? /Wisława Szymborska/ Odpowiedz Link Zgłoś
awee Re: Ćwiczenia duchowe 03.11.04, 23:31 Litości wcale by nie było, Gdybyśmy Biedy mniej czynili I Miłosierdzie by zniknęło, Gdyby szczęśliwi wszyscy byli; A strach wzajemny - spokój niesie, Póki nie wzrośnie w nas egoizm. Potem Nienawiść w ciemnym lesie Chwyta nas do pułapek swoich. Zasiada pośród świętych strachów Łzami wielkimi rosząc ziemię, Aby Pokora spod jej gmachu Mogła wywodzić swe korzenie. Wkrótce nad głową jej ponura Rozkwita cieniem Tajemnica, Karmi się Motyl nią, a także Na niej żeruje Gąsienica; I Fałszu rodzą się owoce Rumiane, dobre do jedzenia, A pośród jej konarów mrocznych Kruk się sadowi w głębi cienia; Zaś Bogom lądu oraz morza Nigdy się nawet sen nie przyśni, Gdzie taki Owoc znaleźć można - On rośnie tylko w Ludzkiej Myśli. Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Ćwiczenia duchowe 05.11.04, 22:05 Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko. Albert Einstein Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 00:11 Twój związek z rodzicami jako człowieka dorosłego? 1. Czy rodzice nadal traktują Ciebie jak małe dziecko? 2. Czy dużo Twoich decyzji zależy od akceptacji rodziców? 3. Czy reagujesz silnie emocjonalnie w trakcie spotkań z rodzicami? 4. Czy rodzice manipulują Tobą poprzez groźbę, poczucie winy lub pieniędzmi? 5. Czy czujesz się odpowiedzialny za odczucia rodziców? 6. Czy niezależnie co zrobisz, nie jest to wystarczające dla Twoich rodziców? 7. Czy masz nadzieję, że Twoi rodzice kiedyś się zmienią? O źródle naszych niepowodzeń możemy nie pamiętać, według zasady określonej przez Lewisa Smedesa Są dwa rodzaje cierpienia, o których zapominamy. Zapominamy o przykrościach zbyt błahych, żeby się nimi przejmować. Zapominamy o cierpieniach zbyt strasznych, żeby nasza pamięć uporała się z nimi. Rodzice toksyczni! Bardzo jest prawdopodobnie, że wasze dzieci założą swoje rodziny bardzo wcześnie, pragnąc szybko wyprowadzić się z rodzinnego domu, aby uciec przed Waszą presją lub atmosferą rodzinnego domu. Również prawdopodobnie Wasze dzieci będą toksycznymi rodzicami dla swoich dzieci, bo taki model rodziny w swoim dzieciństwie poznali. Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 09:37 Mam koleżankę z silnie toksyczną mamą. Ona niestety się przez wiele lat temu poddawała i w rzadkich tylko chwilach próbowała z tym walczyć. Do tego prawdopodobnie dochodził jeszcze szantaż psychiczny ze strony mamy. Efekt? Dziś dziewczyna ma trzydzieści lat - jest niesamodzielna do bólu, nie potrafi zawalczyć o swoje. Pomogliśmy jej znaleźć pracę w Warszawie, z dala od domu, załatwiliśmy mieszkanie - ale i tak na prawie każdy weekend jeździ do domu. A jak nie wyjeżdża, to mama jest w Warszawie. Szkoła w której uczy angielskiego okazała się być nienajlepszym miejscem - kiepskie warunki w pracy, wykorzystywanie przez dyrektorkę, lekceważenie itp. Znaleźliśmy jej kilkanaście innych ofert pracy dla anglistów - nawet nie zadzwoniła, choć nieustannie skarży się na swoją szkołę. Nie chcemy i nie możemy przejmować roli jej mamy tutaj, bo to do niczego nie prowadzi. Z drugiej strony - nie bardzo wiem jak jej można pomóc inaczej. Może ktoś doradzi? Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 15:45 Na skargi odpowiadać niezmiennie:"To straszne, co zamierzasz z tym zrobić?". Nie wyrywać się z pomocą. Matka ubezwłasnowolniła córkę i uratować ją może tylko partner dla którego, być może, zechce pójść na terapię. Takie "pochłanianie" dzieci, nie tylko córek zresztą) jest krzywdą wynikającą z braku wiary w umiejętności dziecka i jego zdolność do podejmowania mądrych decyzji. A wypływa z braku wiary matki w siebie. Nie umie sobie ona wyobrazić, że problemy, których ona nie może rozwiązać są dla innych problemikami. Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 15:51 Nie wiem jak z wiarą mamy we własne siły, ale brak wiary w możliwości córki to pewnik. Kiedyś nawet jej chyba niezbyt grzecznie odpowiedziałem na wyrażoną przez nią wątpliwość, że A. jest już dużą dziewczynką, jeśli nie zauważyła tego do tej pory. Ale obawiam się, że to do niej nie dotarło. Podobnie jak uporczywe ignorowanie jej odpowiedzi na pytania, które zadawałem jej córce. Przecież ona nawet mówi za swoją córkę! Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 16:24 Rals czy wiesz,że ja napisałam 1600 postów?! Właśnie mi to wypomniał jeden forumowicz z Psychologii :-) Skrytykowałam jego zamiłowanie do seksczatów i sformułowanie, że jak się jego żonie to nie podoba to "ją kopnie". Co za bubek! :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 16:34 Nie chcę Cię martwić ale 1600 to napisałaś tylko od początku tego roku :) W 2003 prawie 1700 i niemal 1000 w 2002. Nie licząc tego, co pod innymi nickami :) Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 17:33 Ale zmartwiłeś, chociaż nie chciałeś! :((( Muszę przestać, to się w głowie nie mieści..... Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 00:13 Jeśli dziecko jest aprobowane, uczy się aprobować samo siebie. /Dorothy Law Nolte/ Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 00:20 On jest człowiekiem, którego nie możesz zadowolić, ponieważ nigdy nie jest zadowolony z samego siebie. /Goethe/ Szantaż emocjonalny. Szantaż emocjonalny On jest człowiekiem, którego nie możesz zadowolić, ponieważ nigdy nie jest zadowolony z samego siebie. Goethe Pewnie każdy z nas znalazł się w podobnej sytuacji: Mówisz mężowi, że zapisałaś się na kurs, podnoszący Twoje kwalifikacje zawodowe, na który planujesz chodzić raz w tygodniu. Mąż odpowiada Ci: " dobrze, ale nie dziw się, że ja często będę spędzał wieczory poza domem". ... Planujesz wyjechać na wczasy z rodziną, mówisz o tym swojej Matce. W odpowiedzi słyszysz, "Jedź, ale ja tak źle się czuję, że na pewno niedługo będę chora". Zręczni manipulatorzy pozwalają się nam zbliżyć do siebie, kiedy dajemy im to, czego oczekują, są wówczas uroczy, naszą uległość hojnie wynagradzają. Jednak, gdy pragniemy postąpić inaczej, zgodnie ze swoim sumieniem lub marzeniami, grożą nam, obarczają nas poczuciem winy, a nawet karzą nas. Najczęściej manipulatorem jest osoba szczególnie nam bliska, nasz partner, może matka, ojciec, może brat, siostra lub przyjaciel, przyjaciółka. Możemy być wszechstronnie uzdolnieni, osiągać duże sukcesy w wielu dziedzinach, niestety w obecności tej bliskiej nam osoby stajemy się bezradni, przestajemy wierzyć w swoje możliwości, bezgranicznie jej ufamy. Ulegamy chwilowej iluzji bezpieczeństwa, jaką uzyskaliśmy, poddając się. Uniknęliśmy konfliktu, konfrontacji dla "świętego spokoju", ale pozbawiliśmy się szansy na zdrowy związek. Szantaż emocjonalny silnie uderza w nas osobiście. Każdy z nas wnosi do związku swoje kompleksy, czułe punkty, niepewności i lęki. To my zwykle szantażyście sami powiedzieliśmy o swoich