ralston
23.05.05, 11:49
Kto czytał "Ogniem i mieczem" ten może pamięta, że pacholik imć
Skrzetuskiego, niejaki Rzędzian (późniejszy starosta Wąsoszy - ale to dopiero
w "Potopie") pochodził ze wsi Rzędziany na Podlasiu. Jego dziadunio, co miał
lat dziewięćdziesiąt i jeden - procesował się tam od lat z Jaworskimi o
gruszę, która rosła na miedzy. Jak Jaworscy za gałęzie szarpali, to spadały
gruszki Rzędzianów.
Tuż obok Rzędzian przejeżdżałem wielokrotnie, bo leżą tylko o 100m od trasy
Warszawa-Białystok, ale dopiero wczoraj po raz pierwszy odwiedziłem samą
wieś. Piękne to miejsce, bo nad narwiańskimi rozlewiskami położone. Łąki i
bagna szeroko i daleko. Ptaki i żaby czynią hałas wielki. Odpoczywa się tam
znakomicie - zwłaszcza przy tak pięknej pogodzie, jak wczoraj.
A jeszcze do tego przemili i życzliwi gospodarze - państwo (a jakże!) -
Rzędzianowie :) Na stołach wędliny własnej roboty i mnóstwo innych pyszności.
Aż się wracać nie chciało...