słabych punktach, a on to wykorzystał. Osoba szantażująca zwykle doskonale wie, jak bardzo nam zależy na danym związku, na jego aprobacie i jego miłości.. Pomyśl, czy jest ktoś bliski w Twoim życiu, który: * często chce więcej od Ciebie, niezależnie od tego, jak wiele dajesz, * często lekceważy i ignoruje Twoje uczucia i pragnienia, * zakłada, że zawsze ustąpisz w sytuacji konfliktowej, * jest niezwykle miły, jeśli mu ulegasz, a wściekły, jeśli bronisz swojego stanowiska, * grozi, że utrudni Ci życie, jeśli nie zrobisz tego, czego żąda, * posługuje się pieniędzmi jako środkiem do postawienia na swoim. Szantażyści wspaniale maskują presję wywieraną na nas, mówią o swoich dobrych intencjach, o tym, jak wiele im zawdzięczamy, jak nas kochają i troszczą się o nas, tak że przestajemy być pewni swoich racji, stajemy się zagubieni, zaczynamy czuć się winnym, mało wartościowym człowiekiem i ulegamy. Za naszą uległość płacimy dużą cenę. Gdy sytuacja powtarza się, stajemy się mało pewni siebie, maleje nasze poczucie własnej wartości, żyjemy w stałym poczuciu winy. Szantażysto, żyj własnym życiem. A innym zostaw ich życie bo każdy dostał po jednym. Odpowiedz Link Zgłoś
ormond Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 04:37 habitus napisała: > On jest człowiekiem, > którego nie możesz zadowolić, > ponieważ nigdy nie jest zadowolony z samego siebie. > /Goethe/ > Jakbys mowila o kims, kogo dobrze znam ;) Problem jednak w tym, jak wplynac na taka osobe, aby jej zachowanie sie zmienilo? Odpowiedz Link Zgłoś
all2 Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 08:44 uodpornić się i nie starać się jej zadowolić za wszelką cenę innej metody nie ma są tacy, którym jest dobrze wtedy kiedy jest im źle Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 09:23 Ale niestety nierzadko się to kończy chorobami psychicznymi... Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Ćwiczenia duchowe 12.11.04, 15:46 Dowartościowywać. Namolnie zwracać jej uwagę na zalety, a nie niemożności. Jak siebie polubi i zaakceptuje - wszyscy odetchną. Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Uzależnienie od internetu - test 12.11.04, 20:53 www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=autodiagnoza&op=opis&id=1927 Zgadnijcie co mi wyszło ;( Odpowiedz Link Zgłoś
aanneett Re: Uzależnienie od internetu - test 12.11.04, 23:10 habitus napisała: > www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=autodiagnoza&op=opis&id=1927 > Zgadnijcie co mi wyszło ;( ... mi też, ale jutro jadę na detox :] _______________________________________________________ "Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie." Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Uzależnienie od internetu - test 13.11.04, 00:06 To ja nie będę robił. Jeszcze mi coś zaszyją ;) Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Uzależnienie od internetu - test 13.11.04, 09:35 Zszyją Ci palce. Będziesz dobrze pływał ale z klawiaturą mogą być kłopoty (wolne pisanie) :))) Odpowiedz Link Zgłoś
young_hunter Re: Uzależnienie od internetu - test 13.11.04, 11:16 habitus napisała: > Zgadnijcie co mi wyszło ;( Relax, test nie jest nawet profesjonalny. Spójrz choćby na pytanie numer 2 (cytuję): "czasu spędzanego w internecie". 1. Internet powinno pisać się dużą literą, o ile nie używamy tej nazwy nieformalnie. Test nie jest nieformalny. 2. Spędzać czas można korzystając z internetu, a nie "w internecie". Czy komuś z Was udało się wleźć w monitor i pobiegać w kablu? Sugeruję inny test: Czy jesteś uzależnion(a/y) od powietrza? Pytanie: Czy oddychasz? Jeśli odpowiedział(a/e)ś twierdząco, należy Ci się odwyk. :) Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Uzależnienie od internetu - test 13.11.04, 16:06 E, to mnie nie przekonuje chociaż intencja pocieszania jest widoczna jak na dłoni :) Sama czuję, że nie jest dobrze. Zuzce ograniczam przesiadywanie w sieci a sama coraz głębiej grzęznę. Czy to nie hipokryzja czasem? Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Uzależnienie od internetu - test 13.11.04, 16:25 A co ja mam powiedzieć? Ponad 4400 postów w tym roku... Odpowiedz Link Zgłoś
young_hunter Re: Uzależnienie od internetu - test 13.11.04, 17:50 ralston napisał: > A co ja mam powiedzieć? Ponad 4400 postów w tym roku... To proste. Przestań je liczyć. :) Odpowiedz Link Zgłoś
young_hunter Re: Uzależnienie od internetu - test 13.11.04, 17:51 habitus napisała: > Czy to nie hipokryzja czasem? A może takie rozwiązanie: Dopuść Zuzę do kompa na tak długo, jak będzie chciała. Pozbędziesz się wyrzutów sumienia z jednej strony, a z drugiej ograniczysz przesiadywanie przed kompem (bo Zuza zajmie). :) Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Uzależnienie od internetu - test 13.11.04, 19:13 No coś ty! Jak rodzic może tak postąpić? Komputer szkodzi na wzrok i na postawę (kręgosłup) a internet wypacza obraz świata. Odpowiedz Link Zgłoś
wolny_wilk Re: Uzależnienie od internetu - test 14.11.04, 13:28 habitus napisała: > No coś ty! Jak rodzic może tak postąpić? Bezstresowo. Zaraz wyjaśnię dlaczego. > Komputer szkodzi na wzrok Przy obecnej technologii produkcji monitorów to jawna nieprawda i utarty błędny stereotyp. Wystarczy siedzieć w odległości 1-1,5 metra (albo i więcej) od monitora. Z racji moich studiów spędzam przed komputerem po kilka godzin dziennie i wzrok jaki miałem, taki mam. Fakt, noszę okulary, ale wzrok pogorszył mi się, gdy zacząłem szybko rosnąć i nie miało to nic wspólnego z komputerem. Teraz mi się nie pogarsza, a nawet odrobinę poprawił. > i na postawę (kręgosłup) Dobra mama kupiłaby córce pajączka, zamiast boczyć się na przesiadywanie przed komputerem. :) > a internet wypacza obraz świata. Niekoniecznie, o ile zablokuje się latorośli dostęp do nieodpowiednich stron. Poza tym - dostęp, z kolei, do niektórych gier komputerowych pozwala na rozwinięcie w dziecku intelektu, poczucia odpowiedzialności, sprytu i refleksu. Z ostatnich - polecam nauczenie najmłodszej latorośli grania w The Sims 2. Myślę zresztą, że i starszej części rodzeństwa (nie mówiąc już o mamie :) ) też powinna się ta gra spodobać. Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Uzależnienie od internetu - test 14.11.04, 21:21 No to teraz muszę zakopać ten post w ogródku pod jabłonią, żeby się dziecko na niego nie powoływało. Od półroku wałkuje mnie o Sims2, bo w jedynce już pałace budowało. Ma szkołę, szkołę muzyczną i w domu pomagać. A przy komputerze pisze opowiadania i zamieszcza na swojej stronie oraz rozmawia przez GG z koleżankami. W sobotę i w niedzielę przez godzinę (!). Poinformowałam ją o możliwości spotkania Wojtka co ma 12 lat i o braku mojej zgody na spotkania beze mnie z kimś poznanym w Internecie. I niech tak ZOSTANIE!!! Odpowiedz Link Zgłoś
wolny_wilk Re: Uzależnienie od internetu - test 16.11.04, 16:28 habitus napisała: > No to teraz muszę zakopać ten post w ogródku pod jabłonią, (itd.) No cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że z tego wyrośnie. Polecane rozwiązanie: znaleźć zajęcie wymagające wykorzystania komputera, które będzie żmudne i mało przyjemne (przychodzi mi tylko do głowy nauka programowania, ale to chyba nie ten wiek). Ewentualnie - zachęcić do uprawiania jakiegoś sportu rodzinnego. Wybierzcie się razem na tenis, basen, konie, czy coś w tym rodzaju. Każda godzina więcej na świeżym powietrzu, to godzina mniej w necie. Inny pomysł – ustawić autowyłączanie komputera na godzinę od włączenia. To też może pomóc w ograniczaniu korzystania z niego. A można dostać adres strony z opowiadaniami? Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Uzależnienie od internetu - test 16.11.04, 18:13 Muszę spytać autorkę. Z nią jest taki problem, że ćwiczenia fizyczne wywołują w niej niekłamane obrzydzenie :) Dzisiaj przejeżdżałyśmy obok mojej studenckiej sali gimnastycznej. Zuzia była strasznie zbulwersowana tym, że na studiach też jest WF. Długo sobie krzywdowała na tylnym siedzeniu samochodu. Co do programowania to przeczytała dzieło o języku HTML i umie zrobić stronę. Z informatyki ma piątki i szóstki. Najgorzej idzie jej geografia (nudy...) i WF ( trzeba ruszać nogami). Ćwiczy na ksylofonie i perkusji - ale "robi to tylko dla mnie" :))) No nie jest łatwo. Można powiedzieć, że ma spaprane dzieciństwo ;). Aha, bibliotekę narysowałam i idę ją pokazać klientce. Odpowiedz Link Zgłoś
wolny_wilk Re: Uzależnienie od internetu - test 16.11.04, 21:12 habitus napisała: > Zuzia była strasznie zbulwersowana tym, że na studiach też > jest WF. Zapraszam na studia na PB. WF jest tu tylko 4 semestry. :) Poza tym – Zuza ma rację – wf na studiach to skopany pomysł. Po kiego to? > programowania to przeczytała dzieło o języku HTML i umie zrobić stronę. Dobry pomysł w takim razie to rozwój w tym kierunku - połączy przyjemne z pożytecznym. Podaruj jej na Gwiazdkę podręczniki do php i JAVA. :) > (trzeba ruszać nogami). A jazdę konną próbowałaś na niej zastosować? To miłe, sympatyczne zwierzątka, nie tylko jakieś tam ruszanie nogami. Tylko trzeba szukać instruktora, który nie tylko nauczy jeździć, ale pokaże, jak z końmi obcować i jak się w nich zakochać. :) > No nie jest łatwo. Można powiedzieć, że ma spaprane dzieciństwo ;). No tak, biedne dziecko, ma taką okrutną mamę. ;) Niech zgadnę - pić piwa też jej nie pozwalasz? :) > Aha, bibliotekę narysowałam i idę ją pokazać klientce. Trzymam kciuki, choć trochę poniewczasie. Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Ćwiczenia duchowe 13.11.04, 19:23 "Musimy nauczyć się żyć jak bracia, jeśli nie chcemy zginąć razem jak szaleńcy." (Martin Luther King) Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Ćwiczenia duchowe 13.11.04, 19:32 Dobra miara Z okazji uroczystych obchodów przybycia króla do stolicy dwór królewski hucznie świętował. W świątecznej komnacie król przyjmował dary i ofiary od poddanych. Wszystkie dary były bardzo wartościowe: bogato zdobiona broń, srebrne kielichy, drogie płótna haftowane złotem. Gdy orszak ofiarodawców zbliżał się ku końcowi, pojawiła się wiekowa wieśniaczka. Szła w ciężkich drewniakach, utykając i wspierając się na lasce. W ciszy wyjęła z wiklinowego kosza podarunek starannie zawinięty w płótno. Rozległ się wybuch śmiechu, gdy złożyła u stóp króla kłębek białej wełny. Uzyskała ją od swoich dwóch owiec - całego jej dobytku - i uprzędła w czasie długich zimowych wieczorów. Król bez słowa pokłonił się z godnością. Gdy staruszka powoli opuszczała komnatę, odprowadzana pogardliwymi spojrzeniami, król dał znak, by rozpocząć świętowanie. Staruszka z trudem podjęła nocną wędrówkę w kierunku swojej chaty znajdującej się w lasach królewskich. Dotychczasowa jej obecność była tam zaledwie tolerowana. Gdy ujrzała swój dom, przestraszyła się panicznie. Chata była okrążona przez żołnierzy króla. Wokół biednego domostwa wbijano paliki i rozciągano między nimi białą wełnianą przędzę. "Mój Boże" - westchnęła ze ściśniętym sercem - "mój dar obraził króla... Teraz straże aresztują mnie i wtrącą do więzienia". Gdy dostrzegł ją komendant wojska, skłonił się i uprzejmie oznajmił: "Moja kobieto, na rozkaz naszego dobrego króla, ziemia, którą może otoczyć nić z waszego kłębka wełny, od tej chwili należy do was". Obwód jej nowej posiadłości odpowiadał długości wełny w kłębku. Otrzymała tą samą miarą, z jaką obdarowała. Odpowiedz Link Zgłoś
wolny_wilk Re: Ćwiczenia duchowe 14.11.04, 13:32 habitus napisała: > Otrzymała tą samą miarą, z jaką obdarowała. Sprzeciw - ona oddała dorobek życia. A król nie oddał jej dorobku życia. Gdzie tu ta sama miara? Odpowiedz Link Zgłoś
awee Re: Ćwiczenia duchowe 21.11.04, 01:50 Pewnie większość to zna, ale co tam.... Deziderata Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój, można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swą prawdę jasno i spokojnie i wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha. Porównując się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniałay, zawsze bowiem znajdziesz gorszych i lepszych od siebie. Niech Twoje osiągnięcia, zarówno jak i plany, będą dla Ciebie źródłem radości. Wykonuj swą pracę z sercem, jakkolwiek byłaby skromna; ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa, niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty. Wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu. Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia, ani nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co Ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy. Masz prawo być tutaj. I czy to jest dla Ciebie jasne czy nie, wszechświat jest bez wątpienia na dobrej drodze. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek się trudzisz i jakiekolwiek są Twoje pragnienia. W zgiełku i pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą. Przy całej złudności i znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Bądź uważny. Dąż do szczęścia. Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Ćwiczenie dobrej śmierci 16.12.04, 23:38 Ćwiczenie to wywodzi się z duchowości salezjańskiej. Polega na tym, że raz w miesiącu porządkuje się swoje życie tak, jakby się miało odejść następnego dnia. Porządkuje się rzeczy, wyrzuca to, co niepotrzebne, lub oddaje komuś, komu może się przydać. Odpowiada się na wszystkie listy, na które się nie odpisało. Przeprasza tych, których się skrzywdziło. Dziękuje tym, którym jest się winnym wdzięczność. Niby znam to od dawna, bo jeden z moich kolegów ze studiów był przez jakiś czas w tym zgromadzeniu, zanim odkrył, że jego powołaniem jest raczej stworzenie dobrej rodziny (co zresztą chyba mu się udało) - ale sam nigdy tego nie praktykowałem. A chyba warto byłoby zacząć... Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Ćwiczenie dobrej śmierci 07.12.05, 14:38 Ha! Minął rok i oczywiście się nie udało. Ano nie ma chyba innej rady, jak zacząć od jutra. Tylko to porządkowanie zabierze więcej niż jeden dzień... Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Dobrze, że przypomniałeś o tym wątku... 07.12.05, 22:10 przed nowym rokiem. Świąteczne porządki zrobimy również w duszach, nie tylko w domach... Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Dobrze, że przypomniałeś o tym wątku... 07.12.05, 22:14 Ach gdziez te Adwenty z lat dzieciecych ... ;(((( Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dobrze, że przypomniałeś o tym wątku... 08.12.05, 09:13 I w duszy i w domu - robię równolegle. Wczoraj skończyłem ramkować slajdy z wypraw rowerowych. Zostało jeszcze paręset slajdów z dwóch pieszych wypraw na Pogórze Przemyskie. Biurko się pomału odgruzowuje... Odpowiedz Link Zgłoś
ormond Re: Ćwiczenie dobrej śmierci 08.12.05, 12:49 ralston napisał: > Ćwiczenie to wywodzi się z duchowości salezjańskiej. Polega na tym, że raz w > miesiącu porządkuje się swoje życie tak, jakby się miało odejść następnego dnia > . > Porządkuje się rzeczy, wyrzuca to, co niepotrzebne, lub oddaje komuś, komu może > się przydać. Odpowiada się na wszystkie listy, na które się nie odpisało. > Przeprasza tych, których się skrzywdziło. Dziękuje tym, którym jest się winnym > wdzięczność. Niby znam to od dawna, bo jeden z moich kolegów ze studiów był > przez jakiś czas w tym zgromadzeniu, zanim odkrył, że jego powołaniem jest > raczej stworzenie dobrej rodziny (co zresztą chyba mu się udało) - ale sam nigd > y > tego nie praktykowałem. A chyba warto byłoby zacząć... Nie zauwazylem tego wpisu wczesniej. Jestem pod absolutnym wrazeniem. Olsnienie. Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Ćwiczenie dobrej śmierci 08.12.05, 12:52 Dodatkowa mądrość tego ćwiczenia polega na tym, że odkrywa się iż większość tego typu spraw należy wykonać od razu, bo inaczej tego jednego dnia w miesiącu może się okazać za mało na uporządkowanie zaległości z całego miesiąca... Odpowiedz Link Zgłoś
ormond Re: Ćwiczenie dobrej śmierci 08.12.05, 12:56 ralston napisał: > Dodatkowa mądrość tego ćwiczenia polega na tym, że odkrywa się iż większość > tego typu spraw należy wykonać od razu, bo inaczej tego jednego dnia w miesiącu > > może się okazać za mało na uporządkowanie zaległości z całego miesiąca... Troche to przypomina modrosci buddyzmu tybetanskiego, ktory nakzuje ciagle rozpamietywanie wlasnej smierc. Odpowiedz Link Zgłoś
all2 Re: Ćwiczenie dobrej śmierci 09.12.05, 03:47 Bo śmierć jest zawsze za twoim lewym ramieniem :) A to ćwiczenie jest akurat na cały rok. Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Ćwiczenia duchowe - zen 25.01.06, 19:46 Dawno temu do pewnego mistrza zen przyszedł mężczyzna i powiedział, że nie może znaleźć dla siebie partnerki, która by mu odpowiadała i którą kochałby do końca życia. „A jaka miałaby być ta kobieta?” - zapytał mędrzec. Mężczyzna zastanowił się chwilę, a potem rzekł: - „Tęsknię do kobiety kochającej, mądrej, odpowiedzialnej, szlachetnej, radosnej, czułej, wrażliwej, delikatnej, pięknej, zmysłowej, zaradnej, silnej i samodzielnej”. Dodał jeszcze kilka równie rzadkich cnót, po czym spytał mnicha, co ma począć. Mędrzec zajrzał mu głęboko w oczy i powiedział: „Znam absolutnie pewny sposób, dzięki któremu spotkasz właśnie taką kobietę”. - „Jaki to sposób?! - zapytał ucieszony mężczyzna - Jeśli mi go zdradzisz, oddam ci wszystko, co posiadam!”. - „Niczego od ciebie nie potrzebuję - odpowiedział mistrz - musisz mi tylko przysiąc, że z niego skorzystasz”. Mężczyzna przysiągł na wszystkie świętości, że zastosuje się do rady mędrca, a kiedy się trochę uspokoił, mistrz rzekł cicho: - „Jeśli pragniesz spotkać kobietę kochającą, mądrą, odpowiedzialną, szlachetną, radosną, czułą, wrażliwą, delikatną, piękną, zmysłową, zaradną, silną i samodzielną to najpierw sam musisz się takim stać. Tylko w ten sposób ją znajdziesz. A nawet jeśli jej nie spotkasz, nie będzie to już miało dla ciebie większego znaczenia”. Odpowiedz Link Zgłoś
bogo2 Re: Ćwiczenia duchowe - zen 27.01.06, 13:01 absolutna nieprawda.... cuda sie zdarzaja... zycie jest ponad madrosci mistrzow... w przeciwienstwie do mnie , moja zona jest taka.... habitus napisał: >(....) - „Jeśli pragniesz spotkać kobietę kochającą, mądrą, odpowiedzialną, > szlachetną,radosną, czułą, wrażliwą, delikatną, piękną, zmysłową, zaradną, > silną i samodzielną to najpierw sam musisz się takim stać. Tylko w ten > sposób ją znajdziesz. Odpowiedz Link Zgłoś
habitus Re: Ćwiczenia duchowe - zen 27.01.06, 13:05 To nie cud - tylko masz kiepską samoocenę :)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
bogo2 Re: Ćwiczenia duchowe - zen 27.01.06, 13:10 a jednak bede sie upieral , ze to cud ....;) ! samoocena jest wytrychem do samousprawiedliwien... bylem tam ... tam nic nie ma ... habitus napisał: > To nie cud - tylko masz kiepską samoocenę :)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
habitus O priorytetach 27.01.06, 00:20 - Po co mi głowa? - zastanawia się kulturysta - Nie mam na niej mięśni... - A, prawda! Jem niom!!! :) Odpowiedz Link Zgłoś
aanneett takie coś na poczcie znalazłam :) 10.07.06, 19:03 Dobrze znany mówca rozpoczął seminarium trzymajac w reku dwudziestodolarowy banknot. Do dwustu osób na sali skierowal pytanie: - Kto chcialby dostac ten banknot??. Ludzie zaczeli podnosic rece. Spiker powiedzial ...Mam zamiar dać ten banknot jednemu z was, ale najpierw pozwólcie że cos zrobię .... i zaczął miąć banknot. Okazał zgnieciony banknot i zapytał: - Kto w dalszym ciagu to chce? Rece znowu sie podniosły ... -A gdybym zrobil to?? -zapytal mówca.... i rzucil banknot na ziemie.Podeptal go butami i podniósł, był pomięty i brudny .... - A teraz kto chce te pieniądze??- rece podniosly sie po raz trzeci!!!. - Moi przyjaciele ,odebraliscie bardzo cenna lekcje. Nie ma znaczenia co zrobilem z tym banknotem, ciagle chcieliscie go dostac, poniewaz nie zmniejszylem jego wartosci .To jest wciaz warte 20 $.!!! - Wiele razy w zyciu jestesmy powaleni na ziemie, zmieci i rzuceni w bloto przez decyzje, które kiedys podjelismy i okolicznosci, które stanely nam na drodze. Czujemy sie przez to mniej wartosciowi. Ale to nie ma znaczenia co sie stalo i co sie jeszcze stanie... TY nigdy nie stracisz swojej wartosci: brudny czy czysty, zmiety czy w dobrej formie, jestes ciagle bezcenny dla tych, którzy Cie kochaja. Wartosc naszego zycia nie wynika z tego co robimy, ani nie zalezy od tego, kogo znamy, lecz KIM JESTESMY.! Jestes wyjatkowy ! nigdy o tym nie zapomnij! Licz swoje blogoslawienstwa, nie problemy!. _________________________________________________ P.S. może i już było, ale mi się podoba :) Odpowiedz Link Zgłoś